Friday, 3 April 2015
Case #50 - Mówiąc do poduszek: o wsparciu
Mark podniósł wiele tematów, lecz żaden z nich nie wydawał się być odpowiednim do podjęcia. Jego sytuacja w pracy stała na rozdrożu - poprzednio pracował ze swym ojcem, ale odszedł od tego. Zajmował się kilkoma biznesowymi zajęciami, jednak żadne nie dostarczało mu dostatecznie dużo pieniędzy. Był żonaty od trzech lat i był gotów na dziecko. Poczyniłem kilka komentarzy i obserwacji - jego płynące brzmienie głosu na przykład.
Tak naprawdę nic nie zdawało się nadawać na 'problem'. Spytałem więc o jego małżeństwo. Odnotował, że jest dobre i jest w nim szczęśliwy.
Podczas gdy był to generalnie dobry sygnał, byłem zainteresowany tym, co czyniło sytuację - detalami. W Gestalt jesteśmy zainteresowani odsuwaniem generalizowania, by skupić się na szczegółach, jako że to metoda na uzyskanie kontaktu.
Uznał to za trudne do stwierdzenia. Spytałem go o jego uczucia i ponownie, stwierdził, że trudno być mu kontkretnym.
Zdecydowałem zatem, że jego brak jasnej figury związany był z trudnością z dostrajaniem się do jego emocji.
Zaproponowałem więc eksperyment - by przeszedł się po sali i popatrzył na ludzi w grupie, każdego z osobna, zobaczył jak się czuje, patrząc na każdą osobę.
Zaczął opowiadać mi o swoim doświadczeniu, używając jasnych pojęć. Było dla mnie jasne, że ma zdolność do identyfikowanie jego doświadczeń w relacjach, jednak prawdopodobnie potrzebuje zachęty i wspierającego otoczenia - coś, co potwierdził.
Następnie więc dałem mu określoną formę, którą powinien się posłużyć: 'Kiedy patrzę na ciebie, czuję ______'.
Brzmi to bardzo prosto, jednak ważnym jest, by zacząć z czymś, co jest do zrobienia i dając popracować mu nad trudnościami w wyrażaniu emocji, o których wspominał, to wydawał się dobry początek. To, co zrobiłem to robienie kroku naprzód z opisywania jego doświadczeń innych, do przekazywania ich bezpośrednio. Zawsze zmierzamy do relacji w Gestalt.
Zrobił tak więc z kilkoma ludźmi, za każdym razem wypowiadając się całkiem jasno.
Ponownie, to wskazywało, że potrzebował jedynie wspierającego otoczenia, w którym mógł to zrobić.
Następnie wyciągnąłem poduszkę, niby jego żonę i zachęcłem go, by z nią porozmawiał, w podobnej formie: 'kiedy widzę w tobie ____, to czuję ____'.
Robił to przez pewien czas, wyrażając się jasno. Wyraziłem wyrazy uznania, pochwaliłem go i dostrzegłęm, że faktycznie posiada zdolność do identyfikowania swoich uczuć i przekazywania ich.
Pomyślałem, że po prostu potrzebuje nieco praktyki, w swobodnych warunkach. Zgodził się.
Następnie poprosiłem go, by zrobił to samo z jego ojcem.
Wspomniałem, że wspracie wydawało się odgrywać tutaj kluczową rolę i zachęciłem go znów do 'mówienia do poduszek' - najpierw do jego żony, potem do jego ojca - mówiąc im, 'kiedy robisz ____, czuję ____ i chciałbym ____ wsparcie od ciebie'.
Było to dla niego bardzo cenne, wyjaśniając mu wiele szczegółów i odnotował uczucie wielkiego uspokojenia na końcu.
Był to dobrzy przykład na bardzo behawioralnie zorientowany eksperyment, który zaangażował uczucia, kontakt, autentyczność i wsparcie. Są to główne elementy, z którymi pracujemy w Gestalt i sesja taka, jak ta może być bardzo wartościowa, jak coś, co przypomina niemal proces szkoleniowy.
Kiedy to stosowne, ten aspekt może również pasować w podejściu Gestalt. Główną rzeczą jest, że to nie uniwersalna formuła, a jest stosowane do każdego z osobna, w zależności jakiego rodzaju procesu potrzebują, w określonym czasie.
Tak naprawdę nic nie zdawało się nadawać na 'problem'. Spytałem więc o jego małżeństwo. Odnotował, że jest dobre i jest w nim szczęśliwy.
Podczas gdy był to generalnie dobry sygnał, byłem zainteresowany tym, co czyniło sytuację - detalami. W Gestalt jesteśmy zainteresowani odsuwaniem generalizowania, by skupić się na szczegółach, jako że to metoda na uzyskanie kontaktu.
Uznał to za trudne do stwierdzenia. Spytałem go o jego uczucia i ponownie, stwierdził, że trudno być mu kontkretnym.
Zdecydowałem zatem, że jego brak jasnej figury związany był z trudnością z dostrajaniem się do jego emocji.
Zaproponowałem więc eksperyment - by przeszedł się po sali i popatrzył na ludzi w grupie, każdego z osobna, zobaczył jak się czuje, patrząc na każdą osobę.
Zaczął opowiadać mi o swoim doświadczeniu, używając jasnych pojęć. Było dla mnie jasne, że ma zdolność do identyfikowanie jego doświadczeń w relacjach, jednak prawdopodobnie potrzebuje zachęty i wspierającego otoczenia - coś, co potwierdził.
Następnie więc dałem mu określoną formę, którą powinien się posłużyć: 'Kiedy patrzę na ciebie, czuję ______'.
Brzmi to bardzo prosto, jednak ważnym jest, by zacząć z czymś, co jest do zrobienia i dając popracować mu nad trudnościami w wyrażaniu emocji, o których wspominał, to wydawał się dobry początek. To, co zrobiłem to robienie kroku naprzód z opisywania jego doświadczeń innych, do przekazywania ich bezpośrednio. Zawsze zmierzamy do relacji w Gestalt.
Zrobił tak więc z kilkoma ludźmi, za każdym razem wypowiadając się całkiem jasno.
Ponownie, to wskazywało, że potrzebował jedynie wspierającego otoczenia, w którym mógł to zrobić.
Następnie wyciągnąłem poduszkę, niby jego żonę i zachęcłem go, by z nią porozmawiał, w podobnej formie: 'kiedy widzę w tobie ____, to czuję ____'.
Robił to przez pewien czas, wyrażając się jasno. Wyraziłem wyrazy uznania, pochwaliłem go i dostrzegłęm, że faktycznie posiada zdolność do identyfikowania swoich uczuć i przekazywania ich.
Pomyślałem, że po prostu potrzebuje nieco praktyki, w swobodnych warunkach. Zgodził się.
Następnie poprosiłem go, by zrobił to samo z jego ojcem.
Wspomniałem, że wspracie wydawało się odgrywać tutaj kluczową rolę i zachęciłem go znów do 'mówienia do poduszek' - najpierw do jego żony, potem do jego ojca - mówiąc im, 'kiedy robisz ____, czuję ____ i chciałbym ____ wsparcie od ciebie'.
Było to dla niego bardzo cenne, wyjaśniając mu wiele szczegółów i odnotował uczucie wielkiego uspokojenia na końcu.
Był to dobrzy przykład na bardzo behawioralnie zorientowany eksperyment, który zaangażował uczucia, kontakt, autentyczność i wsparcie. Są to główne elementy, z którymi pracujemy w Gestalt i sesja taka, jak ta może być bardzo wartościowa, jak coś, co przypomina niemal proces szkoleniowy.
Kiedy to stosowne, ten aspekt może również pasować w podejściu Gestalt. Główną rzeczą jest, że to nie uniwersalna formuła, a jest stosowane do każdego z osobna, w zależności jakiego rodzaju procesu potrzebują, w określonym czasie.
Saturday, 28 March 2015
Case #49 - Kukiełka i delikatne dłonie
Annabelle była zaniepokojona, bardzo smutna. Przyniosła ze sobą małą lalkę ze sztywnymi, drewnianymi rękoma.
'To ja', powiedziała. 'Moje ręce są sztywne, jak u zombie. Moje serce jest smutne'.
Zdradziła, że jej rodzice strasznie się kłócili, gdy dorastała i to spowodowało w niej mnóstwo strachu i zmartwienia. W jej dorosłym życiu czuła się za twarda, chciała znaleźć w sobie delikatność. Jej lalka pokazywała jak sztywno się czuła.
Przysłuchiwałem się jej i czułem, że moje serce jest bardzo otwarte - naprawdę była bardzo smutna.
Jednocześnie czułem radosną myśl, która wydawała się wręcz żartobliwa - o zombi, które włóczyły się tu i tam, w zabawnym obrazie, jaki przywołują u niektórych zombi.
Podzieliłem się więc zarówno swoim głębokim związkiem z nią i troską, jak i tą szaloną myślą o zombi. Nie chciałem jej urazić, ale chciałem zawrzeć również tą część mnie.
Przyjęła to z otwartością. Zasugerowałem, że moglibyśmy nawet się tym zabawić.
Stanęliśmy więc, ramię w ramię i chodziliśmy wokół jak zombi - kierując się w stronę ludzi z grupy. Więszkość ludzi śmiała się razem z nami, dobrze się bawiąc. Część osób była nieco przestraszona, więc zwracaliśmy ku nim. W gruncie rzeczy było to szalone doświadczenie.
Annabelle usiadła, usiadłem naprzeciwko, przyglądając się jej uważnie.
Doświadczenie to zmiękczyło ją, otwarła się jeszcze bardziej. Usiadła z jej lalką, czując jej drobne ręce, mówiąc o tym, jak są sztywe... jednak jak mogą stać się miękkie, jeśli będzie je pocierać.
Odebrałem to jako znak, wziąłem jej obie ręce w dłonie i delikatnie je potarłem. Chwyciła moje ręce swoimi, jak małe dziecko, szukające pociechy. Spojrzałem na nią, by zmierzyć, jakie to dla niej było i mogłem dostrzec, że łagodzące. Kontyuowałem działanie i mówiłem jej o złagodzeniu. Mogłem czuć intensywność enegii jej dłoni. Zatem, gdy odnotowała, że jej ręce miękną, umieściłem swoje do góry na łonie i pozwoliłem, by pocierała swoimi dłońmi o moje. Zauważyłem, jak wiele energii było w jej dłoniach. Była bardzo głęboko połączona z serce, jej uczuciami i pozostawała w kontakcie ze mną w trakcie tego procesu.
Powiedziała o tym, jak obie z mych dłoni były jej rodzicami, rozdzielone, a jednocześnie obecne. Dotknęła każdej z miłością i ze smutkiem. Potem znów wzięła lalkę i położyła jej twarz na każdym z mych palców. Potem wzięła obie ręce lalki i położyła jedną na jednej z mych dłoni, a drugą do drugiej.
Powiedziała, że pomimo tego, że jej rodzice są rozdzieleni, potrafię połączyć ich oboje.
Chwila ta była bardzo znacząca, jej smutek zmienił jakoś z zastałego, na otwarty i płynący. Jej ręce były zrelaksowane, każda część niej oddychała, była obecna i połączona.
Było to dla niej głębokie doświadczenie, tak samo, jak dla mnie i dzięki temu czuła silne poczucie pokoju i integracji.
'To ja', powiedziała. 'Moje ręce są sztywne, jak u zombie. Moje serce jest smutne'.
Zdradziła, że jej rodzice strasznie się kłócili, gdy dorastała i to spowodowało w niej mnóstwo strachu i zmartwienia. W jej dorosłym życiu czuła się za twarda, chciała znaleźć w sobie delikatność. Jej lalka pokazywała jak sztywno się czuła.
Przysłuchiwałem się jej i czułem, że moje serce jest bardzo otwarte - naprawdę była bardzo smutna.
Jednocześnie czułem radosną myśl, która wydawała się wręcz żartobliwa - o zombi, które włóczyły się tu i tam, w zabawnym obrazie, jaki przywołują u niektórych zombi.
Podzieliłem się więc zarówno swoim głębokim związkiem z nią i troską, jak i tą szaloną myślą o zombi. Nie chciałem jej urazić, ale chciałem zawrzeć również tą część mnie.
Przyjęła to z otwartością. Zasugerowałem, że moglibyśmy nawet się tym zabawić.
Stanęliśmy więc, ramię w ramię i chodziliśmy wokół jak zombi - kierując się w stronę ludzi z grupy. Więszkość ludzi śmiała się razem z nami, dobrze się bawiąc. Część osób była nieco przestraszona, więc zwracaliśmy ku nim. W gruncie rzeczy było to szalone doświadczenie.
Annabelle usiadła, usiadłem naprzeciwko, przyglądając się jej uważnie.
Doświadczenie to zmiękczyło ją, otwarła się jeszcze bardziej. Usiadła z jej lalką, czując jej drobne ręce, mówiąc o tym, jak są sztywe... jednak jak mogą stać się miękkie, jeśli będzie je pocierać.
Odebrałem to jako znak, wziąłem jej obie ręce w dłonie i delikatnie je potarłem. Chwyciła moje ręce swoimi, jak małe dziecko, szukające pociechy. Spojrzałem na nią, by zmierzyć, jakie to dla niej było i mogłem dostrzec, że łagodzące. Kontyuowałem działanie i mówiłem jej o złagodzeniu. Mogłem czuć intensywność enegii jej dłoni. Zatem, gdy odnotowała, że jej ręce miękną, umieściłem swoje do góry na łonie i pozwoliłem, by pocierała swoimi dłońmi o moje. Zauważyłem, jak wiele energii było w jej dłoniach. Była bardzo głęboko połączona z serce, jej uczuciami i pozostawała w kontakcie ze mną w trakcie tego procesu.
Powiedziała o tym, jak obie z mych dłoni były jej rodzicami, rozdzielone, a jednocześnie obecne. Dotknęła każdej z miłością i ze smutkiem. Potem znów wzięła lalkę i położyła jej twarz na każdym z mych palców. Potem wzięła obie ręce lalki i położyła jedną na jednej z mych dłoni, a drugą do drugiej.
Powiedziała, że pomimo tego, że jej rodzice są rozdzieleni, potrafię połączyć ich oboje.
Chwila ta była bardzo znacząca, jej smutek zmienił jakoś z zastałego, na otwarty i płynący. Jej ręce były zrelaksowane, każda część niej oddychała, była obecna i połączona.
Było to dla niej głębokie doświadczenie, tak samo, jak dla mnie i dzięki temu czuła silne poczucie pokoju i integracji.
Wednesday, 18 March 2015
Case #48 - Wiedźma, pieniądze i choroba
Song-li miała ostatnimi laty bardzo poważne problemy zdrowotne. Po kilku operacjach, nic fizycznego nie pomogło i rzeczy najpierw przybierały dobry obrót, po czym stawały się gorsze. Zatem następnym wyjaśnieniem było wyjaśnienie psychologiczne. Przebyła kilka terapii w związku z tym...uważałem zatem by ich nie powtarzać i spytałem ją bezpośrednio, z czego już korzystała. Nie jest dobre, by stosować zbyt wielu różnych podejść do tego samego problemu, dlatego sytuacja ta wymaga pewnej ostrożności przy profesjonalnym osądzie.
Jeśli idziesz do lekarza, może być dobrym zasięgnięcie drugiej opinii, jednak cztery czy pięć to zdecydowanie za dużo. Pracowanie z jednym problemem, z tym samym terapeutą tworzy głębię, a korzystanie z usług różnych może być nieproduktywne. Nie chciałem więc automatycznie przejść do rzeczy.
Spytałem o kontekst - co wydarzyło się rok temu, kiedy zaczęła doświadczać pierwszych problemów ze zdrowiem. Odniosła się do tego, jak kupowała pewnego rodzaju 'pieniądze', używane w Chinach do spalania, generalnie jako rodzaj upamiętnienia kogoś. Jej ojciec zmarł 5 lat wcześniej i kupowała je właśnie z tą myślą.
Kiedy je kupowała, 'wiedźma' (jej słowa) ostrzegła ją, by nie kupowała ich zbyt wielu, bo może zachorować. Chciała od razu dokonać zwrotu, jednak sklep ich nie przyjmował.
Niedługo później nastąpiła jej choroba.
Spytałem o jej relacje z ojcem. Była bliska, korzystna, myślała o nim codziennie, często wiążąc z nim elementy swojego życia, jak na przykład jej syna.
Szukanie przyczyn w czyimś polu może być ważniejsze, niż po prostu przejście do problemów emocjonalnych. Kontekst może zapewnić ważne informacje, które mogą pomóc ukierunkować terapię.
Spytałem więc o częstotliwość tych myśli - po pięciu latach wyglądały na bardzo skupione, wskazując na swego rodzaju niedokończoną sprawę.
Tak naprawdę nie potrafiła powiedzieć o co chodzi czy nawet o tym, jak się czuje, gdy myśli o swoim ojcu, jednak wydawało się to pozytywne.
Podczas dalszych sesji może być możliwe, by sięgnąć głębiej w jej świadomość, jednak nie dając mi jasnego wstępu, nie chciałem tego dalej badać, lecz raczej pozostać z tym, co mi pokazała. To jeden ze sposobów na to, jak nie przeciskamy się przez 'opór' w Gestalt.
Siedziałem więc przez jakiś czas, przyjmując to, co mówiła.
Chciałem użyć struktur, które były na miejscu - pieniędzy, wiedźmy i jej (niemal) obsesji w myśleniu o jej ojcu.
Zaproponowałem jej pewne zadanie domowe - rozszerzony eksperyment Gestalt.
Zasugerowałem, by kupiła jedną sztuką papierowych pieniędzy. Spytałem i okazało się, że zdjęcie ojca na swoim komputerze. Powiedziałem więc, żeby każdego dnia, o tej samej porze, odcinała nożyczkami mały kawałeczek pieniądza, wkładała go do spalaczki, włączała komputer, by widzieć zdjęcie ojca, prosiła go, by błogosławił jej życia, a potem zamykała zdjęcie.
To coś, co w krótkiej terapii (brief therapy) znane jest jako 'opisywanie symptomu' i odpowiednio dla Gestalt jako 'paradoksalna teoria zmiany' (paradoxical theory of change). Bycie bardziej z tym, co jest.
Chciała więcej - jej wzmożona, bezustanna potrzeba szukania sposobu terapeutycznego w tym temacie, jak również ucieleśnienie tego, przed czym ostrzegła ją wiedźma - np. nie bądź zbyt chciwa i nie bierz zbyt wielu cennych 'rzeczy' - reprezentowanych tutaj przez pieniądze.
Była na chorobowym zwolnieniu, spytałem więc jak spędza dzień. Zostawała w domu i praktycznie przez 8 godzin gotowała, odpoczywała i chodziła na spacery.
Spytałem ją, czy miała jakieś społeczne problemy, które byłyby dla niej ważne, odpowiedziała przecząco.
Zasugerowałem więc, by wymyśliła usługowy projekt, który mogłaby rozpocząć i działać w imieniu jej ojca.
Zmienia to jego symbolikę, jako odskocznię w kierunku życia i zaangażowania, niż raczej trwanie w chorobie, śmierci, niezaangażowaniu. Dałoby to również coś pozytywnego podczas jej dnia - coś, dla czego warto by żyć.
Jeśli idziesz do lekarza, może być dobrym zasięgnięcie drugiej opinii, jednak cztery czy pięć to zdecydowanie za dużo. Pracowanie z jednym problemem, z tym samym terapeutą tworzy głębię, a korzystanie z usług różnych może być nieproduktywne. Nie chciałem więc automatycznie przejść do rzeczy.
Spytałem o kontekst - co wydarzyło się rok temu, kiedy zaczęła doświadczać pierwszych problemów ze zdrowiem. Odniosła się do tego, jak kupowała pewnego rodzaju 'pieniądze', używane w Chinach do spalania, generalnie jako rodzaj upamiętnienia kogoś. Jej ojciec zmarł 5 lat wcześniej i kupowała je właśnie z tą myślą.
Kiedy je kupowała, 'wiedźma' (jej słowa) ostrzegła ją, by nie kupowała ich zbyt wielu, bo może zachorować. Chciała od razu dokonać zwrotu, jednak sklep ich nie przyjmował.
Niedługo później nastąpiła jej choroba.
Spytałem o jej relacje z ojcem. Była bliska, korzystna, myślała o nim codziennie, często wiążąc z nim elementy swojego życia, jak na przykład jej syna.
Szukanie przyczyn w czyimś polu może być ważniejsze, niż po prostu przejście do problemów emocjonalnych. Kontekst może zapewnić ważne informacje, które mogą pomóc ukierunkować terapię.
Spytałem więc o częstotliwość tych myśli - po pięciu latach wyglądały na bardzo skupione, wskazując na swego rodzaju niedokończoną sprawę.
Tak naprawdę nie potrafiła powiedzieć o co chodzi czy nawet o tym, jak się czuje, gdy myśli o swoim ojcu, jednak wydawało się to pozytywne.
Podczas dalszych sesji może być możliwe, by sięgnąć głębiej w jej świadomość, jednak nie dając mi jasnego wstępu, nie chciałem tego dalej badać, lecz raczej pozostać z tym, co mi pokazała. To jeden ze sposobów na to, jak nie przeciskamy się przez 'opór' w Gestalt.
Siedziałem więc przez jakiś czas, przyjmując to, co mówiła.
Chciałem użyć struktur, które były na miejscu - pieniędzy, wiedźmy i jej (niemal) obsesji w myśleniu o jej ojcu.
Zaproponowałem jej pewne zadanie domowe - rozszerzony eksperyment Gestalt.
Zasugerowałem, by kupiła jedną sztuką papierowych pieniędzy. Spytałem i okazało się, że zdjęcie ojca na swoim komputerze. Powiedziałem więc, żeby każdego dnia, o tej samej porze, odcinała nożyczkami mały kawałeczek pieniądza, wkładała go do spalaczki, włączała komputer, by widzieć zdjęcie ojca, prosiła go, by błogosławił jej życia, a potem zamykała zdjęcie.
To coś, co w krótkiej terapii (brief therapy) znane jest jako 'opisywanie symptomu' i odpowiednio dla Gestalt jako 'paradoksalna teoria zmiany' (paradoxical theory of change). Bycie bardziej z tym, co jest.
Chciała więcej - jej wzmożona, bezustanna potrzeba szukania sposobu terapeutycznego w tym temacie, jak również ucieleśnienie tego, przed czym ostrzegła ją wiedźma - np. nie bądź zbyt chciwa i nie bierz zbyt wielu cennych 'rzeczy' - reprezentowanych tutaj przez pieniądze.
Była na chorobowym zwolnieniu, spytałem więc jak spędza dzień. Zostawała w domu i praktycznie przez 8 godzin gotowała, odpoczywała i chodziła na spacery.
Spytałem ją, czy miała jakieś społeczne problemy, które byłyby dla niej ważne, odpowiedziała przecząco.
Zasugerowałem więc, by wymyśliła usługowy projekt, który mogłaby rozpocząć i działać w imieniu jej ojca.
Zmienia to jego symbolikę, jako odskocznię w kierunku życia i zaangażowania, niż raczej trwanie w chorobie, śmierci, niezaangażowaniu. Dałoby to również coś pozytywnego podczas jej dnia - coś, dla czego warto by żyć.
Tuesday, 10 March 2015
Case #47 - Koniec związku jest nowym początkiem
Ta para miała problemy od dłuższego czasu.
Pierwszą rzeczą, jaką Rhonda powiedziała podczas sesji było - 'moi rodzice się rozwiedli i poprzysięgłam sobie, że nigdy w życiu nie zrobię tego swojej rodzinie'. Była niezwykle zaniepokojona. Briana objął ją ramieniem, jednak go odepchnęła.
Poprosiłem ją, by ustawił się naprzeciw niej tak, by oboje mogli się widzieć.
Drugą rzeczą, którą powiedziała było 'To koniec. Nie mogę tak dłużej. Ten związek jest dla mnie skończony.'
Brian był zszokowany. Powiedział jej, że słyszał już wielokrotnie, jak to mówiła i ciężko pracował, by się zmienić przez kilka ostatnich miesięcy. Zaczął to wyjaśniać...przerwałem mu. Wytłumaczenia to rodzaj unikania 'tego, co jest', z punktu widzenia Gestalt.
Poprosiłem go, by po prostu powiedział jej, co czuje. Po wsparciu go, powiedział, że czuł się spanikowany i porzucony. Zaczął płakać.
Siedziała przez jakiś czas, nic nie mówiąc. Kiedy ją poprosiłem, powiedziała, że czuła się pusta; było to dla niej emocjonalnie zbyt wiele i porzuciła swoją świadomość. W Gestalt nie naciskamy nikogo, kto osiągnął ten punkt.
Popracowałem więc z nim - wyjaśniając mu, że nie jest dostępna, więc nie ma powodu, by ją naciskać; siedziałem z nim i jego emocjami i pomogłem mu być z nim samym w tym miejscu. Wyraziłem zrozumienie, że wiem, jak się czuje, jak okropne było dla niego być w tym miejscu i jak trudne było dla niego to, że ona 'zasunęła żaluzje' i nie była dla niego dostępna w tej godzinie potrzeby i niepokoju.
Potem Rhonda spojrzała na niego, ze łzami w oczach. Powiedziała - stało się tak z twoją matką, z twoją byłą żona i nigdy nie chciałam, bym i ja ci to zrobiła.
Załamał się i zamknął w sobie. Dodałem mu odwagi, by pozostał obecny i zobaczył, że ona teraz płacze, staje się dostępna i by zrozumiał połączenie w tej chwili. Było to dla niego bardzo trudne.
Powiedział jej, że czuł się winny, że zawiódł i zaczął mówić o tym, jak bardzo chce dalej próbować coś zmienić. Powstrzymałem go jednak, ponieważ nie wykazywała ona żadnej emocjonalnej przestrzeni by dalej o tym rozmawiać.
Potem spytałem, czy mogłaby przyjąć to, co on powiedział. Wyglądała bardzo bez wyrazu - zasugerowałem więc, by powiedziała mu, że nie ma w sobie miejsca, by to przyjąć - było to dla niej emocjonalnie prawdziwe stwierdzenie.
Było to dla niego bardzo trudne. Wsparłem go, by odbił to w jej stronę. Jej odpowiedź miała na celu podkreślenie złości, urazy i smutku, który widziała w jego oczach. Poprosiłem go więc, by nazwał każdą z emocji, którą odczuwał.
Słuchała, lecz potem powiedziała, 'nie chcę byś kontynował, czuję się okropnie, bo wiem, jak trudne jest to dla ciebie'.
Brian przestał, zamknął się w sobie i mogłem dostrzec, że jest niedostępny. Zasugerowałem,by powiedział jej, że nie jest w stanie słyszeć jej w chwili obecnej, jednak trudno było mu nawet to zrobić.
Powiedziałem więc jej, by pomówiła ze mną. To technika stosowana w terapii par - wspierać jedną osobą, gdy druga jest niedostępna, tak, że presja znika i druga osoba może pozostać świadkiem.
Rhonda powiedziała, że chciałaby dać mu mnóstwo czasu, by zaakceptował tę sytuację i powiedziałem jej, że on prawdopodobnie nigdy by jej nie zaakceptował. Kochał ją i nie wyglądało na to, że ma zamiar się poddać. Było to dla niej nieco szokujące.
Wyciągnąłem z niej więcej emocji i osobistych stwierdzeń.
Potem Brian stał się dostępny, powiedziała mu, że czuje się bardzo wina i było jej bardzo przykro. Płakali razem. Chciał się do niej bliżyć, lecz powiedziała - nie, zachowaj proszę dystans.
Spytałem ją o to, powiedziała, że już go nie kocha. Skonfrontowałem to stwierdzenie - jest oparte na mylnym przekonaniu, że miłość jest czysto emocjonalna. Zamiast tego poprosiłem ją, by wyraziła osobiste stwierdzenie. Powiedziała, 'wyłączyłam swoje uczucia'.
Było to kluczowe stwierdzenie, jako że traktowało o działaniach, wyborze i woli.
To nie był jednak czas, by pracować nad tym - samo wykazanie zrozumienia tego było przyczynkiem do przyszłych możliwości wyboru.
Poprosiłem go, by przyjął to, co usłyszał i by wyraził jej swoje uczucia. Udało mu się to zrobić i oboje zaczęli płakać.
Jednak coś się zmieniło. W samym środku niemożliwego - bo któż zna przyszłość - udało im się odnaleźć dogłębny autentyczny kontakt. Oboje dotarli do miejsca, w którym poczuli się przytłoczeni, jednak przy moim wsparciu dla każdego z osobna, byli w stanie poruszać się naprzód i być razem w tym miejscu straty i rozpaczy.
Ostateczny efekt był nieznany. Jednak w Gestalt skupiamy się na osiągnięciu głębokiego autentycznego kontaktu; staje się to opoką prawdziwego związku - rzecz, której z pewnością od dawna im brakowało.
Pierwszą rzeczą, jaką Rhonda powiedziała podczas sesji było - 'moi rodzice się rozwiedli i poprzysięgłam sobie, że nigdy w życiu nie zrobię tego swojej rodzinie'. Była niezwykle zaniepokojona. Briana objął ją ramieniem, jednak go odepchnęła.
Poprosiłem ją, by ustawił się naprzeciw niej tak, by oboje mogli się widzieć.
Drugą rzeczą, którą powiedziała było 'To koniec. Nie mogę tak dłużej. Ten związek jest dla mnie skończony.'
Brian był zszokowany. Powiedział jej, że słyszał już wielokrotnie, jak to mówiła i ciężko pracował, by się zmienić przez kilka ostatnich miesięcy. Zaczął to wyjaśniać...przerwałem mu. Wytłumaczenia to rodzaj unikania 'tego, co jest', z punktu widzenia Gestalt.
Poprosiłem go, by po prostu powiedział jej, co czuje. Po wsparciu go, powiedział, że czuł się spanikowany i porzucony. Zaczął płakać.
Siedziała przez jakiś czas, nic nie mówiąc. Kiedy ją poprosiłem, powiedziała, że czuła się pusta; było to dla niej emocjonalnie zbyt wiele i porzuciła swoją świadomość. W Gestalt nie naciskamy nikogo, kto osiągnął ten punkt.
Popracowałem więc z nim - wyjaśniając mu, że nie jest dostępna, więc nie ma powodu, by ją naciskać; siedziałem z nim i jego emocjami i pomogłem mu być z nim samym w tym miejscu. Wyraziłem zrozumienie, że wiem, jak się czuje, jak okropne było dla niego być w tym miejscu i jak trudne było dla niego to, że ona 'zasunęła żaluzje' i nie była dla niego dostępna w tej godzinie potrzeby i niepokoju.
Potem Rhonda spojrzała na niego, ze łzami w oczach. Powiedziała - stało się tak z twoją matką, z twoją byłą żona i nigdy nie chciałam, bym i ja ci to zrobiła.
Załamał się i zamknął w sobie. Dodałem mu odwagi, by pozostał obecny i zobaczył, że ona teraz płacze, staje się dostępna i by zrozumiał połączenie w tej chwili. Było to dla niego bardzo trudne.
Powiedział jej, że czuł się winny, że zawiódł i zaczął mówić o tym, jak bardzo chce dalej próbować coś zmienić. Powstrzymałem go jednak, ponieważ nie wykazywała ona żadnej emocjonalnej przestrzeni by dalej o tym rozmawiać.
Potem spytałem, czy mogłaby przyjąć to, co on powiedział. Wyglądała bardzo bez wyrazu - zasugerowałem więc, by powiedziała mu, że nie ma w sobie miejsca, by to przyjąć - było to dla niej emocjonalnie prawdziwe stwierdzenie.
Było to dla niego bardzo trudne. Wsparłem go, by odbił to w jej stronę. Jej odpowiedź miała na celu podkreślenie złości, urazy i smutku, który widziała w jego oczach. Poprosiłem go więc, by nazwał każdą z emocji, którą odczuwał.
Słuchała, lecz potem powiedziała, 'nie chcę byś kontynował, czuję się okropnie, bo wiem, jak trudne jest to dla ciebie'.
Brian przestał, zamknął się w sobie i mogłem dostrzec, że jest niedostępny. Zasugerowałem,by powiedział jej, że nie jest w stanie słyszeć jej w chwili obecnej, jednak trudno było mu nawet to zrobić.
Powiedziałem więc jej, by pomówiła ze mną. To technika stosowana w terapii par - wspierać jedną osobą, gdy druga jest niedostępna, tak, że presja znika i druga osoba może pozostać świadkiem.
Rhonda powiedziała, że chciałaby dać mu mnóstwo czasu, by zaakceptował tę sytuację i powiedziałem jej, że on prawdopodobnie nigdy by jej nie zaakceptował. Kochał ją i nie wyglądało na to, że ma zamiar się poddać. Było to dla niej nieco szokujące.
Wyciągnąłem z niej więcej emocji i osobistych stwierdzeń.
Potem Brian stał się dostępny, powiedziała mu, że czuje się bardzo wina i było jej bardzo przykro. Płakali razem. Chciał się do niej bliżyć, lecz powiedziała - nie, zachowaj proszę dystans.
Spytałem ją o to, powiedziała, że już go nie kocha. Skonfrontowałem to stwierdzenie - jest oparte na mylnym przekonaniu, że miłość jest czysto emocjonalna. Zamiast tego poprosiłem ją, by wyraziła osobiste stwierdzenie. Powiedziała, 'wyłączyłam swoje uczucia'.
Było to kluczowe stwierdzenie, jako że traktowało o działaniach, wyborze i woli.
To nie był jednak czas, by pracować nad tym - samo wykazanie zrozumienia tego było przyczynkiem do przyszłych możliwości wyboru.
Poprosiłem go, by przyjął to, co usłyszał i by wyraził jej swoje uczucia. Udało mu się to zrobić i oboje zaczęli płakać.
Jednak coś się zmieniło. W samym środku niemożliwego - bo któż zna przyszłość - udało im się odnaleźć dogłębny autentyczny kontakt. Oboje dotarli do miejsca, w którym poczuli się przytłoczeni, jednak przy moim wsparciu dla każdego z osobna, byli w stanie poruszać się naprzód i być razem w tym miejscu straty i rozpaczy.
Ostateczny efekt był nieznany. Jednak w Gestalt skupiamy się na osiągnięciu głębokiego autentycznego kontaktu; staje się to opoką prawdziwego związku - rzecz, której z pewnością od dawna im brakowało.
Thursday, 5 March 2015
Case #46 - Robaki
Felicity opowiedziała o koszmarach. Nie stosujemy wstępnie ustalonych interpretacji snów w Gestalt, jednak koszmary zwykle są o agresji; rozumiemy, że każdy z aspektów snów traktuje o śniącym, koszmary zatem związane są z agresją samej osoby.
Sen Felicity, który przydarzał się jej w różnych formach, wyglądał tak:
Była w piwnicy i uprawiała robaki. Były ich setki tysięcy.
Potem, w następnej scene, wymiotowała nimi - jej całe ciało było ich pełne. Udało zwrócić jej się wszystkie, poza jednym.
Teraz, spoglądając tylko na sen, można by spędzić cały dzień szukając różnych interpetacji. Na najbardziej podstawowym poziomie, piwnica jest czymś, co leży poniżej, a robaki z pewnością odnoszą się do czegoś, co jest gnijące w człowieku.
JEDNAK nie posuwamy się tak daleko w Gestalt.
Pozostajemy przy tym, co jest, przy doświadczeniu osoby i jej znaczeń, które kształtują się pod wpływem doświadczeń.
Poprosiłem więc Felicity, by przemówiła w każdej z ról. Jako robak, mówiła o byciu grubym, leniwym i bezsilnym.
Samotny robak, który pozostał w środku niej powiedział o tym, że również chce się wydostać.
Następną rzeczą było odegranie tego. Przyłączyłem się więc do niej i oboje odegraliśmy rolę robaków, pełzających po ziemi.
Powiedziałem o tym, że każdy z nas ma nieco robactwa w sobie - rzeczy, których po prostu nie chcemy przed innymi odsłaniać.
Powiedziałem o moich - mojej nieprzyjemności w określonych okolicznościach i dałem jej kilka przykładów.
W pokazaniu bardzo trudnego materiału, dla terapeuty ważnym jest, by prowadzić.
Na początku była niechętna, by wskazać coś podobnego w sobie. Zanotowałem wyraz jej twarzy - grymas niewinnej dziewczynki. Wskazałem na to, co zobaczyłem i spróbowałem jej to pokazać.
Skomentowałem - cóż, nie tak wygląda osoba, która jest pełna robactwa!
To skonfrontowało ją z personą, którą sama zaprojektowała i sprowadziło na nią chęć, by być bardziej autentyczną.
Nazwała kilka jej cech, które było podobne do robaka i wyraziłem zrozumienie w tym, jak to dla niej trudne. Potem znów przywdziała tę samą twarz. Tym razem natychmiast wytknąłem tę sprzeczność, jako że chciała odpuścić sobie to, czym właśnie się podzieliła.
To natychmiastowo wzmożyło jej świadomość o jej procesie wypierania. Gestaltowska świadomość zawsze sprowadza się do natychmiastowości - prowadzi do wiedzy o tym, kim jestem Ja, w tej chwili.
Potem poprosiłem grupę, by podzieliła się swoimi 'robaczymi cechami'. To bardziej zredukowało poczucie wstydu z powodu obnażenia się Felicity i stworzyło więź w grupie, dzieląc się naszymi głębszymi sekretami, bawiąc się przy tym zarazem.
Sen Felicity, który przydarzał się jej w różnych formach, wyglądał tak:
Była w piwnicy i uprawiała robaki. Były ich setki tysięcy.
Potem, w następnej scene, wymiotowała nimi - jej całe ciało było ich pełne. Udało zwrócić jej się wszystkie, poza jednym.
Teraz, spoglądając tylko na sen, można by spędzić cały dzień szukając różnych interpetacji. Na najbardziej podstawowym poziomie, piwnica jest czymś, co leży poniżej, a robaki z pewnością odnoszą się do czegoś, co jest gnijące w człowieku.
JEDNAK nie posuwamy się tak daleko w Gestalt.
Pozostajemy przy tym, co jest, przy doświadczeniu osoby i jej znaczeń, które kształtują się pod wpływem doświadczeń.
Poprosiłem więc Felicity, by przemówiła w każdej z ról. Jako robak, mówiła o byciu grubym, leniwym i bezsilnym.
Samotny robak, który pozostał w środku niej powiedział o tym, że również chce się wydostać.
Następną rzeczą było odegranie tego. Przyłączyłem się więc do niej i oboje odegraliśmy rolę robaków, pełzających po ziemi.
Powiedziałem o tym, że każdy z nas ma nieco robactwa w sobie - rzeczy, których po prostu nie chcemy przed innymi odsłaniać.
Powiedziałem o moich - mojej nieprzyjemności w określonych okolicznościach i dałem jej kilka przykładów.
W pokazaniu bardzo trudnego materiału, dla terapeuty ważnym jest, by prowadzić.
Na początku była niechętna, by wskazać coś podobnego w sobie. Zanotowałem wyraz jej twarzy - grymas niewinnej dziewczynki. Wskazałem na to, co zobaczyłem i spróbowałem jej to pokazać.
Skomentowałem - cóż, nie tak wygląda osoba, która jest pełna robactwa!
To skonfrontowało ją z personą, którą sama zaprojektowała i sprowadziło na nią chęć, by być bardziej autentyczną.
Nazwała kilka jej cech, które było podobne do robaka i wyraziłem zrozumienie w tym, jak to dla niej trudne. Potem znów przywdziała tę samą twarz. Tym razem natychmiast wytknąłem tę sprzeczność, jako że chciała odpuścić sobie to, czym właśnie się podzieliła.
To natychmiastowo wzmożyło jej świadomość o jej procesie wypierania. Gestaltowska świadomość zawsze sprowadza się do natychmiastowości - prowadzi do wiedzy o tym, kim jestem Ja, w tej chwili.
Potem poprosiłem grupę, by podzieliła się swoimi 'robaczymi cechami'. To bardziej zredukowało poczucie wstydu z powodu obnażenia się Felicity i stworzyło więź w grupie, dzieląc się naszymi głębszymi sekretami, bawiąc się przy tym zarazem.
Friday, 20 February 2015
Case #45 - Jak poradzić sobie z niedolą
Betty chciała porozmawiać o jej strachu. Nie mogła go rozpoznać ani tego, z czym był związany.
Lecz zanim przystąpiłem do jej skupienia, chciałem wiedzieć o niej coś więcej. Spytałem o dzieci, małżeństwo, pracę. Ostatnio zrezygnowała z pracy, której trzymała się od 20 lat i była w okresie przejściowym. Jej rodzina była stabilna i zabezpieczona, jej córka piękna i utalentowana, a jej mąż ją kochał.
Jednak gdy na nią spojrzałem, nie wyglądała na szczególnie szczęśliwą. Spytałem, czy jest szczęśliwa, odpowiedziała, że nie. Wszyscy myśleli, że ma idealne życie, idealną rodzinę. Spytałem, co było nie tak.
Powiedziała - mój mąż kocha mnie bardziej, niż ja jego. Czuje się przy nim bezpiecznie, ale to małżeństwo było zaaranżowane i nie jest 'w moim typie'. Spytałem, jaki jest jej typ: silny charakter, jasna osobista wizja swojego życia i dobry gust. Nie miał niczego z powyższych.
Wywarło to na mnie wpływ i poświęciłem nieco czasu, by się temu przyjrzeć. Świetne życie, jednak brakowało mu czegoś istotnego. Spojrzałem ponownie w jej oczy i mogłem dostrzeć, jak nieszczęśliwa była. Spytałem ją ile ma lat - 44. Spytałem ją, czy spędziłaby z nim następne 44 lata, odpowiedziała, że tak.
Było więc jasne, że jej wyborem było pozostać tam. Jednak kosztem tego był pewien rodzaj rozwidlenia w sensie połączenia w relacji. Pewien rodzaj podstawowej potrzeby namiętności, spotkania i synergii był nieobecny. Dążyła do powierzchownie szczęśliwego życia, jednak gdzieś zgubiła głębszą potrzebę.
W Gestalt jesteśmy zainteresowani wyborem, rozumianym w terminach egzystencjalnych. Życie rzuca na w wir różnych sytuacji, jednak zawsze mamy wybór. Nasze poczucie uwięzienia pochodzi nie z zewnętrznych czynników, lecz z zapominania o tym, że posiadamy moc wyboru.
Z wyborem wiążą się również konsekwencje i dobrze przeżyte życie pociąga raczej za sobą odpowiedzialność za konsekwencje, niż próby obwiniania wszystkich dookoła czy marnowania życia, chcąc znaleźć się gdzieś indziej.
Było to bardzo podobnego do tego, z czym mierzyła się Betty. Jej wybory były jasne, tak jak konsekwencje. Pozostawała jednak zgnębiona, więc jeśli nie chciala pozostawać w tym stanie, musiała coś zmienić.
To, co było możliwe, to różne wybory w obrębie struktury, w której zdecydowała się zostać.
Poświęciłem całkiem dużo czasu, by po prostu z nią być, widzieć jej rozpacz, wyrażając słowa zrozumienia. To przestrzeń relacyjna, gdzie nic nie musi się zmieniać, nie ma żadnego programu, jak tylko skupienie się na byciu, byciu-z i rozpoznanie. Jest to znane również, jako Ja-Ty.
Po tym przeszedłem do pytanie o to, co 'jest możliwe'. Przechodząc do tego zaraz na początku, znaczyłoby tylko, że proponuję jakieś 'rozwiązanie' sytuacji, która w pewnym sensie nie ma rozwiązania. Jednak po chwili bycia obecnym w tej przestrzeni bycia, mogliśmy razem zbadać inne wybory i perspektywy.
Spytałem ją, czy on zdałby sobie sprawę z jej niedoli, gdyby mu ją przedstawiła tak, jak mnie. Powiedziała, że nie. Podzieliłem się więc incydentem z mojego życia, w którym moja partnerka zdradziła mi swoją niedolę, dotyczącą czegoś, co miało na mnie ogromny wpływ. Ponieważ on ją kochał, mógł to być przyczynek do zmiany.
Zwróciłem uwagę na to, że nigdy nie będzie w jej 'typie', jednak jeśli jest zmotywowany, może podjąć pewne kroki w tym kierunku. Piłka była po jej stronie, musiała wykonać pierwszy krok, by przekazać mu jej prawdziwe ja i jej potrzeby. Wyzwanie to mogło dać pozytywne rezultaty.
Zasugerowałem, by patrzyła w jego oczy przez 10 minut, bez rozmawiania i okazała mu swoją niedolę. Potem zakomunikowałaby mu pewne małe zmiany, jakie miałbym podjąć, które miałyby dla niej wielkie znaczenie.
Jednak nie było to koniecznie rozwiązaniem jej nieszczęśliwości. Faktem jest, że była w sytuacji, w której jej potrzeby nie były zaspokojone. Zasugerowałem więc, by aktywnie zbadała swoją kreatywność i poprosiłem ją o swego rodzaju duchowy trening. Mogło to pomóc jej znaleźć źródło jej szczęśliwości, które nie było zależne od zewnętrznego środowiska.
Sugerowanie takich rzeczy, jako rodzaj żelaznych rozwiązań nie jest czymś, co Gestalt popiera. Jednak w kontekście głębokiego poczucia związku z czyimś problemem, takie możliwości stają się znaczące i istnieje dogłębna motywacja, by posunąć się w tym kierunku. Jeśli jest takie zapotrzebowanie, możemy osobie pomóc poprzez praktyczne wsparcie - rozmową o tym, jak to mogło się stać i dać jej szeroki wybór opcji.
Lecz zanim przystąpiłem do jej skupienia, chciałem wiedzieć o niej coś więcej. Spytałem o dzieci, małżeństwo, pracę. Ostatnio zrezygnowała z pracy, której trzymała się od 20 lat i była w okresie przejściowym. Jej rodzina była stabilna i zabezpieczona, jej córka piękna i utalentowana, a jej mąż ją kochał.
Jednak gdy na nią spojrzałem, nie wyglądała na szczególnie szczęśliwą. Spytałem, czy jest szczęśliwa, odpowiedziała, że nie. Wszyscy myśleli, że ma idealne życie, idealną rodzinę. Spytałem, co było nie tak.
Powiedziała - mój mąż kocha mnie bardziej, niż ja jego. Czuje się przy nim bezpiecznie, ale to małżeństwo było zaaranżowane i nie jest 'w moim typie'. Spytałem, jaki jest jej typ: silny charakter, jasna osobista wizja swojego życia i dobry gust. Nie miał niczego z powyższych.
Wywarło to na mnie wpływ i poświęciłem nieco czasu, by się temu przyjrzeć. Świetne życie, jednak brakowało mu czegoś istotnego. Spojrzałem ponownie w jej oczy i mogłem dostrzeć, jak nieszczęśliwa była. Spytałem ją ile ma lat - 44. Spytałem ją, czy spędziłaby z nim następne 44 lata, odpowiedziała, że tak.
Było więc jasne, że jej wyborem było pozostać tam. Jednak kosztem tego był pewien rodzaj rozwidlenia w sensie połączenia w relacji. Pewien rodzaj podstawowej potrzeby namiętności, spotkania i synergii był nieobecny. Dążyła do powierzchownie szczęśliwego życia, jednak gdzieś zgubiła głębszą potrzebę.
W Gestalt jesteśmy zainteresowani wyborem, rozumianym w terminach egzystencjalnych. Życie rzuca na w wir różnych sytuacji, jednak zawsze mamy wybór. Nasze poczucie uwięzienia pochodzi nie z zewnętrznych czynników, lecz z zapominania o tym, że posiadamy moc wyboru.
Z wyborem wiążą się również konsekwencje i dobrze przeżyte życie pociąga raczej za sobą odpowiedzialność za konsekwencje, niż próby obwiniania wszystkich dookoła czy marnowania życia, chcąc znaleźć się gdzieś indziej.
Było to bardzo podobnego do tego, z czym mierzyła się Betty. Jej wybory były jasne, tak jak konsekwencje. Pozostawała jednak zgnębiona, więc jeśli nie chciala pozostawać w tym stanie, musiała coś zmienić.
To, co było możliwe, to różne wybory w obrębie struktury, w której zdecydowała się zostać.
Poświęciłem całkiem dużo czasu, by po prostu z nią być, widzieć jej rozpacz, wyrażając słowa zrozumienia. To przestrzeń relacyjna, gdzie nic nie musi się zmieniać, nie ma żadnego programu, jak tylko skupienie się na byciu, byciu-z i rozpoznanie. Jest to znane również, jako Ja-Ty.
Po tym przeszedłem do pytanie o to, co 'jest możliwe'. Przechodząc do tego zaraz na początku, znaczyłoby tylko, że proponuję jakieś 'rozwiązanie' sytuacji, która w pewnym sensie nie ma rozwiązania. Jednak po chwili bycia obecnym w tej przestrzeni bycia, mogliśmy razem zbadać inne wybory i perspektywy.
Spytałem ją, czy on zdałby sobie sprawę z jej niedoli, gdyby mu ją przedstawiła tak, jak mnie. Powiedziała, że nie. Podzieliłem się więc incydentem z mojego życia, w którym moja partnerka zdradziła mi swoją niedolę, dotyczącą czegoś, co miało na mnie ogromny wpływ. Ponieważ on ją kochał, mógł to być przyczynek do zmiany.
Zwróciłem uwagę na to, że nigdy nie będzie w jej 'typie', jednak jeśli jest zmotywowany, może podjąć pewne kroki w tym kierunku. Piłka była po jej stronie, musiała wykonać pierwszy krok, by przekazać mu jej prawdziwe ja i jej potrzeby. Wyzwanie to mogło dać pozytywne rezultaty.
Zasugerowałem, by patrzyła w jego oczy przez 10 minut, bez rozmawiania i okazała mu swoją niedolę. Potem zakomunikowałaby mu pewne małe zmiany, jakie miałbym podjąć, które miałyby dla niej wielkie znaczenie.
Jednak nie było to koniecznie rozwiązaniem jej nieszczęśliwości. Faktem jest, że była w sytuacji, w której jej potrzeby nie były zaspokojone. Zasugerowałem więc, by aktywnie zbadała swoją kreatywność i poprosiłem ją o swego rodzaju duchowy trening. Mogło to pomóc jej znaleźć źródło jej szczęśliwości, które nie było zależne od zewnętrznego środowiska.
Sugerowanie takich rzeczy, jako rodzaj żelaznych rozwiązań nie jest czymś, co Gestalt popiera. Jednak w kontekście głębokiego poczucia związku z czyimś problemem, takie możliwości stają się znaczące i istnieje dogłębna motywacja, by posunąć się w tym kierunku. Jeśli jest takie zapotrzebowanie, możemy osobie pomóc poprzez praktyczne wsparcie - rozmową o tym, jak to mogło się stać i dać jej szeroki wybór opcji.
Friday, 13 February 2015
Case #44 - Kokon i odrodzenie
Nicole była zaniepokojona. Opowiedziała o śnie, który miała, nawiązując do obrazu kokonu, z którego bała się wyzwolić, nie wiedząc, czy ulegnie przemianie, czy raczej tylko umrze.
Wyszczególniłem obraz kokonu. Zaproponowałem w tej sytuacji eksperyment - czasem nie jest potrzebne, by zagłębiać się w detale, tylko przejść od razu do jasnej i silnej metafory, jaką klient nam przedstawił. W tym przypadku jasną metaforą była metafora przemiany, bezpośrednio odpowiednia do terapii i taka, która zawiera zarówno chęć przemiany, jak i strach przed nią. Eksperyment Gestalt postuluje również 'bezpieczną pomoc', więc to zbalansowanie, do którego zawsze dążymy - pomagając klientowi posunąć się naprzód w stronę jego pragnienia ożywienia, tym samym znajdując sposób na to, by próbowanie czegoś nowego było odpowiednio bezpieczne.
Zaprosiłem więc kilka osób z grupy by zgromadzili się wokół w formie kokonu. Od razu zaczęła intensywniej płakać, a potem osunęła się na ziemię. Wskazałem wszystkim, by usiedli wokół niej. Powiedziałem jej, by nie wycofywała się wgłąb siebie, lecz by zachowała kontakt wzrokowy. W przeciwnym razie mogłaby się cofnąć, schować się w swoim świecie i wyjść poza relację. W takiej sytuacji emocje po prostu krążą w niewłaściwy sposób.
Tak też zrobiła, spojrzała na jedną z kobiet i powiedziała 'nie lubię cię'. Jednak ewiedentnie nie było to kierowane do kobiety - przypominała jej matkę. Poprosiłem więc, by mówiła do niej bezpośrednio, cokolwiek chciałaby jej powiedzieć.
"Dlaczego mnie porzuciłaś?' spytała. W Gestalt uważamy, że pytania nie są pomocne i prosimy, by klienci zamieniali je na stwierdzenia.
Wyszło z tego stwierdzenie - jej ból o byciu porzuconą jako dziecko przez jej matkę. Ponownie, nie potrzebowałem znać żadnej historii czy detali do pracy. Znajdowała się w procesie i to mi wystarczyło.
Musiałem wspierać ją, by pozostawała obecna, utrzymywała kontakt wzrokowy, oddychała w pełni. Emocje wezbrały, zarówno jej, jak i jej 'matki'.
Wsparcie kręgu było ważne, ponieważ dało jej wrażenie bycia przetrzymywania w miejscu, w które wewnętrznie było nieuporządkowane.
W końcu poczuła się bardzo zmęczona i chciała się położyć na ziemi.
Poprosiłem ją, by położyła się na łonie osoby, która odgrywała jej matkę i pozwoliła sobie zasnąć.
Kiedy obudziła się 10 minut później, czuła się jak nowo narodzona, z poczuciem ciepła i połączenia w jej sercu, w którym poprzednio istniała tylko pustka i ból.
Wyszczególniłem obraz kokonu. Zaproponowałem w tej sytuacji eksperyment - czasem nie jest potrzebne, by zagłębiać się w detale, tylko przejść od razu do jasnej i silnej metafory, jaką klient nam przedstawił. W tym przypadku jasną metaforą była metafora przemiany, bezpośrednio odpowiednia do terapii i taka, która zawiera zarówno chęć przemiany, jak i strach przed nią. Eksperyment Gestalt postuluje również 'bezpieczną pomoc', więc to zbalansowanie, do którego zawsze dążymy - pomagając klientowi posunąć się naprzód w stronę jego pragnienia ożywienia, tym samym znajdując sposób na to, by próbowanie czegoś nowego było odpowiednio bezpieczne.
Zaprosiłem więc kilka osób z grupy by zgromadzili się wokół w formie kokonu. Od razu zaczęła intensywniej płakać, a potem osunęła się na ziemię. Wskazałem wszystkim, by usiedli wokół niej. Powiedziałem jej, by nie wycofywała się wgłąb siebie, lecz by zachowała kontakt wzrokowy. W przeciwnym razie mogłaby się cofnąć, schować się w swoim świecie i wyjść poza relację. W takiej sytuacji emocje po prostu krążą w niewłaściwy sposób.
Tak też zrobiła, spojrzała na jedną z kobiet i powiedziała 'nie lubię cię'. Jednak ewiedentnie nie było to kierowane do kobiety - przypominała jej matkę. Poprosiłem więc, by mówiła do niej bezpośrednio, cokolwiek chciałaby jej powiedzieć.
"Dlaczego mnie porzuciłaś?' spytała. W Gestalt uważamy, że pytania nie są pomocne i prosimy, by klienci zamieniali je na stwierdzenia.
Wyszło z tego stwierdzenie - jej ból o byciu porzuconą jako dziecko przez jej matkę. Ponownie, nie potrzebowałem znać żadnej historii czy detali do pracy. Znajdowała się w procesie i to mi wystarczyło.
Musiałem wspierać ją, by pozostawała obecna, utrzymywała kontakt wzrokowy, oddychała w pełni. Emocje wezbrały, zarówno jej, jak i jej 'matki'.
Wsparcie kręgu było ważne, ponieważ dało jej wrażenie bycia przetrzymywania w miejscu, w które wewnętrznie było nieuporządkowane.
W końcu poczuła się bardzo zmęczona i chciała się położyć na ziemi.
Poprosiłem ją, by położyła się na łonie osoby, która odgrywała jej matkę i pozwoliła sobie zasnąć.
Kiedy obudziła się 10 minut później, czuła się jak nowo narodzona, z poczuciem ciepła i połączenia w jej sercu, w którym poprzednio istniała tylko pustka i ból.
Subscribe to:
Posts (Atom)








