John uczestniczył w wielu różnych grupach samorozwoju. Chciał wziąć udział w grupie Gestalt. Naprawdę więc chciał tu być. Przyszedł, by pracować. Widziałem go przez parę dni, a teraz, gdy siedział przede mną, uderzyła mnie ekspresja jego twarzy. Spoglądając na niego, pomyślałbym, że nie jest tylko nerwowy, lecz bardzo wylękniony. Szybko mrugał oczami, jego usta drgały, mrużył oczy, gdy mówił. Jego oczy wyglądały dla mnie przerażająco. Moje wrażenie było takie, jakbym widział kogoś, kto oczekuje na uderzenie. Czułem autentyczne zmartwienie, przedstawiłem mu swoje doświadczenie i spytałem o to, co czuje. Ku mojemu zdziwieniu, powiedział, że czuję się nieco zdenerwowany spotkaniem, ale nic poza tym. Spytałem go zatem, czy doświadczył w dzieciństwie jakiejś sytuacji, w której był uderzony. Nie. Spytałem, czy spoktały go szczególnie przerażające rzeczy. Żadne. Spytałem, czy przeżył jakiś wypadek, podczas którego poczuł wielki lęk. Żadnego. Podobno był niezwykle nieśmiałym dzieckiem. Miało to właściwie sens, może to, co widziałem, to po prostu pewien rodzaj trudności w komunikacji. Zwykle chętnie przyjmuję opis czyjegoś doświadczenia. Jednak w tym wypadku, czułem się bardzo dziwnie, ponieważ to, co widzałem było bardzo osobliwe. Inni w grupie potwierdzili, że odczuwają podobne doświadczenie. Coś tu się nie dodawało. Nie zamierzałem jednak naciskać. W Gestalt nigdy nie naciskamy na "opór". Dalej nic jasnego nie wynikło z naszej rozmowy, więc zadecydowałem, że będziemy pracować somatycznie. Poprosiłem go, by położył się na plecach, a ja usiadłem obok niego. Poprosiłem go, by śledził swój oddech. Jego oddech wyglądał na dość regularny i swobodny. Szukałem przerw lub miejsc napięcia. Żadnych nie znalazłem. Spytałem go o jego doświadczenie. Czuł po prostu powietrze wychodzące i wchodzące w niego. Oczywiście nie był w zbyt dobrym kontakcie z własnymi uczuciami. Spędziłem więc wiele czasu po prostu z nim siedząc, obserwując go, pytając. Powiedział o uczuciu pustki w brzuchu. Spytałem go więc o pozwolenie i położyłem mu na nim rękę. Nic z tego nie wynikło. Jego uczucia były pieczołowicie skrywane, musiałem być cierpliwy, by je odnaleźć. Zauważyłem, że jego oczy są bardzo aktywne, nawet gdy są zamknięte. Spytałem go, czy mogę położyć dłoń na jego oczach i potrzymać ją chwilę. Po tym odnotował uczucie zimna u dołu jego brzucha. Położyłem tam rękę. Poprosiłem go, by na mnie spojrzał. Tak też zrobił, po czym spojrzał w górę. Spytałem go, co sobie wyobraża. Widział ciemność, chłód i bardzo stłumione światło latarni. Miał obraz, nad którym mogłem pracować. Poprosiłem go, by na mnie spojrzał i powiedział, co czuje. Zaczął czuć ciepło w klatce piersiowej, więc położyłem na niej swoją rękę. Powidziałem mu, że wygląda na to, że latarnia staje się jaśniejsza, poprosiłem go, by wpuścił w siebie ciepło i przesunął je w dół, z klatki piersiowej do dolnych partii brzucha. Podczas, gdy się to rozwijało, wyjaśniłem mu, że silniejsze światło latarni symbolizuje fakt, że nasza więź staje się silniejsza, zaś ta więź rozgrzewa jego ciało. Poprosiłem go, by kontynuował wpuszczanie w siebie ciepła aż do swoich nóg i stóp. Działo się to bardzo powoli, ale nie aż do jego stóp. Poprosiłem więc, by ktoś potrzymał jego stopy. W końcu czuł ciepło w całym swoim ciele. Kiedy usiadł, jego oczy wyglądały zupełnie inaczej. Były spokojne, jasne, tej samej wielkości. Powiedziałem mu, o swoim doświadczeniu jego. Poprosiłem go, by spojrzał na kilka innych osób, by odczuć doświadczenie połączenia zarówno z sobą, jak i z innymi. Jego energia była jasna i ciepła, powiedział, że teraz doświadcza połączenia z innymi w nowy sposób. Nie musimy wiedzieć, z jakimi symptomami pracować. Nie musimy mieć historii czy kontekstu. Czasem jest to po prostu niedostępne. Jeśli jednak pracujemy z bezpośrednim doświadczeniem ciała, z tego osadzonego miejsca zawsze wypłynie najważniejsza "figura", która wymaga uwagi. Ponownie, nie musimy nawet rozumieć figury - musimy po prostu z nią pracować, wspierać rozwój czegokolwiek, co się pojawia. Praca z ciałem może być powolnym procesem, który wymaga cierpliwości. Ostatecznie chcemy takie doświadczenia przenieść z powrotem do relacji. To kluczowe elementy w Gestalt - świadomość i kontakt.
Chuan nigdy wcześniej nie podejmował się terapii. Był biznesmenem. Jego ojciec wyrabiał rzeczy z drewna i miał małą farmę. Chuan miał miłe wspomnienia z dzieciństwa, bycia ze swoją rodziną; jego ojciec lubił polować, więc mieli duże psy. Jednak w trakcie gimnazjum, przeniósł się w inne miejsce niż ojciec i tęsknił za nim. W szkole był zawsze najlepszym uczniem, jednak nigdy nie otrzymywał pochwał od swojego ojca. Dziesięć lat temu jego firma wpadła w kłopoty. Jego żona i córka mieszkały w ich rodzinnym miasteczku, a on był w mieście, starając się poradzić sobie z finansową katastrofą jego firmy. Zaczął regularnie pić i wpadł w depresję na rok. W końcu roku jego fatalnej depresji spokał swego ojca na Święto Wiosny. Jego ojciec spytał wprost - "W czym problem? Rozwodzisz się?" Chuan powiedział "mam po prostu trochę problemów w pracy". Jednak ojciec mu nie wierzył i naciskał na niego. Jego ojciec zszokował Chuana, mówiąc mu, "Wierzę ci. Wierzę w ciebie". Powiedział też, "jeśli w małżeństwie się nie układa, dobrze jest się rozwieść". Miał to na niego ogromny wpływ; Chuan przestał pić, zaczął radzić sobie z biznesem. Jednakże naprawdę istniał problem z jego małżeństwem i Chuan czuł, że nie do końca może porozmawiać o tym z ojcem. Jego żona była jego koleżanką z klasy. Zaszła w ciążę i z obowiązku ją poślubił. Była miłą osobą, uprzejmą dla jego rodziny i dobrą matką jego córki. Niechętnie się ożenił i czuł się teraz "porwany". Nie chciał nikogo zawieść, ale czuł się nieszczęśliwy. Spytałem, jak źle wygląda sytuacja - odpowiedział, ze 3/10. Przestali uprawiać seks rok temu. I po prostu nie czuł do niej żadnego pociągu. Czuł, że są bardziej jak brat i siostra. Nie było to małżeństwo, które mogło zostac wskrzeszone, ponieważ nigdy nie było między nimi iskry. W niektórych rzadkich przypadkach mogłoby to być możliwe. Jednak tutaj sytuacja wyglądała tak, że on wychodził cały zlany potem, gdy musiał ją przytulić - nie było to żadnego pociągu. Szanował ją, jednak tylko jako towarzyszkę. Jednak jego silne wartości rodzinne trzymały go w małżeństwie, jego potrzeba, by być "dobrym chłopcem". Powiedział też, że nie chce skrzywdzić swojej córki, nie chciał jej stracić, nie chciał też skrzydzić swojej żony. W istocie znajdował się w pułapce. Poprosiłem go by nazwał dwie części jego w tym konflikcie: "Dobry Mąż" i "Prawdziwa Miłość". Zachęciłem go, by wybrał dwa przedmioty z pokoju, które symbolizowałyby te dwa bieguny, po czym poprosiłem go, by odbył rozmowę z obiema częściami. Na początku było to po prostu powtórzenie niekończącej się kłótni między tymi zwaśnionymi częściami. Zauważyłem, że ta kłótnia mogłaby trwać wiecznie, jednak te dwie części muszą dość do porozumienia - co połączyłem z negocjacjami w biznesie. Po dyskusji, dwie części doszły do porozumienia: "Prawdziwa Miłość" dała rok "Dobremu Mężowi" na wyjaśnienie spraw. "Dobry Mąż" zgodził się porozmawiać z żoną na ten temat. Jednakże dostrzegłem, że Chuan naprawdę boi się odbyć tę rozmowę, ponieważ wiedział, że sprawi tym ból żonie i prawdopodobnie zapoczątkuje koniec ich małżeństwa. W tym momencie Chuan zaczął czuć się bardzo niekomfortowo, nieco skołowany. Musiał wstać i się przejść. Rozejrzał się po pokoju i powiedział "nie lubię pomieszczeń bez okien". Wyjaśniłem mu, że okno znajduje się za zasłoną. To go nieco uspokoiło. Poświęciłem nieco czasu, by powiedzieć mu o moim doświadczeniu rozwodu. Przerwał mi i spytał o obrączkę wokół mojej szyi. Wyjaśniłem, że dostałem ją w Anglii, kiedy byłem na promocji swojej drugiej córki. Powiedziałem mu, że pomimo,że rozwód był trudny, to moje dzieci ostatecznie na tym nie ucierpiały - całkiem dobrze sobie z tym poradziły... I powiedziałem, że w końcu sam znalazłem prawdziwą miłość. Powiedziałem mu szczerze o trudnościach, z jakimi musiałem się zmierzyć, z którymi zmierzyła się moja była żona w procesie rozwodowym. Odgrywając rolę "ojca" w terapii, wzmacniałem przekaz, że to w porządku jest się rozwieść. Z reguły robię wszystko, by pomóc parze pozostać razem i trwać w zdrowym związku. Jednak czasem, jeśli to naprawdę zabija życie, w sensie duszenia ich siły życiowej i umiejętności do życia autentycznie, wtedy wspieram drugą osobą w zastanowieniu się nad rozwodem. Chuan poczuł wielką ulgę. Powiedział, że tak naprawdę przykuły jego uwagę dwie rzeczy - kiedy powiedziałem, że tak naprawdę jest tutaj okno i kiedy spytał o obrączkę. To te interpersonalne i symboliczne momenty go poruszyły. Pytajanie o moją obrączkę, słuchanie o moim doświadczeniu rozwodu pomogło mu uporać się z jego strachem i utkwieniem - była to dialogiczna część terapii, która zaangażowała moje własne ujawnienie się, mojej właśnej historii. Terapeuta musi być uważny, opowiadając swoje własne historie, jednak czasem może to być bardzo pomocne dla klienta - to jest prawdziwa miara. Symbolika otwartego okna również była dla niego ważna. Czuł, że się dusi, a ja przedstawiłem mu możliwość wyjścia, nawet gdy jest ukryte. To coś, nad czym moglibyśmy pracować podczas dalszej terapii. Wynikły dialog między jego dwoma częściami również był kluczowy - dwa spierające się elementy, które nigdy nie mogły dojść do porozumienia. Terapia daje im okazję do wzajemnego kontaktu, jednak wymaga to dużej ilości wsparcia ze strony terapeuty, trochę jak gdyby organizować prawdziwe spotkanie między dwiema zwaśnionymi stronami. Ważność jego ojca również odegrała wielką rolę w kompleksowości terapii. Wsparcie, które otrzymał od ojca - wliczając w to akceptację Chuana - było ważnym w jego zmianie. Zasygnalizowało to również wagę roli, jaką mogłem odegrać, "figury ojca" i w wpływu, jaki miałem, gdy okazywałem mu wsparcie.
Laila była gruba. Na skali otyłości znajdowała się gdzieś w środku. Jak to zwykle bywa, nie przyszła bezpośrednio z tym problemem na terapię. Było to coś, co zaobserwowałem, po jakimś czasie rozmowy z nią. Temat wagi jest bardzo skomplikowany i trudny dla kobiet, podczas terapii nie powinien być pomijany. Jednak trzeba się nim zajmować z delikatnością i troską, nie twardą ręką. Laila była zainteresowana pracą nad tym tematem. Zapytałem, w którym momencie zaczęła przybierać na wadze. Powiedziała, że w collegu przez pewien czas była głodna, bo nie miała zbyt wielu pieniędzy, więc gdy jadła, to jadła bardzo dużo. Jednak to z czasem się to ustabilizowało. Nacisnąłem więc znowu, powiedziała, że po urodzeniu córki przybrała na wadze, ponieważ musiała jeść dużą ilość jedzenia podczas karmienia piersią. Jednak jej córka ma teraz 10 lat, a ona wciąż waży tyle samo. Powiedziała, że je, gdy jest zestresowana, a była zestresowana tym, że coś złego stanie się jej córce. Powiedziała też, że lubi mieć coś w ustach przez cały czaś, coś do przegryzienia. Zapewniło mi to kilka możliwych opcji do rozpoczęcia, jednak jedyną rzeczą, która wydawała się jasna, był jej lęk. Jednakże był nieco ogólnikowo przedstawiony i nie było dokładnie wiadomo, jak on działał. Spytałem, jaki rodzaj jedzenia je, w jakich ilościach, jak wiele ćwiczy. To wszystko to bardzo osadzające aspekty tej kwestii. Z tego, co mówiła wynikało, że nie je ogromnych ilości jedzenia, więc ponownie, nie było zupełnie jasne, o co chodzi. Zacząłem od bardzo praktycznego poziomu i powiedziałem jej o tym, by wskazać różnicę. Potrzebowała praktycznego wsparcia na tych trzech frontach - jakości jej jedzenia, jego ilości i zbalansowanych ćwiczeń. Podkreśliłem, że to wsparcie jest kluczem, a nie to, by samodzielnie próbowala wszystko osiągnąć. Spytałem o odżywienie - jak wiele emocjonalnego odżywienia otrzymuje z różnych sfer jej życia - pracy, przyjaciół, rodziny, zajęć. Wyglądało na to, że otrzymuje całkiem sporo odżywienia, więc jedzenie nie było odpowiedzią na jego brak. Wciąż jednak podstawowa dynamika nie była jasna. Spytałem o jej lęk: jej ojciec bał się o to, że coś jej się stanie i w jakiś sposób ona ten lęk przejęła i przeniosła go na relacje z własną córką. Wyrastało to z Pola, więc musieliśmy się tym zając z poziomu pola. Jednak zanim zdołaliśmy zacząć, powiedziała nagle - o, właśnie, moja matka zwykła mnie przekarmiać, gdy byłam małym dzieckiem. Wyjaśniła, że jej matka wpychała jej jedzenie do ust, po czym, zanim zdążyła je połknąć, wpychała jeszcze więcej. To zdarzało się bardzo regularnie i było dla niej bardzo niekomfortowe. Wybuchnęła płaczem na wspomnienie o tym. Współczułem jej i spytałem, co czuje. Złość, odpowiedziała. Zachęciłem ją więc, by wyobraziła sobie, że mówi swojej matce, używając dorosłego głosu, co chciałaby powiedzieć, jak dziecko - "Mam już dość, proszę, przestań wpychać mi jedzenie do ust". Trudnym dla niej było powiedzieć to z siłą. Zasugerowałem więc, by podniosła rękę, zasłaniając swoje usta, blokując wszystko, co się do nich dostaje. Poczuła się pełna siły. Na zadanie domowe zasugerowałem, by myślała o swojej matce za każdym razem, gdy je, pamiętała jej karmienie na siłę i sprawdzała jej reakcję. To świadome utożsamienie się z traumatycznymi wspomnieniami, umożliwi jej wypracowanie umiejętności odmowy, niż raczej znajdowania siebie, jako bezsilnego dziecka.
Danielle opowiedziała bardzo traumatyczną historię. Zarówno ona, jak jej mąż byli nauczycielami, podróżowali wspólnie, uczyli języka angielskiego w wielu krajach. Poznali się w college'u, zdawali się być bardzo blisko, oboje kreatywni, oboje uduchowieni, zaangażowani w sztuki wyższe. Pewnego dnia on poszedł na wystawę sztuki we Francji. Jednak nie wrócił. Zdecydował, że pozostanie tam nielegalnie. Uczynił to, nie ostrzegając o tym Danielle, bez żadnej rozmowy. Było to oczywiście denerwujące. Gdy czas mijał, nic się nie zmieniało. Nie poprosił jej, by do niego dołączyła, mimo że wracał kilkukrotnie do domu. Za każdym razem ich komunikacja była wymuszona, Danielle wciąż czuła się bardzo urażona tą sytuacją. Czuła, że jej życie znajduje się w swoistym zawieszeniu, skąd ani z pewnością nie może posunąć się naprzód, ani nie potrafi rozwiązać sytuacji. Po pewnym czasie, dowiedziała się od kogoś, że on zmarł jakiś rok temu. To rozłożyło Danielle jeszcze bardziej. Nawet sam proces rozwodowy znajdowała za niezwykle trudny i to również odłożyła na później. Opisała to doświadczenie jako budunek, którego fundamenty się zawaliły, a ona leży w ich gruzach. Spędziła kolejnych 6 lat, odbudowując swoje życie, kawałek po kawałku. Była bardzo zaangażowana w praktykę duchową i filozofię, pracę nad rozwojem osobistym i poświęcała mnóstwo czasu i wysiłku, by wydostać się z tej traumy. Teraz czuje, że stąpa po solidnym gruncie, jednak kwestią było przejście do następnego związku. Była w kilku od tego czasu, jednak żaden nie przetrwał. Czuła, że teraz czuje się gotowa na poważny związek. Była w jednym obecnie, jednak nie była w stanie go pogłębić, przez jej abmiwalentne uczucia. Opisała to uczucie jako stanie nad krawędzią basenu i uczucie zamrożenia, niemożności wskoczenia. Wskazałem, że to idealny przykład, biorąc pod uwagę jej doświadczenie. Wziąłem jej metaforę i użyłem jej, by pogłębić jej świadomość. Wskazałem, że ostatnim razem, gdy zanurkowała w związek, wyglądało na to, że basen jest pełen wody, jednak w istocie tak nie było, przez co doznała dotliwych obrażań. Było zatem dla niej bardzo ważne, by sprawdzić, ile wody jest w basenie. Porównałem to do wiedzy o cieniach drugiej osoby. Spytałem, czy teraz jest lepsza w rozróżnianiu tych cieni u innych osób. Chciała się skupić na tym, czego potrzebuje, by zwracać uwagę na samą siebie, na swoje cienie. Jednak tym razem, wyjątkowo, nie chciałem tego robić. Oceniłem, że przy ogromie jej pracy, jaki włożyła w rozwój osobisty, była całkiem świadoma jej cieni i była w stanie je okiełznać. Skupiłem się więc na tym, czego ona potrzebowałaby od partnera, odciągając uwagę od niej samej. Zwykle chcę skupić uwagę na kliencie. Jednak kiedy ktoś bierze za siebie wielką odpowiedzialność, wtedy może być dobrym, gdy spojrzeli na świat na zewnątrz, by ocenili innych. To kwestia w Gestalt, gdzie nie podążamy za określoną formułą. Co jest dobre w jednej sytuacji, może się okazać niestotne w innej. "To zależy"... od poziomu rozwoju osobistego danej osoby, jej potrzeb, jej świadomości i tego, czego jej brakuje. W tym wypadku, tym, co ją ograniczało, jak to zrozumiałem, była umiejętność dostrzeżenia drugiej osoby, takiej, jaką jest, bez strachu czy fantazji. W Gestalt stawiamy na skupieniu się na tym, by osadzić osobę w jej zmysłowym doświadczeniu, jej cielesnym doświadczeniu, w "tu i teraz". Pracujemy również z metaforami; w tym przypadku było to bardzo przydatne, gdyż dało to klucz do tego, jak ruszyć naprzód. Pracując ze światem danej osoby, jej własnym językiem, daje nam bezpośredni dostęp do jej fenomenologicznego świata.
Lilly była pogodna i radosna, w prawdziwy sposób. Lubiłem jej żywość i jej przyjacielskość. Naprawdę rozświetlała cały pokój. Przedstawiłem jej swoje zdanie na ten temat. Z jaką łatwością mogłem się z nią połączyć, jak doceniam fakt, że nawiązaliśmy relację i jak trudno byłoby mi naleźć coś, wobec czego mógłbym być krytyczny względem niej. Powiedziała, że często spotyka się z podobnie pozytywnymi opiniami na swój temat. Jednak część ludzi uważa, że jest fałszywa i w istocie wiele rzeczy skrywa w sobie. To mogła być prawda, jednak nie wydawało mi się. Spytałem ją, czy potrafiłaby zidentyfikować rzeczy, które ukrywa, jak złość czy nieuprzejmość. Nie potrafiła. Nie chciałem naciskać. Być może była prawdziwie szczęśliwą osobą. Spytałem, ile ma lat - 38; niezamężna. Skomentowałem, że to bardzo dziwne - taka kochana kobieta jak ona i nie jest w stanie znaleźć partnera. Nie potrafiła tego inaczej wyjaśnić, jak to, że nie odczuwała na tyle głębokiej więzi, która pozwoliłaby jej na związek z mężczyzną. Tak, jak podejrzewałem, nie chodziło o brak zalotników. Ujawniła również, że ma niewielu przyjaciół. Ponownie, wydawało mi się to raczej nie przystawać do sytuacji. Podzieliła się, że jako dziecko, między nią a resztą starszego rodzeństwa istniała duża różnica wiekowa, więc tak naprawdę nigdy się z nimi nie bawiła. Wioska, w której chodziła do szkoły nie miała innych dzieci w jej wieku, więc przez wiele lat jej nauki w szkole, nie miała nikogo, z kim mogłaby się bawić. To nieco wyjaśniło sytuację - nie nauczyła się tego, jak się socjalizować. Pomimo jej pogodnego podejścia, w jakiś sposób nie wie, jak nawiązać przyjaźń. Mimo wszystko, to nadal wyglądało dla mnie nieco dziwnie, więc poprosiłem ją, by wybrała 5 osób z grupy, z którymi chciałaby nawiązać przyjaźń. Miała problemy z wyborem. Działo się tak, ponieważ nie była pewna, czy istnieje tu naturalna więź. Wyglądało na to, jak podczas szukania partnera, że czuła, że musi istnieć jakaś naturalna chemia. Powiedziałem jej więc, że będzie musiała popracować, by wytworzyć więź. Wyglądało na to, że znajduje się w pasywnym trybie, albo przynajmniej nie wie, jak to zrobić. Poprosiłem pierwszą osobą, jaką wybrała, by podeszła i zaczęła z nią rozmowę. Jasnym było, że nie wie jak zacząć. Pomogłem jej więc - powiedz, że chcesz, by ta osoba została twoim przyjacielem i jesteś zaintersowana bliższym jej poznaniem. Gdy zaczęła z nimi rozmawiać, zauważyłem, że wydawała zbyt wiele sądów na ich temat. Podczas gdy może to być łączące, gdy jest to jeden sąd i gdy nawzajem o nim dyskutowali, to ona nie wiedziała, kiedy przestać. Pokazała również, że pojawia się w jej głowie głos, który mówi jej, że to prawdopodbnie nie zajdzie zbyt daleko. Nazwałem go sabotażystą, położyłem poduszkę obok niej i poprosiłem, by oddzieliła się od sabotażysty, tak by mogła kontynuować niezakłócenie proces. Jasnym stało się, że nie posiada ona zbyt wielu umiejętności zachowania się w towarzystwie. Pomogłem jej więc rozwinąć rozmowę, kierując ją, jak umówić się na spotkanie. Był to przykład, w którym potrzebowała praktycznego wspracia - można powiedzieć coachingu. Istniało wiele terapeutycznych kwestii, nad którymi moglibyśmy w przyszłości popracować. Jednak najbardziej doraźnym rodzajem wsparcia, jakiego potrzebowała, było nauczenie jej kilku podstawowych umiejętności, których nie miała okazji rozwinąć w dzieciństwie, a których nigdy nie była w stanie wypracować. Głębsze kwestie mogą być zbadane w późniejszym czasie - i nawet zbadanie sabotażysty mogło poczekać. Potrzebowała natychmiastowego doświadczenia czegoś nowego i zdolności nawiązania pozytywnego kontaktu, co jej zapewniłem. Gestalt zorientowany jest na ucieleśnianie świadomości i prowadzony jest w sposób nieustrukturyzowany. Mimo to nie jest czysto wiedziony wglądem. Istnieje odpowiedni czas i miejsce na przeprowadzanie eksperymentu - na próbowanie czegoś nowego. Cele tego są dwojakie - by zwiększyć świadomość i zaprzęgnąć eksperymentalne formy uczenia się. Wyczucie czasu jest ważne - zbyt wczesny przeskok do eksperymentu może spowodować błędne rozpoznanie relacyjnego gruntu i może nie do końca zenergetyzować figurę, nad którą trzeba było popracować. Jednak zbyt wiele mówienia może zredukować energię podczas sesji, a wtedy eksperyment wnosi powiew świeżości. Pozwala mi to również obserwować osoby "w działaniu", niż tylko mieć do czynienia z ich sprawozdaniami. Daje mi to dużo lepsze zrozumienie tego, kim są i jak z nimi pracować.
Adelle pracowała jako pracownik rządowy do spraw obsługi klienta od ponad 20 lat. Mówiła o tym, jak dobrze spisuje się w tej roli (była popularna wśród klientów), jednak wykazywała często całkiem antyspołeczne zachowania w innym względzie. Jej współpracownicy często na nią narzekali, nie miała tam żadnych przyjaciół. Chciała więzi z ludźmi, jednak była samotna, miała kilku przyjaciół, jednak do niczego to nie prowadziło. Opowiadała historię za historią o tym, jak ludzie jej nie doceniają, jak ją odrzucają i jak jej życie było bolesne. Czułem się coraz bardziej i bardziej poirytowany, słuchając jej. Zamiast czuć życzliwość i troskę, chciałem po prostu od niej uciec - odrzucić ją. Czułem się niekomfortowo i niespokojnie. Powiedziałem, "Adelle, teraz to nie dziala. Twoje historie raczej mnie od ciebie odciągają, niż przyciągają. Czuję się sfrustrowany i nie chcę tego słuchać. Potrzebuję, byś przestała "mówić o" i zamiast tego być obecną ze mną przez chwilę". Przestała, lecz była bardzo zdenerwowana, nie patrzyła na mnie (spoglądała wszędzie dookoła również wtedy, gdy mówiła) i była widocznie zaniepokojona. Jednakże nie był to niepokój, z którym czułem, że mogę się połączyć. Przeszedłem więc do głosu autorytetu. Powiedziałem, "Adelle, masz ciężkie życie. Nie jesteś połączona z ludźmi. Nawet teraz tracisz mnie. Proszę, przenieś się do teraźniejszości, spójrz na mnie, połączmy się. Naprawdę tego chcę, lecz ty też musisz". Zaczęła protestować, ale poprosiłem ją, by przestała mówić. Musiałem naprawdę schwycić jej uwagę. Była tak bardzo owładnięta swoją historią o rozpaczy. Przestała i spojrzała na mnie ze zdenerwowaniem. Przemówiłem do niej łagodnie, stwierdzając, jak zaczynam być w stanie łączyć się z nią i zachęciłem ją, by zrobiła ze mną to samo. Miała z tym problemy, jednak była w stanie do pewnego stopnia to zrobić. Podczas gdy czułem, że przenosi się do teraźniejszości, byłem w stanie być łagodniejszy, powiedziałem jej o tym. Zauważyłem, że cokolwiek dzieje się w jej życiu, w tym momencie jesteśmy połączeni, a ja byłem dla niej dostępny. Powoli do przyjęła, jednak dziwnie, niemal niechętnie. Czasem ludzie tkwią w swoich historiach i są niechętni, by doświadczać czegoś innego, nawet jeśli za tym tęsknią. Czasem wymaga to dużego nakładu energi, wraz z bardzo bezpośrednim działaniem, by znaleźć drogę pośród "mgły" ich opowieści o sobie.
Ian chciał popracować nad jego relacją z ojcem. Miał 41 lat. Jego matka zmarła rok temu, po 8 letnich zmaganiach z rakiem. Przez ten czas Ian był jej opiekunem. Ian miał starszego brata, który początkowo zaoferował swoją pomoć, lecz gdy Ian zaczął się nią opiekować, odrzuciła wszelką inną pomoc poza nim. Jego ojciec pracował na 6 miesięcy przed diagnozą, więc nie był z nią od początku. Wyjechał z kimś w interesach, jednak nie poszły one za dobrze, więc miał problemy, by poradzić sobie z sytuacją. Tak więc Kevin został z matką aż do samego końca. Miał do niej duży szacunek - została wyszkolona do tego, by być doktorem, jednak kiedy wyemigrowała, by być z jego ojcem, jej medyczne kwalifikacje nie zostały przyjęte, więc musiała pracować jako pielęgniarka. Była zdecydowanie osobą,która posiadała swoją godność i która żyła dobrym życiem. Kevin nie miał szacunku do ojca, bo miał wrażenie, że nie traktuje dobrze matki. Istniało wiele przypadków, w których przywództwo ojca nie wyszło rodzinie na dobre. Oczywiście istniało tu wiele skomplikowany kwestii, które wymagały sporo czasu, by je naprawić. Pytaniem było, od czego zacząć, co było teraz najważniejsze i jak mogłem odpowiedzieć na wyrażoną przez niego chęć poprawy relacji z jego ojcem, Powiedziałem więc o sobie. Wyjaśniłem, że również miałem bardzo kochającą, wspaniałą matkę i ojca, który często był samolubny i ciężki do zniesienia. W konsekwencji, trudno mi było dostrzec matkę w krytycznym świetle, nawet jeśli znaleźć coś, co zrównoważyłoby moje spojrzenie. Ian przyznał, że również tego doświadczył. Podzieliłem się ty, że zdałem sobie sprawę, że w pewnym stopniu to, co matka mi dała, to jej potrzeby i w rezultacie moje własne granice nie zawsze były takie jasne. Ian przytaknął głową. Podzieliłem się również tym, że moja relacja z ojcem nigdy nie była łatwa i niezbyt dla mnie odżywcza. Ian znów przytaknął głową. Jeden z moich terapeutów spytał mnie kiedyś - jak dużo czasu chciałbyś spędzać z ojcem? Zadałem więc takie samo pytanie. To wtedy odkryłem, że wciąż żyje w domu rodzinnym z jego ojcem. Wszedłem w tryb psycho-edukacyjny. Zwykle tego nie robię - lubię pracować na obustronnie równym poziomie i nie udzielać rad. Jednakże zawsze istnieją wyjątki. Powiedział Ianowi, że statystyki pokazały, że dorośli mężczyźni żyjący w domu rodzinnym mają dużo mniejszą szansę na małżeństwo od innych. Zasugerowałem mu więc, by wyprowadził się na swoje. Sprawdziłem, czy się z tym zgadza. Zrobił to z łatwością - wyglądało na to, że potrzebował jakiegoś pozwolenia, by to zrobić. Potem znów go spytałem o to, jak często chciałby widywać ojca. Powiedział, że raz w tygodniu, przy obiedzie. Spytałem o szczegóły, które zawsze służą osadzeniu (w rzeczywistości). Gdzie? Ian powiedział, że mógłby ugotować dla niego obiad. Ian znajdował się głęboko w trybie dawania, do tego stopnia, że nie wiedział, kiedy przetać. Właśnie spędził dekadę, dając jego matce i pomimo tego, że jego duch jest godny podziwu, to wyglądało na to, że nie wie dokładnie, jak zarysować swoje granice. Co więcej, okazując takie podejście ojcu, zrobić dla niego coś takiego, prawdopodobnie bardziej pogłębiłoby jego urazę gdzieś w głębi duszy. Ian zgodził się z moją sugestią, by zamiast tego pójść do restauracji. Ponownie, wyglądało na to, że potrzebował zgody ode mnie, jak od figury "dobrego ojca", by odkryć swoje własne potrzeby. Spytałem go, jak długo chciałby z nim siedzieć w restauracji. Ian powiedział, że półtorej godziny. Spytałem, o czym chciałby z nim rozmawiać. Powiedział, że zwykle nie dzieli się z ojcem informacjami o jego pracy. Ale chciałby to zmienić. Spytałem, co jeszcze. Spytałby o jego zdrowie. A potem powiedział ojcu o swoich planach na przyszłość. To otworzyło przed Ianem przestrzeń do budowy nowej relacji ze swoim ojcem. Wciąż istniało wiele rzeczy, którymi musieliśmy się zająć, ale był to dobry początek. Ian potrzebował wiele praktycznego osadzenia w tych miejscach. To coś, co mogą dać ojcowie. Jednak ponieważ on nie otrzymał tego od swojego ojca, nie potrafił był zinternalizować swego rodzaju wewnętrznej samopomocy i kierunku rozwoju. Wchodząc więc w tę rolę, pomogłem mu się skupić i zindentyfikować, czego tak w istocie potrzebuje. To coś jak "trening" w tym, jak powinien postępować ze swoim ojcem, by czegoś od niego wymagać. Odgrywając z nim tę rolę, pomogłem mu się przygotować i dałem mu poczucie, co mogłoby być dla niego odżywcze w tym miejscu.
These case examples are for therapists, students and those working in the helping professions. The purpose is to show how the Gestalt approach works in practice, linking theory with clinical challenges.
Because this is aimed at a professional audience, the blog is available by subscription. Please enter your email address to receive free blog updates every time a new entry is added.
If you are interested in following my travels/adventures in the course of my teaching work around the world, feel free to follow my Facebook Page!
Can you translate into Polish? I am looking for volunteers who would like to continue to make this translation available. Please contact me if you would like to contribute.
Interested in Gestalt Therapy training?
Contact us!
This Gestalt therapy blog is translated into multiple languages. You are welcome to subscribe