|
 Samantha była odnoszącą sukcesy bizneswoman. Jednak nie udawało jej się znaleźć partnera. Opisała jedną z trudności - albo ciężko pracowała nad swoim biznesem, albo pracowała nad znalezieniem partnera. Zdawała się być tym podenerwowana i stwierdziła, że jest bardzo nieszczęśliwa. Jej próby znalezienia mężczyzny spełzały na niczym. Im więcej o tym rozmawialiśmy, tym dobitniej widziałem jej silny smutek. Wyglądała na bardzo nieszczęśliwą. Spytałem ją o to. Opisała stan ogólnej niestałości, jednak obwiniała za to brak partnera. Osoba może mieć jasny obraz jego "problemu". Jednak to nie jest coś, nad czym zawsze pracujemy w Gestalt. Zawsze jesteśmy bardziej zainteresowani procesem, tym JAK, coś powstaje, niż to CZYM coś jest. W tym przypadku, był to jej ton, jej nastrój, na który zwróciłem uwagę. Ważnym jest, by wysłuchać problemu, jednak nie dać się przez niego rozproszyć. Stan emocjonalny zawsze jest najważniejszy, treść jest na drugim miejscu. Zachęciłem ją więc do udziału w eksperymencie. Poprosiłem ją o rozejrzenie się po pokoju i powiedzenie mi, jaki jest jej ulubiony kolor - zielony. Był to obraz z zielonym drzewem. Poprosiłem ją, by na niego spojrzała, a swoją rękę położyła na brzuchu, oddychała, z przyjemnością patrząc na ów kolor. Na zmianę zaczęła płakać, zamykać swoje oczy. Jednak zdecydowanym głosem poprosiłem ją, by pozostała obecna, by patrzyła, oddychała, pozwoliła wpuścić do siebie nieco przyjemności. W Gestalt skupiamy się na doświadczaniem "teraz" - to część pracy nad osadzaniem osoby, jak również kierunek w stronę ożywienia, które, w pewnym sensie, jest celem Gestalt. Potem poprosiłem ją,by wybrała rzecz z pokoju. Wybrała zieloną świeczkę. Poprosiłem ją, by zrobiła tę samą rzecz. Zaczęła zamykać się w sobie i, ponownie, poprosiłem ją, by pozostała obecna. Tak też zrobiła, jednak chwilę potem wypowiedziała słowa "żyjący umarły". Spytałem ją, co miała na myśli. Powiedziała, że czuła się winna, że miała aborcję i nigdy się z tym nie pogodziła. Stało się więc jasne, że chodzi tutaj o niedokończoną sprawę, która musi być załatwiona zanim osoba stanie się naprawdę obecna w swoim życiu. Stworzyłem więc dla niej rytuał - zapalanie świeczki. Dałem jej długie zdanie do powiedzenia do nienarodzonego dziecka, akceptujac je, a następnie dając mu odejść; po czym miała zdmuchnąć świeczkę. Jak tylko to zrobiła, stała się spokojniejsza. Poleciłem jej, by odprawiała ten rytuał każdego dnia, aż nie spłonie cała świeczka. Ponownie kazałem jej spojrzeć na zieloną świeczkę, z ręką na brzuchu, i wdychaniu przyjemności. Wyszło jej lepiej niż za pierwszym razem. Ważnym było, by pomóc jej pozostać obecną, ponieważ ludzie, kiedy mają skłonności do depresji, mogą łatwo w nią wsiąknąć, tonąc we własnym nieszczęściu. Jednym z antidotum jest przyjemność i umiejętność jej przyjmowania. Może to wzmocnić do tego stopnia, że osoba będzie potrafiła "dać sobie radę" z życiem, niezależnie od jego treści.
 Navin wspomniał, że jako hobby prowadzi wraz z żoną zajęcia kreatywne. Byłem ciekaw, jaką kobietą ona jest - silną i niezależną powiedział. Podzieliłem się doświadczeniami o mojej żonie, również silnej i niezależnej. Przedyskutowaliśmy, co to dla nas oznacza - ustanowiłem grunt pod stworzenie więzi. Powiedział o swoim synu, nastolatku, jego więzi z nim, która była solidna. Sposób, w jaki badałem te tematy oparłem o poczucie podobieństwa - dzieliłem się z nim swoimi doświadczeniami. Z każdym pytaniem do niego, sam również dawałem swoją odpowiedź. Navin powiedział o tym, jak zwykł był być nieco pasywnym w związku, przez większość czasu podążając za swoją żoną i za tym, czego ona chce. Na przykład idąc do restauracji, do której ona chciała pójść. Jednak zdarzyła się jedna okazja, w której to on wybrał inaczej, ponieważ był znudzony tym samym miejscem. Był zaskoczony tym, że się na to zgodziła. Wskazywało to zatem na fakt, że związek ten był do pewnego stopnia oparty na jego zgodnym podejściu. Podzieliłem się również tym, jakie ja mam podejście w tej sprawie. Zasugerowałem eksperyment. Miał trzy życzenia i jako trzecie musiał wybrać kolejne trzy. Potem poprosiłem go, by wyobraził sobie dzień, od początku i powiedział, czego oczekuje - bezpośrednio - od swojej żony. Przeszliśmy krok po kroku przez cały dzień. Trudno mu było określić część rzeczy, których pragnie... dawałem mu więc różnorodne sugestie, by mu w tym pomóc. Powoli określił dokładnie rzeczy, o które by poprosił, aż do samego końca dnia. Był to prosty, lecz głęboko znaczący eksperyment. W Gestalt zawsze interesuje nas wzmacnianie autentyczności i używanie jej, by wesprzeć jakość konaktu w związku. W tym eksperymencie myślowym, Navin miał okazję, by być bardziej asertywnym, wyrażając dokładniej kim jest i czego pragnie. Ludzie mogą nie przywiązywać zbytniej uwagi do związku, lecz nas intersuje głębia. Można do niej dotrzeć poprzez "odsłanianie", tego, co czujemy i tego, kim jesteśmy. Pozwala to na lepsze poznanie i dostrzeżenie siebie, a to wzmaga poczucie bliskości. W kategoriach płci, kobiety zdają się lubić "dowodzić" albo widzieć, że spełniane są ich zachcianki i są słuchane, jednak istnieje tu równowaga, jako że one równie lubią, gdy w odpowiednim momencie to mężczyzna przejmuje stery. W tym eksperymencie stworzyliśmy bezpieczną sytuację, w której Navin mógł spróbować wyrazić swoje potrzeby w bardziej bezpośredni sposób. Takie eksperymenty zawsze są nieco ryzykowne, nawet jeśli to tylko eksperymenty myślowe. Pokazują one nowo sposób bycia, odkrywają i dają dojść do głosu aspektom "ja", które zwykły znajdować się gdzieś w tle. Zwykle jest to emocja, która wiąże się z tym procesem - albo stłumiona uraza lub podniecenie, albo obie te rzeczy. Ważnym jest, by w każdym eksperymencie nie tylko podążać za treścią, lecz także na bieżąco sprawdzać sytuację emocjonalną.
 Zauważyłem, że Manuel położył rękę na piersi. Powiedział, że czuje się podenerwowany. Zostawiłem więc to - ludzie często bywają podenerwowani przez część sesji. Zauważyłem jego spodnie, w różnych odcieniach szarości, zwróciłem mu na to uwagę - czy jest "czarno-białą" osobą, czy też osobą o "różnych odcieniach szarości"? Jednakże Manuelowi chodziło o coś innego. Wyglądał na smutnego i wcale nie zainteresowanego moimi pytaniami. Gdy zaczęliśmy badać jego smutek, stawała się silniejsza i głębsza. Wyglądał na cichego i wycofanego. To bardzo ważne kiedy rozpocząć badanie lub przejście do eksperymentu Gestalt, dlatego musimy uważnie obsersować energię drugiej osoby i jeśli jej nie ma, należy natychmiast zmienić kierunek na taki, w którym spoczywa energia. Manuel mówił o tym, że był niegrzecznym i hałaśliwym dzieckiem aż do szkoły średniej, po czym stał się przykładnym uczniem. Uważał, że bycie na piedestale jest nieco kłopotliwe, musiał uporać się zarówno z oczekiwaniami, jak i zazdrością innych dzieci. Było to zatem trudne dla niego, być postrzeganym w ten sposób przez innych. Stwierdziłem, że teraz nie wygląda na niegrzecznego i zuchwałego - jest bardzo poważny. Ważne jest, by łączyć historię opowiedzianą przez daną osobę z tym, co jest tu i teraz - mówimi, że to łączeniem Pola ze Świadomością. Spytałem, co się stało przed pójściem do szkoły średniej, że skutkowało taką zmianą, jednak nie był w stanie powiedzieć. Wyglądał na pogrążonego w bólu. Spytałem zatem, na jaki wiek się wtedy czuł. Powiedział, że jak czterolatek. Spytałem, co się wtedy stało. Powiedział, że był wysłany do przedszkola z internatem, jednak nie ma żadnych konkretnych wspomnień. Siedzieliśmy tak chwilę. Wyglądał na bardzo pochłoniętego sobą, bardzo poważnego, bardzo zmartwionego. Spytałem go, czego doświadcza. Powiedział, że zamyka się w sobie, gdy odczuwa taki głęboki smutnek - to trudne do opisania. Wskazywało to na zamykanie się, więc powiedziałem mu, że jestem obecny, dostępny, chętny do wsparcia go i zainstersowany tym, co czuje. Czułem się otwarty na niego i darzyłem go ciepłymi uczuciami. Siedzieliśmy tak jakiś czas. Wyglądało na to, że nic się nie zmieniło. Kiedy na niego spojrzałem, zdawał się być w swego rodzaju emocjonalnym szoku. Powiedziałem mu o tym. Nie potrafił zlokalizować problemu. Było jednak dla mnie jasne, że "coś" się wydarzyło, coś w tamtym okresie, coś, co miało na niego bardzo niszczący wpływ. Bardzo ważnym jest, by nie przeciągać struny. Kiedy rzeczy się nie układają, siedzimy razem z tym, "co jest", wiedząc że to, co się wyłania jest wystarczające i jeśli potrzeba czegoś więcej - to się pojawi. Chwile, w których stawał się bardziej ożywiony to te, w których mówił o swej córce i o tym, jak nigdy nie dopuściłby do sytuacji, w której byłaby zmuszona robić coś wbrew sobie. Stało się więc jasne - był zmuszony do zrobienia czegoś: zwróciłem mu na to uwagę. Kiedy z nim siedziałem, to, co mogłem dostrzec najlepiej, to jego powaga. Powiedziałem: "Biorę bardzo na serio twoje uczucia". Miało to na niego duży wpływ. Jasnym było, że jego podenerwowanie minęło i że nauczył się, jak sobie z nim wewnętrznie radzić. Robił to przez całe życie, a teraz spotkał kogoś, kto to dostrzegł, widzi jego niepokój i bierze go na poważnie. Tyle wystarczyło. Problem nie został "rozwiązany", nie zlokalizowaliśmy zdarzenia czy zdarzeń, które go spowodowały. Jednak w Gestalt stawiamy na jakość kontaktu, w pełni świadomego: to samo w sobie pozwala na przemianę.

Brittany wspomniała na początku, że ma problemy z żołądkiem i trawieniem. Chciałem jednak przed tym poznać ją nieco bliżej, ponieważ wspomniała, że czuła się zawstydzona rzeczonym problemem.
Prowadziła szkołę i miała pewne problemy ze swoim uczniem. Rozumiałem to, gdyż miałem podobne doświadczenia. Sprawiło to, że powstała między nami więź. Czułem uczucie ciężkości, siedząc obok niej i powiedziałem jej o tym. Powiedziała o uczuciu zdemotywowania, szczególnie w kwestii pracy - nie chciała iść do pracy aż do późniejszych godzin dnia, było też kilka innych oznak wypalenia zawodowego.
Spytałem o jej życie domowe. Było dobre. Zarówno jej syn, jak i mąż wspierali ją. Mówiła o tym, jak chowa po domu różne przedmioty, których oni muszą później szukać, to pewien rodzaj gry. Mówiła również o tym, że chciałaby zamontować kółka do wszystkich mebli w domu, by - gdy oni wrócą - za każdym razem wszystko mogło być w innym miejscu. Zauważyłem, że to pokazuje jej kreatywną i rozrywkową stronę.
Britany mówiła też o spędzeniu kilku dni z jej teściami; dlatego że byli starsi, jedyne, co robili, to jedzenie, spanie i granie w karty. Po jakimś czasie zaczęła się nudzić i chciała zmienić reguły gry karcianej, by wprowadzić nieco urozmaicenia; wskazałem, że to jej kreatywność i zabawność w działaniu. Jednak oni byli temu przeciwni, więc zaczęła się bardzo nudzić - i to właśnie wtedy dostała wspomnianego rozstroju żołądka.
Siedzieliśmy przez chwilę w milczeniu. Powidziała o tym, że gdy była młoda, nie mówiła zbyt wiele, zamiast tego lubiła pisać. Poprosiłem ją, by wyobraziła sobie, że pisze opowiadanie... jaki byłby jego tytuł? Powiedziała, że nazwałaby go "Jajko". Spytałem jej o kilka pierwszych akapitów. Powiedziała, że byłyby o pisklęciu, wykluwającym się się z jajka.
Spytałem o to, co nowego wyłoniło się w jej życiu. Powiedziała, że chciałaby zmienić kilka rzeczy w szkole. I o tym, jak pomogła przyjacielowi napisać sprawozdanie, które pomogło mu zdobyć pracę - była z tego bardzo zadowolona.
Zasugerowałem więc, że wygląda na to, że to kreatywność i zabawność może być tym, co się w niej zrodziło - zgodziła się.
Spytałem o to, jak mogłaby sprawić, by te cechy pomogły rozwiązać jej sytuację. Nie znalazła odpowiedzi. Zachęciłem ją zatem do wzięcia udziału w małej grze, w której ja sugerował będę pewne kreatywne zmiany w pracy, a potem ona zaproponuje swoje. Trwało to chwilę, po czym stwierdziła, że już kiedys tego próbowała, jednak zarówno nauczyciele, jak i uczniowie odnieśli się do tego bardzo krytycznie, ponieważ odbiegała od listy rzeczy, które powinny być zrobione.
To było oczywiste miejsce, w którym potrzebowała wsparcia, na co zwróciłem jej uwagę - potrzebowała "współautora". Powiedziała, że nie jest to możliwe. Wskazałem jednak na to, że konsekwencją tłumienia jej kreatywności jest właśnie jej ból brzucha, który pojawił się podczas wizyty u teściów.
Poprosiłem ją więc, by wyobraziła sobie, że pisze sprawozdanie do szkoły - jaki miałaby rodzaj zawodowych propozycji?
Zachęciłem ją do tego, by zaproponowała grupie jedno kreatywne ćwiczenie każdego dnia. Była niechętna, ale zaczęła to rozważać.
W pewnym momencie dostrzegła moje kolorowe skarpetki i porównała je do swoich, również kolorowych. Zasugerowałem grupie, byśmy zagrali w grę "Footsies". Było bardzo wesoło, pokazałem jej, jakk kreatywność może być zastosowana w uczeniu się. Stworzyłem też dla niej pewien wzór, używając swojej pozycji, by wprowadzić elementy zabawy i nieszablonowe pomysły.
W tym przypadku najważniejszą figurą było uczucie ciężkości i zdenerwowania. Następną figurą była kreatywność. Podejście Gestalt stara się wprowadzić ożywienie w życie innych ludzi; robione jest to fenomenologicznie - od środka - z punktu widzenia ich rzeczywistości, używając wskaźników i języka, który sami nam dostarczają. Skupiamy się również na wsparciu - w tym przypadku ona nie otrzymała wsparcia, którego potrzebowała do tego, by wnieść część siebie do miejsca pracy. Używając jej siły z przeszłości - pisania - mogłem wzbudzić w niej marzenia i wesprzeć jej odradzające się "ja". W Gestalt pracujemy z rzeczami, które jawią się, jako oczywiste - pisklę jest zrozumiałe samo przez się i nie wymaga szczególnej interpretacji - ważnym jest, by móc je zastosować do określonej sytuacji. Ostatnim wspraciem, jakie jej okazałem było podejście wyrażające zgodę, które zademonstrowałem poprzez wzięcie czegoś, co sama zauważyła - skapetek - i używając swoich możliwości, jako przykład, jak kreatywność może być użyta w szkole.
 Mandy i Brian przyszli po poradę małżeńską. Przeżywali kryzys. Po 15 latach małżeństwa i posiadaniu dwojga dzieci, Brain miał romans (jego czwarty w małżeństwie), a Mandy, mając 40 lat, była zdesperowana, by ratować małżeństwo. Była zdeterminowana, by się rozwodzić. Brian bardzo niechętnie przyszedł na tą sesję. Popracowałem najpierw z Mandy, jako że Brian był ostrożny i niechętny, by się otworzyć. Zbadałem historię i osobisty kontekst. Potem spytałem o małżeństwo. Powiedziała, że nie prowadzą pożycia od 6 lat i że zdążyła już do tego przywyknąć. Czekała na to, by to on wziął sprawy w swoje ręce, lecz nigdy się tego nie doczekała. Rozmawiała ze swoimi przyjaciółmi, którzy powiedzieli jej, że raczej nie może się spodziewać więcej i by zajęła się innymi rzeczami w jej życiu, jej dziećmi itd. Spytałem ją o procentowy udział wartości w poszczególnych sferach ich małżeństwa - bliskości, seksu, dzieci, finansów, wsparcia. Wartości wahały się od 5% do 50% maksymalnie, gdzie bliskość była na najniższym szczeblu. Powiedziała, że jeśli musiałaby wyrazić średnią, to powiedziałaby, że jest usatysfakcjonowana w 30% i chce zrobić wszystko, by to zmienić. Potem spytałem Briana o procenty. Były bardzo zbliżone, czasem niższe, czasem wyższe. Powiedział, że średnia musiałaby skoczyć do 75%, by był usatysfakcjonowany. Problemy te przewijały się przeszło od ostatnich 10 lat. Nie rozmawiali zbytnio o osobistych problemach, oboje unikali trudnych tematów. Mandy radziła sobie poprzez medytację. Brian 'znieczulając się' poprzez rzucanie się wir pracy. Teraz przeżywali kryzys. On nie chciał porzucać romansu, ona nie chciała, by rzeczy trwały w ten sposób. Znajdowali się w patowej sytuacji i nie brakowało im zdolności, by o tym porozmawiać. Patrząc na Brian, widać było, że skończył. Nie miał żadnego celu w dalszym pracowaniu nad małżeństwem, nad zachowaniem go, nawet jeśli dało się je uratować. Ruszył dalej, chciał odejść. To było nie do przyjęcia dla Mandy. Była zdeterminowana, by znaleźć rozwiązanie. Jej miłość zdołałaby stopić serca jego lód. Jednakże, jeśli on nie porzuci swego romansu, ona będzie trwać przy tym do samego końca, odmawiając mu wolności do rozwodu. Zauważyłem, że to coś w rodzaju walki, niż raczej wysiłek, by stopić jego lód jej miłością. Było dla niej trudne dostrzec to. Była tak bardzo niespokojna i zdeterminowana, że nie potrafiła stawić czoła prawdzie o tym, że Brian chciał odejść. Spytałem go, czy jest pewien, że to dla niego koniec i czy nie istnieją jakieś warunki, pod którymi zgodziłby się zmienić swoje zdanie. Powiedział tak, że to prawda. Poprosiłem go więc, by przedstawił stwierdzenie 'prawdy'. Mandy niemal nie mogła tego słuchać. Chciała się kłócić, przekonać go, zaprzeczyć, zagrozić mu. Dałem jej mnóstwo wsparcia, zrozumienia jej uczuć. Kiedy przyjęła to stwierdzenie, powiedziała, że woli umrzeć, było to dla niej zbyt trudne. Ponownie, dałem jej mnóstwo zrozumienia odnośnie tego, jak fatalnie się czuje, jak bardzo się boi. Spytałem, czy chce usłyszeć o moim doświadczeniu rozwodu i potem podzieliłem się z nią tym, jak sobie z tym poradziłem. Było to dla niej nieco pomocne, lecz nadal czuła się niezwykle zaniepokojona. Brian wyzbył się swojej obojętności, zdelikatniał, mówiąc jej, że martwi się o nią i że jest smutny przez to, że cierpi, jednak jego troska nie była już bardziej intymna, a czysto przyjacielska. Ponownie, stwierdzenie tej prawdy było dla niej niezwykle trudne do przyjęcia, dałem jej mnóstwo emocjonalnego wsparcia, by mogła pozostać obecna. Chciała wrócić do udawania, unikania, lecz było już za późno. Zawsze wspieram ludzi, by sami wypracowywali pewne rzeczy. Jednak moim głównym zaangażowaniem jest pomaganie ludziom wyrażać ich prawdy, by słuchali się wzajemnie i by otrzymali odpowienie wsparcie, pozwalające im pozostać obenymi w procesie. To niezwykle trudne, gdy dochodzi do tak niszczących rzeczy, jak koniec związku. W tej sytuacji nie było niczego do osiągnięcia przez Mandy wskutek uciążliwego próbowania w obliczu niechęci Briana. Jej próby były w istocie próbą przejęcia kontroli nad sytuacją i stawało się to jasne, gdy mierzyła się z własnymi wyborami. Podkreśliła, że chce, by małżeństwo pozostało nienaruszone, bez względu na to, czego on chciał. Poprosiłem ją więc, by wyraziła stwierdzenie prawdy wobec niego - Nie obchodzi mnie czego chcesz, ja chcę tylko tego, co dla mnie ważne. Ucieszył się, gdy usłyszał jasność w tej wypowiedzi, dla niej jednak było to trudne do powiedzenia, jednak wyrażało to, o co w tym wszystkim chodzi. Uczyniło to wymianę jaśniejszą i stało się dla niej jasne, że cały wysiłek nie wkładała w stopienie lodu jego serca, lecz w istocie w utwierdzenie jej własnych potrzeb, bez respektowania jego. To coś, co nazywam 'antywartościami' (unvirtues) - świadectwo naszej ciemnej strony. Utożsamiamy coś z kochaniem czy utożsamiamy siebie z ofiarą, jednak trudno jest nam pogodzić się z faktem, że nie obchodzi nas druga osoba. Potrzeba na to mnóstwa odwagi, mnóstwa wsparcia, by to zrobić, jednak taka prawdomówność jest zawsze odświeżająca i pomaga, by stało się coś nowego. Podczas tej sesji zmagaliśmy się z bardzo trudnymi prawdami, jednak bez takiej prawdomówności zrodziłoby się jedynie więcej zgorzknienia, złości i zaborczości. "Opowieść" o związku, jaką przedstawia mi każda osoba staje się bardziej utrwalona. Jednak mówienie prawdy nie polega na waleniu kogoś po głowie. Chodzi o czyjeś osobiste prawdy. Druga strona potrzebuje wsparcia, by móc ich wysłuchać. Gestalt skupia się na takim relacyjnym mówieniu prawdy i rozumiemy, że tkwi w tym moc zdolna do transformowania rzeczywistości. Podchodzimy do dynamiki relacji tak, jak tutaj - z intencją poprawy jakości wzajemnego kontaktu, nie po to, by osiągnąć określony zysk, zgodę lub niezgodę każdego z partnerów.
 Hong i Yuen byli zaręczeni. Ona miała 35 lat, on 43. Przyszli do mnie, powieważ nie potrafili rozwiązać trudnej rozmowy, jaką odbyli. W zgodzie z tradycją, Hong chciał, by jego matka żyła z nimi po tym, jak wezmą ślub, Yuen była zupełnie temu przeciwna. Po krótkim zbadaniu szczegółów, spytałem każdego z nich o główne pole ich zmartwień odnośnie małżeństwa. Oboje się zgodzili, że był to jedyny punkt sporny. Jednakże nie przedyskutowali szczegółowo szerokiej gamy przyszłych problemów. Na początek więc wycofałem się i zwróciłem ich uwagę na szerszą perspektywę. Położyłem pisak na jednym krańcu, który symbolizował tradycyjnie chińską relację małżeńską, symbol na przeciwnym krańcu symbolizował zaś nowoczesny związek. Hong znajdował się o 30% od tradycyjnego końca, zaś Yuen o 30% od nowoczesnego. Wyjaśniłem im, że był to podstawowy problem w tej sprawie i zaistniałoby mnóstwo poszczególnych sytuacji, w których mogłby się różnie manifestować w sytuacji konfliktu. Poprosiłem o podsumowawcze stwierdzenie ich pozycji. Dla Honga było to pozostanie przy poszerzonej rodzinie. Yuen chciała być 'uprzejma i delikatna'. Dla Yuen było to bycie rozdzielonym i niezależnym, jako para, i bycie w stanie decydować o własnych sprawach. Na początek więc poprosiłem ich, by wypowiedzieli do siebie zdanie: 'widzę, że jesteś inny ode mnie i to trudne'. Proces ten skonfrontował ich z autentycznością różnic. Hong starał się dodać 'i mam nadzieję, że się zmienisz', ale powstrzymałem go - to typowy problem wśród par, mają nadzieję, że druga strona się (z czasem) zmieni. Poprosiłem ich więc, by wypowiedzieli inne zdanie: 'widzę różnice między nami; mogę nie zgadzać się z twoimi poglądami, ale szanuję twoje stanowisko'. Było to dla nich trudne, Yuen była oporna, ponieważ uważała, że to oznacza podległość stanowisku Honga. Wyjaśniłem, że szanować czyjeś zdanie nie oznacza zgody na nie, i w końcu wyraziła stwierdzenie. Towarzyszyło im mnóstwo emocji, gdy wypowiadali te zdania - musieli powstrzymać się od przekonywania drugiej osoby i po prostu na nią spojrzeć. To zawsze jest dla par przejmujące. To również zrozumiałe, że Yuen czuła się tym w szczególności zaniepokojona - nie tylo była bardzo za tym, by ich dom należał do nich, lecz również bała się, że zostanie odrzucone przez ciężar tradycji, który leżał po stronie Honga; faktem było, że była kobietą w bardzo patriarchalnym świecie. Powiedziałem więc Hongowi o jednym z odkryć Johna Gottmana o parach - małżeństwa były dużo bardziej udane, gdy to mężczyzna chciał pozostać pod wpływem swojej żony. Dzieje się tak dlatego, że w strukturalnym sensie to mężczyzna zwykle dzierży więcej władzy w większości dziedzinach życia. Potem przystąpiłem do pomocy w negocjacjach odnośnie tej konkretnej sprawy. Wyjaśniłem, że niektóre kwestie są niewątpliwie albo/albo. Jednak niektóre posiadają kreatywne rozwiązania. Yuen chciała przynajmniej wieczory dla nich dwojga. Hong zaproponował, że jego matka może przychodzić za dnia, jako że będzie mieć pokój na parterze w ramach biura. Yuen się zgodziła. Spytałem o jej propozycję. Chciała weekendów dla nich dwojga, z takim ustępstwem, że jego rodzice będą mogli czasem wpaść na obiad. Hong nie chciał jakichś sztywnych postanowień. Zauważyłem, że negocjacje muszą mieć jasne granice. Przedyskutowali więc kilka detali i doszli do porozumienia. Jednak po chwili zapał Honga opadł. Dyskusja przebiegała wyjątkowo gładko i przebrnęli przez obawy, które wcześniej ich martwiły. Osiągnęli w tych sprawach porozumienie. Jednak Hong powiedział 'jak ja mam porozmawiać o tym ze swoją matką?' Był naprawdę zmartwiony: gotowe rozwiązanie różniącego ich problemu leżało wprost przed nim, a on szukał dziury w całym. Yuen sama bardzo się zmartwiła i zaczęła płakać. Była przerażona, że będzie chciał wycofać się z ich porozumienia i po prostu pozostanie przy tradycyjnym modelu. Zaczęła próbować kłócić się z nim. Powstrzymałem ją i poprosiłem ją, by spojrzała na jego twarz. Było to dla niej bardzo trudne, była wściekła i przestraszona. Kiedy oboje ludzi jest zmartwionych, trudno jest jednemu z nich wziąć się w garść i być dla drugiego. Wybrałem ją, by to zrobiła. On zmagał się wewnętrznie pomiędzy jego poczuciem obowiązku a pragnieniem traktowania priorytetowo jego związku. Ona była tą, która zainicjowała terapeutyczną sesję i która miała więcej psychologicznej wiedzy. Skupiłem się zatem na niej, dałem jej moje wsparcie. Poprosiłem ją, by przeniosła się naprawdę do teraźniejszości, by dostrzegła jego zmagania. Było to dla niej bardzo trudne, jednak starałem się ją ukierunkować. Przedstawiłem miłość jako wybór w tym momencie. Powiedziałem - czy widzisz jego autentyczną walkę i czy możesz go po prostu kochać w tym miejscu, pomimo tych różnic? Odstawiła na bok lęk, zmieniła się. Powiedziała 'nigdy nie zapomnę, że cię kocham, nawet jeśli istnieją jakieś różnice'. Był to bardzo ważny moment między nimi, nawet ja miałem łzy w oczach. Udało im się przebrnąć przez konflikt i w istocie pogłębili swoją miłość, ich zdolność do niej, w bardzo szczególny sposób. On poczuł się dostrzeżony, powiedział do niej - jesteś teraz dla mnie taka miła i delikatna. Oboje podjęli ryzyko i razem udało im się dotrzeć do nowego miejsca. Zauważyłem, że może powstać dużo więcej tego typu problemów, jednak teraz już wiedzą, jak przez nie przebrnąć. W Gestalt interesują nas różnice, jako potencjalnie dobre miejsce kontaktu. Wymaga to samowsparcia w kontakcie z granicami i wzajemnego zainteresowania. Większość ludzi uważa to za trudne i zwykle potrzebują wsparcia, by móc to zrobić. Wsparcie musi być zarówno praktyczne - jak to zrobić - jak i emocjonalne. To bardzo trudne zmierzyć się z różnicami i zwykle ludzie czują złość i niepewność. Kiedy Yuen była obecna ze sobą, a potem z Hongiem w momencie jego słabości, niemożliwa do rozwiązania sytuacja była w stanie się odmienić.
 Ping mówiła o rodzinie, w której się wychowała. Jej dziadkowie nie byli zbytnio zainteresowani nią czy jej siostrą, ponieważ faworyzowali chłopców. Nie czuła się również kochana przez jej rodziców. Jej matka dała jej opiekę, jednak rzadko kiedy okazywała łagodność. Ojciec nigdy jej nie przytulił. Odniosła się do incydentu, kiedy miała 8 lat. Jej matka ją ubierała; Ping powiedziała matkę, że chce sukienkę innego koloru. Jakimś sposobem obudziła ojca, który we wściekłości podniósł ją i zrzucił ze schodów. Jej twarz krwawiła, jednak musiała iść do szkoły. Nauczyciel był zaniepokojony, lecz niczego więcej nie zrobił. Nie chciała wracać do domu, ukryła się w jaskini do czasu, aż ktoś powiedział o tym jej matce, która po nią przyszła. Jej matka okazała nieco łez, lecz ojciec nigdy nie wyraził skruchy. Łkała, opowiadając tę historię, opisując jak wiele bólu nosiła w sercu. Byłem wobec niej delikatny, jednak ona tkwiła w swym świecie bólu, przez co prawie mnie nie dostrzegała. Zwróciłem jej uwagę na to, że jestem mężczyzną. Że się troszczę, lecz to musi być trudna część, bo to jej ojciec był tym, który sprowadza na nią ból; podczas gdy dawałem jej wsparcie, reprezenowałem również stary autorytety, który od zawsze bardzo ją krzywdził. Ping kiwnęła głową, popłynęło więcej łez. Powiedziała, że chce swojej niezależności, być swoją własną osobą i podejmować swoje decyzje w życiu. Powiedziałem jej, że się zgadzam i że pomogę jej na tyle, ile mogę. Powiedziała o tym, jak bardzo jej matka naciska na to, że powinna wyjść za mąż i jak starała się wpłynąć na decyzje w sprawie jej pracy. Wciąż starałem się sprowadzić ją do teraźniejszości, do mojego wsparcia, do faktu, że byłem mężczyzną, dającym jej wsparcie. Stale zwracałem jej uwagę na jej oddech, ponieważ wciąż go powstrzymywała. Bez przepływu energii, nie byłoby szansy na integrację nowego doświadczenia. Ping powiedziała ponownie o jej potrzebie autonomii i chęci 'wyjścia z kręgu', który był niczym więzienie, więzieniem rodzinnych oczekiwań. Zachęciłem ją więc do prostego eksperymentu. Oboje stanęliśmy, wyobrażając sobie krąg wokół nas. Trzymałem jej dłoń, przypominając znów o moim wsparciu dla jej autonomii. Ten rodzaj wsparcia powinien w szczególności pochodzić od ojca, jednak brakowało go w tej sytuacji, wraz z jakąkolwiek czułością. Zapewniałem jej więc wsparcie i czułość. Zajęło to nieco czasu, jednak w końcu poczyniła krok 'poza' krąg, a ja razem z nią. Chwyciłem obie jej dłonie i powiedziałem, 'teraz możesz określić warunki, na jakich chcesz oprzeć związek. Możesz nalegać, by być kochaną i cenioną przez mężczyznę'. Przekazałem jej tę wiadomość, by możliwie wzmocnić kolejny krok - znalezienie innego rodzaju relacji z mężczyznami, który nie byłby nieświadomym powieleniem tej, z jej ojcem. Powiedziała, 'mam taką nadzieję, proszę o to'. Poprawiłem jej język, ponieważ był to poniekąd język bezsilności i niemocy. Poprosiłem ją, by sformułowała swoją wypowiedź jeszcze raz, tym razem jaśniej określając granice - jakiego minimum wymagała, jakie były jej granice. To dało jej wparcie i ukierunkowanie z strony mężczyzny, coś, czego mogła się po mnie spodziewać. Była dogłębnie poruszona przez ten proces. Był prosty, jednak podtrzymywany przez jej tęsknotę; w Gestalt zawsze kładziemy nacisk na integrację, poprzez stawianie małych kroków, które są somatycznie osadzone w świadomości i poprzez doświadczenie w eksperymencie.
|
|
|