|
 Powiedziałem Annabelle, że doceniam sposób, w jaki podchodzi do życia i do związków. Było to miejsce wzajemności, miejsce, w którym dzieliliśmy wartości. Powiedziałem więc nieco o sobie, wliczając w to miejsca rozbieżności między moimi wartościami autentyczności i niesienia pomocy a moimi własnymi potrzebami i ograniczeniami. Annabelle powiedziała o tym, że potrafi dawać siebie innym, lecz trudniej jest jej przyjmować. Podzieliła się również tym, że czerpie niewielką przyjemność z jedzenia i musi zmuszać się do tego. Pomimo, że to stanowiło o szerokim spektrum problemów, związanych z polem (jedzenie jest bardzo blisko związane z rodziną i związkami), chciałem skupić się na terapeutycznej relacji. Zasugerowałem więc eksperyment, w którym zrobię dla niej coś odżywczego, a ona poćwiczy przyjmowanie. Złapaliśmy się więc za ręce. Zacząłem powoli pocierać jej dłonie swoimi palcami. Zaczęła robić to samo, lecz powstrzymałem ją - był to odruch dawania raczej, niż brania. Kierunek, jaki jej wskazałem to ten, czy potrafi ona przyjąć nieco pożywienia i przyjemności. Podczas, gdy to robiłem, stwierdziłem, że nie jest w stanie przyjąć zbyt wiele - jej ręce były sztywne. Przygryzała też swoją wargę i była świadoma wielu rzeczy, które blokowały ją przed przyjmowaniem ode mnie odżywienia. Tak więc, trzymając jej dłonie, powoli podniosłem jej dłonie i poruszałem nimi wokół. Poprosiłem jej, by przestała się opierać, zrelaksowała się i pozwoliła mi to zrobić. Znajdowała to za bardzo trudne, trzymają się sztywno i próbując śledzić moje ruchy, niż raczej pozwolić mi nią kierować. Robiliśmy to przez pewien czas. Była w stanie nieco odpuścić i gdy tylko to zrobiła, mogła przyjąć nieco więcej odżywienia. Jednak było to dla niej trudne. Dałem jej zadanie domowe, by znalazła kogoś, z kim mogłaby to ćwiczyć. Mając na uwadze dalszą pracę, wskazałem na kilka sposobów, które moglibyśmy przetestować - eksplorować jej opór w oddaniu kontroli, jak też jej niechęć do przyjmowania odżywienia. Odszukalibyśmy jakiekolwiek problemy rodzinne z tym związane, wliczając w to miejsce jedzenia w jej domu. Kiedykolwiek napotykamy na "opór" w Gestalt, nie staramy się go przełamać - zamiast tego szanujemy go. Spoglądamy na kontekst - pierwotną sytuację, która wywołała "kreatywne przystosowanie się". Staramy się zaakceptować to kreatywne przystosowanie, zrozumieć je i traktować je pozytywnie. W ten sposób jestem w stanie dociec, jak ważnym jest dla niej utrzymanie kontroli, co było przyczyną problemów z jej oddaniem i zaufaniem. Wydaje się jasnym, że zaufanie, odpuszczanie nie było dobrym pomysłem w jej pierwotnym/rodzinnym kontekście. Zatem każde nowe doświadczenie ze mną powinno być brane bardzo powoli, pamiętając jak jest ryzykowne. Lepiej jest pracować bardzo powoli, w sposób, który może być zintegrowany -tak więc eksperymenty muszą mieć to na uwadze. Możemy również eksperymentować z jedzeniem podczas sesji - na przykład z kawałkami jabłka. Zrobić eksperyment na uważność z jedzeniem go, dostrzegając każdy szczegół doświadczenia. Zamiast "rozmawianiu o" zachowaniach, skupiamy się raczej na eksplorowaniu ich podczas samej sesji, z uważnością i wsparciem.
Powiedziałem Annabelle, że doceniam sposób, w jaki podchodzi do życia i do związków. Było to miejsce wzajemności, miejsce, w którym dzieliliśmy wartości. Powiedziałem więc nieco o sobie, wliczając w to miejsca rozbieżności między moimi wartościami autentyczności i niesienia pomocy a moimi własnymi potrzebami i ograniczeniami.
Annabelle powiedziała o tym, że potrafi dawać siebie innym, lecz trudniej jest jej przyjmować. Podzieliła się również tym, że czerpie niewielką przyjemność z jedzenia i musi zmuszać się do tego.
Pomimo, że to stanowiło o szerokim spektrum problemów, związanych z polem (jedzenie jest bardzo blisko związane z rodziną i związkami), chciałem skupić się na terapeutycznej relacji.
Zasugerowałem więc eksperyment, w którym zrobię dla niej coś odżywczego, a ona poćwiczy przyjmowanie.
Złapaliśmy się więc za ręce. Zacząłem powoli pocierać jej dłonie swoimi palcami. Zaczęła robić to samo, lecz powstrzymałem ją - był to odruch dawania raczej, niż brania. Kierunek, jaki jej wskazałem to ten, czy potrafi ona przyjąć nieco pożywienia i przyjemności.
Podczas, gdy to robiłem, stwierdziłem, że nie jest w stanie przyjąć zbyt wiele - jej ręce były sztywne. Przygryzała też swoją wargę i była świadoma wielu rzeczy, które blokowały ją przed przyjmowaniem ode mnie odżywienia.
Tak więc, trzymając jej dłonie, powoli podniosłem jej dłonie i poruszałem nimi wokół. Poprosiłem jej, by przestała się opierać, zrelaksowała się i pozwoliła mi to zrobić. Znajdowała to za bardzo trudne, trzymają się sztywno i próbując śledzić moje ruchy, niż raczej pozwolić mi nią kierować.
Robiliśmy to przez pewien czas. Była w stanie nieco odpuścić i gdy tylko to zrobiła, mogła przyjąć nieco więcej odżywienia. Jednak było to dla niej trudne.
Dałem jej zadanie domowe, by znalazła kogoś, z kim mogłaby to ćwiczyć.
Mając na uwadze dalszą pracę, wskazałem na kilka sposobów, które moglibyśmy przetestować - eksplorować jej opór w oddaniu kontroli, jak też jej niechęć do przyjmowania odżywienia. Odszukalibyśmy jakiekolwiek problemy rodzinne z tym związane, wliczając w to miejsce jedzenia w jej domu.
Kiedykolwiek napotykamy na "opór" w Gestalt, nie staramy się go przełamać - zamiast tego szanujemy go. Spoglądamy na kontekst - pierwotną sytuację, która wywołała "kreatywne przystosowanie się". Staramy się zaakceptować to kreatywne przystosowanie, zrozumieć je i traktować je pozytywnie. W ten sposób jestem w stanie dociec, jak ważnym jest dla niej utrzymanie kontroli, co było przyczyną problemów z jej oddaniem i zaufaniem. Wydaje się jasnym, że zaufanie, odpuszczanie nie było dobrym pomysłem w jej pierwotnym/rodzinnym kontekście. Zatem każde nowe doświadczenie ze mną powinno być brane bardzo powoli, pamiętając jak jest ryzykowne. Lepiej jest pracować bardzo powoli, w sposób, który może być zintegrowany -tak więc eksperymenty muszą mieć to na uwadze.
Możemy również eksperymentować z jedzeniem podczas sesji - na przykład z kawałkami jabłka. Zrobić eksperyment na uważność z jedzeniem go, dostrzegając każdy szczegół doświadczenia. Zamiast "rozmawianiu o" zachowaniach, skupiamy się raczej na eksplorowaniu ich podczas samej sesji, z uważnością i wsparciem.
 Martha opisała swoje problemy w doświadczaniu uczuć. Była doradcą, jednak większość rzeczy tkwiło w jej głowie. Na początek skupiłem się na "tu i teraz" między nami. Jak to jest dla niej siedzieć tu ze mną, co czuła podczas naszego kontaktu. Z każdym pytaniem zadawanym Marcie, sam również opisywałem swoje uczucia. Następnie poprosiłem ją, by rozejrzała się po pokoju, spojrzała na każdą osobę i skupiła się na swoich reakcjach, na tym jak są różne. Wreszcie zachęciłem ją, by spojrzała na mnie i pozwoliłem jej dostrzec nieco mojego wewnętrznego świata - przeszedłem do "trybu klienta" na minutę lub dwie, wychodząc z trybu "dajacego/dowodzącego/profesjonalnego". Nie zajęło jej długo, by to dostrzec - powiedziała "och, jesteś smutny". Wskazałem na to, że ważnym jest to, co ona czuje - powiedziała, że smutek. W tym wypadku miała rację, jednak ważnym było, by nie domniemywać. Ludzie często miewają mylne wrażenie, że "potrafią czuć emocje innych". W Gestalt się z tym nie zgadzamy - zawsze czujesz swoje własne emocje - jednak granica jest ważna. Zawsze możesz jedynie zgadywać uczucia innych i prosić ich o potwierdzenie. Domniemywanie, że ktoś "wie" jest oznaką braku szacunku i nie jest pomocne. W klasycznym ujęciu użylibyśmy słowa "projekcja", by opisać to zjawisko. Nie możesz po prostu czuć emocji drugiej osoby - posiadają oni swoje własne ciało, w które Ty nie masz wglądu. Twoje uczucia mogą być podobne, rezonować z uczuciami drugiej osoby, lecz te nie należą do Ciebie. Projekcja w tym sensie opisuje Twoją umiejętność do WYOBRAŻANIA sobie uczuć drugiej osoby, używają swoich własnych jako przewodnika. Pomaga nam to odnajdować się w świecie, odnosić się do innych i znajdować siebie (potencjalnie) w podobnej sytuacji z innymi. Jednak dzieje się tak tylko w wypadku, jeśli potwierdzisz, że te przypuszczenia są poprawne lub błędne. Stąd precyzja języka jest uważana w Gestalt za niezwykle ważną, jako że pozwala nam ona na prowadzenie rozmów, na pytanie, na prowadzenie dialogu, na testowanie naszej percepcji. Wyposaża nas to w język komunikacji o emocjach, który jest jasny i przejrzysty, a nie rozmyty i przepełniony przypuszczeniami.
 Samantha była odnoszącą sukcesy bizneswoman. Jednak nie udawało jej się znaleźć partnera. Opisała jedną z trudności - albo ciężko pracowała nad swoim biznesem, albo pracowała nad znalezieniem partnera. Zdawała się być tym podenerwowana i stwierdziła, że jest bardzo nieszczęśliwa. Jej próby znalezienia mężczyzny spełzały na niczym. Im więcej o tym rozmawialiśmy, tym dobitniej widziałem jej silny smutek. Wyglądała na bardzo nieszczęśliwą. Spytałem ją o to. Opisała stan ogólnej niestałości, jednak obwiniała za to brak partnera. Osoba może mieć jasny obraz jego "problemu". Jednak to nie jest coś, nad czym zawsze pracujemy w Gestalt. Zawsze jesteśmy bardziej zainteresowani procesem, tym JAK, coś powstaje, niż to CZYM coś jest. W tym przypadku, był to jej ton, jej nastrój, na który zwróciłem uwagę. Ważnym jest, by wysłuchać problemu, jednak nie dać się przez niego rozproszyć. Stan emocjonalny zawsze jest najważniejszy, treść jest na drugim miejscu. Zachęciłem ją więc do udziału w eksperymencie. Poprosiłem ją o rozejrzenie się po pokoju i powiedzenie mi, jaki jest jej ulubiony kolor - zielony. Był to obraz z zielonym drzewem. Poprosiłem ją, by na niego spojrzała, a swoją rękę położyła na brzuchu, oddychała, z przyjemnością patrząc na ów kolor. Na zmianę zaczęła płakać, zamykać swoje oczy. Jednak zdecydowanym głosem poprosiłem ją, by pozostała obecna, by patrzyła, oddychała, pozwoliła wpuścić do siebie nieco przyjemności. W Gestalt skupiamy się na doświadczaniem "teraz" - to część pracy nad osadzaniem osoby, jak również kierunek w stronę ożywienia, które, w pewnym sensie, jest celem Gestalt. Potem poprosiłem ją,by wybrała rzecz z pokoju. Wybrała zieloną świeczkę. Poprosiłem ją, by zrobiła tę samą rzecz. Zaczęła zamykać się w sobie i, ponownie, poprosiłem ją, by pozostała obecna. Tak też zrobiła, jednak chwilę potem wypowiedziała słowa "żyjący umarły". Spytałem ją, co miała na myśli. Powiedziała, że czuła się winna, że miała aborcję i nigdy się z tym nie pogodziła. Stało się więc jasne, że chodzi tutaj o niedokończoną sprawę, która musi być załatwiona zanim osoba stanie się naprawdę obecna w swoim życiu. Stworzyłem więc dla niej rytuał - zapalanie świeczki. Dałem jej długie zdanie do powiedzenia do nienarodzonego dziecka, akceptujac je, a następnie dając mu odejść; po czym miała zdmuchnąć świeczkę. Jak tylko to zrobiła, stała się spokojniejsza. Poleciłem jej, by odprawiała ten rytuał każdego dnia, aż nie spłonie cała świeczka. Ponownie kazałem jej spojrzeć na zieloną świeczkę, z ręką na brzuchu, i wdychaniu przyjemności. Wyszło jej lepiej niż za pierwszym razem. Ważnym było, by pomóc jej pozostać obecną, ponieważ ludzie, kiedy mają skłonności do depresji, mogą łatwo w nią wsiąknąć, tonąc we własnym nieszczęściu. Jednym z antidotum jest przyjemność i umiejętność jej przyjmowania. Może to wzmocnić do tego stopnia, że osoba będzie potrafiła "dać sobie radę" z życiem, niezależnie od jego treści.
 Navin wspomniał, że jako hobby prowadzi wraz z żoną zajęcia kreatywne. Byłem ciekaw, jaką kobietą ona jest - silną i niezależną powiedział. Podzieliłem się doświadczeniami o mojej żonie, również silnej i niezależnej. Przedyskutowaliśmy, co to dla nas oznacza - ustanowiłem grunt pod stworzenie więzi. Powiedział o swoim synu, nastolatku, jego więzi z nim, która była solidna. Sposób, w jaki badałem te tematy oparłem o poczucie podobieństwa - dzieliłem się z nim swoimi doświadczeniami. Z każdym pytaniem do niego, sam również dawałem swoją odpowiedź. Navin powiedział o tym, jak zwykł był być nieco pasywnym w związku, przez większość czasu podążając za swoją żoną i za tym, czego ona chce. Na przykład idąc do restauracji, do której ona chciała pójść. Jednak zdarzyła się jedna okazja, w której to on wybrał inaczej, ponieważ był znudzony tym samym miejscem. Był zaskoczony tym, że się na to zgodziła. Wskazywało to zatem na fakt, że związek ten był do pewnego stopnia oparty na jego zgodnym podejściu. Podzieliłem się również tym, jakie ja mam podejście w tej sprawie. Zasugerowałem eksperyment. Miał trzy życzenia i jako trzecie musiał wybrać kolejne trzy. Potem poprosiłem go, by wyobraził sobie dzień, od początku i powiedział, czego oczekuje - bezpośrednio - od swojej żony. Przeszliśmy krok po kroku przez cały dzień. Trudno mu było określić część rzeczy, których pragnie... dawałem mu więc różnorodne sugestie, by mu w tym pomóc. Powoli określił dokładnie rzeczy, o które by poprosił, aż do samego końca dnia. Był to prosty, lecz głęboko znaczący eksperyment. W Gestalt zawsze interesuje nas wzmacnianie autentyczności i używanie jej, by wesprzeć jakość konaktu w związku. W tym eksperymencie myślowym, Navin miał okazję, by być bardziej asertywnym, wyrażając dokładniej kim jest i czego pragnie. Ludzie mogą nie przywiązywać zbytniej uwagi do związku, lecz nas intersuje głębia. Można do niej dotrzeć poprzez "odsłanianie", tego, co czujemy i tego, kim jesteśmy. Pozwala to na lepsze poznanie i dostrzeżenie siebie, a to wzmaga poczucie bliskości. W kategoriach płci, kobiety zdają się lubić "dowodzić" albo widzieć, że spełniane są ich zachcianki i są słuchane, jednak istnieje tu równowaga, jako że one równie lubią, gdy w odpowiednim momencie to mężczyzna przejmuje stery. W tym eksperymencie stworzyliśmy bezpieczną sytuację, w której Navin mógł spróbować wyrazić swoje potrzeby w bardziej bezpośredni sposób. Takie eksperymenty zawsze są nieco ryzykowne, nawet jeśli to tylko eksperymenty myślowe. Pokazują one nowo sposób bycia, odkrywają i dają dojść do głosu aspektom "ja", które zwykły znajdować się gdzieś w tle. Zwykle jest to emocja, która wiąże się z tym procesem - albo stłumiona uraza lub podniecenie, albo obie te rzeczy. Ważnym jest, by w każdym eksperymencie nie tylko podążać za treścią, lecz także na bieżąco sprawdzać sytuację emocjonalną.
 Zauważyłem, że Manuel położył rękę na piersi. Powiedział, że czuje się podenerwowany. Zostawiłem więc to - ludzie często bywają podenerwowani przez część sesji. Zauważyłem jego spodnie, w różnych odcieniach szarości, zwróciłem mu na to uwagę - czy jest "czarno-białą" osobą, czy też osobą o "różnych odcieniach szarości"? Jednakże Manuelowi chodziło o coś innego. Wyglądał na smutnego i wcale nie zainteresowanego moimi pytaniami. Gdy zaczęliśmy badać jego smutek, stawała się silniejsza i głębsza. Wyglądał na cichego i wycofanego. To bardzo ważne kiedy rozpocząć badanie lub przejście do eksperymentu Gestalt, dlatego musimy uważnie obsersować energię drugiej osoby i jeśli jej nie ma, należy natychmiast zmienić kierunek na taki, w którym spoczywa energia. Manuel mówił o tym, że był niegrzecznym i hałaśliwym dzieckiem aż do szkoły średniej, po czym stał się przykładnym uczniem. Uważał, że bycie na piedestale jest nieco kłopotliwe, musiał uporać się zarówno z oczekiwaniami, jak i zazdrością innych dzieci. Było to zatem trudne dla niego, być postrzeganym w ten sposób przez innych. Stwierdziłem, że teraz nie wygląda na niegrzecznego i zuchwałego - jest bardzo poważny. Ważne jest, by łączyć historię opowiedzianą przez daną osobę z tym, co jest tu i teraz - mówimi, że to łączeniem Pola ze Świadomością. Spytałem, co się stało przed pójściem do szkoły średniej, że skutkowało taką zmianą, jednak nie był w stanie powiedzieć. Wyglądał na pogrążonego w bólu. Spytałem zatem, na jaki wiek się wtedy czuł. Powiedział, że jak czterolatek. Spytałem, co się wtedy stało. Powiedział, że był wysłany do przedszkola z internatem, jednak nie ma żadnych konkretnych wspomnień. Siedzieliśmy tak chwilę. Wyglądał na bardzo pochłoniętego sobą, bardzo poważnego, bardzo zmartwionego. Spytałem go, czego doświadcza. Powiedział, że zamyka się w sobie, gdy odczuwa taki głęboki smutnek - to trudne do opisania. Wskazywało to na zamykanie się, więc powiedziałem mu, że jestem obecny, dostępny, chętny do wsparcia go i zainstersowany tym, co czuje. Czułem się otwarty na niego i darzyłem go ciepłymi uczuciami. Siedzieliśmy tak jakiś czas. Wyglądało na to, że nic się nie zmieniło. Kiedy na niego spojrzałem, zdawał się być w swego rodzaju emocjonalnym szoku. Powiedziałem mu o tym. Nie potrafił zlokalizować problemu. Było jednak dla mnie jasne, że "coś" się wydarzyło, coś w tamtym okresie, coś, co miało na niego bardzo niszczący wpływ. Bardzo ważnym jest, by nie przeciągać struny. Kiedy rzeczy się nie układają, siedzimy razem z tym, "co jest", wiedząc że to, co się wyłania jest wystarczające i jeśli potrzeba czegoś więcej - to się pojawi. Chwile, w których stawał się bardziej ożywiony to te, w których mówił o swej córce i o tym, jak nigdy nie dopuściłby do sytuacji, w której byłaby zmuszona robić coś wbrew sobie. Stało się więc jasne - był zmuszony do zrobienia czegoś: zwróciłem mu na to uwagę. Kiedy z nim siedziałem, to, co mogłem dostrzec najlepiej, to jego powaga. Powiedziałem: "Biorę bardzo na serio twoje uczucia". Miało to na niego duży wpływ. Jasnym było, że jego podenerwowanie minęło i że nauczył się, jak sobie z nim wewnętrznie radzić. Robił to przez całe życie, a teraz spotkał kogoś, kto to dostrzegł, widzi jego niepokój i bierze go na poważnie. Tyle wystarczyło. Problem nie został "rozwiązany", nie zlokalizowaliśmy zdarzenia czy zdarzeń, które go spowodowały. Jednak w Gestalt stawiamy na jakość kontaktu, w pełni świadomego: to samo w sobie pozwala na przemianę.

Brittany wspomniała na początku, że ma problemy z żołądkiem i trawieniem. Chciałem jednak przed tym poznać ją nieco bliżej, ponieważ wspomniała, że czuła się zawstydzona rzeczonym problemem.
Prowadziła szkołę i miała pewne problemy ze swoim uczniem. Rozumiałem to, gdyż miałem podobne doświadczenia. Sprawiło to, że powstała między nami więź. Czułem uczucie ciężkości, siedząc obok niej i powiedziałem jej o tym. Powiedziała o uczuciu zdemotywowania, szczególnie w kwestii pracy - nie chciała iść do pracy aż do późniejszych godzin dnia, było też kilka innych oznak wypalenia zawodowego.
Spytałem o jej życie domowe. Było dobre. Zarówno jej syn, jak i mąż wspierali ją. Mówiła o tym, jak chowa po domu różne przedmioty, których oni muszą później szukać, to pewien rodzaj gry. Mówiła również o tym, że chciałaby zamontować kółka do wszystkich mebli w domu, by - gdy oni wrócą - za każdym razem wszystko mogło być w innym miejscu. Zauważyłem, że to pokazuje jej kreatywną i rozrywkową stronę.
Britany mówiła też o spędzeniu kilku dni z jej teściami; dlatego że byli starsi, jedyne, co robili, to jedzenie, spanie i granie w karty. Po jakimś czasie zaczęła się nudzić i chciała zmienić reguły gry karcianej, by wprowadzić nieco urozmaicenia; wskazałem, że to jej kreatywność i zabawność w działaniu. Jednak oni byli temu przeciwni, więc zaczęła się bardzo nudzić - i to właśnie wtedy dostała wspomnianego rozstroju żołądka.
Siedzieliśmy przez chwilę w milczeniu. Powidziała o tym, że gdy była młoda, nie mówiła zbyt wiele, zamiast tego lubiła pisać. Poprosiłem ją, by wyobraziła sobie, że pisze opowiadanie... jaki byłby jego tytuł? Powiedziała, że nazwałaby go "Jajko". Spytałem jej o kilka pierwszych akapitów. Powiedziała, że byłyby o pisklęciu, wykluwającym się się z jajka.
Spytałem o to, co nowego wyłoniło się w jej życiu. Powiedziała, że chciałaby zmienić kilka rzeczy w szkole. I o tym, jak pomogła przyjacielowi napisać sprawozdanie, które pomogło mu zdobyć pracę - była z tego bardzo zadowolona.
Zasugerowałem więc, że wygląda na to, że to kreatywność i zabawność może być tym, co się w niej zrodziło - zgodziła się.
Spytałem o to, jak mogłaby sprawić, by te cechy pomogły rozwiązać jej sytuację. Nie znalazła odpowiedzi. Zachęciłem ją zatem do wzięcia udziału w małej grze, w której ja sugerował będę pewne kreatywne zmiany w pracy, a potem ona zaproponuje swoje. Trwało to chwilę, po czym stwierdziła, że już kiedys tego próbowała, jednak zarówno nauczyciele, jak i uczniowie odnieśli się do tego bardzo krytycznie, ponieważ odbiegała od listy rzeczy, które powinny być zrobione.
To było oczywiste miejsce, w którym potrzebowała wsparcia, na co zwróciłem jej uwagę - potrzebowała "współautora". Powiedziała, że nie jest to możliwe. Wskazałem jednak na to, że konsekwencją tłumienia jej kreatywności jest właśnie jej ból brzucha, który pojawił się podczas wizyty u teściów.
Poprosiłem ją więc, by wyobraziła sobie, że pisze sprawozdanie do szkoły - jaki miałaby rodzaj zawodowych propozycji?
Zachęciłem ją do tego, by zaproponowała grupie jedno kreatywne ćwiczenie każdego dnia. Była niechętna, ale zaczęła to rozważać.
W pewnym momencie dostrzegła moje kolorowe skarpetki i porównała je do swoich, również kolorowych. Zasugerowałem grupie, byśmy zagrali w grę "Footsies". Było bardzo wesoło, pokazałem jej, jakk kreatywność może być zastosowana w uczeniu się. Stworzyłem też dla niej pewien wzór, używając swojej pozycji, by wprowadzić elementy zabawy i nieszablonowe pomysły.
W tym przypadku najważniejszą figurą było uczucie ciężkości i zdenerwowania. Następną figurą była kreatywność. Podejście Gestalt stara się wprowadzić ożywienie w życie innych ludzi; robione jest to fenomenologicznie - od środka - z punktu widzenia ich rzeczywistości, używając wskaźników i języka, który sami nam dostarczają. Skupiamy się również na wsparciu - w tym przypadku ona nie otrzymała wsparcia, którego potrzebowała do tego, by wnieść część siebie do miejsca pracy. Używając jej siły z przeszłości - pisania - mogłem wzbudzić w niej marzenia i wesprzeć jej odradzające się "ja". W Gestalt pracujemy z rzeczami, które jawią się, jako oczywiste - pisklę jest zrozumiałe samo przez się i nie wymaga szczególnej interpretacji - ważnym jest, by móc je zastosować do określonej sytuacji. Ostatnim wspraciem, jakie jej okazałem było podejście wyrażające zgodę, które zademonstrowałem poprzez wzięcie czegoś, co sama zauważyła - skapetek - i używając swoich możliwości, jako przykład, jak kreatywność może być użyta w szkole.
|
|
|