|
 Hong i Yuen byli zaręczeni. Ona miała 35 lat, on 43. Przyszli do mnie, powieważ nie potrafili rozwiązać trudnej rozmowy, jaką odbyli. W zgodzie z tradycją, Hong chciał, by jego matka żyła z nimi po tym, jak wezmą ślub, Yuen była zupełnie temu przeciwna. Po krótkim zbadaniu szczegółów, spytałem każdego z nich o główne pole ich zmartwień odnośnie małżeństwa. Oboje się zgodzili, że był to jedyny punkt sporny. Jednakże nie przedyskutowali szczegółowo szerokiej gamy przyszłych problemów. Na początek więc wycofałem się i zwróciłem ich uwagę na szerszą perspektywę. Położyłem pisak na jednym krańcu, który symbolizował tradycyjnie chińską relację małżeńską, symbol na przeciwnym krańcu symbolizował zaś nowoczesny związek. Hong znajdował się o 30% od tradycyjnego końca, zaś Yuen o 30% od nowoczesnego. Wyjaśniłem im, że był to podstawowy problem w tej sprawie i zaistniałoby mnóstwo poszczególnych sytuacji, w których mogłby się różnie manifestować w sytuacji konfliktu. Poprosiłem o podsumowawcze stwierdzenie ich pozycji. Dla Honga było to pozostanie przy poszerzonej rodzinie. Yuen chciała być 'uprzejma i delikatna'. Dla Yuen było to bycie rozdzielonym i niezależnym, jako para, i bycie w stanie decydować o własnych sprawach. Na początek więc poprosiłem ich, by wypowiedzieli do siebie zdanie: 'widzę, że jesteś inny ode mnie i to trudne'. Proces ten skonfrontował ich z autentycznością różnic. Hong starał się dodać 'i mam nadzieję, że się zmienisz', ale powstrzymałem go - to typowy problem wśród par, mają nadzieję, że druga strona się (z czasem) zmieni. Poprosiłem ich więc, by wypowiedzieli inne zdanie: 'widzę różnice między nami; mogę nie zgadzać się z twoimi poglądami, ale szanuję twoje stanowisko'. Było to dla nich trudne, Yuen była oporna, ponieważ uważała, że to oznacza podległość stanowisku Honga. Wyjaśniłem, że szanować czyjeś zdanie nie oznacza zgody na nie, i w końcu wyraziła stwierdzenie. Towarzyszyło im mnóstwo emocji, gdy wypowiadali te zdania - musieli powstrzymać się od przekonywania drugiej osoby i po prostu na nią spojrzeć. To zawsze jest dla par przejmujące. To również zrozumiałe, że Yuen czuła się tym w szczególności zaniepokojona - nie tylo była bardzo za tym, by ich dom należał do nich, lecz również bała się, że zostanie odrzucone przez ciężar tradycji, który leżał po stronie Honga; faktem było, że była kobietą w bardzo patriarchalnym świecie. Powiedziałem więc Hongowi o jednym z odkryć Johna Gottmana o parach - małżeństwa były dużo bardziej udane, gdy to mężczyzna chciał pozostać pod wpływem swojej żony. Dzieje się tak dlatego, że w strukturalnym sensie to mężczyzna zwykle dzierży więcej władzy w większości dziedzinach życia. Potem przystąpiłem do pomocy w negocjacjach odnośnie tej konkretnej sprawy. Wyjaśniłem, że niektóre kwestie są niewątpliwie albo/albo. Jednak niektóre posiadają kreatywne rozwiązania. Yuen chciała przynajmniej wieczory dla nich dwojga. Hong zaproponował, że jego matka może przychodzić za dnia, jako że będzie mieć pokój na parterze w ramach biura. Yuen się zgodziła. Spytałem o jej propozycję. Chciała weekendów dla nich dwojga, z takim ustępstwem, że jego rodzice będą mogli czasem wpaść na obiad. Hong nie chciał jakichś sztywnych postanowień. Zauważyłem, że negocjacje muszą mieć jasne granice. Przedyskutowali więc kilka detali i doszli do porozumienia. Jednak po chwili zapał Honga opadł. Dyskusja przebiegała wyjątkowo gładko i przebrnęli przez obawy, które wcześniej ich martwiły. Osiągnęli w tych sprawach porozumienie. Jednak Hong powiedział 'jak ja mam porozmawiać o tym ze swoją matką?' Był naprawdę zmartwiony: gotowe rozwiązanie różniącego ich problemu leżało wprost przed nim, a on szukał dziury w całym. Yuen sama bardzo się zmartwiła i zaczęła płakać. Była przerażona, że będzie chciał wycofać się z ich porozumienia i po prostu pozostanie przy tradycyjnym modelu. Zaczęła próbować kłócić się z nim. Powstrzymałem ją i poprosiłem ją, by spojrzała na jego twarz. Było to dla niej bardzo trudne, była wściekła i przestraszona. Kiedy oboje ludzi jest zmartwionych, trudno jest jednemu z nich wziąć się w garść i być dla drugiego. Wybrałem ją, by to zrobiła. On zmagał się wewnętrznie pomiędzy jego poczuciem obowiązku a pragnieniem traktowania priorytetowo jego związku. Ona była tą, która zainicjowała terapeutyczną sesję i która miała więcej psychologicznej wiedzy. Skupiłem się zatem na niej, dałem jej moje wsparcie. Poprosiłem ją, by przeniosła się naprawdę do teraźniejszości, by dostrzegła jego zmagania. Było to dla niej bardzo trudne, jednak starałem się ją ukierunkować. Przedstawiłem miłość jako wybór w tym momencie. Powiedziałem - czy widzisz jego autentyczną walkę i czy możesz go po prostu kochać w tym miejscu, pomimo tych różnic? Odstawiła na bok lęk, zmieniła się. Powiedziała 'nigdy nie zapomnę, że cię kocham, nawet jeśli istnieją jakieś różnice'. Był to bardzo ważny moment między nimi, nawet ja miałem łzy w oczach. Udało im się przebrnąć przez konflikt i w istocie pogłębili swoją miłość, ich zdolność do niej, w bardzo szczególny sposób. On poczuł się dostrzeżony, powiedział do niej - jesteś teraz dla mnie taka miła i delikatna. Oboje podjęli ryzyko i razem udało im się dotrzeć do nowego miejsca. Zauważyłem, że może powstać dużo więcej tego typu problemów, jednak teraz już wiedzą, jak przez nie przebrnąć. W Gestalt interesują nas różnice, jako potencjalnie dobre miejsce kontaktu. Wymaga to samowsparcia w kontakcie z granicami i wzajemnego zainteresowania. Większość ludzi uważa to za trudne i zwykle potrzebują wsparcia, by móc to zrobić. Wsparcie musi być zarówno praktyczne - jak to zrobić - jak i emocjonalne. To bardzo trudne zmierzyć się z różnicami i zwykle ludzie czują złość i niepewność. Kiedy Yuen była obecna ze sobą, a potem z Hongiem w momencie jego słabości, niemożliwa do rozwiązania sytuacja była w stanie się odmienić.
 Ping mówiła o rodzinie, w której się wychowała. Jej dziadkowie nie byli zbytnio zainteresowani nią czy jej siostrą, ponieważ faworyzowali chłopców. Nie czuła się również kochana przez jej rodziców. Jej matka dała jej opiekę, jednak rzadko kiedy okazywała łagodność. Ojciec nigdy jej nie przytulił. Odniosła się do incydentu, kiedy miała 8 lat. Jej matka ją ubierała; Ping powiedziała matkę, że chce sukienkę innego koloru. Jakimś sposobem obudziła ojca, który we wściekłości podniósł ją i zrzucił ze schodów. Jej twarz krwawiła, jednak musiała iść do szkoły. Nauczyciel był zaniepokojony, lecz niczego więcej nie zrobił. Nie chciała wracać do domu, ukryła się w jaskini do czasu, aż ktoś powiedział o tym jej matce, która po nią przyszła. Jej matka okazała nieco łez, lecz ojciec nigdy nie wyraził skruchy. Łkała, opowiadając tę historię, opisując jak wiele bólu nosiła w sercu. Byłem wobec niej delikatny, jednak ona tkwiła w swym świecie bólu, przez co prawie mnie nie dostrzegała. Zwróciłem jej uwagę na to, że jestem mężczyzną. Że się troszczę, lecz to musi być trudna część, bo to jej ojciec był tym, który sprowadza na nią ból; podczas gdy dawałem jej wsparcie, reprezenowałem również stary autorytety, który od zawsze bardzo ją krzywdził. Ping kiwnęła głową, popłynęło więcej łez. Powiedziała, że chce swojej niezależności, być swoją własną osobą i podejmować swoje decyzje w życiu. Powiedziałem jej, że się zgadzam i że pomogę jej na tyle, ile mogę. Powiedziała o tym, jak bardzo jej matka naciska na to, że powinna wyjść za mąż i jak starała się wpłynąć na decyzje w sprawie jej pracy. Wciąż starałem się sprowadzić ją do teraźniejszości, do mojego wsparcia, do faktu, że byłem mężczyzną, dającym jej wsparcie. Stale zwracałem jej uwagę na jej oddech, ponieważ wciąż go powstrzymywała. Bez przepływu energii, nie byłoby szansy na integrację nowego doświadczenia. Ping powiedziała ponownie o jej potrzebie autonomii i chęci 'wyjścia z kręgu', który był niczym więzienie, więzieniem rodzinnych oczekiwań. Zachęciłem ją więc do prostego eksperymentu. Oboje stanęliśmy, wyobrażając sobie krąg wokół nas. Trzymałem jej dłoń, przypominając znów o moim wsparciu dla jej autonomii. Ten rodzaj wsparcia powinien w szczególności pochodzić od ojca, jednak brakowało go w tej sytuacji, wraz z jakąkolwiek czułością. Zapewniałem jej więc wsparcie i czułość. Zajęło to nieco czasu, jednak w końcu poczyniła krok 'poza' krąg, a ja razem z nią. Chwyciłem obie jej dłonie i powiedziałem, 'teraz możesz określić warunki, na jakich chcesz oprzeć związek. Możesz nalegać, by być kochaną i cenioną przez mężczyznę'. Przekazałem jej tę wiadomość, by możliwie wzmocnić kolejny krok - znalezienie innego rodzaju relacji z mężczyznami, który nie byłby nieświadomym powieleniem tej, z jej ojcem. Powiedziała, 'mam taką nadzieję, proszę o to'. Poprawiłem jej język, ponieważ był to poniekąd język bezsilności i niemocy. Poprosiłem ją, by sformułowała swoją wypowiedź jeszcze raz, tym razem jaśniej określając granice - jakiego minimum wymagała, jakie były jej granice. To dało jej wparcie i ukierunkowanie z strony mężczyzny, coś, czego mogła się po mnie spodziewać. Była dogłębnie poruszona przez ten proces. Był prosty, jednak podtrzymywany przez jej tęsknotę; w Gestalt zawsze kładziemy nacisk na integrację, poprzez stawianie małych kroków, które są somatycznie osadzone w świadomości i poprzez doświadczenie w eksperymencie.
 Matka Kathy była bardzo niestabilna, w najgorszy z możliwych sposobów. Kiedy Kathy dorastała, jej matka zawsze znajdowała sposoby, by ją skrytykować, zaatakować, obwinić Kathy lub jej rodzeństwo. Krzywdziła dzieci emocjonalnie, innym razem była zaś dla nich niedostępna. Jej nastroje, jej złość była trudna do zniesienia. Czasem jednak potrafiła być hojna, współczująca i potrafiąca się zaopiekować. Kathy miała, co zrozumiałe, problemy w małżeństwie. Czasem potrafiła być bardzo kochająca, innym razem była podejrzliwa i nieufna, potrafiła stać się bardzo humorzasta i krytyczna wobec siebie. Była przerażona tym, że jej zachowanie przypomina zachowanie jej matki. Mogła dostrzec po jej mężu destruktywne jego efekty. Czuła, że utkwiła w miejscu i kiedy stawała się pobudzona, było dla niej niemal niemożliwym, by nie zwrócić się ku temu typowi zachowania. Wiedziała, że było niszczące dla związku i dlatego właśnie przyszła do mnie po pomoc. W Gestalt raczej stawiamy czoła problemowi, niż uciekamy od niego. Trudnością Kathy było to, że staje się kim, kim nie chce być. Widzimy opór jako część problemu i nie chcemy brać w tym udziału, pomagając osobie stać się inną. Przeciwnie, ukrywamy się pod pozorem pracowania przeciw oporowi. Podkreśliłem więc, że tego typu zachowanie, którego doświadczyła ze strony jej matki jest bardzo sadystyczne. Kathy się zgodziła. Wskazałem również, że jej własne zachowanie posiada te wartości. Były to mocne słowa, lecz Kathy widziała prawdziwość w takim nazwaniu jej zachowania. Poprosiłem ją więc, by wkroczyła w tę część niej poprzez udział w eksperymencie. Poprosiłem ją, by wypowiedziała proste zdanie: 'Chcę, byś poczuł ból, który ja czuję'. Zdanie to wyrażało podstawową relacyjną dynamikę, która związana była z sadyzmem. Zarówno matka Kathy, jak i teraz Kathy musiały zmagać się ogromną ilością bólu, a sadystyczne zachowanie zawierało podskórną tęsknotę. Kathy wypowiedziała tę kwestię, pomimo tego, że było to dla niej trudne i od razu poczuła jej prawdziwość. Poprzez wkroczenie w jej sadyzm tą drogą mogła go posiąść. Uczyniłem ten eksperyment trudniejszym poprzez poproszenie jej, by wyobraziła sobie, że mówi do swego męża podczas, gdy ma jeden z jej humorów. Powtórzyłą tę samą kwestię. Spytałem, co czuła w swoim ciele, by osadzić jej doświadczenie. Czuła mdłości, mieszankę nienawiści, wstydu i przyjemności. Było to empirycznie serce problemu. Wkraczając bardziej bezpośrednio w jej sadyzm i uczucia jemu towarzyszące, mogliśmy sięgnąć do jądra dynamiki, raczej empirycznie, niż tylko czysto deskryptywnie. Umiejscawiając Kathy w centrum jej doświadczenia, możliwość egzystencjalnego wyboru stała się tu jasna. Zachęciłem ją, by wzięła wdech i odnalazła jej centrum. W następnym kroku poprosiłem ją, by wyobraziła sobie matkę z sadystycznym uśmiechem na jej twarzy. Ponownie, poczuła lęk, napięcie i mdłości. Poprosiłem ją, by wyobraziła sobie jakiś budujący obraz - pomyślała o Buddzie i uspokoiła się. Poprosiłem ją, by wyraziła stwierdzenie wobec jej matki: 'Jestem z tobą połączona, gdy zachowuję się sadystycznie'. To wprowadziło kolejny aspekt relacyjnej dynamiki, w którym całe pole było zaprzęgnięte - przeszłość i teraźniejszość się jednoczyły. Sam akt bycia sadystycznym połączył Kathy z jej matką w sposób, którego inaczej by nie osiągnęła. Tak oto stajemy się czymś, przed czym się bronimy. Poprzez podążanie tym procesem, zapanowywania nad jej sadystycznym zachowaniem, zapanowywania nad związkiem z jej matką i tym samym - odczuwania własnych uczuć i odnajdywania uspokającego obrazu, dzięki temu mogła wprowadzić powiew świeżości do jej związku i jej zachowania. Poczuła ulgę i w pewnym sensie odnowiona dzięki jej pracy. Poprosiłem ją, by trenowała to, kiedykolwiek poczuje te emocje.
 Zac miał problemy w związku. Jego dziewczyna, Martha, była 'narowista'. Była kreatywna, miała bardzo bogatą osobowość i dzieliła z nim wiele poglądów na tematy społeczne i policzyczne. Akceptowała go, coś, czego nigdy wcześniej nie doświadczył w związku. Był z nią szczęśliwy, jednak były rzeczy, z którymi nie potrafił się pogodzić. Paliła trawkę - on nie. Lubiła ostrą pornografię - on nie. Chciała mieć kilku partnerów seksualnych - on nie. Lubił jej dzikość, jednak często sprawiała mu ból. Widział, że była niestabilna, jednak czuł, że może jej pomóc. Nie chciał kolejnego nieudanego związku, utknął więc w tym na dwa lata. Ona często była reaktywna, krzyczała na niego i była niestabilna. Wyglądało na to, że był to zbyt trudny związek, jednak nie mógł odpuścić. Uważał, że jego miłość może ją zmienić, że będzie lepiej. Spytałem go: co, jesli nie będzie lepiej? Jeśli ona się nie zmieni? Jeśli nie chce się zmienić? Co, jeśli nigdy nie zgodzi się na monogamię? Były to dla niego trudne kwestie do rozważenia. Spytałem go bezpośrednio, ponieważ żył bardziej jego fantazjami, niż rzeczywistością. Unikał zmierzenia się z tym, 'co jest' i jego uczuciami. Uciekł od siebie, marząc o przyszłości. Gestalt skupia się najbardziej na teraźniejszości, szczególnie na doświadczeniu w chwili obecnej. Ludzie bardzo często potrzebują wsparcia, by pozostać w teraźniejszości, a Zac miał sobie osobiste sposoby na jej unikanie. Podążając procesem, stało się bardzo dla niego jasne, że nie chciał tak żyć, nie chciał tych bezcelowych zmagań w związku i jeśli ona nie zamierza się zmienić, to ten związek przestanie być dla niego ważny i będzie musiał sobie odpuścić. Byłem ostrożny, by na niego nie wpływać. Egzystencjalny punkt widzenia mówi, że cokolwiek wybierzesz w życiu, to twój wybór i musisz pogodzić się z ich konsekwencjami, przewidzianymi lub nieprzewidzianymi. Moim zadaniem jest skonfrontować osobę z jego wyborami, z konsekwencjami jego wyborów i pomóc mu się zdecydować. Co ważne to, by wiedzieli oni, że to oni podejmują decyzję, nikt inny, pod żadnym pozorem. W tym wypadku wybrał, by pozostać, po tym będzie miał jasny wybór czy być z nią taka, jaka jest, czy raczej zreformować porządek. Było dla niego trudne porzucić zastany porządek, jednak kiedy to zrobi, dostrzeże, że tak będzie dla niego lepiej. Jednakże pomimo tego, że mogłbym powiedzieć, że to racjonalne, nie było w istocie tak proste. Poprosiłem go więc, by odegrał rozmowę pomiędzy dwiema stronami - częścią, która gotowa była odpuścić i częścią, która chciała trzymać się związku. Stało się jasne, że ta trzymająca część była jego dziecięcym 'ja', bardzo emocjonalnym. Odpuszczająca część była jego racjonalną częścią, którą mógł odłączyć. Tylko dlatego, że dokonywał 'wrażliwego' i racjonalnego wyboru, nie oznaczało, że sytuacja była rozwiązana. Dzięcięca część, czująca część musiała być zawarta w decyzji. Zajęło to nieco rozmowy między dwiema częściami - nie tylko słowa, lecz i uczucia były zaprzęgnięte po obu stronach. Z wolna powstała swego rodzaju zgoda. Istniało rozwiązanie, które zawierało również dziecięcą część. Nie uważałem jednak, by był to koniec tej historii, był to jednak koniec sesji. Było to coś, do czego muszę wrócić w przyszłych sesjach. Fritz Perls nazywał to naszym 'zwycięzcą' (topdog) i 'przegranym' (underdog) i pomimo tego, jak bardzo kompetentni, trzeźwi i jasno myślący możemy się czuć, faktem jest, że istnieje w nas druga część, która podważa kierunek, jakim podąża 'zwycięzca'. W tej sytuacji racjonalność i uczuciowość nie była wystarczająca. Z tego też powodu musimy być uważni, by zbytnio nie przyjmować strony 'zwycięzcy'.
 Murray pracował w policji przez 20 lat. Po tym, podczas jednej z akcji, nagle poczuł, że stracił swoją odporność. Zazwyczaj był w stanie przezwyciężyć każdą emocja, która mu się przydarzała. Jednak w tamtej chwili było inaczej. Odkrył, że nigdy się po tym nie podniósł. Poszedł na zwolenie lekarskie, jednak naprawdę osiągnął swój limit. Odszedł na emeryturę i otworzył sklepik w małej miejscowości. Jego życie było w porządku, jednak wewnętrznie był bardzo zestresowany i przyszedł do mnie po pomoc. Cechą Murraya było to, że wypowiadał milion słów na minutę. Był całkiem zajmujący, opowiadał mnóstwo historii i jedna historia przekształcała się w następną. Mógł po prostu gadać bez końca. Dobrze mi się go słuchało, bo w istocie był bardzo dobrym gawędziarzem. Jednak trudno było wejść mu w słowo i z tego powodu nie miałem poczucia bycia w stanie przedarcia się do jego głębi i rozpocząć solidniejszej terapii. Ciągnęło się to przez wiele sesji, za każym razem mierzyłem się z tym samym wyzwaniem. Powiedziałem mu o swoim doświadczeniu, jednak nie zrobiło to żadnej różnicy. Zauważyłem coś jednak. Murray chodził z charakterystyczną bezwładnością. Wydawało się, że bolesnym jest dla niego chodzić. W środku jednej z jego opowieści przerwałem mu. Powiedziałem 'zauważyłem interesującą biegunowość. Mówisz bardzo szybko, choć chodzisz wolno'. Murray się zgodził, jednak wydawało się, że nie ma to dla niego większego znaczenia. Spytałem 'co, gdybyś mówił tak wolno, jak chodzisz?'. Była to nowa propozycja, jednak nadal nie miała dla niego większego znaczenia. Zaproponowałem więc eksperyment - chodziłby wzdłuż pokoju i z każdym krokiem wypowiadał jedno słowo. Kiedy to zrobił, było oczywiście zmuszony do tego, by mówić wolno. Nagle zrozumiał, co chciałem przez to osiągnąć - jego ciało próbowało go spowolnić, jednak nie potrafił dostrzec wskazówki. Kiedy mówił wolniej, był w stanie zacząć czuć - rzecz, której unikał poprzez swoje gadanie. Kiedy uzyskał dostęp do swoich uczuć, terapeutyczna praca mogła się naprawdę rozpocząć... W Gestalt zwracamy uwagę na 'fenomeny' - w tym wypadku na szybkość jego mowy (niż na raczej na jej zawartość) i jego utykanie. Jednak nie skacząc do żadnych konkluzji, a do znaczenia, pozwalamy nowym 'Gestalt' (konfiguracjom) wyłonić się i połączyć. W tym wypadku dogłębnej biegunowości. Poszukujemy biegunów, ponieważ często wskazują one na rozszczepienia osobowości, które są sposobem na unikanie świadomości. Kiedy te rozszczepione części poddać świadomości, możemy na nich pracować i naturalnie osoba posunie się w stronę większej integracji - mogą jednak potrzebować nieco pomocy. Eksperyment Gestalt rodzi się z tych właśnie obserwacji i jest sposobem na zbadanie świadomości rozszczepień, niż raczej rozmową o nich i samej tylko 'wiedzy'. Rodzajem wiedzy, jakim jesteśmy zainteresowani jest zintegrowane, oparte na ciele odczucie.
 Tracy miała sen. Zabiła w nim mężczyznę i schowała go w szafie. Próbowała upewnić się, że nikt go nie znajdzie. Miała ten obraz z tyłu głowy po to, by winić swoją matkę. Szła korytarzem i spotkała mężczyznę, psychologa, który był również detektywem. Ich dłonie były wyszczotkowane. Próbowała wymyślić, jak ukryć przed nim jej tajemnicę. Popłynęła muzyka rodem z kryminałów. Popracowaliśmy ze snem w sposób zgodny z Gestalt. Poprosiłem ją, by opowiedziała raz jeszcze swój sen tak, jakby dział się teraz - styl strumienia świadomości. Tak też zrobiła, przerwałem jej jędnak i spytałem o to, jak się czuje i o więcej detali - na przykład o zabitym mężczyźnie. Potem poprosiłem ją, by 'była mężczyzną' i przemówiła w jego osobie. Powiedział, że Tracy była oziębła, wyrachowana i twarda. Kiedy wróciła do bycia sobą, zaśmiała się, poczuła zażenowanie i czuła się niekomfortowo z tym opisem. Następnym wydarzeniem był spacer z psychologiem. Usilnie starała się ukryć przed nim fakty. Odegrała więc psychologa. Czuł, że Tracy jest potężna i że nie będzie w stanie niczego z niej wydobyć. Wracając do niej - powtarzałem jej opisy - potężna, oziębła, wyrachowana, twarda. Dodała, że czuła się sadystyczna. Złożyłem więc wszystkie te słowa razem. Poprosiłem dwie kobiety z grupy, by wstały i przeszły się po sali, ucieleśniając te wartości. Potem poprosiłem Tracy, by zrobiła to samo. Było to dla niej trudne, wciąż się śmiała i uśmiechała, jednak dodałem jej odwagi, by pozostała w procesie i czuła się, jak potężna kobieta. Poprosiłem kogoś, by odegrał martwe ciało i kogoś, kto odegra część niej, która pragnęła zachować niewinność, jako że nigdy by nikogo nie skrzywdziła. Pokierowałem ją tak, by spojrzała na kilku mężczyzn w grupie tak, jakby 'wzrok mógł zabić'. Poczuła swoją moc, jednak znów zaczęła się śmiać. Jednakże powiedziała, że była w pewnym sensie zła, kiedy się śmiała. Śmiech jest często formą deflekcji, sposobem na odcięcie się od doświadczenia. Poprosiłem ją, by wzięła wdech w swój brzuch - widziałem, że bierze głębokie wdechy. Kiedy to robiła, odnotowała, że czuje kamień w brzuchu. Potem zator w sercu. Zachęciłem ją, by oddychała, czuła kamień, jak i swoją moc. Powiedziała, że najpierw chodziło o doświadczenie odrzucenia ze strony jej rodziców, a potem o stłumienie jej seksualności. Czuła, jakby miała w dłoni sztylet, którym chciała się wciąż bawić. Czuła się nieco jak Meduza... która mogła zamieniać mężczyzn w kamień, patrząc na nich. Powiedziała, że ma w sobie nieco przyjemnych seksualnych uczuć w swoim ciele. Wyglądała zupełnie inaczej - dużo poważniej, nie śmiała się więcej, nie zgrywała niewinnej. Był to punkt posiadania, niż raczej wyrzekania się swojej mocy. Mogła doświadczyć całą siebie - jej zabójczość, jej seksualność, jej moc, jako kobiety. W Gestalt wyrzekanie się części siebie postrzegane jest jako niebezpieczne. Kiedy ludzie uświadamiają sobie zakazane części ich samych, wtedy mogą dokonywać pełnych wyborów i w tym sensie brać 'pełną odpowiedzialność'. To egzystencjalna orientacja Gestalt - nie zapewniać rozwiązań czy moralnych wskazówek, tylko odnowić poczucie bycia w pełni z samym sobą i przez to dokonywać bardziej autentycznych wyborów. W tej sesji podążyłem za energetycznymi ruchami i skupiłem się na części niej, której się wyrzekała - jej agresji, mocy itd. Było dla niej bardzo trudne pozostać z tym, pogodzić się. Była w stanie odpuścić rzeczy, które połknęła, a które były w gruncie rzeczy nieprzetrawionymi potrzebami.
 Linda miała 33 lata i była singlem. Odnotowała, że ma mnóstwo przyjaciół mężczyzn, ale byli tylko 'kumplami'. A kiedy dochodziło do sposobności romantycznego związku, było dla niej trudne wyjść poza koleżeńską relację. Jej celem podczas sesji było zbadanie czegoś nieznanego o niej samej. Zacząłem od nawiązania z nią kontaktu, opowiadając jej o swojej własnej otwartości i zainteresowaniu 'nieznanym'. Zauważyłem, że niewiele wiemy wzajemnie o sobie, więc powiedziałem jej, co mnie w niej ciekawi i wzbudziłem jej ciekawość odnośnie mnie. W Gestalt mówimy o 'kreatywnej pustce', jako byciu w miejscu, w którym nie mamy pewności ani jasności. To doskonałe miejsce do rozpoczęcia badań i będąc wiernym Gestalt terapeuta musi czuć się komfortowo z niewiedzą. Powiedziała o byciu 'dobrą dziewczynką' i o tym, jak bardzo by chciała wyjść z tej roli, jaką przypisali jej rodzice. Powiedziała o tym, jak nie pochwalali spotkań z jej chłopakami i o tym, jak musiała wychodzić przez okno, by uniknąć ich spojrzeń. Chciała być w stanie sama o sobie decydować i zbudować swoje własne życie. Było to jednak dla niej trudne. Składając to wszystko, rzecz leżała w jej seksualności. Bycie 'dobrą dziewczynką' powstrzymywało jej seksualność przed byciem w pełni z mężczyznami i z tego powodu jej związki nigdy nie przekroczyły stadium koleżeństwa... i powiedziała, że nawet jeśli, to że była skłonna sprowadzać je do poprzedniego stanu. Zatem wyzwaniem było to, jak wesprzeć ją, by była bardziej z jej seksualną naturą. Spytałem, czy w grupie są jakieś kobiety, które kiedyś uważały się za 'złe dziewczynki'. Tylko jedna (Martina) wzniosła dłoń. Poprosiłem ją, by porozmawiała o tym z Lindą. W Gestalt pracujemy ze wsparciem, a w przestrzeni, w której obnażamy seksualność, staje się ono niezwykle ważne - by osoba poczuła, że nie jest sama i po to, by zredukować poczucie obnażenia, a zwiększyć poczucie przynależności - po prostu odsunąć poczucie wstydu. Martina podzieliła się myślą, że dla niej nie była to kwestia bycia dobrą czy złą dziewczynką, ale raczej odejście od definicji innych ludzi o dobru i złu i odnalezieniu tego, czego naprawdę pragnie, co było dla niej dobre. Wróciłem więc do Lindy, spytałem ją jak się czuła. Powiedziała, że w gruncie rzeczy nie była zbyt blisko ze swym ciałem, więc było dla niej trudne, by wiedzieć, co czuje i czego pragnie. Jasnym było, że to przeszkoda, by zagłębić się w jej seksualność. Zatem bardzo ostrożnie zaproponowałem jej eksperyment, dając jej mnóstwo pola do wyboru odnośnie jej zaangażowania i powiedziałem, że może go przerwać w dowolnym momencie. Wyjaśniłem również granice eksperymentu: był do wykonania wyłącznie w grupie i mężczyzna, który dołączy do eksperymentu ma wyłącznie ją wspierać. To bardzo ważne, by wyznaczyć i pilnować granic, kiedy chodzi o seksualność. Poprosiłem ją, by wybrała z grupy mężczyznę, który najbardziej jej się podoba. Umiejscowiłem ich naprzeciw siebie. Spytałem Lindy co czuje. Nieco podenerwowania, lecz nic więcej. Poprosiłem ją, by wzięła wdech, cyrkulując energią z góry na doł jej ciała, patrząc na niego. Zrobiła to, lecz po chwili powiedziała 'nie wygląda dla mnie już tak atrakcyjnie'. Robiła zamianę na 'kolegę' - odseksualizowała jej energię, co zauważyłem i poprosiłem, czy chce naprawdę zagłębić się w nieznane. Użyłem tutaj jej własnego stwierdzenia, jako wsparcia w podjęciu ryzyka. Fakt, że mi o tym powiedziała zasugerował mi, że może jej to pomóc. Zgodziła się, poprosiłem ją więc, by oddychała, patrzyła na niego i czuła gdzie i jak odczuwa przyjemność w swym ciele. Z początku niezbyt wiele. Jednak po pewnym czasie poczuła przyjemność w górnej części jej ciała. Ciągle ją wspierałem i kierowałem na oddychanie. Po kolejnej chwili pozwoliła sobie czuć przyjemność niżej w jej brzuchu i nieco w jej biodrach. Był to dla niej wielki krok, jako że nigdy wcześniej nie była w stanie utrzymać, świadomie, takiej energii w ciele, poza chwilą, gdy uprawiała seks. Nie zdawała sobie z mocy, jaką posiada, jak się do niej dostroić, pozostać z nią lub przenieść ją do związku z mężczyzną. Praca z seksualnością to delikatne i trudne pole w psychoterapii. Często bywa przedmiotem do nadużyć, chyba, że terapeuta bardzo jasno wyznacza swoje granice. Pomimo tego ważnym jest, by nie odbiegać od tego z powodu wstydu, ponieważ ludzie potrzebują wsparcia i mało prawdopodobne, by otrzymali je gdzie indziej. Eksperyment ten był ostrożnie zaprojektowany by ruszyć w 'nieznane', jednak z mnóstwem wsparcia i z tempem, które było dla niej odpowiednie. Mogliśmy pracować z 'powinnościami' ze strony jej rodziców, jednak była ona gotowa by wyjść naprzeciw nowemu doświadczeniu i była zmęczona powstrzymywaniem się, więc chciała znaleźć się na przeciwnym krańcu. Wielu ludzi blokuje swoją świadomość; seksualność wydaje się być sferą, gdzie panują wyjątkowo silne blokady. Czasem z powodu traumy, jednak innym razem jako rezultat uwarunkowania społecznego/rodzinnego, które zniechęca do przeżywania seksualnych uczuć. Pracując nad odnowieniem tych uczuć, terapia Gestalt nie celuje w wyuzdaną seksualność, lecz raczej w pozwolenie na to, by seksualna przyjemność zajęła naturalne miejsce w ogóle naszej egzystencji - ani dominujące, ani zdominowane.
|
|
|