lifeworksgestaltlogobase

About Me

My photo

I teach and practice Gestalt therapy, Career decision coaching, and Family Constellations work. As well as Australia, I teach workshops and training in China, Japan, Korea, the USA & Mexico. I am author of Understanding The Woman In Your Life, a book of advice for men about relationships with women. In my work as director of Lifeworks I provide therapy,  training and supervision. I am a Phd candidate, studying the interpersonal dynamics of power, and am currently director of an MA in Spiritual Psychology for Ryokan College, an accredited online institution based in LA.

Wednesday, 28 December 2016

Case #98 - Odwilż w związku

Katie powiedziała o swoim związku z jej mężem.
Był bardzo bolesny przez długi czas. Nie uprawiali seksu od 10 lat. Czuła, ze jest dla niego siostrą albo bratem - "rodziną", lecz bez poczucia intymności.
Był uparty jak osioł, samolubny, nieczuły i dominujący. Dzieci również się od niego udsunęły z tychże powodów.
Spędziła kilka ostatnich lat pracując nad sobą, szukając szczęśliwości.
Wybrali się na rodzinne wakacje. Dzieci, teraz starsze, wyszły gdzieś na noc, zostali sami we dwoje.
Podszedł do niej i ją przytulił. Była zaszokowana, przerażona i bardzo spięta. Nie czuła wobec niego ciepła na fizycznym poziomie i czuła się bardzo niekomfortowo zarówno ze swoimi reakcjami, jak i jego działaniami.
Kiedy wrócili do domu, zaczął się zmieniać. Porzucił swoje wojownicze podejście. Zaczął robić dla niej miłe rzeczy.
Była bardzo nieufna, trzymała w sobie mnóstwo strachu. Co, jeśli to była tymczasowa zmiana? Co, jeśli znów spróbuje się do niej zbliżyć?
Zauważyłem, że jeśli będzie działać powodowana strachem, to w istocie może być tymczasowa zmiana, a jej działania sprawią, że wszystko wróci do dawnego stanu. Była to konfrontacja z jej własnymi wyborami i odpowiedzialnością za utrzymanie aktualnego stanu rzeczy, sprawdzanie jej poświęcenia dla sprawy, niezależnie od tego, jak bardzo narzeka.
To była głębszy temat do przyszłej pracy.
W tej jednak chwili, zasugerowałem, by zastanowiła się, jak i w jakim stopniu byłoby dla niej komfortowe dać jej mężowi "nagrodę" za te zmiany.
Jest to związane z zasadą dawania i brania w związku. Między małżonkami kluczowym jest, by istniała podstawowa równowaga. W tym przypadku jasnym było, że to ona więcej brała, a on więcej brał. Mimo narzekań, jakie ona może mieć odnośnie tej sytuacji, trzeba też przyznać, że sama kreowała i utrzymywała tę nierównowagę. Próbując zrobić coś nowego w ostatnim czasie, miała wpływ na systemową równowagę.
Jednym z rezultatów było to, że zaczął jej dawać, zamiast tylko brać.
Jednakże, takie zachowanie z jego strony może być kontynuowane wtedy, gdy spotka się ze wzajemnością, w przeciwnym razie ponownie wpadną w błędne koło, w ktorym się znajdowali.
Jej rola w tym wszystkim, to dawać coś w zamian, nieważne jak małe by to było.
To jednak skonfrontowało ją z jej zgorzknieniem i urazą, którą musiała przezwyciężyć, by pozwolić na rozwinięcie się czegoś nowego.
Jej obawą było, że on "źle zrozumie" życzliwość z jej strony. Zwróciłem jej uwagę, że zbyt daleko wybiega w przyszłość. Skupienie musiało znajdować się na tym, co jest teraz - na tym, ile jest w stanie dać i na tym, jaki wiele chce od niego przyjąć, albo jak blisko gotowa była być z nim. Musiała mu wyjaśnić, że była w stanie postępować krok po kroku ku niemu i potrzebowała, by on poruszał się tym samym tempem.
Kiedy związek tkwi zamarznięty przez długi czas, wygląda tak, jakby nie mógł się już nigdy zmienić. Jednak Teoria Pola mówi nam, że zmiana jest podstawą życia, rzeczy ciągle się zmieniają. Kiedy dotkniemy tego strumienia życia, dostrzeżemy i poczujemy, jak rzeczy szybko się zmieniają. Kwestią jest zatem, jak wiele wsparcia ludzie otrzymają, by zintegrować w sobie zmianę.
W Gestalt zorientowani jesteśmy bardziej na małe zmiany, niż na wielkie i dramatyczne. Kwestią jest zawsze, w jaki sposób możemy wesprzeć kogoś zewnętrznie i wewnętrznie, kiedy można wyrazić możliwości wyboru i w jaki sposób osoba może znaleźć swój własny kompas, a nie tylko działać w odniesieniu do oczekiwań innych.

Saturday, 24 December 2016

Case #97 - Integracja duchowego doświadczenia

Viktor chciał lepiej zrozumieć, czym jest duchowość, miał jednak wiele niejasności. Gestalt może być używany z dowolną figurą zaintersowania i nie wymaga od terapeuty bycia jakiegoś rodzaju ekspertem od spraw duchowych, by być w stanie pomóc komuś rozjaśnić jego świadomość, czy wyjaśnić jego doświadczenie.
Spytałem go więc o zarys jego poglądów - jego przekonań o duchowości - jako że jego pragnieniem było "rozumienie", które pociągało za sobą pewną treść umysłową. To pierwszy sposób, w jaki pomóc komuś wyartykułować jego własną duchowość - w pojęciach jego myślenia. Powiedział, że jest buddystą.
Następnie spytałem o jego doświadczenie. To dobry początek, by zacząć z duchowością, ponieważ szybko może stać się ciężkim i ezoterycznym tematem, a doświadczenie, nawet to transcendentne, jest samo w sobie osadzające.
Mówił o tym, jak spędział na duchowych praktykach godzinę każdego dnia. To drugi wyznacznik duchowości - praktyka.
Spytałem, jakie w rezultacie miał doświadczenia duchowe.
Vicktor powiedział, że tak naprawdę nie wie. Zauważył, że stał sie bardziej wrażliwy na innych, na ich uczucia i stany. Zauważył też, że doświadcza tego z klientami, był w stanie się do nich lepiej dostroić - ponownie zwiększenie wrażliwości.
Czuł się też lepiej dostrojony do naturalnego otoczenia, w sensie jego zwiększonej wrażliwości.
Wciąż jednak nie wiedział, co to znaczy i czym właściwie była duchowość.
Wskazałem, że wszystkie te doświadczenia były w relacji do innych, do czegoś poza nim samym.
Spytałem o to, jaki te praktyki miały wpływ na jego wewnętrzne doświadczenie.
Odnotował, że uczucia spokoju.
Zauważyłem, że to dobry sposóby, by odpowiedzieć na pytanie, "czym jest duchowość". Od razu to zrozumiał,nie tylko kognitywnie, ale też w swoim byciu. Doznał był duchowego doświadczenia, jednak dopiero zachęcony do wyrażenia go, pomogło my odnieść się do niego kognitywnie: zdać sobie z niego sprawę - to było jego prawdziwym pragnieniem. Jednakże to "zdanie sobie sprawy" było teraz osadzone i odniesione do jego doświadczenia, a nie do teoretycznych rozważań, których mógł nauczyć się od kogoś innego.
Zachęciłem go do tego, by pamiętał to uczucie, którego doświadczył po swoich praktykach duchowych.
Przypomniał je sobie, po czym poprosiłem go, by przedstawił swoje doświadczenie w teraźniejszości. To standardowa zachęta w Gestalt. Przedstawił swoje uczucie jako małą dawkę tego spokoju.
Wyjaśniłem mu, że to duchowa praktyka, którą może wykonywać chwila po chwili, kultywując ten rodzaj spokoju. To mu idealnie przypasowało.
Miał teraz sposób, by połączyć swoje doświadczenia, swoje koncepcje i swoje praktyki, w sposób żywy i skupiony na teraźniejszości.
To rodzaj integracji, którego zwykle szukamy w Gestalt i jest szczególnie skuteczny, gdy poruszamy się w temacie duchowości.

Tuesday, 20 December 2016

Case #96 - Duchowa praca nad agresją


Brenda podniosła temat autentyczności. Jednak nazwała to praktyką duchową, której chciałaby się nauczyć, niż raczej metodą psychologiczną.
Nie rozumiałem do końca, w jaki sposób to rozróżnia, ale byłem szczęśliwy móc popracować nad tym, by jej w tym pomóc.
Mówiła o sytuacji z klientem w pracy, wobec którego czuła, że musi być miła, nie sprzeciwiać mu się, nawet jeśli wiedziała, że jego plany nie przyniosą żadnego zysku. Spętana przez presję ze strony firmy, przez uwagi, jak powinna obchodzić się z klientami i jej własny strach przed konfrontacją i odrzuceniem spowodował, że zachowywała się nieautetycznie w stosunku do klienta. Wyglądało na to, że problemem, leżącym u podstaw jej braku autentyczności jest strach.
Skoro tematem była duchowość, chciałem zaoferować jej trening na poziomie duchowym. Wyjaśniła, że uspokajała się, stosując pewien rodzaj medytacji, po czym modliła się o kierownictwo.
Zachęciłem ją do eksperymentu. Ktoś z grupy zagrał klienta, zaś Brenda dostarczyła słowa.
Kiedy słuchałem, co "klient" do niej powiedział, zauważyłem, że brzmiał bardzo władczo i rozkazująco - mówiąc jej, że musi robić to, czego od niej chcą.
Zapytałem o jej uczucie w odniesieniu do tej agresywnej postawy. Odparła, że jest "nie fair". Wskazałe, że to myśl, a nie uczucie. Ważnym jest, by w terapii rozróżniać myśli od uczuć, a w tym przypadku, jej odpowiedź wciąż nie mówiła mi o uczuciach. Z pewną pomocą zidentyfikowała uczucie jako frustrację.
Zatem figura się zmieniła. W istocie pod trudnością w byciu autentycznym znajdował się nie tylko strach, ale też jej własna agresja. To zawsze użyteczne do zidentyfikowania, jako że ludzie mają tendencję do nie indentyfikowania własnej agresji, identyfikując się za to bardziej z pozycją ofiary - w tym przypadku, jej strachem przed odrzuceniem.
Zawsze więc wartościowym - z punktu widzenia Gestalt - jest zlokalizować agresję, ponieważ reprezentuje użyteczną energię działania, zmiany.
Jednak w tym przypadku, wziąłem z niej przykład - nie chciała pracować z agresją na poziomie psychologicznym, lecz duchowym. To zasugerowało, by nie kierować jej na "czucie i ekspresję" złości, co byłoby normalną formułą terapeutyczną. Zamiast tego należało odkryć, jak to jest pracować z nią na poziomie duchowym.
Poprosiłem ją więc, by użyła swoich duchowych praktyk, przez chwilę, by popracować nad swoją frustracją. Zrobiła to, w ciszy. Kiedy otworzyła oczy, powiedziała, że "to minęło".
Uwierzyłem w to, nie potrzebowałem sprawdzać, by "mieć pewność", czy to aby nie sztuczka. Miałem swoje własne poczucie tego, że jest pewna - ekspresja jej twarzy była bardzo otwarta i we współczesnym Gestalt, ogólnie rzecz biorąc, nie chcemy "konfrontować się" z ludźmi, a zamiast tego pracować z subiektywnością ich doświadczenia. Nie dostrzegłem niczego, co przeczyłoby temu, co odnotowała, więc z radością to zaakceptowałem.
Jeśli ktokolwiek angażuje się w "duchowy" proces, bazując na jakimś rodzaju "powinności", wtedy całkiem prawdopodobnie byłoby możliwe, że w istocie używają tego, by uniknąć uczuć lub spraw z nimi związanych. Jednak tutaj to nie wydawało się problemem.
To prezentuje sposób używania procesu Gestalt do pracy nad probleami, które określane są jako duchowe.

Sunday, 27 November 2016

Case #95 - Być nietolerancyjnym, by odszukać duchową tolerancję

Sylvia przedstawiła skomplikowany problem. Chciała stać się bardziej odpowiedzialna za sibie, jako rodzaj duchowej praktyki, jednak kiedy spotykała się z pewnymi ludźmi, odpychała ich, stwarzając dystans. Co więcej, naciskała na siebie, więc branie większej odpowiedzialności wyglądało, jak duszenie samego siebie. Spytałem, co obecnie czuje, odparła, że zamęt.
W Gestalt zawsze chcemy konkretów, jako że ogólnikowe stwierdzenia nie przynoszą skupienia świadomości. Poprosiłem ją więc o konkretny przykład.
Powiedziała o jej poprzednim znajomym, z którym weszła w interesy. Pojawiły się problemy i skończyło się to rozpadem współpracy, każdy poszedł własną ścieżką. Wymieniła kilka różnic, jakie ich dzieliło i frustrację z powodu jej znajomego.
Moim celem, jak to zwykle bywa w Gestalt, była nie zawartosc, lecz dynamika w relacji.
Wyjaśniła, że nie mówiła o tym nikomu, ponieważ powodowało to u niej presję, jako coach nie powinna mieć tego typu problemów, a poza tym nie chciała podsycać plotek.
Na początek więc odpowiedziałem relacyjnym stwierdzeniem, rozpoznając jej wrażliwość na punkcie jej dzielenia się tym tematem. To ważne uznanie wsparcia.
Spytałem ją, czy byłoby inaczej, gdyby wzięła na siebie więcej odpowiedzialności. Odparła, że byłaby bardziej tolerancyjna.
To coś, co nazywamy pojawieniem się "nowej figury". W procesie Gestalt przywiązujemy uwagę do ważnych figur i czasem ta, z którą zaczynamy okazuje się nią nie być.
Spytałem więc o tolerancję. Sylvia powiedziała - "Powinnam być tolerancyjna i nie forsować swojego zdania".
W Gestalt "powinienem" jest zawsze kluczowym słowem - reprezentuje poziom nie brania odpowiedzialności (przenoszeniu motywacji na źródło zewnętrzne) i wskazuje na pewien rodzaj ogólnego impasu, który został wchłonięty. Istnieje kilka sposobów, by nad tym pracować.
Po pierwsze, należy zidentyfikować źródło "powinności". Powiedziałem więc - "bardziej tolerancyjna, w stosunku do kogo?". To gruntuje widoczną niepodważalność impasu w relacjach.
Sylvia określiła cztery źródła - ideały duchowej perfekcji, jej wierzenia rodzinne, zwyczaje kulturowe i jej własny pociąg do bycia lepszą, niż okoliczności, w których się wychowała. Mogliśmy pracować z każdym z tych źródeł i byłoby to dobre dla przyszłej pracy nad introjekcjami - przekonaniami, które zostały wchłonięte.
Nie chciałem jednak zbaczać z drogi.
Poprosiłem ją, by przedstawiła cztery źródła "powinności" jako przedmioty...które położyła przed sobą.
Spytałem ją, co czuje. Powiedziała, że mroczne uczucie.
Zasugerowałem, że tam, gdzie rodzi się chęć bycia tolerancyjnym, istnieje również potrzeba rozpoznania nietolerancji. To gestaltowskie podejście do biegunów.
Poprosiłem ją więc,by umieściła w jednej dłoni tolerancję, a w drugiej nietolerancję, po czym powiedziała do każdego z czterech źródeł "powinności", że w istocie jest zarazem tolerancyjna, jak i nietolerancyjna. Pozwoliło jej to nazwać i posiąść złożoność jej doświadczenia, by być jednością w obliczu presji introjekcji.
Następnie umieściłem przed nią przedmiot, który reprezentował jej byłego znajomego i zaczęciłem Sylvię, by powiedziała mu to samo.
Ponownie, by skupić uwagę na figurze, poprosiłem ją, by była dokładna w opisywaniu jej znajomemu tego, czego nie chce tolerować.
Wyraziła kilka jasnych stwierdzeń.
Podzieliłem się, że odniosłem pozytywne wrażenie - że jej niechęć do tolerowania określonych zachowań jest psychologicznie zdrową reakcją.
Czasem podczas terapii odpowiednim jest, by podzielić się własnym osądem, tak długo, jak jest stosowany w jasnej i określonej sytuacji. W tym wypadku, chciałem jej dać wsparcie z pozycji autorytetu, aceptując jej nietolerancję i dać jej do zrozumienia, że w istocie to forma brania odpowiedzialności.
Co zatem pozostawało? Była zainteresowania praktyczną duchowością, zasugerowałem więc, że możemy teraz przyjrzeć się temu, co oznacza być duchowo tolerancyjnym, gdyż mamy zarysowane zdrowe psychologiczne granice.
To, że była teraz w stanie panować nad swoją nietolerancją, uwolniło ją, dzięki czemu mogła ocenić do jakiego stopnia chce być toleracyjna lub nie - nie z poczucia powinności, lecz dlatego, że czuła szczerą potrzebę poszerzenia swoich granic.
Angażując się, stworzyłem ten relacyjny proces, a nie tylko umożliwiłem. "Wykonałem" też nieco "pracy", zwracając uwagę na własną autorefleksję, a nie tylko prosząc ją, by wszystko zrobiła samodzielnie.
To część procesu "ja-ty" w Gestalt.
Dołączając do niej w tym miejscu, byłem w stanie zaoferować jej interpersonalne wsparcie, rozpoznać trudności w zlokalizowaniu prawdziwej duchowej zdolności tolerancji, w sposób, który był autentyczny i który angażował osobisty rozwój.
Sylvia uzyskala poczucie wiedzy o tym, co zrobić, jak to zrobić i uzyskała czysty, jasny grunt do ćwiczenia tolerancji, jako duchowej praktyki, zajmując się uprzednio aspektem psychologicznym.
To przykład na integrację psychoterapii i duchowości.

Saturday, 19 November 2016

Case #94 - Poznać samego siebie

Louisa była zaangażowana w rozwój osobisty od ponad 10 lat. Nie przeszła pełnego profesjonalnego szkolenia, ale uczestniczyła w wielu warsztatach, prowadziła własne badania i poświęciła się własnemu rozwojowi.
Przez jej przyjaciół postrzegana była jako bardzo silna kobieta.
Gdy ją poznałem, zgodziłem się z tym - mogłem w niej dostrzec głęboką siłę.
Oczywiście wiedziała to o sobie, mimo tego była skupiona na tym, czego musi się jeszcze nauczyć, na jej słabych punktach i na miejscach, w których uważała, że mogłaby być lepsza.
Zasugerowałem jej - czemu nie uczy innych, jak odnaleźć siłę, którą posiada.
Louisa powiedziała, że nie jest zewnętrzenie gotowa - nie zarabiała zbyt wielu pieniędzy na tym, co robi.
Wskazałem, że to jej wewnętrzny sukces się liczy - nieważne, co się wydarzy, nie pozwoli się zniechęcić, nie podda się. Nosiła w sobie tę wewnętrzną siłę i to, że nie udało jej się jej obrócić w zarabianie mnóstwa pieniędzy, nic nie znaczy, poza kilkoma bardzo powierzchownymi sprawami.
Potem powiedziała, że nie wie, jak uczyć innych tego, czego się dowiedziała - dla niej to było naturalne.
Przeprowadziłem ją przez proces świadomości, cofając się w nią samą i obserwując, co zrobiła w różnych sytuacjach, by uzyskać dostęp do jej siły. Powiedziała o jej rozmowach ze sobą, jej nastawieniu, spytałem również, co robi na jej poziomie somatycznym.
Wskazałem, że ten rodzaj autorefleksji stanowi bazę do tego, by być stanie uczyć innych tego, co wie.
Zasady Gestalt bazują na dawaniu wsparcia - przedstawianiu klientowie tego, jak ich doświadczam. Może to być "pozytywne", jak i "negatywne", nie ma to jednak znaczenia. Rzecz w tym, jak ja ich doświadczam i jaki to ma na mnie wpływ.
Ten rodzaj wsparcia jest dla niektórych bardzo cenny - być naprawdę dostrzeżonym. To utwierdzające, uznające, zapewnia solidny grunt pod terapeutyczną rozmowę. Pomaga to również zidentyfikować ich unikalny styl bycia w świecie - coś, co dają z siebie w relacjach z innymi, a co za tym idzie - w ich pracy.
Po drugie, pomogłem jej przejść proces uświadomienia, by mogła zdekonstruować swoje wewnętrzne działania. To bardzo użyteczne w wielu sytuacjach - to pytanie o to, "jak" chcemy tego, czego chcemy. Zdając sobie z tego sprawę, pojawia się więcej możliwości wyboru - w tym wypadku, umiejętność uczenia innych.
Po trzecie, jako terapeuci, możemy przeprowadzić swój własny proces dekonstrukcji świadomości, pozwalając opisać klientom to, co wiemy i co rozumiemy. To niezbędne dla naszej autorefleksji i otrzymywania pozytywnego wsparcia.

Thursday, 3 November 2016

Case #93 - Depresja w związku

Terry cierpiał stratę. Był w związku z Dianne przez kilka lat. Bardzo się kochali. Oboje byli zainteresowani życiem wewnętrznym, łączyła ich silna więź.
Jednak Dianne była pogrążona w depresji. Przyjmowała różne leki. Próbowała kilku terapii, jednak nie pomogły zbyt wiele. Prowadziła wymagającą karierę, która sprawiała, że jest ciągle zajęta i zestresowana.
Wspólnie starali się jakoś sobie radzić (ona wiele podróżowała, nie mieszkali razem). Zawsze wypracowywali jakieś rozwiązanie, było to jednak dość wyczerpujące. Dianne była niezwykle krytyczna, podczas gdy Terry był bezproblemowy.
Dianne od czasu do czasu z nim zrywała, jednak po pewnym czasie znów się z nim kontaktowała, mówiąc, że bardzo za nim tęskni.
Terry był całkiem cierpliwy, bardzo starał się, żeby im się udało, jednak był już na skraju wytrzymałości. Znajdował to za raczej stresujące, niż odżywcze i wygladało na to, że ich dwójka nie potrafi znaleźć drogi, by ich bycie razem było dla nich zdrowe.
Wyjaśniłem Terremu, że w istocie chodzi tylko o to, że Dianne ma depresję. Depresja znajdowala się "w związku" i, w tym sensie, on sam również był w niej pogrążony. Być może nie posiadał jej jednostronnego myślenia (które zwykle towarzyszy depresji), ale, z systemowego punktu widzenia, w jakiś sposób utknął w depresyjnym polu.
Jaka była jego rola? Być pomocnym, dawać wskazówki, próbować znaleźć rozwiązania, próbować rozmawiać o rzeczach racjonalnie. Wszystko to było nieszkodliwe, co innego mógł zrobić? Jednak w kategoriach systemowych, oboje ludzi współtworzy pole. To, co było jasne, to to, co wnosi Dianne. Niejasnym jest za to, co wnosi Terry.
Jego bezradność czy choćby cierpliwość stała się częścią problemu.
Zatem rozwiązaniem dla niego jest znaleźć sposób, by wyjść z tego współtworzonego systemu - określając swoje granice, wyrażając je w sposób niereaktywny, być proaktywnym w odmowie próśb o ratunek i przestać być tak pomocnym.
To wielka prośba, dodała mu jednak energii, jako że zamiast być zależnym od zmiany Dianne - co się nie działo - mógł pracować nad sobą samym.
Mówiliśmy o tym, kiedy mógł zaprzęgnąć do działania poczucie humoru. Dynamika między zmieniła się zupełnie. Zbadaliśmy, jak bardzo sam potrzebował wsparcia, znalezenia sposóbu na odszukanie jego własnego centrum i szczęśliwości, by nie dać się wciągnąć w negatywizm. Ćwiczyliśmy sposoby nad powstrzymaniem się od być zbyt pomocnym, a zamiast tego umieć wyznaczać granice - rozpoznawać własne potrzeby, określić limit tego, ile samemu jest w stanie znieść.
Terry poczuł się znacznie silniejszy, trzeźwiej myślący, mógł dostrzec nad czym może pracować. Cokolwiek stało się w jego związku, była to dla niego pouczająca lekcja.

Monday, 24 October 2016

Case #92 - Błogość niczego

Zac mówił o uczuciu depersonalizacji. Jako dziecko myślał, że jego matka wkrótce umrze (mimo, że tak nie było). Mówił o śmierci babci. Modlił się do Boga jako dziecko... jednak nic to nie dało - babcia zmarła. W rezultacie przestał ufać religii - wyglądało na to, że Bóg robi rzeczy dokładnie odwrotne od tych, o które prosi. Jednak z jakiegoś powodu biblijna historia, o której się dowiedział, pozostawała z nim - o kimś, kto się modlił, podczas czego odwiedził go Szatan, by go kusić.
Utożsamiał więc strach z modlitwą. Powiedział, że wierzy w naukę, nie w Boga. Uważał siebie za nihilistę.
To, co utożsamiał z religią, duchowością, było systemem wierzeń, który do niego nie trafiał, a praktyka (modlitwa) wydawała mu się bezcelowa.
Wskazałem, że duchowość posiada trzy kluczowe elementy: może dostarczyć inspiracji i wskazać kierunek, może pomóc ludziom znaleźć miejsce dla transcendencji w ich życiu oraz zapewnia praktyki, które mogą przynieść poszerzenie horyzontu i radość.
Żadna z tych rzeczy nie kontytuowała jego doświadczenia religii.
Wskazałem więc, że istnieją takie formy duchowości, jak Zen, który nie wymaga posiadania systemu wierzeń, wliczając w to wiary w Boga.
Element depersonalizacji miał oczywisty wymiar psychologiczny. Poprosiłem więc Zaka, by zwrócił uwagę na swoje ciało. Zgłosił, że czuje "nic". Poprosiłem go, by "był niczym". Zawsze poruszamy się wraz z "oporem" w Gestalt i staramy się przyjąć doświadczenie, niezależnie jakie ono jest.
Poprosiłem "nic", by pomówiło z Zakiem. "Nic" powiedziało mu, że nie ma celu w życiu, może przestać mieć nadzieje. W życiu chodzi tylko o przyziemne doświadczenia, potem się umiera.
Ta pewność brzmiała, jak nihilistyczna filozofia, której Zac był wyznawcą.
Spytałem Zaka, jak się czuje. "Pusto".
Ponownie więc pozostaliśmy z pustką przez pewien czas; Poprosiłem go, by był w kontakcie ze swoim oddechem, ja zaś pozostawałem z nim w milczeniu.
To coś, co nazywamy "kreatywną próżnią". To nic, czego należy się obawiać lub przegadać, trzeba spokojnie siedzieć z drugą osobą, pozwolić wyłonić się rzeczom w ich własnym czasie.
Po pewnym czasie, Zac przyznał, że czuje ciepło w swoim ciele. Gdy brał wdech, zaczęło przenikać go uczucie radości. To byłe nienazwana radość, nie związana z niczym w szczególność. Wraz z tym, jak przy niej trwał, zaczęła wzrastać; oddychał ciężko i głęboko. Trwało to dłuższą chwilę.
Nie było nazwy, by określić to doświadczenie. Było to po prostu doświadczenie jego własnego bytu. Jego nihilizm nie był tylko dystansowaniem się od wiary, jako czegoś pośledniego, był również odcinaniem się od swojej własnej egzystencji. Kiedy pozwolił sobie na to doświadczenia samoobjęcia, pojawił się w nim głębszy sens istnienia. To egzystencjalne podejście w szukaniu znaczenia - pozwolenie doświadczeniu dostarczenia sensu, niż raczej próby zakrycia go poprzez wyjaśnianie i projekcje.

Thursday, 6 October 2016

Case #91 - Rozmawiając z Bogiem, dwa razy

Joanne jako nastolatka doświadczyła bardzo głębokiego i znaczącego przeżycia duchowego. Było ekstatyczne. To rezultat jej zainteresowań duchowością z dzieciństwa.
Jej rodzice byli religijni. Jednak nie radzili sobie z tym zbyt dobrze. Jej matka się bała - prawdopodobnie tego, że Joanne może zwariować.
Joanne poszła do ich księdza, jednak on powiedział jej, że będzie musiała brać leki przez całe swoje życie i że coś jest z nią nie tak - potwierdzając przekaz, że jest szalona.
Nawet bliska ciotka, która początkowo wspierała jej zainteresowanie duchowością, nie miała nic do powiedzenia.
Jej ówczesną reakcją na tę sytuację było rzucenie się w życie zewnętrzene, w świat i zdysansowanie się od wszystkiego, co duchowe. To jednak wydawało się dla niej niezwykle puste.
Zasugerowałem więc, by posadziła "Boga na krześle" i odbyła z nim bezpośrednią rozmowę.
Powiedziała, że tak właściwie powinny być dwa krzesła - jedno dla jej pierwszego spotkania z Bogiem ("jak z pierwszym chłopakiem"), a drugiej dla jej obecnej relacji z Bogiem.
Tak też zrobiliśmy. Rozmowa potoczyła się tak, jak gdyby rozmowa odbywała się między dwojgiem kochanków, między którymi jest jakaś niedokończona sprawa! Sprawdziłem z nią wiele kwestii - jak się czuła, kiedy angażowała się w te rozmowy. Był to bardzo delikatny grunt i tak naprawdę nie powiedziała nic więcej na temat bycia "zdradzoną" przez Boga.
Był to również bardzo drażliwy tamat, jako że jej poprzednie próby rozmowy o tym, kończyły się na tym, że została okrzyknięta "szaloną". Upewniłem się więc, że daję jej osobiste wsparcie, zachętę i zadeklarowałem jedynie pozytywne osądy. Upewniłem się również, że posiada wsparcie ze strony grupy, by wiedziała, na czym stoi i to było jej wsparciem. Nigdy nie wiadomo, czy to wystarcza, dlatego ważnym jest, by zapewniać takie wsparcie w miejscu, w którym może pojawiać się wstyd.
To przykład na to, jak proces Gestalt może być zastosowany wobec traum, odnoszących się do sfery duchowej. To, jaka jest relacja z Bogiem, w pewnym sensie, przekłada się na to, jakie są relacje z innymi, co moe być zbawienne da terapeutycznych procesów, których używamy wobec innych relacji.

Tuesday, 27 September 2016

Case #90 - Kiedy klient jest bardziej świadomy niż terapeuta

Martin miał wyraziste pojęcie uczciwości. Kontekstem była sytuacja, w której jeden z jego rodziców poprosił go o wielką przysługę, w zamian oferując jedynie krytykę.
To wyznaczyło ton naszej interakcji. Jeśli zrobię cokolwiek podczas terapii bez bycia tego świadomym, on natychmiast to dostrzeże i zwróci mi uwagę.
Zawsze z radością zwracałem uwagę na jego krytycyzm i jego troski. Przyjmowałem ich słuszność jego uwag i wyrażając to bezpośrednio.
W Gestalt, jako terapii opartej na dialogu, kluczowym jest panowanie nad miejscami, w których działamy bez użycia świadomości. Tyczy się to również terapeutów. Większość klientów tego nie dostrzega, jednak część z nich jest na to bardzo wyczulona. To w istocie bardzo pozytywnie działa na terapię.
Jednak znaczy to, że jako terapeuta muszę chcieć być nie-defensywnym, szukać ziaren prawdy w zmartwieniach klientów, ich lękach i oskarżeniach. To nie tylko rozładowuje sytuację, zapewnia też uzdrawiające doświadczenie dla samego klienta. I jako terapeuta, uczę się też tego, w których miejscach moja świadomość się wyłącza - konfrontuję się z tym. To również okazja, by dostrzec mój własny interes i to, gdzie i jak mogę to ukryć pod przykrywką "pomocy".
I tu mała rzecz do odnotowania - ton mojego głosu, to jak szybko mówię, to, na czym się skupiam. Z klientami takimi, jak Martin ważnym jest, by być świadomym zarówno swojej dynamiki, jak i jego.
Terapeucie łatwo jest skupiać się na klientach, to, co robią, na ich procesie. Trudniej jest jednak skupić się na sobie. A jeszcze trudniej, gdy to klient jest świadomy mojego procesu, a ja nie. To potencjalnie powód do wstydu, jednak ja wykraczam poza to, prezentując postawę otwartą na wszelką krytykę, zawsze jestem gotów szukać w niej prawdy i ją zaakceptować.

Thursday, 22 September 2016

Case #89 - Otwierając bardzo prywatną przestrzeń

Mogłem dostrzec, że Lizzie była nieco spięta, lecz nie wiedziałem, o co chodzi. Wydawała się być na krawędzi, myślałem, że może chodzi o złość.
Mówiła o tym, jak gdy była nastolatką, kłóciła się z ojcem nad ówcześnie pojawiającym się problemem - duchowości. Ze strony obojga rodziców doświadczyła braku wsparcia w jej zainteresowaniach. Matka podważała jej zdanie, zaś ojciec się jej sprzeciwiał i wyśmiewał jej pragnienie, by rozumieć więcej.
Podczas, gdy ci, którzy wychowali się w religijnym otoczeniu mogą mieć problemy, ponieważ wiara była im wepchnięta do gardła, tak ci drudzy, jak Lizzie, mogą doświadczać sprzeciwu ze strony ich ateistycznych rodziców w zainteresowaniach religią i duchowością.
Lizzie była teraz po trzydziestce, jednak wciąż czuła się tym dotknięta. Jej poszukiwnia ciągnęły się przez jej życie, jednak nie było to coś, o czym rozmawiała z innymi, trzymała to dla siebie. To było zrozumiałe, biorąc pod uwagę przeżycia, których doświadczyła. Jednak izolowało ją to, nie otrzymywała wsparcia, nie mogła porozmawiać z nikim na ten temat.
Teraz mogłem lepiej zrozumieć jej drażliwość, gdy poruszałem z nią ten temat - spodziewała się negatywnego zdania i krytycyzmu, a nie wsparcia. To było zrozumiałe.
Pierwszą więc rzeczą, jaką zrobiłem, to wyrażenie wprost swojego wsparcia Był to temat, który mnie interesował, byłem do niego pozytywnie nastawiony, chciałem się przed nią otworzyć. Powiedziałem o swojej energii dla tego tematu i mojej chęci przeprowadzenia rozmowy.
Wskazałem również na naturę otoczenia, w jakim się znajdowaliśmy - grupa ludzi, która również była zainteresowana tematem i która była otwarta na dialog. Zastrzegłem, by podczas rozmowy nikt nie używał obelg, gdy ktoś wyraża swoją opinię.
Było to ważne, ustanawiając grunt pod bezpieczeństwo, by zacząć ten temat z Lizzie i upewnić ją, że te okoliczności są zupełnie inne od tych, do których była przyzwyczajona.
Byłem bardzo świadomy ryzyka, jakie to za sobą niesie. Powiedziała, że odczuwa ulgę, jednak wciąż jest spięta. Moje słowa były bardzo dobre, jednak ona nigdy nie doświadczyła tego typu wsparcia.
Zaproponowałem więc eksperyment - zachęciłem ją, by wyraziła kilka z jej przekonań, a ja zbadam je z nią.
Wybrała więc jedno - jej przekonanie, że ludzie nie rodzą się złymi, lecz raczej się gubią, są nieświadomi. Podzieliłem się, że zgadzam się z tym przekonaniem - okazałem jej wsparcie i zasygnalizowałem, że jestem otwarty i słucham. Wyrażenie tego bezpośrednio jest bardzo ważne. Zadałem jej kilka pytań, by wyciągniąc więcej szczegółów, a ona wydawała się bardzo cieszyć, że może podzielić się swoimi przemyśleniami i tym, że może zostać wysłuchana.
Połączyłem jej pomysły z tymi niektórych autorów - np. Mathew Foxa (Original Blessing), by wskazać, że są też inni w tej dziedzinie, którzy podzielają jej punkt widzenia i do kogo może zwrócić się po wsparcie, pogłębić swoje przemyślenia.
Potem spytałem ją, czy chciałaby usłyszeć jakieś przeciwstawne poglądy. Zgodziła się. To był kolejny krok - wesprzeć ją, by trzymała się swojego zdania w obliczu sprzeciwu.
Przedstawiłem więc jeden pogląd - ten o egzystencjalnej odpowiedzialności - o konsekwencjach naszych działań, niezależnie od naszych intencji, stopnia świadomości czy stanu umysłu.
Delikatnie poszerzyłem jej myślenie, zapewniając wymagające przemyślenia poglądy, a potem angażując sie w rozmowę odnośnie jej odpowiedzi. To była bogata rozmowa, posuwałem się bardzo ostrożnie, by mogła doświadczyć rozmowy w inny sposób, bez wpadania w złość czy przekorność.
Pomogło jej to rozważyć inne punkty widzenia, zapewniło jej to doświadczenie pomyślnego napotykania problemów. Miała teraz podstawy do tego, by być w stanie prowadzić poważny dialog z innymi.
W Gestalt zawsze szukamy właściwej równowagi między wyzwaniem a wsparciem, zapewniając klientowi nowe i transformujące doświadczenie poprzez eksperyment - pracując na granicy jego komfortu, dzięki czemu pojawia się rozwój, jednak w tempie, które z łatwością mogą przyjąć.

Thursday, 15 September 2016

Case #88 - Silne symptomy, niewiele informacji

John uczestniczył w wielu różnych grupach samorozwoju. Chciał wziąć udział w grupie Gestalt. Naprawdę więc chciał tu być. Przyszedł, by pracować. Widziałem go przez parę dni, a teraz, gdy siedział przede mną, uderzyła mnie ekspresja jego twarzy. Spoglądając na niego, pomyślałbym, że nie jest tylko nerwowy, lecz bardzo wylękniony. Szybko mrugał oczami, jego usta drgały, mrużył oczy, gdy mówił. Jego oczy wyglądały dla mnie przerażająco. Moje wrażenie było takie, jakbym widział kogoś, kto oczekuje na uderzenie.
Czułem autentyczne zmartwienie, przedstawiłem mu swoje doświadczenie i spytałem o to, co czuje.
Ku mojemu zdziwieniu, powiedział, że czuję się nieco zdenerwowany spotkaniem, ale nic poza tym.
Spytałem go zatem, czy doświadczył w dzieciństwie jakiejś sytuacji, w której był uderzony.
Nie.
Spytałem, czy spoktały go szczególnie przerażające rzeczy.
Żadne.
Spytałem, czy przeżył jakiś wypadek, podczas którego poczuł wielki lęk.
Żadnego.
Podobno był niezwykle nieśmiałym dzieckiem. Miało to właściwie sens, może to, co widziałem, to po prostu pewien rodzaj trudności w komunikacji.
Zwykle chętnie przyjmuję opis czyjegoś doświadczenia. Jednak w tym wypadku, czułem się bardzo dziwnie, ponieważ to, co widzałem było bardzo osobliwe. Inni w grupie potwierdzili, że odczuwają podobne doświadczenie. Coś tu się nie dodawało. Nie zamierzałem jednak naciskać. W Gestalt nigdy nie naciskamy na "opór".
Dalej nic jasnego nie wynikło z naszej rozmowy, więc zadecydowałem, że będziemy pracować somatycznie.
Poprosiłem go, by położył się na plecach, a ja usiadłem obok niego.
Poprosiłem go, by śledził swój oddech.
Jego oddech wyglądał na dość regularny i swobodny. Szukałem przerw lub miejsc napięcia. Żadnych nie znalazłem. Spytałem go o jego doświadczenie. Czuł po prostu powietrze wychodzące i wchodzące w niego. Oczywiście nie był w zbyt dobrym kontakcie z własnymi uczuciami. Spędziłem więc wiele czasu po prostu z nim siedząc, obserwując go, pytając.
Powiedział o uczuciu pustki w brzuchu. Spytałem go więc o pozwolenie i położyłem mu na nim rękę. Nic z tego nie wynikło. Jego uczucia były pieczołowicie skrywane, musiałem być cierpliwy, by je odnaleźć.
Zauważyłem, że jego oczy są bardzo aktywne, nawet gdy są zamknięte. Spytałem go, czy mogę położyć dłoń na jego oczach i potrzymać ją chwilę. Po tym odnotował uczucie zimna u dołu jego brzucha. Położyłem tam rękę.
Poprosiłem go, by na mnie spojrzał. Tak też zrobił, po czym spojrzał w górę. Spytałem go, co sobie wyobraża. Widział ciemność, chłód i bardzo stłumione światło latarni.
Miał obraz, nad którym mogłem pracować. Poprosiłem go, by na mnie spojrzał i powiedział, co czuje. Zaczął czuć ciepło w klatce piersiowej, więc położyłem na niej swoją rękę.
Powidziałem mu, że wygląda na to, że latarnia staje się jaśniejsza, poprosiłem go, by wpuścił w siebie ciepło i przesunął je w dół, z klatki piersiowej do dolnych partii brzucha. Podczas, gdy się to rozwijało, wyjaśniłem mu, że silniejsze światło latarni symbolizuje fakt, że nasza więź staje się silniejsza, zaś ta więź rozgrzewa jego ciało. Poprosiłem go, by kontynuował wpuszczanie w siebie ciepła aż do swoich nóg i stóp. Działo się to bardzo powoli, ale nie aż do jego stóp. Poprosiłem więc, by ktoś potrzymał jego stopy.
W końcu czuł ciepło w całym swoim ciele.
Kiedy usiadł, jego oczy wyglądały zupełnie inaczej. Były spokojne, jasne, tej samej wielkości. Powiedziałem mu, o swoim doświadczeniu jego.
Poprosiłem go, by spojrzał na kilka innych osób, by odczuć doświadczenie połączenia zarówno z sobą, jak i z innymi. Jego energia była jasna i ciepła, powiedział, że teraz doświadcza połączenia z innymi w nowy sposób.
Nie musimy wiedzieć, z jakimi symptomami pracować. Nie musimy mieć historii czy kontekstu. Czasem jest to po prostu niedostępne. Jeśli jednak pracujemy  z bezpośrednim doświadczeniem ciała, z tego osadzonego miejsca zawsze wypłynie najważniejsza "figura", która wymaga uwagi.
Ponownie, nie musimy nawet rozumieć figury - musimy po prostu z nią pracować, wspierać rozwój czegokolwiek, co się pojawia. Praca z ciałem może być powolnym procesem, który wymaga cierpliwości.
Ostatecznie chcemy takie doświadczenia przenieść z powrotem do relacji. To kluczowe elementy w Gestalt - świadomość i kontakt.

Saturday, 3 September 2016

Case #87 - Dobry Mąż i Prawdziwa Miłość

Chuan nigdy wcześniej nie podejmował się terapii. Był biznesmenem. Jego ojciec wyrabiał rzeczy z drewna i miał małą farmę. Chuan miał miłe wspomnienia z dzieciństwa, bycia ze swoją rodziną; jego ojciec lubił polować, więc mieli duże psy. Jednak w trakcie gimnazjum, przeniósł się w inne miejsce niż ojciec i tęsknił za nim.
W szkole był zawsze najlepszym uczniem, jednak nigdy nie otrzymywał pochwał od swojego ojca.
Dziesięć lat temu jego firma wpadła w kłopoty. Jego żona i córka mieszkały w ich rodzinnym miasteczku, a on był w mieście, starając się poradzić sobie z finansową katastrofą jego firmy. Zaczął regularnie pić i wpadł w depresję na rok.
W końcu roku jego fatalnej depresji spokał swego ojca na Święto Wiosny. Jego ojciec spytał wprost - "W czym problem? Rozwodzisz się?" Chuan powiedział "mam po prostu trochę problemów w pracy". Jednak ojciec mu nie wierzył i naciskał na niego.
Jego ojciec zszokował Chuana, mówiąc mu, "Wierzę ci. Wierzę w ciebie". Powiedział też, "jeśli w małżeństwie się nie układa, dobrze jest się rozwieść".
Miał to na niego ogromny wpływ; Chuan przestał pić, zaczął radzić sobie z biznesem.
Jednakże naprawdę istniał problem z jego małżeństwem i Chuan czuł, że nie do końca może porozmawiać o tym z ojcem.
Jego żona była jego koleżanką z klasy. Zaszła w ciążę i z obowiązku ją poślubił. Była miłą osobą, uprzejmą dla jego rodziny i dobrą matką jego córki. Niechętnie się ożenił i czuł się teraz "porwany". Nie chciał nikogo zawieść, ale czuł się nieszczęśliwy.  Spytałem, jak źle wygląda sytuacja - odpowiedział, ze 3/10. Przestali uprawiać seks rok temu. I po prostu nie czuł do niej żadnego pociągu. Czuł, że są bardziej jak brat i siostra.
Nie było to małżeństwo, które mogło zostac wskrzeszone, ponieważ nigdy nie było między nimi iskry. W niektórych rzadkich przypadkach mogłoby to być możliwe. Jednak tutaj sytuacja wyglądała tak, że on wychodził cały zlany potem, gdy musiał ją przytulić - nie było to żadnego pociągu. Szanował ją, jednak tylko jako towarzyszkę.
Jednak jego silne wartości rodzinne trzymały go w małżeństwie, jego potrzeba, by być "dobrym chłopcem".
Powiedział też, że nie chce skrzywdzić swojej córki, nie chciał jej stracić, nie chciał też skrzydzić swojej żony.
W istocie znajdował się w pułapce.
Poprosiłem go by nazwał dwie części jego w tym konflikcie: "Dobry Mąż" i "Prawdziwa Miłość".
Zachęciłem go, by wybrał dwa przedmioty z pokoju, które symbolizowałyby te dwa bieguny, po czym poprosiłem go, by odbył rozmowę z obiema częściami. Na początku było to po prostu powtórzenie niekończącej się kłótni między tymi zwaśnionymi częściami.
Zauważyłem, że ta kłótnia mogłaby trwać wiecznie, jednak te dwie części muszą dość do porozumienia - co połączyłem z negocjacjami w biznesie.
Po dyskusji, dwie części doszły do porozumienia: "Prawdziwa Miłość" dała rok "Dobremu Mężowi" na wyjaśnienie spraw. "Dobry Mąż" zgodził się porozmawiać z żoną na ten temat.
Jednakże dostrzegłem, że Chuan naprawdę boi się odbyć tę rozmowę, ponieważ wiedział, że sprawi tym ból żonie i prawdopodobnie zapoczątkuje koniec ich małżeństwa.
W tym momencie Chuan zaczął czuć się bardzo niekomfortowo, nieco skołowany. Musiał wstać i się przejść. Rozejrzał się po pokoju i powiedział "nie lubię pomieszczeń bez okien". Wyjaśniłem mu, że okno znajduje się za zasłoną. To go nieco uspokoiło.
Poświęciłem nieco czasu, by powiedzieć mu o moim doświadczeniu rozwodu. Przerwał mi i spytał o obrączkę wokół mojej szyi. Wyjaśniłem, że dostałem ją w Anglii, kiedy byłem na promocji swojej drugiej córki.
Powiedziałem mu, że pomimo,że rozwód był trudny, to moje dzieci ostatecznie na tym nie ucierpiały - całkiem dobrze sobie z tym poradziły... I powiedziałem, że w końcu sam znalazłem prawdziwą miłość. Powiedziałem mu szczerze o trudnościach, z jakimi musiałem się zmierzyć, z którymi zmierzyła się moja była żona w procesie rozwodowym.
Odgrywając rolę "ojca" w terapii, wzmacniałem przekaz, że to w porządku jest się rozwieść.
Z reguły robię wszystko, by pomóc parze pozostać razem i trwać w zdrowym związku. Jednak czasem, jeśli to naprawdę zabija życie, w sensie duszenia ich siły życiowej i umiejętności do życia autentycznie, wtedy wspieram drugą osobą w zastanowieniu się nad rozwodem.
Chuan poczuł wielką ulgę. Powiedział, że tak naprawdę przykuły jego uwagę dwie rzeczy - kiedy powiedziałem, że tak naprawdę jest tutaj okno i kiedy spytał o obrączkę.
To te interpersonalne i symboliczne momenty go poruszyły. Pytajanie o moją obrączkę, słuchanie o moim doświadczeniu rozwodu pomogło mu uporać się z jego strachem i utkwieniem - była to dialogiczna część terapii, która zaangażowała moje własne ujawnienie się, mojej właśnej historii. Terapeuta musi być uważny, opowiadając swoje własne historie, jednak czasem może to być bardzo pomocne dla klienta - to jest prawdziwa miara.
Symbolika otwartego okna również była dla niego ważna. Czuł, że się dusi, a ja przedstawiłem mu możliwość wyjścia, nawet gdy jest ukryte. To coś, nad czym moglibyśmy pracować podczas dalszej terapii.
Wynikły dialog między jego dwoma częściami również był kluczowy - dwa spierające się elementy, które nigdy nie mogły dojść do porozumienia. Terapia daje im okazję do wzajemnego kontaktu, jednak wymaga to dużej ilości wsparcia ze strony terapeuty, trochę jak gdyby organizować prawdziwe spotkanie między dwiema zwaśnionymi stronami.
Ważność jego ojca również odegrała wielką rolę w kompleksowości terapii. Wsparcie, które otrzymał od ojca - wliczając w to akceptację Chuana - było ważnym w jego zmianie. Zasygnalizowało to również wagę roli, jaką mogłem odegrać, "figury ojca" i w wpływu, jaki miałem, gdy okazywałem mu wsparcie.

Monday, 29 August 2016

Case #86 - Czemu jesteś taki gruba?

Laila była gruba. Na skali otyłości znajdowała się gdzieś w środku. Jak to zwykle bywa, nie przyszła bezpośrednio z tym problemem na terapię. Było to coś, co zaobserwowałem, po jakimś czasie rozmowy z nią.
Temat wagi jest bardzo skomplikowany i trudny dla kobiet, podczas terapii nie powinien być pomijany. Jednak trzeba się nim zajmować z delikatnością i troską, nie twardą ręką.
Laila była zainteresowana pracą nad tym tematem.
Zapytałem, w którym momencie zaczęła przybierać na wadze. Powiedziała, że w collegu przez pewien czas była głodna, bo nie miała zbyt wielu pieniędzy, więc gdy jadła, to jadła bardzo dużo. Jednak to z czasem się to ustabilizowało.
Nacisnąłem więc znowu, powiedziała, że po urodzeniu córki przybrała na wadze, ponieważ musiała jeść dużą ilość jedzenia podczas karmienia piersią. Jednak jej córka ma teraz 10 lat, a ona wciąż waży tyle samo.
Powiedziała, że je, gdy jest zestresowana, a była zestresowana tym, że coś złego stanie się jej córce.
Powiedziała też, że lubi mieć coś w ustach przez cały czaś, coś do przegryzienia.
Zapewniło mi to kilka możliwych opcji do rozpoczęcia, jednak jedyną rzeczą, która wydawała się jasna, był jej lęk. Jednakże był nieco ogólnikowo przedstawiony i nie było dokładnie wiadomo, jak on działał.
Spytałem, jaki rodzaj jedzenia je, w jakich ilościach, jak wiele ćwiczy. To wszystko to bardzo osadzające aspekty tej kwestii. Z tego, co mówiła wynikało, że nie je ogromnych ilości jedzenia, więc ponownie, nie było zupełnie jasne, o co chodzi.
Zacząłem od bardzo praktycznego poziomu i powiedziałem jej o tym, by wskazać różnicę. Potrzebowała praktycznego wsparcia na tych trzech frontach - jakości jej jedzenia, jego ilości i zbalansowanych ćwiczeń.
Podkreśliłem, że to wsparcie jest kluczem, a nie to, by samodzielnie próbowala wszystko osiągnąć.
Spytałem o odżywienie - jak wiele emocjonalnego odżywienia otrzymuje z różnych sfer jej życia - pracy, przyjaciół, rodziny, zajęć. Wyglądało na to, że otrzymuje całkiem sporo odżywienia, więc jedzenie nie było odpowiedzią na jego brak.
Wciąż jednak podstawowa dynamika nie była jasna.  Spytałem o jej lęk: jej ojciec bał się o to, że coś jej się stanie i w jakiś sposób ona ten lęk przejęła i przeniosła go na relacje z własną córką.
Wyrastało to z Pola, więc musieliśmy się tym zając z poziomu pola. Jednak zanim zdołaliśmy zacząć, powiedziała nagle - o, właśnie, moja matka zwykła mnie przekarmiać, gdy byłam małym dzieckiem.
Wyjaśniła, że jej matka wpychała jej jedzenie do ust, po czym, zanim zdążyła je połknąć, wpychała jeszcze więcej. To zdarzało się bardzo regularnie i było dla niej bardzo niekomfortowe.
Wybuchnęła płaczem na wspomnienie o tym. Współczułem jej i spytałem, co czuje. Złość, odpowiedziała.
Zachęciłem ją więc, by wyobraziła sobie, że mówi swojej matce, używając dorosłego głosu, co chciałaby powiedzieć, jak dziecko - "Mam już dość, proszę, przestań wpychać mi jedzenie do ust".
Trudnym dla niej było powiedzieć to z siłą. Zasugerowałem więc, by podniosła rękę, zasłaniając swoje usta, blokując wszystko, co się do nich dostaje. Poczuła się pełna siły.
Na zadanie domowe zasugerowałem, by myślała o swojej matce za każdym razem, gdy je, pamiętała jej karmienie na siłę i sprawdzała jej reakcję.
To świadome utożsamienie się z traumatycznymi wspomnieniami, umożliwi jej wypracowanie umiejętności odmowy, niż raczej znajdowania siebie, jako bezsilnego dziecka.

Tuesday, 2 August 2016

Case #85 - Pusty basen

Danielle opowiedziała bardzo traumatyczną historię. Zarówno ona, jak jej mąż byli nauczycielami, podróżowali wspólnie, uczyli języka angielskiego w wielu krajach. Poznali się w college'u, zdawali się być bardzo blisko, oboje kreatywni, oboje uduchowieni, zaangażowani w sztuki wyższe.
Pewnego dnia on poszedł na wystawę sztuki we Francji. Jednak nie wrócił. Zdecydował, że pozostanie tam nielegalnie. Uczynił to, nie ostrzegając o tym Danielle, bez żadnej rozmowy. Było to oczywiście denerwujące. Gdy czas mijał, nic się nie zmieniało. Nie poprosił jej, by do niego dołączyła, mimo że wracał kilkukrotnie do domu. Za każdym razem ich komunikacja była wymuszona, Danielle wciąż czuła się bardzo urażona tą sytuacją.
Czuła, że jej życie znajduje się w swoistym zawieszeniu, skąd ani z pewnością nie może posunąć się naprzód, ani nie potrafi rozwiązać sytuacji.
Po pewnym czasie, dowiedziała się od kogoś, że on zmarł jakiś rok temu. To rozłożyło Danielle jeszcze bardziej. Nawet sam proces rozwodowy znajdowała za niezwykle trudny i to również odłożyła na później.
Opisała to doświadczenie jako budunek, którego fundamenty się zawaliły, a ona leży w ich gruzach.
Spędziła kolejnych 6 lat, odbudowując swoje życie, kawałek po kawałku. Była bardzo zaangażowana w praktykę duchową i filozofię, pracę nad rozwojem osobistym i poświęcała mnóstwo czasu i wysiłku, by wydostać się z tej traumy.
Teraz czuje, że stąpa po solidnym gruncie, jednak kwestią było przejście do następnego związku. Była w kilku od tego czasu, jednak żaden nie przetrwał.
Czuła, że teraz czuje się gotowa na poważny związek. Była w jednym obecnie, jednak nie była w stanie go pogłębić, przez jej abmiwalentne uczucia.
Opisała to uczucie jako stanie nad krawędzią basenu i uczucie zamrożenia, niemożności wskoczenia.
Wskazałem, że to idealny przykład, biorąc pod uwagę jej doświadczenie. Wziąłem jej metaforę i użyłem jej, by pogłębić jej świadomość. Wskazałem, że ostatnim razem, gdy zanurkowała w związek, wyglądało na to, że basen jest pełen wody, jednak w istocie tak nie było, przez co doznała dotliwych obrażań.
Było zatem dla niej bardzo ważne, by sprawdzić, ile wody jest w basenie. Porównałem to do wiedzy o cieniach drugiej osoby. Spytałem, czy teraz jest lepsza w rozróżnianiu tych cieni u innych osób.
Chciała się skupić na tym, czego potrzebuje, by zwracać uwagę na samą siebie, na swoje cienie. Jednak tym razem, wyjątkowo, nie chciałem tego robić. Oceniłem, że przy ogromie jej pracy, jaki włożyła w rozwój osobisty, była całkiem świadoma jej cieni i była w stanie je okiełznać.
Skupiłem się więc na tym, czego ona potrzebowałaby od partnera, odciągając uwagę od niej samej.
Zwykle chcę skupić uwagę na kliencie. Jednak kiedy ktoś bierze za siebie wielką odpowiedzialność, wtedy może być dobrym, gdy spojrzeli na świat na zewnątrz, by ocenili innych.
To kwestia w Gestalt, gdzie nie podążamy za określoną formułą. Co jest dobre w jednej sytuacji, może się okazać niestotne w innej. "To zależy"... od poziomu rozwoju osobistego danej osoby, jej potrzeb, jej świadomości i tego, czego jej brakuje. W tym wypadku, tym, co ją ograniczało, jak to zrozumiałem, była umiejętność dostrzeżenia drugiej osoby, takiej, jaką jest, bez strachu czy fantazji.
W Gestalt stawiamy na skupieniu się na tym, by osadzić osobę w jej zmysłowym doświadczeniu, jej cielesnym doświadczeniu, w "tu i teraz".
Pracujemy również z metaforami; w tym przypadku było to bardzo przydatne, gdyż dało to klucz do tego, jak ruszyć naprzód. Pracując ze światem danej osoby, jej własnym językiem, daje nam bezpośredni dostęp do jej fenomenologicznego świata.

Wednesday, 27 July 2016

Case #84 - Pomoc w znajdowaniu przyjaciół

Lilly była pogodna i radosna, w prawdziwy sposób. Lubiłem jej żywość i jej przyjacielskość. Naprawdę rozświetlała cały pokój. Przedstawiłem jej swoje zdanie na ten temat. Z jaką łatwością mogłem się z nią połączyć, jak doceniam fakt, że nawiązaliśmy relację i jak trudno byłoby mi naleźć coś, wobec czego mógłbym być krytyczny względem niej.
Powiedziała, że często spotyka się z podobnie pozytywnymi opiniami na swój temat. Jednak część ludzi uważa, że jest fałszywa i w istocie wiele rzeczy skrywa w sobie.
To mogła być prawda, jednak nie wydawało mi się. Spytałem ją, czy potrafiłaby zidentyfikować rzeczy, które ukrywa, jak złość czy nieuprzejmość. Nie potrafiła. Nie chciałem naciskać. Być może była prawdziwie szczęśliwą osobą.
Spytałem, ile ma lat - 38; niezamężna. Skomentowałem, że to bardzo dziwne - taka kochana kobieta jak ona i nie jest w stanie znaleźć partnera. Nie potrafiła tego inaczej wyjaśnić, jak to, że nie odczuwała na tyle głębokiej więzi, która pozwoliłaby jej na związek z mężczyzną. Tak, jak podejrzewałem, nie chodziło o brak zalotników.
Ujawniła również, że ma niewielu przyjaciół. Ponownie, wydawało mi się to raczej nie przystawać do sytuacji.
Podzieliła się, że jako dziecko, między nią a resztą starszego rodzeństwa istniała duża różnica wiekowa, więc tak naprawdę nigdy się z nimi nie bawiła. Wioska, w której chodziła do szkoły nie miała innych dzieci w jej wieku, więc przez wiele lat jej nauki w szkole, nie miała nikogo, z kim mogłaby się bawić.
To nieco wyjaśniło sytuację - nie nauczyła się tego, jak się socjalizować. Pomimo jej pogodnego podejścia, w jakiś sposób nie wie, jak nawiązać przyjaźń. Mimo wszystko, to nadal wyglądało dla mnie nieco dziwnie, więc poprosiłem ją, by wybrała 5 osób z grupy, z którymi chciałaby nawiązać przyjaźń.
Miała problemy z wyborem. Działo się tak, ponieważ nie była pewna, czy istnieje tu naturalna więź. Wyglądało na to, jak podczas szukania partnera, że czuła, że musi istnieć jakaś naturalna chemia.
Powiedziałem jej więc, że będzie musiała popracować, by wytworzyć więź. Wyglądało na to, że znajduje się w pasywnym trybie, albo przynajmniej nie wie, jak to zrobić.
Poprosiłem pierwszą osobą, jaką wybrała, by podeszła i zaczęła z nią rozmowę. Jasnym było, że nie wie jak zacząć. Pomogłem jej więc - powiedz, że chcesz, by ta osoba została twoim przyjacielem i jesteś zaintersowana bliższym jej poznaniem.
Gdy zaczęła z nimi rozmawiać, zauważyłem, że wydawała zbyt wiele sądów na ich temat. Podczas gdy może to być łączące, gdy jest to jeden sąd i gdy nawzajem o nim dyskutowali, to ona nie wiedziała, kiedy przestać.
Pokazała również, że pojawia się w jej głowie głos, który mówi jej, że to prawdopodbnie nie zajdzie zbyt daleko. Nazwałem go sabotażystą, położyłem poduszkę obok niej i poprosiłem, by oddzieliła się od sabotażysty, tak by mogła kontynuować niezakłócenie proces.
Jasnym stało się, że nie posiada ona zbyt wielu umiejętności zachowania się w towarzystwie. Pomogłem jej więc rozwinąć rozmowę, kierując ją, jak umówić się na spotkanie.
Był to przykład, w którym potrzebowała praktycznego wspracia - można powiedzieć coachingu. Istniało wiele terapeutycznych kwestii, nad którymi moglibyśmy w przyszłości popracować. Jednak najbardziej doraźnym rodzajem wsparcia, jakiego potrzebowała, było nauczenie jej kilku podstawowych umiejętności, których nie miała okazji rozwinąć w dzieciństwie, a których nigdy nie była w stanie wypracować. Głębsze kwestie mogą być zbadane w późniejszym czasie - i nawet  zbadanie sabotażysty mogło poczekać. Potrzebowała natychmiastowego doświadczenia czegoś nowego i zdolności nawiązania pozytywnego kontaktu, co jej zapewniłem.
Gestalt zorientowany jest na ucieleśnianie świadomości i prowadzony jest w sposób nieustrukturyzowany. Mimo to nie jest czysto wiedziony wglądem. Istnieje odpowiedni czas i miejsce na przeprowadzanie eksperymentu - na próbowanie czegoś nowego. Cele tego są dwojakie - by zwiększyć świadomość i zaprzęgnąć eksperymentalne formy uczenia się. Wyczucie czasu jest ważne - zbyt wczesny przeskok do eksperymentu może spowodować błędne rozpoznanie relacyjnego gruntu i może nie do końca zenergetyzować figurę, nad którą trzeba było popracować. Jednak zbyt wiele mówienia może zredukować energię podczas sesji, a wtedy eksperyment wnosi powiew świeżości.
Pozwala mi to również obserwować osoby "w działaniu", niż tylko mieć do czynienia z ich sprawozdaniami. Daje mi to dużo lepsze zrozumienie tego, kim są i jak z nimi pracować.

Wednesday, 22 June 2016

Case #83 - Masz ciężkie życie. Teraz nawiąż ze mną kontakt.

Adelle pracowała jako pracownik rządowy do spraw obsługi klienta od ponad 20 lat. Mówiła o tym, jak dobrze spisuje się w tej roli (była popularna wśród klientów), jednak wykazywała często całkiem antyspołeczne zachowania w innym względzie. Jej współpracownicy często na nią narzekali, nie miała tam żadnych przyjaciół. Chciała więzi z ludźmi, jednak była samotna, miała kilku przyjaciół, jednak do niczego to nie prowadziło.
Opowiadała historię za historią o tym, jak ludzie jej nie doceniają, jak ją odrzucają i jak jej życie było bolesne.
Czułem się coraz bardziej i bardziej poirytowany, słuchając jej. Zamiast czuć życzliwość i troskę, chciałem po prostu od niej uciec - odrzucić ją. Czułem się niekomfortowo i niespokojnie.
Powiedziałem, "Adelle, teraz to nie dziala. Twoje historie raczej mnie od ciebie odciągają, niż przyciągają. Czuję się sfrustrowany i nie chcę tego słuchać. Potrzebuję, byś przestała "mówić o" i zamiast tego być obecną ze mną przez chwilę".
Przestała, lecz była bardzo zdenerwowana, nie patrzyła na mnie (spoglądała wszędzie dookoła również wtedy, gdy mówiła) i była widocznie zaniepokojona. Jednakże nie był to niepokój, z którym czułem, że mogę się połączyć.
Przeszedłem więc do głosu autorytetu. Powiedziałem, "Adelle, masz ciężkie życie. Nie jesteś połączona z ludźmi. Nawet teraz tracisz mnie. Proszę, przenieś się do teraźniejszości, spójrz na mnie, połączmy się. Naprawdę tego chcę, lecz ty też musisz".
Zaczęła protestować, ale poprosiłem ją, by przestała mówić. Musiałem naprawdę schwycić jej uwagę. Była tak bardzo owładnięta swoją historią o rozpaczy.
Przestała i spojrzała na mnie ze zdenerwowaniem. Przemówiłem do niej łagodnie, stwierdzając, jak zaczynam być w stanie łączyć się z nią i zachęciłem ją, by zrobiła ze mną to samo. Miała z tym problemy, jednak była w stanie do pewnego stopnia to zrobić. Podczas gdy czułem, że przenosi się do teraźniejszości, byłem w stanie być łagodniejszy, powiedziałem jej o tym. Zauważyłem, że cokolwiek dzieje się w jej życiu, w tym momencie jesteśmy połączeni, a ja byłem dla niej dostępny. Powoli do przyjęła, jednak dziwnie, niemal niechętnie. Czasem ludzie tkwią w swoich historiach i są niechętni, by doświadczać czegoś innego, nawet jeśli za tym tęsknią.
Czasem wymaga to dużego nakładu energi, wraz z bardzo bezpośrednim działaniem, by znaleźć drogę pośród "mgły" ich opowieści o sobie.

Tuesday, 24 May 2016

Case #82 - Spoglądając na ojca

Ian chciał popracować nad jego relacją z ojcem.
Miał 41 lat. Jego matka zmarła rok temu, po 8 letnich zmaganiach z rakiem. Przez ten czas Ian był jej opiekunem. Ian miał starszego brata, który początkowo zaoferował swoją pomoć, lecz gdy Ian zaczął się nią opiekować, odrzuciła wszelką inną pomoc poza nim.
Jego ojciec pracował na 6 miesięcy przed diagnozą, więc nie był z nią od początku. Wyjechał z kimś w interesach, jednak nie poszły one za dobrze, więc miał problemy, by poradzić sobie z sytuacją.
Tak więc Kevin został z matką aż do samego końca. Miał do niej duży szacunek - została wyszkolona do tego, by być doktorem, jednak kiedy wyemigrowała, by być z jego ojcem, jej medyczne kwalifikacje nie zostały przyjęte, więc musiała pracować jako pielęgniarka. Była zdecydowanie osobą,która posiadała swoją godność i która żyła dobrym życiem.
Kevin nie miał szacunku do ojca, bo miał wrażenie, że nie traktuje dobrze matki. Istniało wiele przypadków, w których przywództwo ojca nie wyszło rodzinie na dobre.
Oczywiście istniało tu wiele skomplikowany kwestii, które wymagały sporo czasu, by je naprawić. Pytaniem było, od czego zacząć, co było teraz najważniejsze i jak mogłem odpowiedzieć na wyrażoną przez niego chęć poprawy relacji z jego ojcem,
Powiedziałem więc o sobie. Wyjaśniłem, że również miałem bardzo kochającą, wspaniałą matkę i ojca, który często był samolubny i ciężki do zniesienia.
W konsekwencji, trudno mi było dostrzec matkę w krytycznym świetle, nawet jeśli znaleźć coś, co zrównoważyłoby moje spojrzenie. Ian przyznał, że również tego doświadczył. Podzieliłem się ty, że zdałem sobie sprawę, że w pewnym stopniu to, co matka mi dała, to jej potrzeby i w rezultacie moje własne granice nie zawsze były takie jasne. Ian przytaknął głową.
Podzieliłem się również tym, że moja relacja z ojcem nigdy nie była łatwa i niezbyt dla mnie odżywcza. Ian znów przytaknął głową.
Jeden z moich terapeutów spytał mnie kiedyś - jak dużo czasu chciałbyś spędzać z ojcem?
Zadałem więc takie samo pytanie. To wtedy odkryłem, że wciąż żyje w domu rodzinnym  z jego ojcem.
Wszedłem w tryb psycho-edukacyjny. Zwykle tego nie robię - lubię pracować na obustronnie równym poziomie i nie udzielać rad. Jednakże zawsze istnieją wyjątki. Powiedział Ianowi, że statystyki pokazały, że dorośli mężczyźni żyjący w domu rodzinnym mają dużo mniejszą szansę na małżeństwo od innych. Zasugerowałem mu więc, by wyprowadził się na swoje. Sprawdziłem, czy się z tym zgadza. Zrobił to z łatwością - wyglądało na to, że potrzebował jakiegoś pozwolenia, by to zrobić.
Potem znów go spytałem o to, jak często chciałby widywać ojca. Powiedział, że raz w tygodniu, przy obiedzie. Spytałem o szczegóły, które zawsze służą osadzeniu (w rzeczywistości). Gdzie? Ian powiedział, że mógłby ugotować dla niego obiad.
Ian znajdował się głęboko w trybie dawania, do tego stopnia, że nie wiedział, kiedy przetać. Właśnie spędził dekadę, dając jego matce i pomimo tego, że jego duch jest godny podziwu, to wyglądało na to, że nie wie dokładnie, jak zarysować swoje granice. Co więcej, okazując takie podejście ojcu, zrobić dla niego coś takiego, prawdopodobnie bardziej pogłębiłoby jego urazę gdzieś w głębi duszy.
Ian zgodził się z moją sugestią, by zamiast tego pójść do restauracji. Ponownie, wyglądało na to, że potrzebował zgody ode mnie, jak od figury "dobrego ojca", by odkryć swoje własne potrzeby.
Spytałem go, jak długo chciałby z nim siedzieć w restauracji. Ian powiedział, że półtorej godziny. Spytałem, o czym chciałby z nim rozmawiać.
Powiedział, że zwykle nie dzieli się z ojcem informacjami o jego pracy. Ale chciałby to zmienić. Spytałem, co jeszcze. Spytałby o jego zdrowie. A potem powiedział ojcu o swoich planach na przyszłość.
To otworzyło przed Ianem przestrzeń do budowy nowej relacji ze swoim ojcem. Wciąż istniało wiele rzeczy, którymi musieliśmy się zająć, ale był to dobry początek.
Ian potrzebował wiele praktycznego osadzenia w tych miejscach. To coś, co mogą dać ojcowie. Jednak ponieważ on nie otrzymał tego od swojego ojca, nie potrafił był zinternalizować swego rodzaju wewnętrznej samopomocy i kierunku rozwoju. Wchodząc więc w tę rolę, pomogłem mu się skupić i zindentyfikować, czego tak w istocie potrzebuje. To coś jak "trening" w tym, jak powinien postępować ze swoim ojcem, by czegoś od niego wymagać. Odgrywając z nim tę rolę, pomogłem mu się przygotować i dałem mu poczucie, co mogłoby być dla niego odżywcze w tym miejscu.

Monday, 16 May 2016

Case #81 - Od płaczu do wrzasku

Jane brała udział w procesie, który miał pomóc z pojawiającą się u niej "agresją" - silnymi energiami, jak złość czy wściekłość, i wprowadzeniu ich do relacji w pokojowy sposób. W Gestalt widzimy agresję jako użyteczną siłę, niezbędną do pokonywania introjekcji i "powinności".
Jane często zalewała się łzami. Kiedy spytałem ją, co czuła, odpowiedziała, że złość.
Nie jest to niespotykane wśród kobiet, które uczone były, że to źle być złą, przez co zwróciły się ku bardziej dopuszczalnych łez i płaczu. To jednak wysysa całą ich siłę i jest zupełnie nieautentyczną ekspresją.
Zachęciłem więc Jane, by bardziej była ze swoim ciałe. Wzięła głęboki wdech w brzuch, a potem poczuła go w nogach. Siła wznosiła się w górę jej ciała - z jej złości trafiała do oczu i uwalniała się poprzez łzy. Chciałem ją więc osadzić, przenieść jej siłę w dół.
Poprosiłem ją, by tupnęła nogą. Na początku poczuła się jak zamrożona i czuła, że to niemożliwe. Pozostałem z nią, pracując z nią nad oddechem, wspierając ją i dając przyzwolenie, by otwarcie wyraziła swoją złość. Ten rodzaj dającego przyzwolenie to jedna z ról, jaką może odegrać terapeuta, używając swojego autorytetu, by wesprzeć autentyczną ekspresję klienta.
Kiedy pomogłem jej się osadzić, poprosiłem ją ponownie, by tupnęła nogą. Na początku znajdowała to za trudne, jednak delikatnie to zrobiła. Poprosiłem ją, by nawiązała kontakt z jej złością i pozwoliła popłynąć przez jej nogi, aż do stóp.
Zwiększając siłę tupnięcia, wspierałem ją w tym, by naprawę ucieleśniła swoją agresję. Potem dodaliśmy do tego dźwięk. Stanąłem przed nią, zmierzyłem siłę jej tupnięcia, poziom głośności, tak, by mogła naprawdę poczuć autentyczność swojej agresji.
To eksperyment Gestalt - przechodząc od "rozmawiania o" problemach do badania granic niespotykanych zachowań, które poszerzają możliwości wyboru oraz ich różnorodność. W procesie tym niezbędna jest duża ilość wsparcia, zaś sam eksperyment wymaga, by wyjść bezpośrednio od problemów klienta.

Sunday, 8 May 2016

Case #80 - Mała dziewczynka czy krwawiąca kobieta?

Dianne była młodą kobietą, niewielkiego wzrostu, lecz z mnóstwem energii. Często mówiła głosem "małej dziewczynki", z kapryśną manierą.
Wyraziła swoją frustrację spowodowaną tym, że nie osiąga tego, czego oczekiwała w trakcie naszych spotkań. "Słyszała już to wszystko" i "niczego nowego się nie dowiedziała".
Abstrahując od treści, brzmiała jakby stroiła fochy. Spytałem, na jaki wiek się czuje, odparła, że na pięć lat.
W terapii często skutecznym i odpowiednim jest, by pracować z drugą osobą z wiekiem, do którego się "cofnęła" - by odkryć, czego w tym miejscu potrzebuje i odpowiedzieć na to. Tutaj mamy jednak do czynienia z terapią długoterminową i nie zawsze jest to skuteczne.
Zdecydowałem, by pracować z Dianne w teraźniejszości. W tym wymiarze wszystkie podejmowane decyzje są aktualne i - co ważne - osadzone w rzeczywistości. Podjąłem tę decyzję, ponieważ Dianne wydawała się mocno utkwiona w jej trybie małej dziewczynki i, w pewnym sensie, pracując z nią w tym miejscu byłoby, jak utwierdzanie jej w tym, co nie było zbyt korzystne w odniesieniu do relacji.
Poprosiłem ją więc, by posłuchała swojego głosu i by przeniosłem się ze mną do "tu i teraz". Przyciągnąłem jej uwagę do faktu, że posiada 26-letnie ciało, była kobietą i była rówieśniczką innych osób z grupy. Nadąsała się, ja zaś przyciągnąłem jejj uwagę do jej obecnych wyborów, ponownie zachęcając ją do przeniesienia się teraźniejszości.
Poprosiłem ją, by usiadła prosto - była pochylona do przodu, i by odkleiła się od swojej klatki piersiowej, nie chowała się za nią. Tak też zrobiła i od razu wyglądała inaczej. Poprosiłem ją, by wzięła wdech w jej żeńskie organy - jajniki, łono i macicę. By naprawdę poczuła swą kobiecość; by spojrzała na inne kobiety w grupie i połączyła się z nimi jako rówieśniczka.
Powiedziała - to bardzo trudne... dodałem jej zatem otuchy, okazałem wsparcie w odniesieniu do mojego jej doświadczenia.
Wciąż jednak miała kłopoty w pozostaniu dorosłym. Poprosiłem ją, by znów zwróciła uwagę na swoje ciało. To wtedy dostrzegła, że nie miała miesiączki od 4 miesięcy. Nie istniał żaden medyczny powód - zatrzymała się po przeżyciu stresującego wydarzenia - zerwaniu z chłopakiem. Jednak zdarzało jej się to już wcześniej.
Zauważyłem, że jej poczucie kobiecości zależne jest od czynników zewnętrznych, nie jest wewnętrznie stabilne. Słuchała, zgodziła się z tym.
Skonfrontowałem ją więc z tym, co robiła - pozostawała małą dziewczynką, nie chciała dorosnąć, być w pełni kobietą, być silną i niezależną, czego uczyli jej inni. Powiedziałem ją, że wesprę ją w stawaniu się pełną, jednak nie zgodzę się na jej bezradność małej dziewczynki. Poprosiłem jej, by przemówiła do swojego ciała - powiedziała mu, że zamierza żyć jako kobieta, by zaakceptowała siebie jako kobietę, wliczając w to jej płodność i krwawienie, by nie dopusciła, by zewnętrzne czynniki w jakikolwiek jej umniejszały.
Zmniejszyłem dystans w procesie. Chciałem, by siedziała z tym, co zostało osiągnięte, niż raczej kontynuowała wyciągnąć ode mnie więcej. Jej proces stawał się bardziej skupiony na samej sobie.
Zadałem jej zadanie domowe - by śledziła fazy księżyca każdego dnia w jej aplikacji na telefonie i kontynuowała pracę nad jej ciałem, afirmując własną kobiecość.
To "klasyczny" sposób Gestalt. Podczas, gdy generalnie jestem zorientowany na współczesne podejście, które stosuje filozofię relacyjną i praktykę, istnieje jednak miejsce na bardziej konfrontatywny styl, który wymaga od osoby asertywności, odpowiedzialności, bycia w teraźniejszości i samowsparcia. Może to być zbyt brutalne, jeśli pójdzie się za daleko lub użyte w zły sposób i w złym momencie. Jednak czasem jest to niezbędne, by kogoś obudzić, jeśli jest w pewien sposób gotowy, by dopuścić do siebie tę myśl.
W terapii długoterminowej mamy niezbędną przestrzeń, by badać kontekst wyboru pozostawania małą dziewczynką. Zawsze istnieje "dobry" ku temu powód i by robić to w tym sensie, to nie "opór", lecz coś, co nazywamy "kreatywnym dopasowaniem". Wierzymy zatem, że ważnym jest, by pracować *z* osobą, wliczając w to jej "utkwienie". Ludzie zwykle potrzebują wspacia, zrozumienia i "pracę Z" nimi, a nie pracę przeciw nim.
Jednakże istnieje czas i miejsce na bycie odpowiednio konfrontatywnym. Wyzwaniem jest, by uważać na swoje kroki w trakcie procesu - co kieruje mną w dyskursie i z czym mam do czynienia. Cały ten materiał może być wykorzystany w budowaniu relacji. Gestalt nie jest zupełnie empatyczną terapią, nie jest też zupełnie konfrontatywną. Kwestią jest, by znaleźć sposób na osiągnięcie autentycznego spotkania - to w istocie jest transformujące.

Sunday, 1 May 2016

Case #79 - Czujesz się pewnie czy niepewnie? A może to i to?

Brian i Melanie odbyli dialog podczas pracy grupowej. Brian mówił o tym, jak ważnym jest dla niego zaufanie i o tym, jak długo zajęło mu otworzenie się. Musiał mieć najpierw poczucie zaufania z drugiej strony. Melanie spytała go, co dokładnie rozumie przez zaufanie. Brian starał się wyjaśnić - obserwował ludzi, ich zachowanie i po tym decydował, czy komunikowanie się z nimi odbywało się w sposób, który sprawiał, że dobrze się czuł.
Melanie nie była do końca usatysfakcjonowana jego wypowiedzią. Powiedziała, że nie czuje się z nim komfortowo - nie lubiła być obserwowaną w ten sposób, i dalej, nie była przekonana, co by się stało, gdyby nieświadomie go czymś uraziła.
Brian powiedział, że chodzi tu o poczucie bezpieczeństwa - było to dla niego ważne i w ten sposób dbał o siebie. Melanie powiedziała - "nie jestem pewna, czy czuję się przy tobie bezpiecznie".
Brian powtórzył o tym, jak ważnym jest dla niego poczucie bezpieczeństwa, by móc się otworzyć przed grupą.
Wkroczyłem i spytałem go, czy usłyszał zdanie Melanie. Przytaknął, jednak powtórzył jego stanowisko odnośnie bezpieczeństwa. Przycisnąłem nieco temat - tak, to zrozumiałe, jednak czy zdaje sobie sprawę z tego, że może to być niebezpieczne dla innych?
Brian pokręcił przecząco głową. Spróbowałem dać kilka przykładów, z mojego doświadczenia z nim. Wskazałem, że nawet jeśli uważam, że fajnie, gdy jest w pobliżu, to wyobrażam sobie, że jeśli - jak powiedziała Melanie - powiedziałbym nieświadomie coś, co by mu się nie spodobało, to mógłby "podkulić ogon i uciec" - odciąć się, być milczący lub się wycofać.
Brian zgodził się, że mogłoby się tak stać - czasem to robił - jednak znowu, wrócił do stwierdzenia, że zrobiłby tak tylko wtedy, gdyby poczuł się niepewny. Spędziłem nieco czasu, starając się wytłumaczyć mu, że istnieje taka możliwość, że w ostocie to inni mogą czuć się niepewnie w stosunku do niego.
Brian nie mógł tego zrozumieć, więc przestałem. Dotarliśmy do krańca jego świadomości, do limitu jego chęci i zdolności do przekroczenia tej granicy.
Co jest tutaj ważne, to fakt, że tak łatwo potrafimy dostrzec agresję innych, ich poczucie niepewności, jednak trudno jest dostrzec naszą własną. W ten sposób wiele osób zajmuje pozycję ofiary - zawsze znajdzie się "dobry" powód, patrząc na to, co inni zrobili.
Tym, co jest naprawdę trudne, to wzięcie pełnej odpowiedzialności, co oznacza dostrzeżenie tego, co dana osoba powoduje swoimi działaniami, wliczając w to sprawianie, że inni ludzie czują się niepewni. By to osiągnąc, trzeba posiadać coś, co nazywam "Niecnotami" (http://unvirtues.com). Znaczy to, by dostrzegać nie tylko swoje dobre intencje, ale także części swej osobowości i zachowania, które są poza naszą świadomością, a które mogą być nie do końca cnotliwe.
Działać tak, znaczy wyrażać chęć do dostrzeżenia faktu, iż jesteśmy zbudowani z wielu "jaźni", których część inni mogą znajdować za trudne. Ludzie mogą być w stanie robić to w teorii, jednak w praktyce, w konfrontacji z perspektywą lub dościwadczeniem drugiej osoby - jak w tym przypadku - może się to okazać bardzo trudne.
W Gestalt mówimy o biegunach - częściach "ja". Jedna z nich znajduje się poza świadomością, a nasze poszukiwania mają na celu jej odkrycie i dzięki temu przeniesienie jej w pełni do relacji. To trudna podróż, która wymaga chęci, gotowości i wsparcia.

Saturday, 16 April 2016

Case #78 - Samotność w związku

Tad, młody mężczyzna, opisał, jak został wysłany do szkoły z internatem, gdy miał 7-14 lat. Każdego roku widywał rodziców jedynie przez 2 miesiące w roku podczas wakacji, a część z tego czasu, jego ojciec poświęcał pracy.
Mówił więc o braku emocjonalnej więzi z jego ojcem i jego poczuciu samotności. Wspomniał też o innych rzeczach, jak np. strachu przed ciemnością. Spytałem go o to, jak postrzega swoją samotność - zarówno ją lubił, jak i nie - z jednej strony miał poczucie, że robi to, czego pragnie, ale z drugiej czuł bolesność sytuacji, w jakiej się przez to znajdował.
Spytałem o jego życie duchowe, jako że to mogło być znaczącym źródłem informacji. Praktykował Vipassanę (buddyjska technika medytacyjna - przyp. tłum.), miał swoją filozofię, lecz nic nie wskazywało na jego silną wiarę, więc zgłębianie tego tematu na nic mi się tu nie przyda. W przeciwnym razie skłoniłbym go do tego, by był z nią w bliskim kontakcie.
Spytałem go, w jaki sposób doświadcza mnie jako "figury ojca". Powiedział, że czuje się ze mną bardzo konfortowo, że jest wspierany i jest w stanie jasno się wypowiadać, wliczając w to poziom emocjonalny. Pomimo, że można się było tego spodziewać, często ważnym jest, by przekładać takie doświadczenia na słowa, jako że intensyfikuje i niejako zatwierdza to doświadczenie.
Wskazałem, że najprawdopodobniej niedługo pociągnie za sobą w związek tę jego "potrzebę samotności" i obciąży tym swoją partnerkę. Zachęciłem go więc, by sprawdził, jak wiele z tego czuje ze mną. Potem poprosiłem go, by przeszedł wokół grupy, patrząc na każdego z uczestników, sprawdzając jak jego samotność wpływa na innych.
Był to ważne dla niego ważne, jako droga do bycia bardziej świadomym tego, w jaki sposób postrzegany jest przez innych oraz to, jaki wpływ mają jego emocje na innych.
Spytałem go, czego ode mnie oczekuje, powiedział, że tego, by każdy wiedział o jego samotności. Wskazałem, że już wiele mi o tym powiedział, więc zamiast pytać go więcej o jego doświadczenie, powiem mu nieco o mnie w tej sytuacji.
Podzieliłem się kilkoma doświadczeniami bycia odizolowanym od rodziców, kiedy byłem młody, a potem o doświadczeniu braku wsparcia ze strony ojca. Zrobiłem to zarówno, by wytworzyć więź z Tadem, by móc dzielić wspólne doświadczenia, ale również dlatego, by pokazać mu, jak rozumiem i jak poradziłem sobie z takimi uczuciami.
Jakość kontaktu między nami była głęboka i stabilna.
Zawsze spoglądamy na "tu i teraz, ty i ja" w procesie Gestalt. Znaczy to, że należy zarysować temat i przenieść go do teraźniejszości, niż rozważać go jak ogólny problem. A później, jeśli to tylko możliwe, badać (eksperymentować) z tym, zarówno w grupie, jak i z terapeutą.
Kontynuowanie pracy w tym przypadku może wiązać się z poruszeniem problemu uczucia samotności, a potem skontrastowania go z doświadczeniem bycia z innym. Jednak równie ważnym jest doświadczenie kontaktu, tak, by mógł czuć, że ktoś go zna, jak również to, że to on zna mnie i to, gdzie znajduję się w relacji z nim.

Sunday, 10 April 2016

Case #77 - Bariera chłodu

Tom powiedział mi, że chce, bym mu pomógł "otworzyć jego umysł" odnośnie trudnej sprawy. Mówił o wadze zaufania i o tym, że czuje, że może mi zaufać.
Na początku zwróciłem uwagę, że poza częścią jego, która chce się otworzyć, istnieje prawdopodobnie część, która chce pozostać zamknięta. Powiedziałem do siebie w milczeniu również to, że mówi on raczej kierując się umysłem, niż uczuciami. Pokazało mi to, że badanie jego uczuć muszą odbywać się w sposób ostrożny.
Zapytałem go również o to, co dla niego znaczy zaufanie.
Zaufanie jest ważną rzeczą w psychoterapii, jest to jednak zwykle iluzja oparta na projekcji. Chodzi o "zaufanie" osoby, jej oczekiwania, jej wyobrażenie o tym, kim jest terapeuta i - do pewnego stopnia - o właściwe doświadczenie. Ważnym jednak jest, by nie brać takich stwierdzeń za pewnik.
W kilku miejscach wspomniał, że był ostatnio zdradzony, były to jednak przykłady z pracy, zapytałem go więc, co rozumie przez zaufanie między nim a mną - w Gestalt zawsze sprowadzamy rzeczy do "tu i teraz", "ja i ty". Powiedział "że wiem, jakie masz zamiary". To znaczy, co kieruje mną podczas pracy z nim. Wymieniłem więc kilka "zamiarów", wliczając chęc służenia, bycia efektywnym, pomoc w dokończeniu nierozwiązanych spraw, mieć frajdę, zarobić na swoją pensję itp. To ukazało moje motywacje, dzięki czemu wiedział więcej o tym, kim jestem i dlaczego to robię. Wystarczyło mu to, by kontynuować.
Spytałem, jaki był problem - jego była żona. Jak tylko o tym wspomniał, przeszyła go gonitwa uczuć. Zwróciłem mu na to uwagę, jednak nie powiedział niczego więcej.
Opisał sytuację. Mieli syna. Próbował wybrać dla nich odpowiednie miasto do życia, jednak ona nigdy nie zgadzała się z jego decyzjami, sama zaś nigdy niczego nie zaproponowała. W końcu poczuł się niezwykle sfrustrowany i skonfrontował się z nią - "jeśli mamy żyć wspólnie, musimy wiedzieć, gdzie. Tutaj masz kilka opcji do wyboru, jestem gotów wspólnie z tobą wybrać". Jej odpowiedzią było milczenie, a on nigdy nie zdołał dojść z nią do porozumienia, czy dojść do jakiegokolwiek kompromisu. Potem przeszli separację, a w końcu się rozwiedli, ona nie chciała o niczym rozmawiać, ani nie chciała opiekować się dzieckiem. Został więc samotnym rodzicem, ona kilka razy w roku odwiedziła swoją córkę, która miała 13 lat.
Miała przyjechać w ten weekend, wspomniał, że dziewczynka nie chce jej widzieć.
Kiedy o tym mówił, emocje napłynęły do jego oczu, jednak za każdym razem, gdy pytałem go o jego doświadczenie, mówił "czuję się spokojny".
Wskazałem, że wyjście z tej bardzo trudnej sytuacji będzie wymagało od niego zmierzenie się z jego "niedokończoną sprawą", wliczając w to jego uczucia. Nadal nie miał nic do powiedzenia. Zapewniłem mu więc wsparcie, wymieniając listę rzeczy, które może czuć - smutek, żal, złość, frustrację.
Kiwnął głową, szczególnie przy frustracji. Poprosiłem go, by zlokalizował to w jego ciele. Wskazał na brzuch. Jednak kiedy go poprosiłem, by pozostał z tym uczuciem, stwierdził, że znów jest spokojny.
Ponownie więc poprosiłem go, by skupił się na swoim brzuchu i dokładnie zlokalizował, gdzie znajdowała się jego frustracja. Powiedział, że jest jej trochę tu, ale tu istnieje granica - i wskazał na dolną część jego żeber - powyżej jest spokój.
Wyjaśniłem, że to jest "bariera spokoju" i jest tym, co w Gestalt nazywamy "kreatywnym dopasowaniem". To sposób na radzenie sobie z bardzo trudnymi sytuacjami, by nie zostać przez nie przytłoczonymi. Takie mechanizmy są czasem przydatne, jednak zazwyczaj stają się osadzonymi nawykami, które nie są dłużej użyteczne. To gestaltowskie przeformułowanie "oporu", w który nie wierzymy. Takie dopasowania są użyteczne i konieczne, jednak wymagają większego udziału świadomości i zdolności wyboru.
Wyjaśniłem mu więc - to było użyteczne, jednak musimy znaleźć inny sposób na radzenie sobie z emocjami, w przeciwnym razie pozostaną niedokończone. Musiałem wspomnieć o jego uczestnictwie i motywacji - "powód", który nadmienił wcześniej.
Zgodził się, ale mogłem dostrzec, że potrzebuje wsparcia. Byłem więc empatyczny względem niego, dzieląc się tym, że zdaję sobie sprawę, jak strasznym musiało być jego doświadczenie - dla jego szczerych chęci być pozostać ze mną w relacji, które spotykają się z biernym oporem. Opowiedziałem historię, która nadała temu dramatyzmu i powiedziałem, że potrafię zrozumieć wszystkie rodzaje silnych emocji, które mogą towarzyszyć temu doświadczeniu.
Zwróciłem mu też uwagę na to, że sam będzie musiał nad tym pracować, ponieważ jego była żona w niczym tu nie pomoże. Powiedział - "tak, muszę po prostu zaakceptować to, że nigdy nie będę wiedział dlaczego". Powiedziałem, że to prawda, jednak będzie musiał uporać się z uczuciami, jako że nie jego "bariera spokoju" nie dawała sobie z nimi rady, a narastały w osobie jego córki jako złość przeciw jej matce. Była to systemowa obserwacja.
Po zapewnieniu mu tych wszystkich motywacji, poprosiłem go, by ponownie przeszedł do uczuć w jego brzuchu - opisał je teraz jako gniew. Poprosiłem go o metaforę tych uczuć - powiedział "pierożek".
Poprosiłem go by "był" tym pierożkiem. Opisał wygląd zewnętrzny, z dziurkami i nadzienie. W środku nadzieniem było "coś czarnego". Był to jądro jego uczuć. Poprosiłem go, by "był" tym "czymś czarnym". Powiedział, że fragment tego tkwił w jego sercu.
Poprosiłem go po tym, by naprawdę był z tym czarnym fragmentem. Jego emocje narosły. Powiedział - "ale tutaj ona nigdy nie wysłucha moich uczuć". Odpowiedziałem - "nie, ale jestem tu teraz z tobą".
Siedzieliśmy tak kilka chwil, w kontakcie, naprawdę widziałem złość w jego oczach, chciał mi ją pokazać.
Po czym powiedział "znów jestem spokojny".
Było to jego kreatywne dopasowanie - zbyt wiele emocji do zniesienia, ale również mały krok w kierunku integracji jego złości.
Było dla mnie jasnym, że ów proces musi zostać powtórzony wiele razy, by móc powoli pracować nad jego złością. Ważnym jest, by dać klientom realistyczną wizję tego, co może zostać osiągnięte. Wykonaliśmy wiele pracy, ale wiele jeszcze przed nami.

Friday, 1 April 2016

Case #76 - Dryfujący klient

Anne była młodą kobietą, która potrafiła mówić z pasją. Jej rodzice rozwiedli się, kiedy miała 10 lat. Opisała, jak jej matka była towarzyska i dramatyczna, podczas gdy jej ojciec wydawał się bardziej cichy. Jednak wewnętrznie mówiła, że jest "zakręcony", gdyż wydawał się być wspierający, jednak w istocie najczęściej chodziło o jego potrzeby i własny interes, wyrażany pośrednio.
Opisała kilka sytuacji, w których straciła szacunek dla jej ojca przez jego styl komunikowania się oraz wyraziła swoje stałe nim rozczarowanie. Czuła się poniekąd lepsza od niego, ponieważ potrafiła ujawnić jego niebezpośredniość i manipulatywność, a on nie potrafił ukryć jego zakamuflowanych planów.
Zwróciło to moją uwagę na dynamikę między nami. Wskazałem, że też jestem mężczyzną, prawdopodobnie w wieku jej ojca i przez to jestem zainteresowany, jak ona mnie doświadcza. Jej doświadczenie było pozytywne; wskazałem więc na kilka pośredniej komunikacji, jakiej ja używam. Po zrobieniu tego, powiedziała, że nie jestem już dłużej na piedestale, a raczej na pewnym poziomie.
To był dobry początek. Ważnym jednak było, by przejść bezpośrednio do samej interpersonalnej dynamiki. Powiedziałem jej więc kilka moich uwag odnośnie jej sposobu komunikowania się, z punktu widzenia nie mojego krytycyzmu, a z punktu krytyki samego siebie w odniesieniu do niej. Zadawała wiele pytań, doceniałem jej energię i dociekliwość, z drugiej jednak strony czułem się nieco sfrustrowany faktem, że jest tak przytłaczająca.
Przedstawiając jej zatem perspektywę samego siebie, dałem jej wgląd w moją własną pośredniość - zwykle nie wyrażoną i najprawdopodobniej niewidoczną dla niej. Wymagało to ode mnie chęci, by odłosnić swoje ego. Powiedziałem do niej "daję Ci tu amunicję". Spytałem jak się czuje w relacji do mnie. Było to połączenie uczucia ulgi, spowodowanego moją szczerością, jak również poczucie swego rodzaju wyższości.
Było to ważne, jako że pogłębiło kontakt między nami. Tego rodzaju autentyczność pozwala nam na dotarcie do samego sedna relacyjnej dynamiki, tu i teraz.
Podczas gdy rozmawialiśmy, zauważyłem, że ciągle zbacza z tematu i w jej energicznym stylu, przeskakuje z tematu na temat. Powiedziałem jej, że poczułem się w pewnym momencie zagubiona, na co ona odparła, że słyszy to od wielu osób.
Wiele osiągneliśmy podczas tej sesji - niczego nie rozwiązaliśmy, ale wyróżniliśmy kilka głębszych aspektów jej doświadczenia w relacjach z innymi. Zauważyłem, że gdybym podążał za nią, moglibysmy z łatwością zboczyć na inne tematy... Doświadczyłem tego, jako nieosadzony ruch, ponieważ nie pozostawał on przy jasnym problemie.
Zacieśniłem więc granice. Ważnym jest, by nie poruszać zbyt wielu kwestii podczas sesji, w istocie lepiej jest, by wybrać jedną, przejść przez powstający Gestalt, a potem zamknąć temat, pozwalając osobie przetrawić problem. Ludzie zwykle chcą "więcej" zanim naprawdę przyjmą to, co zostało odkryte, więc będąc terapeutą ważnym jest, by trzymać wodze, wyznaczać limit i zostawiać ich z tym, co zostało osiągnięte, niż przechodzić do następnego tematu.
Stworzyliśmy wiele materiału na kolejne sesje, zbudowaliśmy bazę, na której można działać. Wiele rodzajów terapii polega na zbudowaniu bazy i w wielu przypadków to sama baza posiada najwięcej wartości, więcej niż poszczególne tematy czy działania.
W obliczu jej problemów z zachowaniem jasnego obrazu problemu, przeszedłem do dialogu, zamiast kontynuować próby w ułatwienia jej tego. Prowadziłoby to jedynie do "szamotaniny" - mnie, starającego się skupić jej uwagę i jej, używającej swoistej dla niej reakcji, nazywanej w Gestalt "odbijaniem". By działać poprzez interesujące nas figury w Gestalt, świadomość musi zachować obecność i skupienie. Ludzie mają różne sposoby zakłócania tego strumienia świadomości (czegoś, co nazywamy cyklem świadomości), przez co nie osiągają spełnienia. Prowadzi to zaś do niezakończonej sprawy i braku safysfakcjonującego kontaktu.
Jednak oferowanie czy wspieranie dobrego kontaktu nie wystarczy. Ludzie mają zwyczaj utraty uwagi i generalnie funkcjonują bez udziału świadomości. W tym przypadku wprowadziłem nieco świadomości w ten proces utraty uwagi - czasem to wystarczy, a czasem praca musi być powolna i bardzo ostrożna, inaczej osoba może się "opierać", co znaczy, że czuje się niepewnie.
Dlatego też potrzeba dużej ilości czasu, by zbudować grunt pod poczucie bezpieczeństwa.

Thursday, 17 March 2016

Case #75 - Porzucając "powinności"

Brigitte zwróciła uwagę na swój problem ze swoim męzem, który trwa od 18 lat. Ona chciała, by jej rodzice mieszkali z nimi, on nie.
Zaprosiłem ją zatem do klasycznego dialogu Gestalt, używając dwóch poduszek, jedną dla niej, jedną dla jej męża.
W trakcie "rozmowy" wyraziła dwa stwierdzenia. Pierwszym było, że czuje się winna, że znajdują się w szczęśliwej sytuacji rodzinnej, ale nie mieszkają z rodzicami. Drugim było, że powinni brać pod uwagę potrzeby rodziców.
Wysupłałem winę - jako że zazwyczaj skrywa "powinieneś". Pewnym było, że owym "powinieneś" było "nie powinnam być szczęśliwa niż moi rodzice".
Poprosiłem ją zatem, by położyła "powinieneś" na poduszce, po czym wywiązała się rozmowa. "Powinieneś" pouczało ją, jak być dobrym dla rodziców. Jej odpowiedź była przepełniona złością - nie ucz mnie jak mam żyć.
Poprosiłem ją, by podczas rozmowy poruszała się w przód i w tył. W pewnym momencie niemal się nie przewróciła - powiedzała "ok" do "powinieneś". Nie była to jednak prawdziwa kapitulacja, jak razem stwierdziliśmy, a ja zachęciłem ją, by kontynuowała rozmowę.
Nagle doznała olśnienia - kiedy miała 5 lat i karmiła ją jej matka, matka powiedziała jej, że pewnego dnia to ona będzie nią zajmować.
Poprosiłem ją zatem, by porozmawiała z tym stwierdzeniem matki, jednak teraz z jej aktualnej pozycji, 43-letniej kobiety. Powiedziała - jestem twoją córką, nie matką. To nie jest tak, że muszę się o ciebie troszczyć, to nie jest do końca w porządku.
Stało się więc dla mnie jasne. Coś w niej osiadło, coś, co nazywamy "integracją" - kiedy wgląd, uosobione doświadczenie i zmiana energii łączą się w jedną całość.
To wyjaśnia jej "powinieneś" w sposób, który prowadzi do czegoś, co nazywamy "trawieniem", tj. braniem tego, co odżywcze, a pozbywanie się reszty.
"Powinności" są przekonaniami, które są nie do strawienia, a którymi obarczyło nas społeczeństwo lub rodzice. Mogą instnieć w nich prawda i wartości, jednak muszą zostać przetworzone, by co pasuje do danej osoby. W innym razie przekonania będą rządzić - świadomie lub nieświdomie, w tyraniczny sposób. Nie słyszymy już przekazu z zewnątrz - my go zinternalizowaliśmy - uwewnętrzniliśmy.
Tak więc w Gestalt rewidujemy przekonania, uaktualniamy je.

Tuesday, 8 March 2016

Case #74 - Przyjmowanie pożywienia

Powiedziałem Annabelle, że doceniam sposób, w jaki podchodzi do życia i do związków. Było to miejsce wzajemności, miejsce, w którym dzieliliśmy wartości. Powiedziałem więc nieco o sobie, wliczając w to miejsca rozbieżności między moimi wartościami autentyczności i niesienia pomocy a moimi własnymi potrzebami i ograniczeniami.
Annabelle powiedziała o tym, że potrafi dawać siebie innym, lecz trudniej jest jej przyjmować. Podzieliła się również tym, że czerpie niewielką przyjemność z jedzenia i musi zmuszać się do tego.
Pomimo, że to stanowiło o szerokim spektrum problemów, związanych z polem (jedzenie jest bardzo blisko związane z rodziną i związkami), chciałem skupić się na terapeutycznej relacji.
Zasugerowałem więc eksperyment, w którym zrobię dla niej coś odżywczego, a ona poćwiczy przyjmowanie.
Złapaliśmy się więc za ręce. Zacząłem powoli pocierać jej dłonie swoimi palcami. Zaczęła robić to samo, lecz powstrzymałem ją - był to odruch dawania raczej, niż brania. Kierunek, jaki jej wskazałem to ten, czy potrafi ona przyjąć nieco pożywienia i przyjemności.
Podczas, gdy to robiłem, stwierdziłem, że nie jest w stanie przyjąć zbyt wiele - jej ręce były sztywne. Przygryzała też swoją wargę i była świadoma wielu rzeczy, które blokowały ją przed przyjmowaniem ode mnie odżywienia.
Tak więc, trzymając jej dłonie, powoli podniosłem jej dłonie i poruszałem nimi wokół. Poprosiłem jej, by przestała się opierać, zrelaksowała się i pozwoliła mi to zrobić. Znajdowała to za bardzo trudne, trzymają się sztywno i próbując śledzić moje ruchy, niż raczej pozwolić mi nią kierować.
Robiliśmy to przez pewien czas. Była w stanie nieco odpuścić i gdy tylko to zrobiła, mogła przyjąć nieco więcej odżywienia. Jednak było to dla niej trudne.
Dałem jej zadanie domowe, by znalazła kogoś, z kim mogłaby to ćwiczyć.
Mając na uwadze dalszą pracę, wskazałem na kilka sposobów, które moglibyśmy przetestować - eksplorować jej opór w oddaniu kontroli, jak też jej niechęć do przyjmowania odżywienia. Odszukalibyśmy jakiekolwiek problemy rodzinne z tym związane, wliczając w to miejsce jedzenia w jej domu.
Kiedykolwiek napotykamy na "opór" w Gestalt, nie staramy się go przełamać - zamiast tego szanujemy go. Spoglądamy na kontekst - pierwotną sytuację, która wywołała "kreatywne przystosowanie się". Staramy się zaakceptować to kreatywne przystosowanie, zrozumieć je i traktować je pozytywnie. W ten sposób jestem w stanie dociec, jak ważnym jest dla niej utrzymanie kontroli, co było przyczyną problemów z jej oddaniem i zaufaniem. Wydaje się jasnym, że zaufanie, odpuszczanie nie było dobrym pomysłem w jej pierwotnym/rodzinnym kontekście. Zatem każde nowe doświadczenie ze mną powinno być brane bardzo powoli, pamiętając jak jest ryzykowne. Lepiej jest pracować bardzo powoli, w sposób, który może być zintegrowany -tak więc eksperymenty muszą mieć to na uwadze.
Możemy również eksperymentować z jedzeniem podczas sesji - na przykład z kawałkami jabłka. Zrobić eksperyment na uważność z jedzeniem go, dostrzegając każdy szczegół doświadczenia. Zamiast "rozmawianiu o" zachowaniach, skupiamy się raczej na eksplorowaniu ich podczas samej sesji, z uważnością i wsparciem.

Blog Archive

© Lifeworks 2012

Contact: admin@learngestalt.com

Who is this blog for?

These case examples are for therapists, students and those working in the helping professions. The purpose is to show how the Gestalt approach works in practice, linking theory with clinical challenges.

Because this is aimed at a professional audience, the blog is available by subscription. Please enter your email address to receive free blog updates every time a new entry is added.

Gestalt therapy sessions

For personal therapy with me: www.qualityonlinetherapy.com

Enter your email address:

Delivered by FeedBurner

© Lifeworks 2012

Contact: admin@learngestalt.com

w językach:

HOME

Informed Consent & Rates

PROFESSIONAL TRAINING

Gestalt Therapy Defined

PROFESSIONAL SERVICES

PAYMENTS

OTHER STUFF

Links

Book:Advice for Men about Women

BLOGS

• English

Bahasa

Čeština

Deutsch

Español

Français

Greek ελληνικά

Hindi हिंदी

Magyar

Melayu

Italiano

Korean한국의

Polski

Português

Română

Russian Русский

Serbian српски

Chinese 中文

Japanese 日本語

Arabic العربية

English Bahasa Čeština Deutsch Español Filipino Français ελληνικά हिंदी Magyar Melayu Italiano 한국의 Polski Português Română Русский српски 中文 日本語 العربية

If you are interested in following my travels/adventures in the course of my teaching work around the world, feel free to follow my Facebook Page!

Can you translate into Polish? I am looking for volunteers who would like to continue to make this translation available. Please contact me if you would like to contribute.

Interested in Gestalt Therapy training?

Contact us!

vinaysmile

I publish this blog twice a week. It is translated into multiple languages. You are welcome to subscribe

logosm1

Links

Career Decision Coaching

Here

and here

Lifeworks

Gestalt training and much more

http://www.depth.net.au

For Men

Here is a dedicated site for my book Understanding the Woman in Your Life

http://www.manlovesawoman.com

The Unvirtues

A site dedicated to this novel approach to the dynamics of self interest in relationship

http://www.unvirtues.com

Learn Gestalt

A site with Gestalt training professional development videos, available for CE points

http://www.learngestalt.com

We help people live more authentically

Want more? See the Archives column here

Gestalt therapy demonstration sessions

Touching pain and anger: https://youtu.be/3r-lsBhfzqY (40m)

Permission to feel: https://youtu.be/2rSNpLBAqj0 (54m)

Marriage after 50: https://youtu.be/JRb1mhmtIVQ (1h 17m)

Serafina - Angel wings: https://youtu.be/iY_FeviFRGQ (45m)

Barb Wire Tattoo: https://youtu.be/WlA9Xfgv6NM (37m)

A natural empath; vibrating with joy: https://youtu.be/tZCHRUrjJ7Y (39m)

Dealing with a metal spider: https://youtu.be/3Z9905IhYBA (51m)

Interactive group: https://youtu.be/G0DVb81X2tY (1h 57m)