|
 Anne była młodą kobietą, która potrafiła mówić z pasją. Jej rodzice rozwiedli się, kiedy miała 10 lat. Opisała, jak jej matka była towarzyska i dramatyczna, podczas gdy jej ojciec wydawał się bardziej cichy. Jednak wewnętrznie mówiła, że jest "zakręcony", gdyż wydawał się być wspierający, jednak w istocie najczęściej chodziło o jego potrzeby i własny interes, wyrażany pośrednio. Opisała kilka sytuacji, w których straciła szacunek dla jej ojca przez jego styl komunikowania się oraz wyraziła swoje stałe nim rozczarowanie. Czuła się poniekąd lepsza od niego, ponieważ potrafiła ujawnić jego niebezpośredniość i manipulatywność, a on nie potrafił ukryć jego zakamuflowanych planów. Zwróciło to moją uwagę na dynamikę między nami. Wskazałem, że też jestem mężczyzną, prawdopodobnie w wieku jej ojca i przez to jestem zainteresowany, jak ona mnie doświadcza. Jej doświadczenie było pozytywne; wskazałem więc na kilka pośredniej komunikacji, jakiej ja używam. Po zrobieniu tego, powiedziała, że nie jestem już dłużej na piedestale, a raczej na pewnym poziomie. To był dobry początek. Ważnym jednak było, by przejść bezpośrednio do samej interpersonalnej dynamiki. Powiedziałem jej więc kilka moich uwag odnośnie jej sposobu komunikowania się, z punktu widzenia nie mojego krytycyzmu, a z punktu krytyki samego siebie w odniesieniu do niej. Zadawała wiele pytań, doceniałem jej energię i dociekliwość, z drugiej jednak strony czułem się nieco sfrustrowany faktem, że jest tak przytłaczająca. Przedstawiając jej zatem perspektywę samego siebie, dałem jej wgląd w moją własną pośredniość - zwykle nie wyrażoną i najprawdopodobniej niewidoczną dla niej. Wymagało to ode mnie chęci, by odłosnić swoje ego. Powiedziałem do niej "daję Ci tu amunicję". Spytałem jak się czuje w relacji do mnie. Było to połączenie uczucia ulgi, spowodowanego moją szczerością, jak również poczucie swego rodzaju wyższości. Było to ważne, jako że pogłębiło kontakt między nami. Tego rodzaju autentyczność pozwala nam na dotarcie do samego sedna relacyjnej dynamiki, tu i teraz. Podczas gdy rozmawialiśmy, zauważyłem, że ciągle zbacza z tematu i w jej energicznym stylu, przeskakuje z tematu na temat. Powiedziałem jej, że poczułem się w pewnym momencie zagubiona, na co ona odparła, że słyszy to od wielu osób. Wiele osiągneliśmy podczas tej sesji - niczego nie rozwiązaliśmy, ale wyróżniliśmy kilka głębszych aspektów jej doświadczenia w relacjach z innymi. Zauważyłem, że gdybym podążał za nią, moglibysmy z łatwością zboczyć na inne tematy... Doświadczyłem tego, jako nieosadzony ruch, ponieważ nie pozostawał on przy jasnym problemie. Zacieśniłem więc granice. Ważnym jest, by nie poruszać zbyt wielu kwestii podczas sesji, w istocie lepiej jest, by wybrać jedną, przejść przez powstający Gestalt, a potem zamknąć temat, pozwalając osobie przetrawić problem. Ludzie zwykle chcą "więcej" zanim naprawdę przyjmą to, co zostało odkryte, więc będąc terapeutą ważnym jest, by trzymać wodze, wyznaczać limit i zostawiać ich z tym, co zostało osiągnięte, niż przechodzić do następnego tematu. Stworzyliśmy wiele materiału na kolejne sesje, zbudowaliśmy bazę, na której można działać. Wiele rodzajów terapii polega na zbudowaniu bazy i w wielu przypadków to sama baza posiada najwięcej wartości, więcej niż poszczególne tematy czy działania. W obliczu jej problemów z zachowaniem jasnego obrazu problemu, przeszedłem do dialogu, zamiast kontynuować próby w ułatwienia jej tego. Prowadziłoby to jedynie do "szamotaniny" - mnie, starającego się skupić jej uwagę i jej, używającej swoistej dla niej reakcji, nazywanej w Gestalt "odbijaniem". By działać poprzez interesujące nas figury w Gestalt, świadomość musi zachować obecność i skupienie. Ludzie mają różne sposoby zakłócania tego strumienia świadomości (czegoś, co nazywamy cyklem świadomości), przez co nie osiągają spełnienia. Prowadzi to zaś do niezakończonej sprawy i braku safysfakcjonującego kontaktu. Jednak oferowanie czy wspieranie dobrego kontaktu nie wystarczy. Ludzie mają zwyczaj utraty uwagi i generalnie funkcjonują bez udziału świadomości. W tym przypadku wprowadziłem nieco świadomości w ten proces utraty uwagi - czasem to wystarczy, a czasem praca musi być powolna i bardzo ostrożna, inaczej osoba może się "opierać", co znaczy, że czuje się niepewnie. Dlatego też potrzeba dużej ilości czasu, by zbudować grunt pod poczucie bezpieczeństwa.
 Brigitte zwróciła uwagę na swój problem ze swoim męzem, który trwa od 18 lat. Ona chciała, by jej rodzice mieszkali z nimi, on nie. Zaprosiłem ją zatem do klasycznego dialogu Gestalt, używając dwóch poduszek, jedną dla niej, jedną dla jej męża. W trakcie "rozmowy" wyraziła dwa stwierdzenia. Pierwszym było, że czuje się winna, że znajdują się w szczęśliwej sytuacji rodzinnej, ale nie mieszkają z rodzicami. Drugim było, że powinni brać pod uwagę potrzeby rodziców. Wysupłałem winę - jako że zazwyczaj skrywa "powinieneś". Pewnym było, że owym "powinieneś" było "nie powinnam być szczęśliwa niż moi rodzice". Poprosiłem ją zatem, by położyła "powinieneś" na poduszce, po czym wywiązała się rozmowa. "Powinieneś" pouczało ją, jak być dobrym dla rodziców. Jej odpowiedź była przepełniona złością - nie ucz mnie jak mam żyć. Poprosiłem ją, by podczas rozmowy poruszała się w przód i w tył. W pewnym momencie niemal się nie przewróciła - powiedzała "ok" do "powinieneś". Nie była to jednak prawdziwa kapitulacja, jak razem stwierdziliśmy, a ja zachęciłem ją, by kontynuowała rozmowę. Nagle doznała olśnienia - kiedy miała 5 lat i karmiła ją jej matka, matka powiedziała jej, że pewnego dnia to ona będzie nią zajmować. Poprosiłem ją zatem, by porozmawiała z tym stwierdzeniem matki, jednak teraz z jej aktualnej pozycji, 43-letniej kobiety. Powiedziała - jestem twoją córką, nie matką. To nie jest tak, że muszę się o ciebie troszczyć, to nie jest do końca w porządku. Stało się więc dla mnie jasne. Coś w niej osiadło, coś, co nazywamy "integracją" - kiedy wgląd, uosobione doświadczenie i zmiana energii łączą się w jedną całość. To wyjaśnia jej "powinieneś" w sposób, który prowadzi do czegoś, co nazywamy "trawieniem", tj. braniem tego, co odżywcze, a pozbywanie się reszty. "Powinności" są przekonaniami, które są nie do strawienia, a którymi obarczyło nas społeczeństwo lub rodzice. Mogą instnieć w nich prawda i wartości, jednak muszą zostać przetworzone, by co pasuje do danej osoby. W innym razie przekonania będą rządzić - świadomie lub nieświdomie, w tyraniczny sposób. Nie słyszymy już przekazu z zewnątrz - my go zinternalizowaliśmy - uwewnętrzniliśmy. Tak więc w Gestalt rewidujemy przekonania, uaktualniamy je.
 Powiedziałem Annabelle, że doceniam sposób, w jaki podchodzi do życia i do związków. Było to miejsce wzajemności, miejsce, w którym dzieliliśmy wartości. Powiedziałem więc nieco o sobie, wliczając w to miejsca rozbieżności między moimi wartościami autentyczności i niesienia pomocy a moimi własnymi potrzebami i ograniczeniami. Annabelle powiedziała o tym, że potrafi dawać siebie innym, lecz trudniej jest jej przyjmować. Podzieliła się również tym, że czerpie niewielką przyjemność z jedzenia i musi zmuszać się do tego. Pomimo, że to stanowiło o szerokim spektrum problemów, związanych z polem (jedzenie jest bardzo blisko związane z rodziną i związkami), chciałem skupić się na terapeutycznej relacji. Zasugerowałem więc eksperyment, w którym zrobię dla niej coś odżywczego, a ona poćwiczy przyjmowanie. Złapaliśmy się więc za ręce. Zacząłem powoli pocierać jej dłonie swoimi palcami. Zaczęła robić to samo, lecz powstrzymałem ją - był to odruch dawania raczej, niż brania. Kierunek, jaki jej wskazałem to ten, czy potrafi ona przyjąć nieco pożywienia i przyjemności. Podczas, gdy to robiłem, stwierdziłem, że nie jest w stanie przyjąć zbyt wiele - jej ręce były sztywne. Przygryzała też swoją wargę i była świadoma wielu rzeczy, które blokowały ją przed przyjmowaniem ode mnie odżywienia. Tak więc, trzymając jej dłonie, powoli podniosłem jej dłonie i poruszałem nimi wokół. Poprosiłem jej, by przestała się opierać, zrelaksowała się i pozwoliła mi to zrobić. Znajdowała to za bardzo trudne, trzymają się sztywno i próbując śledzić moje ruchy, niż raczej pozwolić mi nią kierować. Robiliśmy to przez pewien czas. Była w stanie nieco odpuścić i gdy tylko to zrobiła, mogła przyjąć nieco więcej odżywienia. Jednak było to dla niej trudne. Dałem jej zadanie domowe, by znalazła kogoś, z kim mogłaby to ćwiczyć. Mając na uwadze dalszą pracę, wskazałem na kilka sposobów, które moglibyśmy przetestować - eksplorować jej opór w oddaniu kontroli, jak też jej niechęć do przyjmowania odżywienia. Odszukalibyśmy jakiekolwiek problemy rodzinne z tym związane, wliczając w to miejsce jedzenia w jej domu. Kiedykolwiek napotykamy na "opór" w Gestalt, nie staramy się go przełamać - zamiast tego szanujemy go. Spoglądamy na kontekst - pierwotną sytuację, która wywołała "kreatywne przystosowanie się". Staramy się zaakceptować to kreatywne przystosowanie, zrozumieć je i traktować je pozytywnie. W ten sposób jestem w stanie dociec, jak ważnym jest dla niej utrzymanie kontroli, co było przyczyną problemów z jej oddaniem i zaufaniem. Wydaje się jasnym, że zaufanie, odpuszczanie nie było dobrym pomysłem w jej pierwotnym/rodzinnym kontekście. Zatem każde nowe doświadczenie ze mną powinno być brane bardzo powoli, pamiętając jak jest ryzykowne. Lepiej jest pracować bardzo powoli, w sposób, który może być zintegrowany -tak więc eksperymenty muszą mieć to na uwadze. Możemy również eksperymentować z jedzeniem podczas sesji - na przykład z kawałkami jabłka. Zrobić eksperyment na uważność z jedzeniem go, dostrzegając każdy szczegół doświadczenia. Zamiast "rozmawianiu o" zachowaniach, skupiamy się raczej na eksplorowaniu ich podczas samej sesji, z uważnością i wsparciem.
Powiedziałem Annabelle, że doceniam sposób, w jaki podchodzi do życia i do związków. Było to miejsce wzajemności, miejsce, w którym dzieliliśmy wartości. Powiedziałem więc nieco o sobie, wliczając w to miejsca rozbieżności między moimi wartościami autentyczności i niesienia pomocy a moimi własnymi potrzebami i ograniczeniami.
Annabelle powiedziała o tym, że potrafi dawać siebie innym, lecz trudniej jest jej przyjmować. Podzieliła się również tym, że czerpie niewielką przyjemność z jedzenia i musi zmuszać się do tego.
Pomimo, że to stanowiło o szerokim spektrum problemów, związanych z polem (jedzenie jest bardzo blisko związane z rodziną i związkami), chciałem skupić się na terapeutycznej relacji.
Zasugerowałem więc eksperyment, w którym zrobię dla niej coś odżywczego, a ona poćwiczy przyjmowanie.
Złapaliśmy się więc za ręce. Zacząłem powoli pocierać jej dłonie swoimi palcami. Zaczęła robić to samo, lecz powstrzymałem ją - był to odruch dawania raczej, niż brania. Kierunek, jaki jej wskazałem to ten, czy potrafi ona przyjąć nieco pożywienia i przyjemności.
Podczas, gdy to robiłem, stwierdziłem, że nie jest w stanie przyjąć zbyt wiele - jej ręce były sztywne. Przygryzała też swoją wargę i była świadoma wielu rzeczy, które blokowały ją przed przyjmowaniem ode mnie odżywienia.
Tak więc, trzymając jej dłonie, powoli podniosłem jej dłonie i poruszałem nimi wokół. Poprosiłem jej, by przestała się opierać, zrelaksowała się i pozwoliła mi to zrobić. Znajdowała to za bardzo trudne, trzymają się sztywno i próbując śledzić moje ruchy, niż raczej pozwolić mi nią kierować.
Robiliśmy to przez pewien czas. Była w stanie nieco odpuścić i gdy tylko to zrobiła, mogła przyjąć nieco więcej odżywienia. Jednak było to dla niej trudne.
Dałem jej zadanie domowe, by znalazła kogoś, z kim mogłaby to ćwiczyć.
Mając na uwadze dalszą pracę, wskazałem na kilka sposobów, które moglibyśmy przetestować - eksplorować jej opór w oddaniu kontroli, jak też jej niechęć do przyjmowania odżywienia. Odszukalibyśmy jakiekolwiek problemy rodzinne z tym związane, wliczając w to miejsce jedzenia w jej domu.
Kiedykolwiek napotykamy na "opór" w Gestalt, nie staramy się go przełamać - zamiast tego szanujemy go. Spoglądamy na kontekst - pierwotną sytuację, która wywołała "kreatywne przystosowanie się". Staramy się zaakceptować to kreatywne przystosowanie, zrozumieć je i traktować je pozytywnie. W ten sposób jestem w stanie dociec, jak ważnym jest dla niej utrzymanie kontroli, co było przyczyną problemów z jej oddaniem i zaufaniem. Wydaje się jasnym, że zaufanie, odpuszczanie nie było dobrym pomysłem w jej pierwotnym/rodzinnym kontekście. Zatem każde nowe doświadczenie ze mną powinno być brane bardzo powoli, pamiętając jak jest ryzykowne. Lepiej jest pracować bardzo powoli, w sposób, który może być zintegrowany -tak więc eksperymenty muszą mieć to na uwadze.
Możemy również eksperymentować z jedzeniem podczas sesji - na przykład z kawałkami jabłka. Zrobić eksperyment na uważność z jedzeniem go, dostrzegając każdy szczegół doświadczenia. Zamiast "rozmawianiu o" zachowaniach, skupiamy się raczej na eksplorowaniu ich podczas samej sesji, z uważnością i wsparciem.
 Martha opisała swoje problemy w doświadczaniu uczuć. Była doradcą, jednak większość rzeczy tkwiło w jej głowie. Na początek skupiłem się na "tu i teraz" między nami. Jak to jest dla niej siedzieć tu ze mną, co czuła podczas naszego kontaktu. Z każdym pytaniem zadawanym Marcie, sam również opisywałem swoje uczucia. Następnie poprosiłem ją, by rozejrzała się po pokoju, spojrzała na każdą osobę i skupiła się na swoich reakcjach, na tym jak są różne. Wreszcie zachęciłem ją, by spojrzała na mnie i pozwoliłem jej dostrzec nieco mojego wewnętrznego świata - przeszedłem do "trybu klienta" na minutę lub dwie, wychodząc z trybu "dajacego/dowodzącego/profesjonalnego". Nie zajęło jej długo, by to dostrzec - powiedziała "och, jesteś smutny". Wskazałem na to, że ważnym jest to, co ona czuje - powiedziała, że smutek. W tym wypadku miała rację, jednak ważnym było, by nie domniemywać. Ludzie często miewają mylne wrażenie, że "potrafią czuć emocje innych". W Gestalt się z tym nie zgadzamy - zawsze czujesz swoje własne emocje - jednak granica jest ważna. Zawsze możesz jedynie zgadywać uczucia innych i prosić ich o potwierdzenie. Domniemywanie, że ktoś "wie" jest oznaką braku szacunku i nie jest pomocne. W klasycznym ujęciu użylibyśmy słowa "projekcja", by opisać to zjawisko. Nie możesz po prostu czuć emocji drugiej osoby - posiadają oni swoje własne ciało, w które Ty nie masz wglądu. Twoje uczucia mogą być podobne, rezonować z uczuciami drugiej osoby, lecz te nie należą do Ciebie. Projekcja w tym sensie opisuje Twoją umiejętność do WYOBRAŻANIA sobie uczuć drugiej osoby, używają swoich własnych jako przewodnika. Pomaga nam to odnajdować się w świecie, odnosić się do innych i znajdować siebie (potencjalnie) w podobnej sytuacji z innymi. Jednak dzieje się tak tylko w wypadku, jeśli potwierdzisz, że te przypuszczenia są poprawne lub błędne. Stąd precyzja języka jest uważana w Gestalt za niezwykle ważną, jako że pozwala nam ona na prowadzenie rozmów, na pytanie, na prowadzenie dialogu, na testowanie naszej percepcji. Wyposaża nas to w język komunikacji o emocjach, który jest jasny i przejrzysty, a nie rozmyty i przepełniony przypuszczeniami.
 Samantha była odnoszącą sukcesy bizneswoman. Jednak nie udawało jej się znaleźć partnera. Opisała jedną z trudności - albo ciężko pracowała nad swoim biznesem, albo pracowała nad znalezieniem partnera. Zdawała się być tym podenerwowana i stwierdziła, że jest bardzo nieszczęśliwa. Jej próby znalezienia mężczyzny spełzały na niczym. Im więcej o tym rozmawialiśmy, tym dobitniej widziałem jej silny smutek. Wyglądała na bardzo nieszczęśliwą. Spytałem ją o to. Opisała stan ogólnej niestałości, jednak obwiniała za to brak partnera. Osoba może mieć jasny obraz jego "problemu". Jednak to nie jest coś, nad czym zawsze pracujemy w Gestalt. Zawsze jesteśmy bardziej zainteresowani procesem, tym JAK, coś powstaje, niż to CZYM coś jest. W tym przypadku, był to jej ton, jej nastrój, na który zwróciłem uwagę. Ważnym jest, by wysłuchać problemu, jednak nie dać się przez niego rozproszyć. Stan emocjonalny zawsze jest najważniejszy, treść jest na drugim miejscu. Zachęciłem ją więc do udziału w eksperymencie. Poprosiłem ją o rozejrzenie się po pokoju i powiedzenie mi, jaki jest jej ulubiony kolor - zielony. Był to obraz z zielonym drzewem. Poprosiłem ją, by na niego spojrzała, a swoją rękę położyła na brzuchu, oddychała, z przyjemnością patrząc na ów kolor. Na zmianę zaczęła płakać, zamykać swoje oczy. Jednak zdecydowanym głosem poprosiłem ją, by pozostała obecna, by patrzyła, oddychała, pozwoliła wpuścić do siebie nieco przyjemności. W Gestalt skupiamy się na doświadczaniem "teraz" - to część pracy nad osadzaniem osoby, jak również kierunek w stronę ożywienia, które, w pewnym sensie, jest celem Gestalt. Potem poprosiłem ją,by wybrała rzecz z pokoju. Wybrała zieloną świeczkę. Poprosiłem ją, by zrobiła tę samą rzecz. Zaczęła zamykać się w sobie i, ponownie, poprosiłem ją, by pozostała obecna. Tak też zrobiła, jednak chwilę potem wypowiedziała słowa "żyjący umarły". Spytałem ją, co miała na myśli. Powiedziała, że czuła się winna, że miała aborcję i nigdy się z tym nie pogodziła. Stało się więc jasne, że chodzi tutaj o niedokończoną sprawę, która musi być załatwiona zanim osoba stanie się naprawdę obecna w swoim życiu. Stworzyłem więc dla niej rytuał - zapalanie świeczki. Dałem jej długie zdanie do powiedzenia do nienarodzonego dziecka, akceptujac je, a następnie dając mu odejść; po czym miała zdmuchnąć świeczkę. Jak tylko to zrobiła, stała się spokojniejsza. Poleciłem jej, by odprawiała ten rytuał każdego dnia, aż nie spłonie cała świeczka. Ponownie kazałem jej spojrzeć na zieloną świeczkę, z ręką na brzuchu, i wdychaniu przyjemności. Wyszło jej lepiej niż za pierwszym razem. Ważnym było, by pomóc jej pozostać obecną, ponieważ ludzie, kiedy mają skłonności do depresji, mogą łatwo w nią wsiąknąć, tonąc we własnym nieszczęściu. Jednym z antidotum jest przyjemność i umiejętność jej przyjmowania. Może to wzmocnić do tego stopnia, że osoba będzie potrafiła "dać sobie radę" z życiem, niezależnie od jego treści.
 Navin wspomniał, że jako hobby prowadzi wraz z żoną zajęcia kreatywne. Byłem ciekaw, jaką kobietą ona jest - silną i niezależną powiedział. Podzieliłem się doświadczeniami o mojej żonie, również silnej i niezależnej. Przedyskutowaliśmy, co to dla nas oznacza - ustanowiłem grunt pod stworzenie więzi. Powiedział o swoim synu, nastolatku, jego więzi z nim, która była solidna. Sposób, w jaki badałem te tematy oparłem o poczucie podobieństwa - dzieliłem się z nim swoimi doświadczeniami. Z każdym pytaniem do niego, sam również dawałem swoją odpowiedź. Navin powiedział o tym, jak zwykł był być nieco pasywnym w związku, przez większość czasu podążając za swoją żoną i za tym, czego ona chce. Na przykład idąc do restauracji, do której ona chciała pójść. Jednak zdarzyła się jedna okazja, w której to on wybrał inaczej, ponieważ był znudzony tym samym miejscem. Był zaskoczony tym, że się na to zgodziła. Wskazywało to zatem na fakt, że związek ten był do pewnego stopnia oparty na jego zgodnym podejściu. Podzieliłem się również tym, jakie ja mam podejście w tej sprawie. Zasugerowałem eksperyment. Miał trzy życzenia i jako trzecie musiał wybrać kolejne trzy. Potem poprosiłem go, by wyobraził sobie dzień, od początku i powiedział, czego oczekuje - bezpośrednio - od swojej żony. Przeszliśmy krok po kroku przez cały dzień. Trudno mu było określić część rzeczy, których pragnie... dawałem mu więc różnorodne sugestie, by mu w tym pomóc. Powoli określił dokładnie rzeczy, o które by poprosił, aż do samego końca dnia. Był to prosty, lecz głęboko znaczący eksperyment. W Gestalt zawsze interesuje nas wzmacnianie autentyczności i używanie jej, by wesprzeć jakość konaktu w związku. W tym eksperymencie myślowym, Navin miał okazję, by być bardziej asertywnym, wyrażając dokładniej kim jest i czego pragnie. Ludzie mogą nie przywiązywać zbytniej uwagi do związku, lecz nas intersuje głębia. Można do niej dotrzeć poprzez "odsłanianie", tego, co czujemy i tego, kim jesteśmy. Pozwala to na lepsze poznanie i dostrzeżenie siebie, a to wzmaga poczucie bliskości. W kategoriach płci, kobiety zdają się lubić "dowodzić" albo widzieć, że spełniane są ich zachcianki i są słuchane, jednak istnieje tu równowaga, jako że one równie lubią, gdy w odpowiednim momencie to mężczyzna przejmuje stery. W tym eksperymencie stworzyliśmy bezpieczną sytuację, w której Navin mógł spróbować wyrazić swoje potrzeby w bardziej bezpośredni sposób. Takie eksperymenty zawsze są nieco ryzykowne, nawet jeśli to tylko eksperymenty myślowe. Pokazują one nowo sposób bycia, odkrywają i dają dojść do głosu aspektom "ja", które zwykły znajdować się gdzieś w tle. Zwykle jest to emocja, która wiąże się z tym procesem - albo stłumiona uraza lub podniecenie, albo obie te rzeczy. Ważnym jest, by w każdym eksperymencie nie tylko podążać za treścią, lecz także na bieżąco sprawdzać sytuację emocjonalną.
|
|
|