|
 Linda miała 33 lata i była singlem. Odnotowała, że ma mnóstwo przyjaciół mężczyzn, ale byli tylko 'kumplami'. A kiedy dochodziło do sposobności romantycznego związku, było dla niej trudne wyjść poza koleżeńską relację. Jej celem podczas sesji było zbadanie czegoś nieznanego o niej samej. Zacząłem od nawiązania z nią kontaktu, opowiadając jej o swojej własnej otwartości i zainteresowaniu 'nieznanym'. Zauważyłem, że niewiele wiemy wzajemnie o sobie, więc powiedziałem jej, co mnie w niej ciekawi i wzbudziłem jej ciekawość odnośnie mnie. W Gestalt mówimy o 'kreatywnej pustce', jako byciu w miejscu, w którym nie mamy pewności ani jasności. To doskonałe miejsce do rozpoczęcia badań i będąc wiernym Gestalt terapeuta musi czuć się komfortowo z niewiedzą. Powiedziała o byciu 'dobrą dziewczynką' i o tym, jak bardzo by chciała wyjść z tej roli, jaką przypisali jej rodzice. Powiedziała o tym, jak nie pochwalali spotkań z jej chłopakami i o tym, jak musiała wychodzić przez okno, by uniknąć ich spojrzeń. Chciała być w stanie sama o sobie decydować i zbudować swoje własne życie. Było to jednak dla niej trudne. Składając to wszystko, rzecz leżała w jej seksualności. Bycie 'dobrą dziewczynką' powstrzymywało jej seksualność przed byciem w pełni z mężczyznami i z tego powodu jej związki nigdy nie przekroczyły stadium koleżeństwa... i powiedziała, że nawet jeśli, to że była skłonna sprowadzać je do poprzedniego stanu. Zatem wyzwaniem było to, jak wesprzeć ją, by była bardziej z jej seksualną naturą. Spytałem, czy w grupie są jakieś kobiety, które kiedyś uważały się za 'złe dziewczynki'. Tylko jedna (Martina) wzniosła dłoń. Poprosiłem ją, by porozmawiała o tym z Lindą. W Gestalt pracujemy ze wsparciem, a w przestrzeni, w której obnażamy seksualność, staje się ono niezwykle ważne - by osoba poczuła, że nie jest sama i po to, by zredukować poczucie obnażenia, a zwiększyć poczucie przynależności - po prostu odsunąć poczucie wstydu. Martina podzieliła się myślą, że dla niej nie była to kwestia bycia dobrą czy złą dziewczynką, ale raczej odejście od definicji innych ludzi o dobru i złu i odnalezieniu tego, czego naprawdę pragnie, co było dla niej dobre. Wróciłem więc do Lindy, spytałem ją jak się czuła. Powiedziała, że w gruncie rzeczy nie była zbyt blisko ze swym ciałem, więc było dla niej trudne, by wiedzieć, co czuje i czego pragnie. Jasnym było, że to przeszkoda, by zagłębić się w jej seksualność. Zatem bardzo ostrożnie zaproponowałem jej eksperyment, dając jej mnóstwo pola do wyboru odnośnie jej zaangażowania i powiedziałem, że może go przerwać w dowolnym momencie. Wyjaśniłem również granice eksperymentu: był do wykonania wyłącznie w grupie i mężczyzna, który dołączy do eksperymentu ma wyłącznie ją wspierać. To bardzo ważne, by wyznaczyć i pilnować granic, kiedy chodzi o seksualność. Poprosiłem ją, by wybrała z grupy mężczyznę, który najbardziej jej się podoba. Umiejscowiłem ich naprzeciw siebie. Spytałem Lindy co czuje. Nieco podenerwowania, lecz nic więcej. Poprosiłem ją, by wzięła wdech, cyrkulując energią z góry na doł jej ciała, patrząc na niego. Zrobiła to, lecz po chwili powiedziała 'nie wygląda dla mnie już tak atrakcyjnie'. Robiła zamianę na 'kolegę' - odseksualizowała jej energię, co zauważyłem i poprosiłem, czy chce naprawdę zagłębić się w nieznane. Użyłem tutaj jej własnego stwierdzenia, jako wsparcia w podjęciu ryzyka. Fakt, że mi o tym powiedziała zasugerował mi, że może jej to pomóc. Zgodziła się, poprosiłem ją więc, by oddychała, patrzyła na niego i czuła gdzie i jak odczuwa przyjemność w swym ciele. Z początku niezbyt wiele. Jednak po pewnym czasie poczuła przyjemność w górnej części jej ciała. Ciągle ją wspierałem i kierowałem na oddychanie. Po kolejnej chwili pozwoliła sobie czuć przyjemność niżej w jej brzuchu i nieco w jej biodrach. Był to dla niej wielki krok, jako że nigdy wcześniej nie była w stanie utrzymać, świadomie, takiej energii w ciele, poza chwilą, gdy uprawiała seks. Nie zdawała sobie z mocy, jaką posiada, jak się do niej dostroić, pozostać z nią lub przenieść ją do związku z mężczyzną. Praca z seksualnością to delikatne i trudne pole w psychoterapii. Często bywa przedmiotem do nadużyć, chyba, że terapeuta bardzo jasno wyznacza swoje granice. Pomimo tego ważnym jest, by nie odbiegać od tego z powodu wstydu, ponieważ ludzie potrzebują wsparcia i mało prawdopodobne, by otrzymali je gdzie indziej. Eksperyment ten był ostrożnie zaprojektowany by ruszyć w 'nieznane', jednak z mnóstwem wsparcia i z tempem, które było dla niej odpowiednie. Mogliśmy pracować z 'powinnościami' ze strony jej rodziców, jednak była ona gotowa by wyjść naprzeciw nowemu doświadczeniu i była zmęczona powstrzymywaniem się, więc chciała znaleźć się na przeciwnym krańcu. Wielu ludzi blokuje swoją świadomość; seksualność wydaje się być sferą, gdzie panują wyjątkowo silne blokady. Czasem z powodu traumy, jednak innym razem jako rezultat uwarunkowania społecznego/rodzinnego, które zniechęca do przeżywania seksualnych uczuć. Pracując nad odnowieniem tych uczuć, terapia Gestalt nie celuje w wyuzdaną seksualność, lecz raczej w pozwolenie na to, by seksualna przyjemność zajęła naturalne miejsce w ogóle naszej egzystencji - ani dominujące, ani zdominowane.
 Jeremy i Miranda - małżeństwo - wykonało ćwiczenie, które polegało na przepychaniu się na ręce, by być w kontakcie z ich agresją. Miranda bardzo zezłościła się po jego wykonaniu. Powiedziała, że czuje się bardzo zła w związku i utknęła w relacji z Jeremim. Kiedy coś było dla niej ważne, on robił sobie z tego żarty i się śmiał. Uważała, że to rozwścieczające i nie czuła się w żadnym stopniu zaspokojona. Umiejscowiłem ich zatem naprzeciw siebie i poprosiłem, by powiedziała mu 'nienawidzę cię w tej chwili'. Było to, z punktu widznia Gestalt, w istocie bardzo osobiste i bardzo wiążące stwierdzenie. Nie obwiniało drugiej osoby, mówiło za siebie, było jasne i klarowne. Tak też zrobiła, a on wybuchł śmiechem. Podczas gdy w innym wypadku mógłby to być przyczynek do wspólnej zabawy, w tym kontekście bezpośredniej i ważnej ekspresji uczuć, mogło być doświadczone jako ujmujące lub jak określamy to w Gestalt 'odchyleniem' (deflection). Jego poczucie humoru maskowało podskórnie tkwiący dyskomfort, spowodowany jej złością i to przytłaczało go w byciu obecnym z nią w tym miejscu. Wsparłem go więc, pomagając mu oddychać w jego brzuch, rozluźniając jego szczękę i zachęcając go, oferując mu zrozumienie tego, jak trudnym było dla niego być z nią w tym miejscu, przy tym obciążeniu itd. Stwierdził, że bardzo trudno jest mu pozostać obecnym i za każdym razem, gdy się śmieje, Miranda staja się bardziej wściekła, podkreślając, że dokładnie to dzieje się w ich związku. Przy mnóstwu wsparcia i zachęty z mojej strony, był w stanie pozostać poważnym; potem zachęciłem ją, by powiedziała mu bardzo bezpośrednio, powtarzając stwierdzenie 'nienawidzę cię w tej chwili'. Robiła to z zapałem, przez kilka minut. Kiedy poczuła, że spotkała dostateczną odpowiedź z jego strony, złagodniała i powiedziała mu, że bała się, jeśli pokaże mu jak bardzo zła była, to on ją opuści. Poprosiłem go, by upewnił ją, że to nie jest problem. Zaczął mówić jej o tym, że również czuje się niepewnie, myśląc, że może go opuścić, ale powstrzymałem go - tak naprawdę ona jeszcze nie skończyłą i nie miała miejsca na to, by go wysłuchać, dopóki sama nie zostanie wysłuchana. Zaczęła się uspokajać, po czym powiedziała, jak bardzo go kocha. Potem on miał możliwość powiedzenia jej o swoich uczuciach. Więź między nimi była silna, głęboka i namacalna. W Gestalt interesuje nas wspieranie autentycznego i czystego kontaktu. Kiedy to osiągniemy, wszystko innego z tego wypłynie. By to zrobić, ludzie potrzebują zarówno emocjonalnego wsparcia, umiejętnego pokierowania, jak i opanowania.
 Po grupowej terapii Trevor skontaktował się ze mną, ponieważ doknął go głęboki smutek. Zadałęm w grupie ćwiczenie, by kreatywnie zbadać agresję. Uczestnicy stawali twarzą w twarz i przepychali się na ręce. Zaleceniem było, by znaleźć równą siłę, co znaczyło, że silniejsza osoba musiała się dostosować. Trevor był najsilniejszy w grupie. Robiąc to z innym mężczyzną, poczuł chęć rywalizacji i popchnął go zbyt mocno, powodując, że inna osoba się przewróciła. Po tym zwróciłem mu wagę, że zadaniem było znaleźć punkt wspólny, niż raczej kogoś przytłoczyć. Wyglądał na smutnego. Zrozumiałem to, że z powodu jego silnej osobowości, rzadko mógł spotkać w życiu kogoś równego. Oddziałało to na Trevora i poruszyło go dogłębnie. Spytałem go co czuje - złość w jego dłoniach i smutek w jego sercu. Zaproponowałem więc eksperyment - stanęliśmy, przepchnął mnie na ręce i poczuł złość w swych rękach. Potem się zatrzymałem i zaproponowałem, by poczuł smutek w jego sercu, gdy go przytulę. Powtarzaliśmy to kilkukrotnie. Pozwoliło mu to sprostać tym emocjom. Kiedy to zrobiliśmy, wypowiedział słowo 'tatuś'... miało to na pewno związek z jego relacją z ojcem. Nie musieliśmy jednak zagłębiać się w to na tym etapie, ponieważ skupialiśmy się raczej na kontakcie interpersonalnym i pełnym doświadczeniu jego uczuć. Powiedział 'od bardzo długiego czasu poszukiwałem nauczyciela'. Zasugerowałem, że w istocie szukał kogoś równego sobie. Określiło to dynamikę, w którą miałby jakiś wkład, niż raczej być zależnym ode mnie w zapewnianiu kontaktu. Przytuliliśmy się. Podniósł mnie z ziemi. Potem to ja jego podniosłem. Chwycił mnie i obrócił kilka razy. Zrobiłem to samo. Czuł się bardzo usatysfakcjonowany - spotkanie, z którym tęsknił od dawna. Oczywiście inni terapeuci mogliby nie być w stanie sprostać mu fizycznie w ten sposób, lecz pomimo tego zawsze istnieje możliość, by znaleźć odpowiedni sposób - to esencja Gestalt.
 Kiedy ktoś podnosi wiele problemów, musimy je otworzyć, szukając czegoś, co w Gestalt nazywamy 'figuralnym' (figural) - konkretny temat, który posiada w sobie najwięcej aktualnej energii. To, co rzuciło mi się w oczy z Trevorem, to jego stosunek do jego obecnego życia. Był bardzo zainteresowany życiem duchowym i myślał nawet o tym, by zostać mnichem. Obecnie był drugi raz żonaty, miał dziecko, był temu bardzo oddany. Pomimo tego pozostawał niespokojny. Drugim biegunem, który się ujawnił w jego stabilnym życiu rodzinnym były 'góry'. Kiedy to zbadaliśmy, stało się jasne, że reprezentowały zew natury, prostsze życie, przytulanie drzew, poczucie więzi z ziemią, czas duchowej praktyki. W Gestalt bardzo interesuje nas biegunowość, szczególnie, gdy staje się ona 'rozdzielona'. Pracujemy nad powiększaniem świadomości i posiadania po obu stronach. Zbadałem więc uczucia po obu stronach - jego życiu rodzinnym i jego zewowi ku górom. Czuł się w porządku z myślą, że mógłby zacząć z inną rodziną, jednak wciąż czuł się nieusatysfakcjonowany, niespokojny. Stało się jasne, że nie był w pełni podzony z życiem, które wybrał - był w nim tylko częściowo, a część jego serca żyła innym snem. Spędziłem z nim nieco czasu, wyrażając jak bardzo rozumiem jego tęsknotę i przeżyłem coś podobnego w przeszłości. Takie stwierdzenia wyrażające więź są ważne w Gestalt - nie jako technika empatii, lecz jako autentyczne stwierdzenie o więzi międzyludzkiej. Podzieliłem się swoimi poglądamy na temat duchowości, natury, życia rodzinnego, utracie swojej wizji siebie, jako mnicha. Siedzieliśmy w głębokiej ciszy przez wiele minut. Nie było niczego do powiedzenia. Nie mogłem mu pomóc; dokonał swojego wyboru, a to były jego konsekwencje. Nie były ani złe, ani dobre. Było to zarówno bolesne, jak i przyjemne. Zarówno na tym tracił, jak i zyskiwał. Nie było żadnego ułatwienia, nie istniał żaden problem do rozwiązania, żaden rozumiany wgląd do zakomunikowania. Jedynie spotkanie. Po czym coś w milczeniu zmieniło się w nas obojgu. Podziękował mi. Tyle wystarczyło. Zdarza się w terapii tak, że należy porozmawiać, pomóc, zbadać. Ale bywa i tak, że wystarczy być z tym, co jest. Być z drugą osobą w miejscu, w którym nie ma żadnych rozwiązań. Doświadczenie było bardzo głębokie emocjonalnie i obaj poczuliśmy się mocno poruszeni. Trevor poczuł się głęboko zrozumiany i w pełni poznany.
 Tak szybko, jak Annabelle zaczęła mówić, poczułem się niekomfortowo. Chciała oczywiście opowiedzieć swoją 'historię' o tym, jak bardzo myliła się w pewnych sprawach i o tym, jak śmiało chciała pomóc innym w rodzinie, etc. Zauważyłem, że staję się nieuważny i nie chciałem tak naprawdę jej słuchać. Widziałem, że mogła po prostu mówić, wypełniając przestrzeć, nie pozwalając naprawdę na żaden wpływ - wyglądało na to, że chce po prosty ponarzekać. Po chwili zapytała mnie o pewną rzecz związaną z jej opowieścią. Jednak ponownie czułem się niekomfortowo, jako że wyglądała na taką, która ma wiele pytań... co czyniło mnie pewnego rodzaju ekspertem w rozwiązywaniu jej problemów. Nie powiedziałem jednak niczego o moich emocjach. Rozmawiałem z nią, jednak odmawiałem odpowiadania na jakiekolwiek z pytań, prosząc ją, by zmieniła je w stwierdzenia. To częsty kierunek w Gestalt, ponieważ często pytania są sposobami unikania odpowiedzialności. Stwierdzenia pozwalają osobie być tym, kim są, co czują i czego chcą w bardziej bezpośredni sposób. Niczego nie powiedziałem, ponieważ mogłem wyczuć swoje reakcje i chciałem zrozumieć lepiej siebie w tej miejscu. Usiadłem ze swoimi uczuciami i spróbowałem zrozumieć, jakie jest moje doświadczenie. Za każdym razem, gdy Annebelle mówiła wszystko działo się tak samo, a ja miałem te same reakcje, wliczając w to proszenie ją o stwierdzenia. Tylko tyle mogłem zrobić, by złamać wzorzec, a nie chciałem być wepchnięty w rolę, którą mi oferowała - wspaniałej mądrej osoby. Było to jednak wystarczające, by przykuć jej uwagę. Zwracając ją samą na jej własne doświadczenie dało jej inne doświadczenie i ponieważ zrobiłem to w neutralny sposób, była w stanie lepiej dostrzegać swoje uczucia. Dyskutowaliśmy problem autentyczności. Nagle powiedziała - 'Chcę szczerego wsparcia od ciebie, co o mnie sądzisz?' Wziąłem oddech, jako że był to wstęp do pogłębienia naszej relacji, ale musiałem również postępować bardzo ostrożnie, bo zdałem sobie sprawę z delikatności, jaka towarzyszyła temu pytaniu. Z tym pytaniem chciałem zacząć, ponieważ osądziłem, że jest to bardziej autentyczne pytanie. Ponieważ siedziałem od jakiegoś czasu z własym doświadczeniem jej, byłem w stanie nazwać coś, nie bezpośrednio o niej, ale o swoim własnym doświadczeniu. Powiedziałem - 'kiedykolwiek mówisz, zaczynam doświadczać, że zachęcasz mnie do bycia podejrzliwym... czuje się zmuszony do zgadzania się z tobą, potwierdzania twojego punktu widzenia na rodzinę i tego, jak byłaś traktowana. Czuję się z tym bardzo niekomfortowo, ponieważ nie chcę cię odrzucać, ani nie chcę się do ciebie przyłączać'. Było to nazwanie mojego własnego autentycznego doświadczenia w sposób, który zostawił jej miejsce na odpowiedź. Była to moja próba wyrażenia stwierdzenia, które nie powodowałoby uczucia wstydu - bardzo istotnym w momencie dawania wsparcia. Annabelle uśmiechnęła się szeroko. Powiedziała - 'dziękuję. Inny również mi to mówili, jednak nikt tak jasno, jak ty. Wiem o czym mówisz. Czuję, jakbym chciała przeciągnąć ludzi na moją stronę.' Potem odbyliśmy bardzo cenny dialog. Podkreśliłem, że byliśmy wtedy dwiema różnymi stronami bycia podejrzliwym - mogłaby to być zabawana rzecz. Zbadaliśmy kilka stron tego i Annabelle wyraźnie się odprężyła, ja również! Nastąpiła zmiana w moim doświadczeniu... po tym byłem w stanie nazwać moje doświadczenie. Doświadczyła bycia dostrzeżoną. To kontakt 'ja-ty', który szukamy w Gestalt i jest podstawą dla pogłębiania relacji.
 Wendy powiedziała o pragnieniu posiadania partnera. Rozwiodła się i prowadziła firmę. Powiedziała o tym, jak nieuważna jest w stosunku do swoich pracowników i o tym, jak bardzo nadaje się do biznesu i nigdy nie okazuje swojej słabych punktów. Skontrastowała to z cierpliwością, którą widziała we mnie. Przedyskutowałem z nią kwestię mocy - umiejętność bycia dobrym w biznesie, bezpośrednim, przyjemność z posiadania wszystkiego pod kontrolą, bycia szefem. Wyglądała na bardzo zażenowaną, kiedy mówiłem, bawiąc się dłoniami...przypominając mi małą dziewczynkę. Spytałem ją jak młodo się czuje - powiedziała, że na 10 lat, spytałem co się stało, gdy była w tym wieku. Spytałem o cierpliwość w jej rodzinie. Jej ojciec uderzył ją, gdy miała 10 lat, ponieważ opuściła się w nauce. Tak naprawdę to regularnie bił jej młodszego brata. Jednak publicznie był bardzo ciepliwym człowiekiem, który miał mnóstwo czasu dla innych. Podkreśliłem, że cierpliwość, którą we mnie widziała, jako terapeucie, mogła uczynić ją nieufną, ponieważ pytaniem było: czy wybuchnę jak jej ojciec? Zgodziła się. Powiedziała, że problemem było, że nie miała zbytniego zaufania do mężczyzn. Jej pierwszy mąż również był bardzo niecierpliwy, zainteresowany wyłącznie tym, co ona mogła zrobić dla niego. Powiedziała, że chciała tylko znaleźć innego partnera. Zdradziła, że powodem jej opuszczenia się w nauce było to, że uczęszczała do szkoły z internatem i była w niej bardzo gnębiona i nękana. Jej rodzice nie mieli o tym pojęcia i w ogóle ich to nie interesowało. Czuła się bardzo samotna. Siadłem bliżej niej, przemówiłem do niej, dostrzegając jej wrażliwość, jej delikatność i to, że kiedy była młoda, musiała odczuwać potrzebę akceptacji, niż raczej bycia częścią kogoś. Kogoś, kto byłby zainteresowany jej problemami, niż raczej osiąganymi przez nią stopniami. Zaczęła płakać, mięknąć jeszcze bardziej. Zadeklarowałem, że jestem nią zainteresowany, bez żadnego przymusu, że powinna być inna. Wydawała się być bardzo głodna takiej uwagi i siedzieliśmy w ten sposób przez pewien czas, kiedy ja zachęcałem ją, by wchłaniała to doświadczenie. Podkresliłem, że ta część niej potrzebowała opieki, uwagi i naturalnego dojrzenia, zanim stanie się silniejsza, dzięki czemu mogłaby wejść w trwałe relacje. W Gestalt nie tylko zagłębiamy się w przedstawiane przez klienta problemy - co jest również ważne to to, czego jestem świadom, jako terapeuta - coś, z czymś oni w ogóle nie muszą mieć do czynienia. Potem wnosimy to do obecnej świadomości i badamy kontekst - najczęściej rodzinę, jednak nie zawsze. Potem przenosimy z powrotem do teraźniejszości informacje o Polu, do terapeutycznej relacji. Robiąc to, tworzymy czysty terapeutyczny wzorzec, proces, dzięki któremu możemy kontynuować pracę z tematem, który pierwotnie ustaliła - pragnienie posiadania innego partnera.
 Betina powiedziała o strachu przed śmiercią męża - w jej rodzinie zdarzyły się wczesne śmierci, wróżka przepowiedziała jej, że mąż może umrzeć, a on sam zawsze przychodził do domu późną nocą. Podczas gdy rozmawialiśmy, stało się dla mnie jasne, że problemem było to, że on ją zaniedbywał - wracał późną nocą do domu, pił i uprawiał hazard z jego przejaciółmi; kiedy wracał do domu, zachowywał się głośno i nierozważnie, budząc ja. Spędzał mało czasu z rodziną i stracił cały rodzinny majątek na hazardowaniu. Trwało to przez większość jej małżeństwa, od kilku dekad. Z systemami rodzinnymi, w których istnieje element nadużycia, który się powtarza, powstaje współtworzony aspekt dynamiki, który zwykle związany jest z kontekstem w Polu. W tej chwili była zła, jednak rzadko kiedy ze sobą rozmawiali. Podkreśliłem, że razem z uczuciem bólu w związku z jego śmiercią, prawdopodobnie czuje ulgę. Zgodziła się. W Gestalt jesteśmy zainteresowani oboma biegunami. Spytałem czego ode mnie oczekuje - powiedziała, że jakieś wskazówki, co dalej robić. Ujawiniła również, że jej ojciec był podobny - późno wracał do domu, hazardował. To wskazuje na pole. Było dla mnie jasne, że to poważna, umocniona i bardzo osłabiająca sytuacja. Jej mąż zwierzył się jej szwagierce, która później skrytykowała Betinę. Kiedy o tym opowiadała, szczypała się. Zachęciłem ją, by 'uszczypnęła' swoją szwagierkę i położyłem przed nią poduszkę. Była bardzo niechętna, szczypiąc się jeszcze bardziej. Starałem się być bardziej zdecydowany - nalegając, żeby spróbowała z poduszką - wskazując na to, że to przecież 'tylko poduszka' i nie będzie żadnych reperkusji. Było to dla niej trudne, jednak udało jej się to zrobić, zatapiając palce w poduszce. To coś, co nazwyamy w Gestalt 'retroflekcja' (retroflection) - robienie sobie czegoś, czego nie zrobilibyśmy innym. Zaprzęgłem do tego również słowa. Wtedy ujawniła, że byli też inni członkowie rodziny, którzy się w to mieszali i krytykowali ją. Zatrzymałem więc proces. Cały procem ujawnił umocnioną bezsilność, brak wsparcia i międzypokoleniony wzorzec, który cechował się nadużyciami w relacjach. To nie było coś, co można było rozwiązać poprzez proste wskazówki, jak 'tego nie rób'. A ilość wymaganego wsparcia, by z tego wyjść wydawała się ogromna, nierealna, by próbować zrobić to w ciągu jednej sesji - to bardzo ważne, by znać swoje ograniczenia, jako terapeuci i nie próbować zrobić czegoś, co daje fałszywe nadzieje. Zwiększyłem więc jej świadomość, zmierzając w przeciwnym kierunku. Spytałem ją, czy uważa, że wszyscy mężczyźni są samolubni, jednak powiedziała, że nie. Potem podzieliłem się z nią tym, że ja myślę, że w pewnym stopniu są. Powiedziała - 'cóż, przyzwalam na to'. W tym wypadku zrobiła krok w stronę wzięcia części odpowiedzialności, bez 'konfronotowania się' ze mną. Spojrzałem na nią i powiedziałem, że widzę, jak jest nieszczęśliwa. Był to moment pojednania. Nie chciałem próbować ratować ją z tego miejsca czy naprawiać czegoś - oczywiście nie do stopnia, że nie chciałbym widzieć dla niej innego życia. Usiadłem z nią, w tym miejscu. Nazwałem to, co widzę - sytuację, która była również podobna do doświadczenia jej matki. Sytuację, która trwała od dekad. Sytuację, które wydawała się stawać gorszą i gorszą. I sytuację, w której utknęła, pomimo posiadania wiedzy psychologicznej. Podkreślenie depresyjnej natury sytuacji, było sposobem na nie zbagatelizowanie tego. Niczego nie skomentowałem, nie osądzałem, nie sugerowałem, tylko przytakiwałem. W ten sposób mogłem ją widzieć i siedzieć obok niej, patrząc na rzeczy takimi, jakie są. W Gestalt nazywamy to 'siedzeniem w kreatywnej pustce'. Nie wygląda na kreatywną, jednak siedząc w niej, bez wpadania, bez uciekania, coś innego może się pojawić. Powiedziała, 'cóż, przestaliśmy rozmawiać i jest to lekkim wytchnieniem'. Mam - podkreśliłem, że w istocie jej małżeństwo już umarło. Więc co teraz? Spytałem, jaka jest procentowo szansa na zmianę. Spodziewałem się bardzo niskiej liczby. Jeśli powiedziałaby, że zerowa, popracowałbym z nią nad tym, jak się z tego wydostac. Jednak zaskoczyła mnie, mówiąc, że 15%. To znaczyło, że istniała szansa na zmianę. Spytałem ją co to za sobą pociąga - był to wstęp do jakichś możliwych rozwiązań. Powiedziała, że mogłaby znaleźć sposób na to, by być szczęśliwszą. Wydawało się to dobre - subiektywne rozwiązanie, dobre na początek. Potem spytałem o więcej, powiedziała, że mogłaby się skupić bardziej na dzieciach, ale podkreśliła, że już to robiła, by poradzić sobie z małżeństwem. Wyróżniła kilka innych sposobów na to, co mogłoby ją bardziej uszczęśliwić. Jednak chciałem od niej czegoś więcej - jakichś objektywnych działań, które mogłby zmienić jej związek. Powiedziała, że jej mąż narzeka, że już nie robi mu śniadań. Wciąż chciał zatem nieco opieki, tęsknił za tym. Spytałem ją więc o co - quid pro quo - mogłaby go poprosić, jeśli zrobiłaby mu śniadanie. Powiedziała, że o czas z rodziną. Brzmiało to jak dobry start - nie nazbyt intymny, jednak sygnał zwracający na coś innego uwagę. Poprosiłem ją powiedziała ilościowo ile jej chciała i jak często. Potem zasugerowałem, że mogłaby mu zaoferować śniadanie tylekroć. Podkreśliłem, że jeśli zamierzała stworzyć z prochów nowy związek, może potrwać to kilka lat i będzie potrzebowała wielkich ilości wsparcia w trakcie. W Gestalt jesteśmy zadowoleni z każdego jednego zintegrowanego kawałka w danej chwili. W tym wypadku coś wyłoniło się z pustki i wszystko to sama osiągnęła, niż raczej wynikało to z tego, co kazałem jej robić. Moją 'wskazówką' było skierowanie jej uwagi najpierw na to 'co jest', a potem, by pomóc osadzić ją w wyłaniającej się figurze tego, do czego jest zdolna.
|
|
|