Friday, 20 February 2015
Case #45 - Jak poradzić sobie z niedolą
Betty chciała porozmawiać o jej strachu. Nie mogła go rozpoznać ani tego, z czym był związany.
Lecz zanim przystąpiłem do jej skupienia, chciałem wiedzieć o niej coś więcej. Spytałem o dzieci, małżeństwo, pracę. Ostatnio zrezygnowała z pracy, której trzymała się od 20 lat i była w okresie przejściowym. Jej rodzina była stabilna i zabezpieczona, jej córka piękna i utalentowana, a jej mąż ją kochał.
Jednak gdy na nią spojrzałem, nie wyglądała na szczególnie szczęśliwą. Spytałem, czy jest szczęśliwa, odpowiedziała, że nie. Wszyscy myśleli, że ma idealne życie, idealną rodzinę. Spytałem, co było nie tak.
Powiedziała - mój mąż kocha mnie bardziej, niż ja jego. Czuje się przy nim bezpiecznie, ale to małżeństwo było zaaranżowane i nie jest 'w moim typie'. Spytałem, jaki jest jej typ: silny charakter, jasna osobista wizja swojego życia i dobry gust. Nie miał niczego z powyższych.
Wywarło to na mnie wpływ i poświęciłem nieco czasu, by się temu przyjrzeć. Świetne życie, jednak brakowało mu czegoś istotnego. Spojrzałem ponownie w jej oczy i mogłem dostrzeć, jak nieszczęśliwa była. Spytałem ją ile ma lat - 44. Spytałem ją, czy spędziłaby z nim następne 44 lata, odpowiedziała, że tak.
Było więc jasne, że jej wyborem było pozostać tam. Jednak kosztem tego był pewien rodzaj rozwidlenia w sensie połączenia w relacji. Pewien rodzaj podstawowej potrzeby namiętności, spotkania i synergii był nieobecny. Dążyła do powierzchownie szczęśliwego życia, jednak gdzieś zgubiła głębszą potrzebę.
W Gestalt jesteśmy zainteresowani wyborem, rozumianym w terminach egzystencjalnych. Życie rzuca na w wir różnych sytuacji, jednak zawsze mamy wybór. Nasze poczucie uwięzienia pochodzi nie z zewnętrznych czynników, lecz z zapominania o tym, że posiadamy moc wyboru.
Z wyborem wiążą się również konsekwencje i dobrze przeżyte życie pociąga raczej za sobą odpowiedzialność za konsekwencje, niż próby obwiniania wszystkich dookoła czy marnowania życia, chcąc znaleźć się gdzieś indziej.
Było to bardzo podobnego do tego, z czym mierzyła się Betty. Jej wybory były jasne, tak jak konsekwencje. Pozostawała jednak zgnębiona, więc jeśli nie chciala pozostawać w tym stanie, musiała coś zmienić.
To, co było możliwe, to różne wybory w obrębie struktury, w której zdecydowała się zostać.
Poświęciłem całkiem dużo czasu, by po prostu z nią być, widzieć jej rozpacz, wyrażając słowa zrozumienia. To przestrzeń relacyjna, gdzie nic nie musi się zmieniać, nie ma żadnego programu, jak tylko skupienie się na byciu, byciu-z i rozpoznanie. Jest to znane również, jako Ja-Ty.
Po tym przeszedłem do pytanie o to, co 'jest możliwe'. Przechodząc do tego zaraz na początku, znaczyłoby tylko, że proponuję jakieś 'rozwiązanie' sytuacji, która w pewnym sensie nie ma rozwiązania. Jednak po chwili bycia obecnym w tej przestrzeni bycia, mogliśmy razem zbadać inne wybory i perspektywy.
Spytałem ją, czy on zdałby sobie sprawę z jej niedoli, gdyby mu ją przedstawiła tak, jak mnie. Powiedziała, że nie. Podzieliłem się więc incydentem z mojego życia, w którym moja partnerka zdradziła mi swoją niedolę, dotyczącą czegoś, co miało na mnie ogromny wpływ. Ponieważ on ją kochał, mógł to być przyczynek do zmiany.
Zwróciłem uwagę na to, że nigdy nie będzie w jej 'typie', jednak jeśli jest zmotywowany, może podjąć pewne kroki w tym kierunku. Piłka była po jej stronie, musiała wykonać pierwszy krok, by przekazać mu jej prawdziwe ja i jej potrzeby. Wyzwanie to mogło dać pozytywne rezultaty.
Zasugerowałem, by patrzyła w jego oczy przez 10 minut, bez rozmawiania i okazała mu swoją niedolę. Potem zakomunikowałaby mu pewne małe zmiany, jakie miałbym podjąć, które miałyby dla niej wielkie znaczenie.
Jednak nie było to koniecznie rozwiązaniem jej nieszczęśliwości. Faktem jest, że była w sytuacji, w której jej potrzeby nie były zaspokojone. Zasugerowałem więc, by aktywnie zbadała swoją kreatywność i poprosiłem ją o swego rodzaju duchowy trening. Mogło to pomóc jej znaleźć źródło jej szczęśliwości, które nie było zależne od zewnętrznego środowiska.
Sugerowanie takich rzeczy, jako rodzaj żelaznych rozwiązań nie jest czymś, co Gestalt popiera. Jednak w kontekście głębokiego poczucia związku z czyimś problemem, takie możliwości stają się znaczące i istnieje dogłębna motywacja, by posunąć się w tym kierunku. Jeśli jest takie zapotrzebowanie, możemy osobie pomóc poprzez praktyczne wsparcie - rozmową o tym, jak to mogło się stać i dać jej szeroki wybór opcji.
Lecz zanim przystąpiłem do jej skupienia, chciałem wiedzieć o niej coś więcej. Spytałem o dzieci, małżeństwo, pracę. Ostatnio zrezygnowała z pracy, której trzymała się od 20 lat i była w okresie przejściowym. Jej rodzina była stabilna i zabezpieczona, jej córka piękna i utalentowana, a jej mąż ją kochał.
Jednak gdy na nią spojrzałem, nie wyglądała na szczególnie szczęśliwą. Spytałem, czy jest szczęśliwa, odpowiedziała, że nie. Wszyscy myśleli, że ma idealne życie, idealną rodzinę. Spytałem, co było nie tak.
Powiedziała - mój mąż kocha mnie bardziej, niż ja jego. Czuje się przy nim bezpiecznie, ale to małżeństwo było zaaranżowane i nie jest 'w moim typie'. Spytałem, jaki jest jej typ: silny charakter, jasna osobista wizja swojego życia i dobry gust. Nie miał niczego z powyższych.
Wywarło to na mnie wpływ i poświęciłem nieco czasu, by się temu przyjrzeć. Świetne życie, jednak brakowało mu czegoś istotnego. Spojrzałem ponownie w jej oczy i mogłem dostrzeć, jak nieszczęśliwa była. Spytałem ją ile ma lat - 44. Spytałem ją, czy spędziłaby z nim następne 44 lata, odpowiedziała, że tak.
Było więc jasne, że jej wyborem było pozostać tam. Jednak kosztem tego był pewien rodzaj rozwidlenia w sensie połączenia w relacji. Pewien rodzaj podstawowej potrzeby namiętności, spotkania i synergii był nieobecny. Dążyła do powierzchownie szczęśliwego życia, jednak gdzieś zgubiła głębszą potrzebę.
W Gestalt jesteśmy zainteresowani wyborem, rozumianym w terminach egzystencjalnych. Życie rzuca na w wir różnych sytuacji, jednak zawsze mamy wybór. Nasze poczucie uwięzienia pochodzi nie z zewnętrznych czynników, lecz z zapominania o tym, że posiadamy moc wyboru.
Z wyborem wiążą się również konsekwencje i dobrze przeżyte życie pociąga raczej za sobą odpowiedzialność za konsekwencje, niż próby obwiniania wszystkich dookoła czy marnowania życia, chcąc znaleźć się gdzieś indziej.
Było to bardzo podobnego do tego, z czym mierzyła się Betty. Jej wybory były jasne, tak jak konsekwencje. Pozostawała jednak zgnębiona, więc jeśli nie chciala pozostawać w tym stanie, musiała coś zmienić.
To, co było możliwe, to różne wybory w obrębie struktury, w której zdecydowała się zostać.
Poświęciłem całkiem dużo czasu, by po prostu z nią być, widzieć jej rozpacz, wyrażając słowa zrozumienia. To przestrzeń relacyjna, gdzie nic nie musi się zmieniać, nie ma żadnego programu, jak tylko skupienie się na byciu, byciu-z i rozpoznanie. Jest to znane również, jako Ja-Ty.
Po tym przeszedłem do pytanie o to, co 'jest możliwe'. Przechodząc do tego zaraz na początku, znaczyłoby tylko, że proponuję jakieś 'rozwiązanie' sytuacji, która w pewnym sensie nie ma rozwiązania. Jednak po chwili bycia obecnym w tej przestrzeni bycia, mogliśmy razem zbadać inne wybory i perspektywy.
Spytałem ją, czy on zdałby sobie sprawę z jej niedoli, gdyby mu ją przedstawiła tak, jak mnie. Powiedziała, że nie. Podzieliłem się więc incydentem z mojego życia, w którym moja partnerka zdradziła mi swoją niedolę, dotyczącą czegoś, co miało na mnie ogromny wpływ. Ponieważ on ją kochał, mógł to być przyczynek do zmiany.
Zwróciłem uwagę na to, że nigdy nie będzie w jej 'typie', jednak jeśli jest zmotywowany, może podjąć pewne kroki w tym kierunku. Piłka była po jej stronie, musiała wykonać pierwszy krok, by przekazać mu jej prawdziwe ja i jej potrzeby. Wyzwanie to mogło dać pozytywne rezultaty.
Zasugerowałem, by patrzyła w jego oczy przez 10 minut, bez rozmawiania i okazała mu swoją niedolę. Potem zakomunikowałaby mu pewne małe zmiany, jakie miałbym podjąć, które miałyby dla niej wielkie znaczenie.
Jednak nie było to koniecznie rozwiązaniem jej nieszczęśliwości. Faktem jest, że była w sytuacji, w której jej potrzeby nie były zaspokojone. Zasugerowałem więc, by aktywnie zbadała swoją kreatywność i poprosiłem ją o swego rodzaju duchowy trening. Mogło to pomóc jej znaleźć źródło jej szczęśliwości, które nie było zależne od zewnętrznego środowiska.
Sugerowanie takich rzeczy, jako rodzaj żelaznych rozwiązań nie jest czymś, co Gestalt popiera. Jednak w kontekście głębokiego poczucia związku z czyimś problemem, takie możliwości stają się znaczące i istnieje dogłębna motywacja, by posunąć się w tym kierunku. Jeśli jest takie zapotrzebowanie, możemy osobie pomóc poprzez praktyczne wsparcie - rozmową o tym, jak to mogło się stać i dać jej szeroki wybór opcji.
Friday, 13 February 2015
Case #44 - Kokon i odrodzenie
Nicole była zaniepokojona. Opowiedziała o śnie, który miała, nawiązując do obrazu kokonu, z którego bała się wyzwolić, nie wiedząc, czy ulegnie przemianie, czy raczej tylko umrze.
Wyszczególniłem obraz kokonu. Zaproponowałem w tej sytuacji eksperyment - czasem nie jest potrzebne, by zagłębiać się w detale, tylko przejść od razu do jasnej i silnej metafory, jaką klient nam przedstawił. W tym przypadku jasną metaforą była metafora przemiany, bezpośrednio odpowiednia do terapii i taka, która zawiera zarówno chęć przemiany, jak i strach przed nią. Eksperyment Gestalt postuluje również 'bezpieczną pomoc', więc to zbalansowanie, do którego zawsze dążymy - pomagając klientowi posunąć się naprzód w stronę jego pragnienia ożywienia, tym samym znajdując sposób na to, by próbowanie czegoś nowego było odpowiednio bezpieczne.
Zaprosiłem więc kilka osób z grupy by zgromadzili się wokół w formie kokonu. Od razu zaczęła intensywniej płakać, a potem osunęła się na ziemię. Wskazałem wszystkim, by usiedli wokół niej. Powiedziałem jej, by nie wycofywała się wgłąb siebie, lecz by zachowała kontakt wzrokowy. W przeciwnym razie mogłaby się cofnąć, schować się w swoim świecie i wyjść poza relację. W takiej sytuacji emocje po prostu krążą w niewłaściwy sposób.
Tak też zrobiła, spojrzała na jedną z kobiet i powiedziała 'nie lubię cię'. Jednak ewiedentnie nie było to kierowane do kobiety - przypominała jej matkę. Poprosiłem więc, by mówiła do niej bezpośrednio, cokolwiek chciałaby jej powiedzieć.
"Dlaczego mnie porzuciłaś?' spytała. W Gestalt uważamy, że pytania nie są pomocne i prosimy, by klienci zamieniali je na stwierdzenia.
Wyszło z tego stwierdzenie - jej ból o byciu porzuconą jako dziecko przez jej matkę. Ponownie, nie potrzebowałem znać żadnej historii czy detali do pracy. Znajdowała się w procesie i to mi wystarczyło.
Musiałem wspierać ją, by pozostawała obecna, utrzymywała kontakt wzrokowy, oddychała w pełni. Emocje wezbrały, zarówno jej, jak i jej 'matki'.
Wsparcie kręgu było ważne, ponieważ dało jej wrażenie bycia przetrzymywania w miejscu, w które wewnętrznie było nieuporządkowane.
W końcu poczuła się bardzo zmęczona i chciała się położyć na ziemi.
Poprosiłem ją, by położyła się na łonie osoby, która odgrywała jej matkę i pozwoliła sobie zasnąć.
Kiedy obudziła się 10 minut później, czuła się jak nowo narodzona, z poczuciem ciepła i połączenia w jej sercu, w którym poprzednio istniała tylko pustka i ból.
Wyszczególniłem obraz kokonu. Zaproponowałem w tej sytuacji eksperyment - czasem nie jest potrzebne, by zagłębiać się w detale, tylko przejść od razu do jasnej i silnej metafory, jaką klient nam przedstawił. W tym przypadku jasną metaforą była metafora przemiany, bezpośrednio odpowiednia do terapii i taka, która zawiera zarówno chęć przemiany, jak i strach przed nią. Eksperyment Gestalt postuluje również 'bezpieczną pomoc', więc to zbalansowanie, do którego zawsze dążymy - pomagając klientowi posunąć się naprzód w stronę jego pragnienia ożywienia, tym samym znajdując sposób na to, by próbowanie czegoś nowego było odpowiednio bezpieczne.
Zaprosiłem więc kilka osób z grupy by zgromadzili się wokół w formie kokonu. Od razu zaczęła intensywniej płakać, a potem osunęła się na ziemię. Wskazałem wszystkim, by usiedli wokół niej. Powiedziałem jej, by nie wycofywała się wgłąb siebie, lecz by zachowała kontakt wzrokowy. W przeciwnym razie mogłaby się cofnąć, schować się w swoim świecie i wyjść poza relację. W takiej sytuacji emocje po prostu krążą w niewłaściwy sposób.
Tak też zrobiła, spojrzała na jedną z kobiet i powiedziała 'nie lubię cię'. Jednak ewiedentnie nie było to kierowane do kobiety - przypominała jej matkę. Poprosiłem więc, by mówiła do niej bezpośrednio, cokolwiek chciałaby jej powiedzieć.
"Dlaczego mnie porzuciłaś?' spytała. W Gestalt uważamy, że pytania nie są pomocne i prosimy, by klienci zamieniali je na stwierdzenia.
Wyszło z tego stwierdzenie - jej ból o byciu porzuconą jako dziecko przez jej matkę. Ponownie, nie potrzebowałem znać żadnej historii czy detali do pracy. Znajdowała się w procesie i to mi wystarczyło.
Musiałem wspierać ją, by pozostawała obecna, utrzymywała kontakt wzrokowy, oddychała w pełni. Emocje wezbrały, zarówno jej, jak i jej 'matki'.
Wsparcie kręgu było ważne, ponieważ dało jej wrażenie bycia przetrzymywania w miejscu, w które wewnętrznie było nieuporządkowane.
W końcu poczuła się bardzo zmęczona i chciała się położyć na ziemi.
Poprosiłem ją, by położyła się na łonie osoby, która odgrywała jej matkę i pozwoliła sobie zasnąć.
Kiedy obudziła się 10 minut później, czuła się jak nowo narodzona, z poczuciem ciepła i połączenia w jej sercu, w którym poprzednio istniała tylko pustka i ból.
Monday, 2 February 2015
Case #43 - Toksyczny głos matki
Theresa porzuciła bezpieczną pracę, by założyć własną firmę. "Dla wyzwania" powiedziała.
Jednak doświadczyła z tego powodu wielkiego niepokoju - z wyjątkiem, gdy coś spisane było na porażkę. Kiedy spotykała się z sukcesem, czuła się niepewna, aż do momentu, gdy nie była go zupełnie pewna. Lęk ten znajdował również odbicie w jej życiu osobistym.
Nie rozumiała skąd pochodził, ani co może z na niego poradzić.
Wydawało mi się, że to coś, co ma związek z kontrolą - potrzeba bycia pod kontrolą, by rzeczy toczyły się w określony sposób. Spytałem ją o kontekst jej pola. Udało nam się ustalić, że jej matka bardzo lubiła kontrolować.
Kiedy o tym rozmawialiśmy, dostała bólu głowy. Stało się dla mnie jasne, że jej matka znajdowała się 'w jej głowie'. Poprosiłem ją, by zwięła swoją matkę 'na dywanik' i porozmawiała z nią. To klasyczny eksperymen Gestalt - podejmowanie intrapsychicznych dialogów i uczynić je jasnymi.
Poprosiłem ją, by powiedziała coś do matki, a potem dokonała psychicznej zamiany - znalazła się w miejscu 'matki' i dała odpowiedź.
Byłem raczej zszokowany tym, co powiedziała jej matka. Bardzo zawstydzające, a nawet gorzej - na przykład mówiąc Theresie, że jest 'brzydka', w przeciwieństwie do jej pięknej siostry; mówiąc, że jest złą osobą; mówiąc, że ona (matka) tak naprawdę nie chciała mieć dzieci, był to dla niej obowiązek i tak czy owak chciała mieć chłopca.
To nie tylko kiepskie wychowanie. Zasługuje to raczej na miano "toksycznego matkowania". To coś, co nie podlega dialogowi.
Zasugerowałem, by matka przestała mówić do Theresy i to ja przeprowadzę z nią 'wywiad', starając się dowiedzieć o niej czegoś więcej.
Tak też zrobiłem... i matka udzieliła wielu interesujących odpowiedzi, potwierdzając powyższą 'diagnozę'. Uważała Theresę za obciążenie i była zainteresowana tylko tym, jak jej dzieci mogłyby poprawić to, jak jest postrzegana. Theresa osiągnęła teraz finansowy sukces, więc na pewno dobrze to dla niej wyglądało, więc nie irytowała jej już tak bardzo.
Teraz...można by powiedzieć, że to wszystko jest projekcją Theresy. Jednak stwierdzenia użyte przez matkę do Theresy w tym dialogu były faktycznymi słowami, których używała.
Podstawą jest, by nie patologizować matki - na pewno miała swoje problemy. Jasnym jest jednak, że takie poniżanie własnych dzieci musi być toksyczne...i produkować brak pewności siebie, który powodował jej stany lękowe.
Poprosiłem ją więc, by porozmawiała z matką, tym razem jasno wyznaczając granice. Zaczęła prosić 'proszę, nie...'. Przerwałem jej...jako, że to wciąż polegało na zrobieniu czegoś przez matkę, która wydawała się nie być skłonna do rozmowy.
Poprosiłem ją, by sformułowała ponownie myśli tak, by pochodziły od niej... 'nie zaakceptuję...'. To pozwoliło na ustalenie jasnych granic - coś, co jest ważną częścią w Gestalt.
Wypowiadzenie kilku takich stwierdzeń było bardzo potężne. Potrzebowała pomocy przy ich formułowaniu. Zaraz po tym poczuła się bardziej osadzona i jaśniej w tym, że potrzebowała powstrzymać matczyny głos w jej głowie, by odzyskać pewność siebie.
Potrzebowaliśmy do tego użycia klasycznego eksperymentu Gestalt, sprowadzając dialog, który utknął wewnętrz - na zewnątrz, a potem zapewniając niezbędne wsparcie, by ruszyć z miejsca.
Jednak doświadczyła z tego powodu wielkiego niepokoju - z wyjątkiem, gdy coś spisane było na porażkę. Kiedy spotykała się z sukcesem, czuła się niepewna, aż do momentu, gdy nie była go zupełnie pewna. Lęk ten znajdował również odbicie w jej życiu osobistym.
Nie rozumiała skąd pochodził, ani co może z na niego poradzić.
Wydawało mi się, że to coś, co ma związek z kontrolą - potrzeba bycia pod kontrolą, by rzeczy toczyły się w określony sposób. Spytałem ją o kontekst jej pola. Udało nam się ustalić, że jej matka bardzo lubiła kontrolować.
Kiedy o tym rozmawialiśmy, dostała bólu głowy. Stało się dla mnie jasne, że jej matka znajdowała się 'w jej głowie'. Poprosiłem ją, by zwięła swoją matkę 'na dywanik' i porozmawiała z nią. To klasyczny eksperymen Gestalt - podejmowanie intrapsychicznych dialogów i uczynić je jasnymi.
Poprosiłem ją, by powiedziała coś do matki, a potem dokonała psychicznej zamiany - znalazła się w miejscu 'matki' i dała odpowiedź.
Byłem raczej zszokowany tym, co powiedziała jej matka. Bardzo zawstydzające, a nawet gorzej - na przykład mówiąc Theresie, że jest 'brzydka', w przeciwieństwie do jej pięknej siostry; mówiąc, że jest złą osobą; mówiąc, że ona (matka) tak naprawdę nie chciała mieć dzieci, był to dla niej obowiązek i tak czy owak chciała mieć chłopca.
To nie tylko kiepskie wychowanie. Zasługuje to raczej na miano "toksycznego matkowania". To coś, co nie podlega dialogowi.
Zasugerowałem, by matka przestała mówić do Theresy i to ja przeprowadzę z nią 'wywiad', starając się dowiedzieć o niej czegoś więcej.
Tak też zrobiłem... i matka udzieliła wielu interesujących odpowiedzi, potwierdzając powyższą 'diagnozę'. Uważała Theresę za obciążenie i była zainteresowana tylko tym, jak jej dzieci mogłyby poprawić to, jak jest postrzegana. Theresa osiągnęła teraz finansowy sukces, więc na pewno dobrze to dla niej wyglądało, więc nie irytowała jej już tak bardzo.
Teraz...można by powiedzieć, że to wszystko jest projekcją Theresy. Jednak stwierdzenia użyte przez matkę do Theresy w tym dialogu były faktycznymi słowami, których używała.
Podstawą jest, by nie patologizować matki - na pewno miała swoje problemy. Jasnym jest jednak, że takie poniżanie własnych dzieci musi być toksyczne...i produkować brak pewności siebie, który powodował jej stany lękowe.
Poprosiłem ją więc, by porozmawiała z matką, tym razem jasno wyznaczając granice. Zaczęła prosić 'proszę, nie...'. Przerwałem jej...jako, że to wciąż polegało na zrobieniu czegoś przez matkę, która wydawała się nie być skłonna do rozmowy.
Poprosiłem ją, by sformułowała ponownie myśli tak, by pochodziły od niej... 'nie zaakceptuję...'. To pozwoliło na ustalenie jasnych granic - coś, co jest ważną częścią w Gestalt.
Wypowiadzenie kilku takich stwierdzeń było bardzo potężne. Potrzebowała pomocy przy ich formułowaniu. Zaraz po tym poczuła się bardziej osadzona i jaśniej w tym, że potrzebowała powstrzymać matczyny głos w jej głowie, by odzyskać pewność siebie.
Potrzebowaliśmy do tego użycia klasycznego eksperymentu Gestalt, sprowadzając dialog, który utknął wewnętrz - na zewnątrz, a potem zapewniając niezbędne wsparcie, by ruszyć z miejsca.
Tuesday, 20 January 2015
Case #42 - Bezpieczny i niebezpieczny

Yasmin rozwiodła się niedawno. Mówiła o tym, że chce dojrzeć i bardziej odseparować się od swych rodziców. Miała w oczach mnóstwo emocji, które zauważyłem, włacznie z różnymi innymi rzeczami - kolorową chustą, koralikami wokół jej szyi.
Powiedziała - 'czuje się przy tobie bezpieczna'. Opowiedziałem - 'w pewnym sensie to projekcja, ponieważ jestem tylko sobą - łagodny w wielu względach i do pewnego stopnia jestem skłonny za tobą tęsknić i przez to nie być już tak łagodny'. Było dla niej trudne usłyszeć to, przypomniało jej to problemy z jej ojcem i jej potrzebą jasnego postawienia mu granic, gdy czuła się zmieszana i niepewna.
Powiedziała, że było jej miło być przeze mnie zauważoną...i było to coś, czego potrzebowała. Powiedziała o jej trudności w byciu widzianą jako niezależną jednostkę przez jej rodziców i jej przeszłych konfliktach z nimi, gdy chodziło o kochaną warunkowo - tylko, jako grzeczną dziewczynkę.
Kiedy z nią usiadłem, wyraziłem zrozumienie nad jej dziecięcą jaźnią, z jej potrzebami akceptacji, pochwały i troski; jednocześnie, jej dorosła jaźń, chcąca i potrzebująca dyferencjacji, będąca jej własną osobą, szukająca swojego miejsca, by móc jasno określić swoje granice.
Było to dla niej dogłębnie poruszające, być zauważoną w tych miejscach, w miejscach, w których jednocześnie tkwiła. Była to jedna z tych chwil 'ja-ty'. Powiedziałem jak, w miejscach, w których czułem się przestronnie, stabilnie i obecnie, mógłbym w istocie stworzyć dla niej warunki bezpieczeństwa, by mogła zarówno być trzymana/wspierana/pielęgnowana, jak również uwolniona - zachęcona do stawienia czoła swojemu życiu, gdzie moglibyśmy się spotkać na równi z sobą.
Oddziałało to na nią na wielu płaszczyznach. Przemówiłem do niej jako dorosły, rozpoznając między nami zarówno granice, jak i połączenie, będąc obydwie poszukiwaczami. Potem zachęciłem ją, by mówiła z pozycji dziecka, nazwała to, czego ode mnie chce.
Powiedziała, że to, czego chciała od jej ojca to przyznanie, że była dla niego ważna. Powiedziałem, że jestem szczęśliwy, że mogę wcielić się jej 'ojca' - sam miałem dorosłą córkę...i mogłem z tego miejsca do niej przemówić. Powiedziałem więc do niej, jako jej 'ojciec', że jest dla mnie bardzo cenna.
Potem poprosiła, bym powiedział, że jest kochana bez względu na wszystko. Powtórzyłem to, stwierdzając, że pomimo tego, że mogę nie zgadzać się z jej wyborami lub nawet nie lubić określonych jej cech, to jednak funtamentalne miejsce w mojej rodzinie była miłość.
W ten sposób mogłem odpowiedzieć na jej dogłębną potrzebę, którą tutaj odczuwała. W naturze procesu terapeutycznego właściwie nie byłem jej ojcem, lecz wpływ na nią pozostał niemal ten sam.
Był to owoc ustanowienia silnego i głęboko relacyjnego miejsca w terapeutycznym procesie, który później pozwolił takim stwierdzeniom mieć przekształcający charakter.
Czuła się bardziej pełna i w stanie połączyć zarówno jej dorosłą, jak i dziecięcą część niej samej.
Powiedziała - 'czuje się przy tobie bezpieczna'. Opowiedziałem - 'w pewnym sensie to projekcja, ponieważ jestem tylko sobą - łagodny w wielu względach i do pewnego stopnia jestem skłonny za tobą tęsknić i przez to nie być już tak łagodny'. Było dla niej trudne usłyszeć to, przypomniało jej to problemy z jej ojcem i jej potrzebą jasnego postawienia mu granic, gdy czuła się zmieszana i niepewna.
Powiedziała, że było jej miło być przeze mnie zauważoną...i było to coś, czego potrzebowała. Powiedziała o jej trudności w byciu widzianą jako niezależną jednostkę przez jej rodziców i jej przeszłych konfliktach z nimi, gdy chodziło o kochaną warunkowo - tylko, jako grzeczną dziewczynkę.
Kiedy z nią usiadłem, wyraziłem zrozumienie nad jej dziecięcą jaźnią, z jej potrzebami akceptacji, pochwały i troski; jednocześnie, jej dorosła jaźń, chcąca i potrzebująca dyferencjacji, będąca jej własną osobą, szukająca swojego miejsca, by móc jasno określić swoje granice.
Było to dla niej dogłębnie poruszające, być zauważoną w tych miejscach, w miejscach, w których jednocześnie tkwiła. Była to jedna z tych chwil 'ja-ty'. Powiedziałem jak, w miejscach, w których czułem się przestronnie, stabilnie i obecnie, mógłbym w istocie stworzyć dla niej warunki bezpieczeństwa, by mogła zarówno być trzymana/wspierana/pielęgnowana, jak również uwolniona - zachęcona do stawienia czoła swojemu życiu, gdzie moglibyśmy się spotkać na równi z sobą.
Oddziałało to na nią na wielu płaszczyznach. Przemówiłem do niej jako dorosły, rozpoznając między nami zarówno granice, jak i połączenie, będąc obydwie poszukiwaczami. Potem zachęciłem ją, by mówiła z pozycji dziecka, nazwała to, czego ode mnie chce.
Powiedziała, że to, czego chciała od jej ojca to przyznanie, że była dla niego ważna. Powiedziałem, że jestem szczęśliwy, że mogę wcielić się jej 'ojca' - sam miałem dorosłą córkę...i mogłem z tego miejsca do niej przemówić. Powiedziałem więc do niej, jako jej 'ojciec', że jest dla mnie bardzo cenna.
Potem poprosiła, bym powiedział, że jest kochana bez względu na wszystko. Powtórzyłem to, stwierdzając, że pomimo tego, że mogę nie zgadzać się z jej wyborami lub nawet nie lubić określonych jej cech, to jednak funtamentalne miejsce w mojej rodzinie była miłość.
W ten sposób mogłem odpowiedzieć na jej dogłębną potrzebę, którą tutaj odczuwała. W naturze procesu terapeutycznego właściwie nie byłem jej ojcem, lecz wpływ na nią pozostał niemal ten sam.
Był to owoc ustanowienia silnego i głęboko relacyjnego miejsca w terapeutycznym procesie, który później pozwolił takim stwierdzeniom mieć przekształcający charakter.
Czuła się bardziej pełna i w stanie połączyć zarówno jej dorosłą, jak i dziecięcą część niej samej.
Tuesday, 13 January 2015
Case #41 - Przeszkadzający klient

Francis kaszlała w sposób, który naprawdę mnie irytował.Przyszła popracować, podniosłem to - powiedziałem 'cóż, z pewnością przykułaś moją uwagę do tego kaszlu'. Powiedziała 'tak, zwykła przeszkadzać nim ludziom'. Odpowiedziałem 'cóż, faktycznie rozpraszasz mnie swoim kaszlem.'
Zbadaliśmy 'niepokojenie/przeszkadzanie'. Wyjaśniłem, że istnieją również pozytywne sposoby niepokojenia ludzi - na przykład komicy to robią. Albo rewolucjoniści. Albo ludzie, którzy przeszkadzają w status quo w grupie - oni również są potrzebni. Chciałem zobrazować 'przeszkadzanie' w inny sposób, poszerzyć jej poczucie dostępnych wyborów.
Zachęciłem ją, by 'poprzeszkadzała' kilku ludziom z grupy. W zabawny sposób uszczypnęła jednej osobie policzki a potem nazdepnęła komuś na stopę.
Były to lekkie i zabawne działania, które spontanicznie wykonała i które natychmiastowo dały jej sens poczucia 'przeszkadzania' w odmienny sposób.
Spytałem o jej kontekst - kto zwykł przeszkadzać w rodzinie. Powiedziała, że właśnie dowiedziała się, że jej matka ma aktualnie romans. Kiedy dowiedziałem się więcej, jej ojciec również miewał romanse od lat.
Było to dla niej na pewno niepokojące, jednak nie chciałem zbytnio zagłębiać się w to, co robią jej rodzice. Powiedziała, że czuje się winna...jako, że po części romans jej matki był jej winą, ponieważ wyprowadziła się z domu. Powiedziałem, 'cóż, nie do Ciebie należy ponoszenie odpowiedzialności za działania matki'.
Chciałem sprowadzić skupienie z powrotem na nią. Powiedziałem więc, 'spoglądasz na mnie z intensywnym skupieniem - masz teraz moją uwagę'. Powiedziała, że czegoś jej brakowało, gdy dorastała - jej rodzice byli zajęci swoimi problemami do tego stopnia, że nigdy nie otrzymała od nich należytej uwagi. Kiedy ją otrzymywała, była zwykle reaktywna. Powiedziała o pragnieniu otrzymania miłości, nie krytyki. Zauważyłem, że dla dzieci negatywna uwaga jest lepsza, niż jej brak...robiąc to przyznałem rację wyborowi w miejscu, gdzie była 'przeszkadzające' w jej dorosłym życiu, by uzyskać atencję, nawet jeśli ta atencja nie była miła.
Poprosiłem ją, by odnotowała w teraźniejszości jak to jest czuć moją uwagę i uwagę grupy. Zauważyła niewielkie zmiany w uwadze grupy - kilka osób było rozkojarzonych. Zauważyłem, jak bardzo wyczulona jest na dynamikę uwagi grupy.
Powiedziałem więc, 'ok, chciałbym, byś była naprawdę obecna z uwagą, jaką Ci teraz daję'. Siedzieliśmy przez chwilę. Zauważyłem, że czuję się bardzo płasko...zwykle rzeczy zdarzają mi się, pomysłowe eksperymenty, wglądy, świadomość. Z nią czułem się kompletnie płasko, jak na pustrzej przestrzeni.
Oznajmiłem to więc, odpowiedziała, że tak, miała to wsparcie od jej męża i inny... i również czuła się płasko.
Zaakceptowałem tę współdzieloną przestrzeń, w momencie 'ja-ty'. Często takie chwile bliskości i kontaktu rozumiane są jako pełne uczuć. Jednak tutaj współdzielenie było rodzajem radzenia sobie. Powiedziałem, 'to trudne dla mnie, jakbym stracił całą swoją kreatywność, nie przywykłem do tego'. Jej twarz rozbłysła - jakby lubyła słowo kreatywność.
Powiedziała, 'Chcę ci zrobić coś przeszkadzającego i odważnego'. Zachęciłem ją, by spróbowała. Pocałowała mnie w policzek. Powiedziałem "o! nieco koloru w tym nudnym krajobrazie!'
Był to moment jasnego kontaktu, w kontekście chwili głębokiego współdzielenia. W rezultacie nastąpiła w niej głęboka zmiana, coś się w niej uwolniło.
Był to zysk z nieliniowego procesu podążania za rytmem świadomości, który pojawiła się między nami - temat uwagi i przeszkadzania. W Gestalt nie skupiamy się raczej na liniowości czy celowości działania, bardziej na płynięciu niczym rzeka, poruszaniu się z prądem, wnikając w fenonenologię klienta i zauważając swoje własne odpowiedzi. Końcowym efektem jest integracja lub coś, co możemy nazwać ucieleśnionym wglądem (embodied insight).
Zbadaliśmy 'niepokojenie/przeszkadzanie'. Wyjaśniłem, że istnieją również pozytywne sposoby niepokojenia ludzi - na przykład komicy to robią. Albo rewolucjoniści. Albo ludzie, którzy przeszkadzają w status quo w grupie - oni również są potrzebni. Chciałem zobrazować 'przeszkadzanie' w inny sposób, poszerzyć jej poczucie dostępnych wyborów.
Zachęciłem ją, by 'poprzeszkadzała' kilku ludziom z grupy. W zabawny sposób uszczypnęła jednej osobie policzki a potem nazdepnęła komuś na stopę.
Były to lekkie i zabawne działania, które spontanicznie wykonała i które natychmiastowo dały jej sens poczucia 'przeszkadzania' w odmienny sposób.
Spytałem o jej kontekst - kto zwykł przeszkadzać w rodzinie. Powiedziała, że właśnie dowiedziała się, że jej matka ma aktualnie romans. Kiedy dowiedziałem się więcej, jej ojciec również miewał romanse od lat.
Było to dla niej na pewno niepokojące, jednak nie chciałem zbytnio zagłębiać się w to, co robią jej rodzice. Powiedziała, że czuje się winna...jako, że po części romans jej matki był jej winą, ponieważ wyprowadziła się z domu. Powiedziałem, 'cóż, nie do Ciebie należy ponoszenie odpowiedzialności za działania matki'.
Chciałem sprowadzić skupienie z powrotem na nią. Powiedziałem więc, 'spoglądasz na mnie z intensywnym skupieniem - masz teraz moją uwagę'. Powiedziała, że czegoś jej brakowało, gdy dorastała - jej rodzice byli zajęci swoimi problemami do tego stopnia, że nigdy nie otrzymała od nich należytej uwagi. Kiedy ją otrzymywała, była zwykle reaktywna. Powiedziała o pragnieniu otrzymania miłości, nie krytyki. Zauważyłem, że dla dzieci negatywna uwaga jest lepsza, niż jej brak...robiąc to przyznałem rację wyborowi w miejscu, gdzie była 'przeszkadzające' w jej dorosłym życiu, by uzyskać atencję, nawet jeśli ta atencja nie była miła.
Poprosiłem ją, by odnotowała w teraźniejszości jak to jest czuć moją uwagę i uwagę grupy. Zauważyła niewielkie zmiany w uwadze grupy - kilka osób było rozkojarzonych. Zauważyłem, jak bardzo wyczulona jest na dynamikę uwagi grupy.
Powiedziałem więc, 'ok, chciałbym, byś była naprawdę obecna z uwagą, jaką Ci teraz daję'. Siedzieliśmy przez chwilę. Zauważyłem, że czuję się bardzo płasko...zwykle rzeczy zdarzają mi się, pomysłowe eksperymenty, wglądy, świadomość. Z nią czułem się kompletnie płasko, jak na pustrzej przestrzeni.
Oznajmiłem to więc, odpowiedziała, że tak, miała to wsparcie od jej męża i inny... i również czuła się płasko.
Zaakceptowałem tę współdzieloną przestrzeń, w momencie 'ja-ty'. Często takie chwile bliskości i kontaktu rozumiane są jako pełne uczuć. Jednak tutaj współdzielenie było rodzajem radzenia sobie. Powiedziałem, 'to trudne dla mnie, jakbym stracił całą swoją kreatywność, nie przywykłem do tego'. Jej twarz rozbłysła - jakby lubyła słowo kreatywność.
Powiedziała, 'Chcę ci zrobić coś przeszkadzającego i odważnego'. Zachęciłem ją, by spróbowała. Pocałowała mnie w policzek. Powiedziałem "o! nieco koloru w tym nudnym krajobrazie!'
Był to moment jasnego kontaktu, w kontekście chwili głębokiego współdzielenia. W rezultacie nastąpiła w niej głęboka zmiana, coś się w niej uwolniło.
Był to zysk z nieliniowego procesu podążania za rytmem świadomości, który pojawiła się między nami - temat uwagi i przeszkadzania. W Gestalt nie skupiamy się raczej na liniowości czy celowości działania, bardziej na płynięciu niczym rzeka, poruszaniu się z prądem, wnikając w fenonenologię klienta i zauważając swoje własne odpowiedzi. Końcowym efektem jest integracja lub coś, co możemy nazwać ucieleśnionym wglądem (embodied insight).
Monday, 5 January 2015
Case #40 - Potrzeba wsparcia, potrzeba niezależności

Marta miała łzy w oczach i przygryzała swoją wargę. Zobserwowałem to, na co ona powiedziała, że starała się powstrzymać swoje emocje. Poprosiłem ją, by wzięła głęboki wdech i była obecna... po tym łzy popłynęły jeszcze mocniej.
Opowiedziała swoją historię, długą, bolesną historię, której towarzyszyło mnóstwo łez. Jej ojciec pracował w innym mieście. Jej matka, siostra i ona przeniosły się do małego miasteczka, kiedy on był z dala i musieli zostać rodzicami jej matki. Jednak dziadek wszystkich terroryzował... jeśli dzieci za bardzo hałasowały, groził, że wyrzuci je z domu i zdarzyło się, że wyniósł ich walizki z domu. Wcześniej jej siostra żyła już z dziadkami i kiedykolwiek ona i jej matka przychodziły z wizytą, dziadkowie wiedzieli jakiś problem z Martą i nastawiali ją przeciwko jej siostrze.
W końcu jej matka wyprowadziła się z domu do jej własnego miejsca. Była piękną kobiet i często zdarzało się, że mężczyźni ze sklepu, w którym pracowała przychodzili ją odwiedzić. Zwykle ich odsyłała, jednak pewnego razu wpuściła jednego z nich i tak zaczął się jej romans. Marta zawsze bała się, gdy przychodził do ich domu.
Kiedy romans wyszedł na jaw, jej matka doświadczyła wielkiego wstydu przed jej lokalną społecznością. Marta zaś musiała się wstydzić przed dziećmi w szkole. Potem wrócił jej ojciec, dziadkowie zaś pobili jej matkę... kolejne traumy zaczęły narastać.
Opowieść ta pełna była bólu i cierpienia. Podczas jej opowiadania, sięgnęła po moją dłoń i ściskała ją mocno. Siedzieliśmy tak, podczas gdy ona uzewnętrzniała się.
W psychoterapii mamy kilka różnych rodzajów opowieści. Niektóre są stare, umarłe, powtarzające się, służące jedynie pogłębianiu bezsilności i być może uzyskaniu sympatii. Opowieści te powinny zostać sprowadzone do teraźniejszości, rozbudzone przez ucieleśniające eksperymenty i przepuszczone przez filt emocji.
Jednak ta historia była żywa, tkwiła w niej, pragnąca zostać opowiedzianą od 30 lat i przy odpowiednich okolicznościach sama wypłynęła, uwolniła się, zintegrowała się w trakcie.
Kiedy się uspokoiła, puściłem jej rękę, stojąc tuż obok niej.
Marta powiedziała, że w trakcie jej podróży zawsze było światło. Intymność, którą dzieliła z jej matką i siostrą, nawet jeśli miały jedynie chleb i fasolę do jedzenia. I chłopcy, których miała, szczególnie pierwszy, który był bardzo kochający i wspierający podczas wszystkich jej rodzinnych problemów.
Wsparcie to otrzymywała dalej od jej męża, z którym była blisko i z którym łączył ją bardzo długi związek. Wszystko w porządku. Z wyłączeniem tego, że po 20 latach, z jej dorosłymi dziećmi, nie była już dłużej rozkochana w miejscu pracy, które było jej schronieniem, od czasu jej pierwszych bolesnych rodzinnych doświadczeń.
Szukała nowego kierunku do rozwoju osobistego i do zmiany drogi kariery. Jednak jej mąż wciąż trzymał ją za rękę, był przy niej. Ich związek działał, dlatego, że otrzymywała wsparcie, które on jej dawał. Jednak teraz potrzebowała niezależności, a on wciąż ją trzymał.
Przedstawiłem jej zależność między tym a sesją. Potrzebowała mnie podczas pokonywania jej traumy. Jednak na końcu mogłem puścić jej dłoń i potrzebowała mnie tylko obok, nie musiałem już jej trzymać.
Zarysowałem jej rodzaj stwierdzenia, które mogła wygłosić jej mężowi, pomagając mu zrozumieć i uporać się z faktem, że potrzebowała podejść do świata bardziej niezależnie i być może pomóc mu z jego niepewnością co do tego. W zamian za to, że dawał jej wsparcie, potrzebowała teraz - by czuł się dobrze z jej zmianą.
Kiedy przybyła tutaj na sesję, była w stanie zobaczyć jej postęp w dojrzewaniu i dyferencjacji, radząc sobie ze zmieniającą się dynamiką w jej związku i jej pozycją w życiu.
Opowiedziała swoją historię, długą, bolesną historię, której towarzyszyło mnóstwo łez. Jej ojciec pracował w innym mieście. Jej matka, siostra i ona przeniosły się do małego miasteczka, kiedy on był z dala i musieli zostać rodzicami jej matki. Jednak dziadek wszystkich terroryzował... jeśli dzieci za bardzo hałasowały, groził, że wyrzuci je z domu i zdarzyło się, że wyniósł ich walizki z domu. Wcześniej jej siostra żyła już z dziadkami i kiedykolwiek ona i jej matka przychodziły z wizytą, dziadkowie wiedzieli jakiś problem z Martą i nastawiali ją przeciwko jej siostrze.
W końcu jej matka wyprowadziła się z domu do jej własnego miejsca. Była piękną kobiet i często zdarzało się, że mężczyźni ze sklepu, w którym pracowała przychodzili ją odwiedzić. Zwykle ich odsyłała, jednak pewnego razu wpuściła jednego z nich i tak zaczął się jej romans. Marta zawsze bała się, gdy przychodził do ich domu.
Kiedy romans wyszedł na jaw, jej matka doświadczyła wielkiego wstydu przed jej lokalną społecznością. Marta zaś musiała się wstydzić przed dziećmi w szkole. Potem wrócił jej ojciec, dziadkowie zaś pobili jej matkę... kolejne traumy zaczęły narastać.
Opowieść ta pełna była bólu i cierpienia. Podczas jej opowiadania, sięgnęła po moją dłoń i ściskała ją mocno. Siedzieliśmy tak, podczas gdy ona uzewnętrzniała się.
W psychoterapii mamy kilka różnych rodzajów opowieści. Niektóre są stare, umarłe, powtarzające się, służące jedynie pogłębianiu bezsilności i być może uzyskaniu sympatii. Opowieści te powinny zostać sprowadzone do teraźniejszości, rozbudzone przez ucieleśniające eksperymenty i przepuszczone przez filt emocji.
Jednak ta historia była żywa, tkwiła w niej, pragnąca zostać opowiedzianą od 30 lat i przy odpowiednich okolicznościach sama wypłynęła, uwolniła się, zintegrowała się w trakcie.
Kiedy się uspokoiła, puściłem jej rękę, stojąc tuż obok niej.
Marta powiedziała, że w trakcie jej podróży zawsze było światło. Intymność, którą dzieliła z jej matką i siostrą, nawet jeśli miały jedynie chleb i fasolę do jedzenia. I chłopcy, których miała, szczególnie pierwszy, który był bardzo kochający i wspierający podczas wszystkich jej rodzinnych problemów.
Wsparcie to otrzymywała dalej od jej męża, z którym była blisko i z którym łączył ją bardzo długi związek. Wszystko w porządku. Z wyłączeniem tego, że po 20 latach, z jej dorosłymi dziećmi, nie była już dłużej rozkochana w miejscu pracy, które było jej schronieniem, od czasu jej pierwszych bolesnych rodzinnych doświadczeń.
Szukała nowego kierunku do rozwoju osobistego i do zmiany drogi kariery. Jednak jej mąż wciąż trzymał ją za rękę, był przy niej. Ich związek działał, dlatego, że otrzymywała wsparcie, które on jej dawał. Jednak teraz potrzebowała niezależności, a on wciąż ją trzymał.
Przedstawiłem jej zależność między tym a sesją. Potrzebowała mnie podczas pokonywania jej traumy. Jednak na końcu mogłem puścić jej dłoń i potrzebowała mnie tylko obok, nie musiałem już jej trzymać.
Zarysowałem jej rodzaj stwierdzenia, które mogła wygłosić jej mężowi, pomagając mu zrozumieć i uporać się z faktem, że potrzebowała podejść do świata bardziej niezależnie i być może pomóc mu z jego niepewnością co do tego. W zamian za to, że dawał jej wsparcie, potrzebowała teraz - by czuł się dobrze z jej zmianą.
Kiedy przybyła tutaj na sesję, była w stanie zobaczyć jej postęp w dojrzewaniu i dyferencjacji, radząc sobie ze zmieniającą się dynamiką w jej związku i jej pozycją w życiu.
Wednesday, 24 December 2014
Case #39 - Silna florystka
Kiedy poprosiłem o ochotników, Fran wyskoczyła pierwsza. Odnotowałem, że wcześnie byłą pierwszą do zadawania pytań.
Raczej niż zadawanie jej pytań, zacząłem od punktu wspólnego, który z nią miałem - rzeczy, które rozpoznałem i moja odpowiedź do tych aspektów mojego doświadczenia jej.
Powiedziała, że często była pierwsza do bycia ochotnikiem i podzieliłem się tym, że ja również. To od razu zbudowało wspólny grunt między nami. Spytałem jaką pracę wykonywała - florystki, jednak powiedziała, że chciałaby otworzyć swoją kwiaciarnię i była determinowana, by osiągnąć ten sukces. Widziałem, że była błyskotliwą, pewną siebie młodą kobietą i powiedziałem jej to, kiedy słuchałem sposóbu, w jaki dzieliła się swoimi planami, wierzyłem jej.
Ponownie, to budowanie relacyjnego gruntu i rozpoznawanie, co na nim stoi.
Spytałem o jej ulubiony kwiat (by znaleźć, co było dla niej symboliczne). Odpowiedziała, że słonecznik. Odpowiedziałem, jak bardzo je lubię i co w nich lubię. Powiedziała, że lubi w nich wiele rzeczy - że są pogodne, jaskrawe, silne, wysokie...
Położyła nacisk na słowo 'silne', spytałem więc o sposoby, w który doświadcza siebie jako silnej. Wyjaśniła, że naprawdę jest silna i była zadowolona z tej cechy, czuła jednak, że kiedy wpada w złość, potrafi być destruktywna.
Zaprosiłem ją zatem do swojego rodzaju 'terapeutycznego wrestlingu', w którym staliśmy naprzeciw siebie i przepychaliśmy się na dłonie. Było to zabawne i pozwoliło jej poczuć pełną moc jej agresji w bezpieczny, zabawny i kontaktowy sposób. Eksperyment pokazał jej, że jej złość i agresja mogą być pozytywne, nie tylko negatywne. To zbudowały między nami jeszcze więcej pola do działania.
Zauważyłem, że silne kobiety nie zawsze są cenione w społeczeństwie, nazywając potencjalne wskaźniki kontekstualne, by zobaczyć, jak to na nią działa. Powiedziała, że czasem myśli, że jest zbyt silna i przytłacza ludzi. Poprosiłem o przykład, opowiedziała o taksówkarzu, który nie chciał użyć licznika i na którego nawrzeszczała. Mogłem zrozumieć jej reakcję i wskazałem na to, że mógłbym zrobić to samo. Jednak wciąż była niezadowolona z powodu utraty panowania nad sobą.
Spytałem ją zatem o kontekst, o rodzinę i kogoś z jej rodziny, kto się nie kontrolował. Powiedziała, że jej ojciec często pokazywał silne emocje, gdy ona dorastała. Jednak bardziej, niż się tego bać, sama taka się stała... dlatego też nie lubiła tracić panowania nad swoim gniewem, nawet w tak zrozumiałej sytuacji, jak w tej z taksówkarzem.
Mogłem to zrozumieć i zasugerowałem, że teraz jest już dorosła i być może mogłaby wybrać pomiędzy takimi cechami jej ojca, które chciałaby przyjąć. Umieściłem więc krzesło naprzeciw niej, reprezentując jej ojca i poprosiłem ją, by bezpośrednio z nim o tym porozmawiała, pomagając jej wyartykułować frazy, które jasno przedstawiałyby to, co ceni i chce przyjąć oraz to, co chciałaby odpuścić i czego nie chciałaby po nim powtarzać.
Poczuła ulgę po tym i czuła się lepiej z jej agresją, jako mocą, dzięki której może podejmować decyzje, niż raczej z czymś, z czym czuje się źle.
To było coś, co określamy terminem 'integracja' i który pojawia się nie tylko kognitywnie w terminach wglądu, ale częściej somatycznie, więc jest naprawdę opartą na ciele zmianą.
Raczej niż zadawanie jej pytań, zacząłem od punktu wspólnego, który z nią miałem - rzeczy, które rozpoznałem i moja odpowiedź do tych aspektów mojego doświadczenia jej.
Powiedziała, że często była pierwsza do bycia ochotnikiem i podzieliłem się tym, że ja również. To od razu zbudowało wspólny grunt między nami. Spytałem jaką pracę wykonywała - florystki, jednak powiedziała, że chciałaby otworzyć swoją kwiaciarnię i była determinowana, by osiągnąć ten sukces. Widziałem, że była błyskotliwą, pewną siebie młodą kobietą i powiedziałem jej to, kiedy słuchałem sposóbu, w jaki dzieliła się swoimi planami, wierzyłem jej.
Ponownie, to budowanie relacyjnego gruntu i rozpoznawanie, co na nim stoi.
Spytałem o jej ulubiony kwiat (by znaleźć, co było dla niej symboliczne). Odpowiedziała, że słonecznik. Odpowiedziałem, jak bardzo je lubię i co w nich lubię. Powiedziała, że lubi w nich wiele rzeczy - że są pogodne, jaskrawe, silne, wysokie...
Położyła nacisk na słowo 'silne', spytałem więc o sposoby, w który doświadcza siebie jako silnej. Wyjaśniła, że naprawdę jest silna i była zadowolona z tej cechy, czuła jednak, że kiedy wpada w złość, potrafi być destruktywna.
Zaprosiłem ją zatem do swojego rodzaju 'terapeutycznego wrestlingu', w którym staliśmy naprzeciw siebie i przepychaliśmy się na dłonie. Było to zabawne i pozwoliło jej poczuć pełną moc jej agresji w bezpieczny, zabawny i kontaktowy sposób. Eksperyment pokazał jej, że jej złość i agresja mogą być pozytywne, nie tylko negatywne. To zbudowały między nami jeszcze więcej pola do działania.
Zauważyłem, że silne kobiety nie zawsze są cenione w społeczeństwie, nazywając potencjalne wskaźniki kontekstualne, by zobaczyć, jak to na nią działa. Powiedziała, że czasem myśli, że jest zbyt silna i przytłacza ludzi. Poprosiłem o przykład, opowiedziała o taksówkarzu, który nie chciał użyć licznika i na którego nawrzeszczała. Mogłem zrozumieć jej reakcję i wskazałem na to, że mógłbym zrobić to samo. Jednak wciąż była niezadowolona z powodu utraty panowania nad sobą.
Spytałem ją zatem o kontekst, o rodzinę i kogoś z jej rodziny, kto się nie kontrolował. Powiedziała, że jej ojciec często pokazywał silne emocje, gdy ona dorastała. Jednak bardziej, niż się tego bać, sama taka się stała... dlatego też nie lubiła tracić panowania nad swoim gniewem, nawet w tak zrozumiałej sytuacji, jak w tej z taksówkarzem.
Mogłem to zrozumieć i zasugerowałem, że teraz jest już dorosła i być może mogłaby wybrać pomiędzy takimi cechami jej ojca, które chciałaby przyjąć. Umieściłem więc krzesło naprzeciw niej, reprezentując jej ojca i poprosiłem ją, by bezpośrednio z nim o tym porozmawiała, pomagając jej wyartykułować frazy, które jasno przedstawiałyby to, co ceni i chce przyjąć oraz to, co chciałaby odpuścić i czego nie chciałaby po nim powtarzać.
Poczuła ulgę po tym i czuła się lepiej z jej agresją, jako mocą, dzięki której może podejmować decyzje, niż raczej z czymś, z czym czuje się źle.
To było coś, co określamy terminem 'integracja' i który pojawia się nie tylko kognitywnie w terminach wglądu, ale częściej somatycznie, więc jest naprawdę opartą na ciele zmianą.
Subscribe to:
Posts (Atom)





