Tuesday, 9 September 2014
Case #24 - Porzucone niemowlę
Poświęciłem nieco czasu na początku sesji, by znaleźć nić porozumienia z Jane. Zauważyłem żółty/złoty top, który nosiła. Powiedziała, że lubi ogniste kolory, dają jej poczucie ciepła i pozwalają w walce ze smutkiem. Jane wyjaśniła mi jak bardzo lubi przebywać wśród ludzi, którzy są entuzjastyczni i pogodni; jeśli tacy nie są, Jane traci nimi zainteresowanie.
Spytałem ją o to, nad czym chciałaby popracować - wspomniała o pracy, ojcu i chłopaku. Poprosiłem by wybrała jeden problem, wybrała pracę.
Nie ma znaczenia, którą z osób wybierze, zawsze będziemy blisko problemu.
Spytałem co konkretnie jest problemem - stwierdziła, że jest egocentryczna i dąży do tego, co chce osiągnąć, bez względu na innych.
Zwróciłem uwagę na pozytywne aspekty takiej postawy w biznesie oraz na to, że rozumiem, że może to kolidować z innymi.
Później zdradziła mi, że pragnie uznania i to, że tak naprawdę była adoptowana. Jej prawdziwi rodzice porzucili ją pod mostem.
To dla mnie znacząco zmieniło sytuację. Poprzez ujawnienie tak znaczącej i trudnej kwestii dała mi do zrozumienia, jak bardzo mi ufa i powierzea coś bardzo osobistego, bardzo prywatnego. Raczej niż brać to za zwykłą, użyteczną informację o niej i umieścić ją w kontekście jej autocentryzmu, wziąłem to bardziej na serio, jako rzewny płacz o 'uznanie', o którym powiedziała, że go potrzebuje.
Potem zrozumiałem, że jej potrzebę ciepła.
Spytałem jej co czuła, jednak nie potrafiła niczego zidentyfikować. Z wyjątkiem jej nóg, które miała zimne, jednak to przez klimatyzację.
Zapytałem ją o uczucie chłodu w jej relacjach, wskazała na to, że to przeciwny biegun ciepła, którego w nich szukała.
Jednak nie marnowałem czasu na rozmowy o tym. Spytałem jej jak długo była pozostawiona pod mostem. Nie wiedziałem, więc kazałem jej zgadnąć. Myślała, że jeden dzień.
Oczywistym było, że mogła się w tym czasie przeziębić.
Zatem, uzyskując z jej pamięci traumatyczne przeżycie, chciałem upewnić się, że wydarzyło się coś innego. Spytałem ją mogę do niej podejść, a ona położyć swoją głowę na moich ramionach.
Powiedziała, że tak, tego pragnęła od dłuższego czasu.
Zrobiliśmy to więc, poprosiłem ją, by oddychała jakimkolwiek ciepłem. Zajęło to chwilę; przez jakiś czas nie potrafiła tego zrobić. Jednak po chwili zaczęła; jej oddech stał się bardzo szybki, jak u niemowląt. W końcu zwolnił; spytałem ją co czuła, powiedziała, że ciepło, ale jej stopy wciąż były zimne... Zakryłem je zatem szmatką i kontynuowaliśmy. Jej uszu dobiegły dźwięki z jej brzucha. Spytałem ją o powódu, powiedziała, że próbuje zrzucić wagę i testuje bardzo ciężką dietę.
Oczywiście była to oznaka głodu, głodu emocjonalnego ciepła. Poprosiłem ją, bym mógł położyć dłoń na jej brzuchu, a potem kazałem wziąć wdech ciepła w to miejsce.
Robiliśmy to przez dłuższą chwilę, po czym, dając jej ciepło, wycofałem się.
Powiedziała, że była na wielu warsztatach, jednak nigdy nie otrzymała odpowiedzi na jej problemy.
Proces Gestalt prowadzony był zarówno przez skupienie się na tu i teraz w relacji, ale także na kontekście zdarzenia, którego tutaj brakowało. Wszystko, o czym mówiła zeszło się w jedną całość - potrzeba uznania, pragnienie ciepła, głód i przejedzenie, jej instynkt samozachowawczy.
Zapewniłem jej więc uznanie na najbardziej pogłębionym poziomie, na jakim mogłe, praktycznie poza werbalnym, na poziomie dotyku; jako niemowlę komunikacja odczuwalna jest prawie wyłącznie na niewerbalnym, dotykowym poziomie.
Ułatwiająca praca w terapii może być użyteczna, jednak najgłębsze zmiany mogą przyjść tylko na drodze relacji. Bycie nastawionym na relacyjne potrzeby klienta jest kluczem, dopiero później znalezienie sposobu, by pogodzić te potrzeby skutkuje dogłębnym wpływem.
Spytałem ją o to, nad czym chciałaby popracować - wspomniała o pracy, ojcu i chłopaku. Poprosiłem by wybrała jeden problem, wybrała pracę.
Nie ma znaczenia, którą z osób wybierze, zawsze będziemy blisko problemu.
Spytałem co konkretnie jest problemem - stwierdziła, że jest egocentryczna i dąży do tego, co chce osiągnąć, bez względu na innych.
Zwróciłem uwagę na pozytywne aspekty takiej postawy w biznesie oraz na to, że rozumiem, że może to kolidować z innymi.
Później zdradziła mi, że pragnie uznania i to, że tak naprawdę była adoptowana. Jej prawdziwi rodzice porzucili ją pod mostem.
To dla mnie znacząco zmieniło sytuację. Poprzez ujawnienie tak znaczącej i trudnej kwestii dała mi do zrozumienia, jak bardzo mi ufa i powierzea coś bardzo osobistego, bardzo prywatnego. Raczej niż brać to za zwykłą, użyteczną informację o niej i umieścić ją w kontekście jej autocentryzmu, wziąłem to bardziej na serio, jako rzewny płacz o 'uznanie', o którym powiedziała, że go potrzebuje.
Potem zrozumiałem, że jej potrzebę ciepła.
Spytałem jej co czuła, jednak nie potrafiła niczego zidentyfikować. Z wyjątkiem jej nóg, które miała zimne, jednak to przez klimatyzację.
Zapytałem ją o uczucie chłodu w jej relacjach, wskazała na to, że to przeciwny biegun ciepła, którego w nich szukała.
Jednak nie marnowałem czasu na rozmowy o tym. Spytałem jej jak długo była pozostawiona pod mostem. Nie wiedziałem, więc kazałem jej zgadnąć. Myślała, że jeden dzień.
Oczywistym było, że mogła się w tym czasie przeziębić.
Zatem, uzyskując z jej pamięci traumatyczne przeżycie, chciałem upewnić się, że wydarzyło się coś innego. Spytałem ją mogę do niej podejść, a ona położyć swoją głowę na moich ramionach.
Powiedziała, że tak, tego pragnęła od dłuższego czasu.
Zrobiliśmy to więc, poprosiłem ją, by oddychała jakimkolwiek ciepłem. Zajęło to chwilę; przez jakiś czas nie potrafiła tego zrobić. Jednak po chwili zaczęła; jej oddech stał się bardzo szybki, jak u niemowląt. W końcu zwolnił; spytałem ją co czuła, powiedziała, że ciepło, ale jej stopy wciąż były zimne... Zakryłem je zatem szmatką i kontynuowaliśmy. Jej uszu dobiegły dźwięki z jej brzucha. Spytałem ją o powódu, powiedziała, że próbuje zrzucić wagę i testuje bardzo ciężką dietę.
Oczywiście była to oznaka głodu, głodu emocjonalnego ciepła. Poprosiłem ją, bym mógł położyć dłoń na jej brzuchu, a potem kazałem wziąć wdech ciepła w to miejsce.
Robiliśmy to przez dłuższą chwilę, po czym, dając jej ciepło, wycofałem się.
Powiedziała, że była na wielu warsztatach, jednak nigdy nie otrzymała odpowiedzi na jej problemy.
Proces Gestalt prowadzony był zarówno przez skupienie się na tu i teraz w relacji, ale także na kontekście zdarzenia, którego tutaj brakowało. Wszystko, o czym mówiła zeszło się w jedną całość - potrzeba uznania, pragnienie ciepła, głód i przejedzenie, jej instynkt samozachowawczy.
Zapewniłem jej więc uznanie na najbardziej pogłębionym poziomie, na jakim mogłe, praktycznie poza werbalnym, na poziomie dotyku; jako niemowlę komunikacja odczuwalna jest prawie wyłącznie na niewerbalnym, dotykowym poziomie.
Ułatwiająca praca w terapii może być użyteczna, jednak najgłębsze zmiany mogą przyjść tylko na drodze relacji. Bycie nastawionym na relacyjne potrzeby klienta jest kluczem, dopiero później znalezienie sposobu, by pogodzić te potrzeby skutkuje dogłębnym wpływem.
Friday, 5 September 2014
Case #23 - Ojciec alkoholik
Mary miała "problemy z jej ojcem".
Na początku poświęciłem nieco czasu na nawiązanie z nią kontaktu. Powiedziałem, jak ją dotychczas doświadczyłem - jest entuzjastyczna, otwarta i ciepła w stosunku do mnie.
Spytałem o jej doświadczenie mnie. Czuła się zrelaksowana, uważa, że jestem przyjazny.
Dopytałem ją o różnice i podobieństwa między mną a jej ojcem.
Różnice: krytykuje to, ile pieniędzy wydaje; czasem zbyt dużo pije, Mary martwi się o to i mówi mu o tym.
Podobieństwa: wspiera ją i zachęca do działania.
Mówi o tym, że jej matka często się jej zwierza, narzeka na jej ojca i złorzeczy mu.
Poprosiłem ją, by odnalazła te uczucia w swoim ciele. Utkwienie w jej klatce piersiowej, ucisk w jej plecach i karku, lekkie skurcze w brzuchu. Poświęciliśmy nieco czasu na to, by wzięła kilka oddechów w te miejsca.
Potem wyobraziłem sobie, że jestem jej ojcem, pomyślałem, co mógł mówić.
Odgrywając jej ojca mówiłem:
- "Chcę byś się cofnęła; wybory w moim życiu należą wyłącznie do mnie; musisz zająć się własnym życiem".
- "Chciałbym, żebyś zrozumiała, że Twoja matka i ja robimy rzeczy po swojemu, proszę byś nie angażowała się w naszą relację."
- "Jeśli matka narzeka na mnie przy Tobie, chcę byś się wycofała i powiedziała jej, że nie chcesz tego słuchać."
Po każdym z tych stwierdzeń pytałem ją jak się czuje; mówiła, że czuła ulgę.
Na sam koniec poprosiłem ją, by oddychała pełniej w uczucia ulgi.
Chciała wnieść kolejną kwestię w związku z nim, jednak poprosiłem, by się zatrzymała i poczuła uczucie ulgi przez chwilę.
-
W tym procesie bezpośrednio przeniosłem się na relacyjny grunt, ponieważ wiedziałem, że problemem jest jej ojciec i chciałem zbadać sposoby, w których byłbym w podobnej pozycji. Dzięki temu mogłem łatwo zrozumieć jej problemy i to, kiedy ja również ich doświadczam.
Różnice i podobieństwa pomogły określić naszą relację i oddzielić jej ojca ode mnie, ale również zapewnić miejsce pojednania i wzajemności między nami.
Oczywistym jest, że system rodzinny usidla Mary, a to bardzo niezdrowe.
Zatem poprzez wyobrażenie sobie pozycji ojca, jestem w stanie dostarczyć jej jasną wiadomość, która na pewno na nią wpłynie. To na pewno lepsze, niż tkwić w skomplikowanej rodzinnej pozycji.
Ewidentnie mamy do czynienia z problemami z alkoholem, ale nie możemy poruszyć ich wszystkich od razu, a najpewniejszą rzeczą jest to, że powinna ona przestać próbować ratować jej ojca. Zatem, gdy usłyszy od niego wiadomość o egzystencjalnej odpowiedzialności, pomoże jej się to wycofać i skupić na jej własnych potrzebach.
Ulga była skutkiem podążania właściwą ścieżką. Wstępna analiza somatyczna utwierdziła mnie w przekonaniu, że znalazłem podstawy problemu i mogłem dzięki temu śledzić zachodzące zmiany.
Na początku poświęciłem nieco czasu na nawiązanie z nią kontaktu. Powiedziałem, jak ją dotychczas doświadczyłem - jest entuzjastyczna, otwarta i ciepła w stosunku do mnie.
Spytałem o jej doświadczenie mnie. Czuła się zrelaksowana, uważa, że jestem przyjazny.
Dopytałem ją o różnice i podobieństwa między mną a jej ojcem.
Różnice: krytykuje to, ile pieniędzy wydaje; czasem zbyt dużo pije, Mary martwi się o to i mówi mu o tym.
Podobieństwa: wspiera ją i zachęca do działania.
Mówi o tym, że jej matka często się jej zwierza, narzeka na jej ojca i złorzeczy mu.
Poprosiłem ją, by odnalazła te uczucia w swoim ciele. Utkwienie w jej klatce piersiowej, ucisk w jej plecach i karku, lekkie skurcze w brzuchu. Poświęciliśmy nieco czasu na to, by wzięła kilka oddechów w te miejsca.
Potem wyobraziłem sobie, że jestem jej ojcem, pomyślałem, co mógł mówić.
Odgrywając jej ojca mówiłem:
- "Chcę byś się cofnęła; wybory w moim życiu należą wyłącznie do mnie; musisz zająć się własnym życiem".
- "Chciałbym, żebyś zrozumiała, że Twoja matka i ja robimy rzeczy po swojemu, proszę byś nie angażowała się w naszą relację."
- "Jeśli matka narzeka na mnie przy Tobie, chcę byś się wycofała i powiedziała jej, że nie chcesz tego słuchać."
Po każdym z tych stwierdzeń pytałem ją jak się czuje; mówiła, że czuła ulgę.
Na sam koniec poprosiłem ją, by oddychała pełniej w uczucia ulgi.
Chciała wnieść kolejną kwestię w związku z nim, jednak poprosiłem, by się zatrzymała i poczuła uczucie ulgi przez chwilę.
-
W tym procesie bezpośrednio przeniosłem się na relacyjny grunt, ponieważ wiedziałem, że problemem jest jej ojciec i chciałem zbadać sposoby, w których byłbym w podobnej pozycji. Dzięki temu mogłem łatwo zrozumieć jej problemy i to, kiedy ja również ich doświadczam.
Różnice i podobieństwa pomogły określić naszą relację i oddzielić jej ojca ode mnie, ale również zapewnić miejsce pojednania i wzajemności między nami.
Oczywistym jest, że system rodzinny usidla Mary, a to bardzo niezdrowe.
Zatem poprzez wyobrażenie sobie pozycji ojca, jestem w stanie dostarczyć jej jasną wiadomość, która na pewno na nią wpłynie. To na pewno lepsze, niż tkwić w skomplikowanej rodzinnej pozycji.
Ewidentnie mamy do czynienia z problemami z alkoholem, ale nie możemy poruszyć ich wszystkich od razu, a najpewniejszą rzeczą jest to, że powinna ona przestać próbować ratować jej ojca. Zatem, gdy usłyszy od niego wiadomość o egzystencjalnej odpowiedzialności, pomoże jej się to wycofać i skupić na jej własnych potrzebach.
Ulga była skutkiem podążania właściwą ścieżką. Wstępna analiza somatyczna utwierdziła mnie w przekonaniu, że znalazłem podstawy problemu i mogłem dzięki temu śledzić zachodzące zmiany.
Tuesday, 2 September 2014
Case #22 - Wilk u drzwi
Matt był przedsiębiorcą z sukcesami. Spędził dużą część jego dorosłego życia, ucząc się o sobie, w trakcie kursów, czytając poradniki, budując swój pozytywny zryw.
Ostatnio rozwiedziony, jego życie nabierało nowego zwrotu, z nową relacją. Jego poprzednia żona była bardzo krytyczna, szczególnie jeśli chodzi o jego finanse i życie służbowe. Pomimo tego, że mu się powodziło i prowadził bardzo świadomy społecznie biznes, nie był bogaty. Zawsze atakowała go za brak tego, co ona nazywała finansowym sukcesem.
Przyszedł do mnie po tym, jak doświadczył ataku paniki w swoim miejscu pracy. Był 'sparaliżowany' przez prawie cały dzień.
Punktem zapalnym wydawała się rozmowa, którą odbył tamtego ranka z jego byłą żoną, która domagała się tego, by natychmiast porzucił swoje plany i pojechał odebrać ich syna, ponieważ jej samochód był w naprawie. Jak zwykle w jej relacjach z nim była dla niego ostra, obwiniała go i krytykowała.
Jednakże wiele innych sytuacji przytrafiło mu się ostatnimi czasy - stracił na dużym kontrakcie, wobec którego miał wielkie nadzieje; kilkoro klientów zalegało mu z płatnościami; wiele robił, wliczając w to pisanie książki, by zbudować swoją karierę, lecz wszystko to się nie opłaciło; jego poprzedni partner w biznesie pozwał go; i wreszcie spojrzał na swoje konto bankowe i ujrzał tam jedynie 100 dolarów.
Spytałem go jak się czuł, gdy mi to opowiadał. Za każdym razem odpowiadał, mówiąc o tym, co mu się wydawało, że jest nie tak, opisywał swoje różne historie...ale przerwałem mu i nakierowałem go na to, by powiedział o jego cielesnym doświadczeniu.
Powiedział, że poprzednio, podczas ataku paniki, jego całe ciało było jak w kaftanie bezpieczeństwa. Teraz czuł się wrażliwy, przestraszony, szczególnie w klatce piersiowej.
Poprosiłem go, by skupił się na tych uczuciach... dostrzegł ciepło i warstwę strachu. Powiedział, że to jak obcy najeźdźca.
Potem dał mi porównanie, jakie zwykł mu dawać jego ojciec - wilk u drzwi.
Zazwyczaj, gdy jego pewność siebie była wysoka, czuł się dobrze wychodząc naprzeciw wyzwaniom. Jednak teraz, kiedy cała jego pewność zniknęła, wilk byłby w stanie go dopaść.
Zasugerowałem, że będę jak ten wilk nie tylko u progu, ale stojąc nad nim.
Poprosiłem go, by wyobraził sobie wilka nad nim. Powiedział "Jego ślina kapie na mnie". Powiedziałem mu, by poczuł się przygwożdżony, wsłuchał się w dyszenie wilka i poczuł jego kapiącą ślinę na jego twarzy. Pointruowałem go, by oddychał głęboko, czuł strach, przechodzący przez całe jego ciało i by pozostał obecny. Powiedziałem mu, że poczuje ogromną dawkę energii w jego ciele i jeśli tylko poczuje, że uzbierało się jej za dużo, może w każdej chwili przerwać ten proces.
Zrobił to i całe jego ciało zaczęło trząść się w spazmach. Po jakimś czasie otworzył oczy i stwierdził, będąc zaskoczonym, że czuł bardzo wiele energii w swoim ciele.
Potem zachęciłem go, by wyobraził sobie, że jest wilkiem, stojącym nad Mattem, z kapiącą z pyska śliną. Poprosiłem go, by przemówił do Matta, przekazał mu jakieś wiadomości.
Po jakimś czasie otworzył oczy. Wszystkie jego żarówki zgasły. Powiedział "to w istocie mądry wilk".
Zdał sobie sprawę, że identyfikował siebie z owcą i z tej pozycji był słaby, nieasertywny, wrażliwy a jego pewność siebie niska. Wilk był jego częścią, której nie znał i nad którą nie panował, pełna siły, by przeciwstawiać się wyzwaniom, osobiście i zawodowo.
W tym procesie użyłem identyfikacji, w szczególności zaczynając od poszlak, płynących z jego doświadczenia cielesnego. Podążyłem za związkiem z 'bycia najechanym', ponieważ było to dla mnie jasne, że znaczy to coś więcej; było sparaliżowany strachem - bardzo bezpośrednie doświadczenia bycia zagrożonym.
Zatem postępując zgodnie z Gestalt, wkraczamy bezpośrednio w doświadczenie niebezpieczeństaw, ale z odpowiednim wsparciem. Potem przemieszczamy się w stronę drugiego bieguna - bycia niebezpiecznym, co prowadzi do uzdrowienia dwóch rozdzielonych części.
Ostatnio rozwiedziony, jego życie nabierało nowego zwrotu, z nową relacją. Jego poprzednia żona była bardzo krytyczna, szczególnie jeśli chodzi o jego finanse i życie służbowe. Pomimo tego, że mu się powodziło i prowadził bardzo świadomy społecznie biznes, nie był bogaty. Zawsze atakowała go za brak tego, co ona nazywała finansowym sukcesem.
Przyszedł do mnie po tym, jak doświadczył ataku paniki w swoim miejscu pracy. Był 'sparaliżowany' przez prawie cały dzień.
Punktem zapalnym wydawała się rozmowa, którą odbył tamtego ranka z jego byłą żoną, która domagała się tego, by natychmiast porzucił swoje plany i pojechał odebrać ich syna, ponieważ jej samochód był w naprawie. Jak zwykle w jej relacjach z nim była dla niego ostra, obwiniała go i krytykowała.
Jednakże wiele innych sytuacji przytrafiło mu się ostatnimi czasy - stracił na dużym kontrakcie, wobec którego miał wielkie nadzieje; kilkoro klientów zalegało mu z płatnościami; wiele robił, wliczając w to pisanie książki, by zbudować swoją karierę, lecz wszystko to się nie opłaciło; jego poprzedni partner w biznesie pozwał go; i wreszcie spojrzał na swoje konto bankowe i ujrzał tam jedynie 100 dolarów.
Spytałem go jak się czuł, gdy mi to opowiadał. Za każdym razem odpowiadał, mówiąc o tym, co mu się wydawało, że jest nie tak, opisywał swoje różne historie...ale przerwałem mu i nakierowałem go na to, by powiedział o jego cielesnym doświadczeniu.
Powiedział, że poprzednio, podczas ataku paniki, jego całe ciało było jak w kaftanie bezpieczeństwa. Teraz czuł się wrażliwy, przestraszony, szczególnie w klatce piersiowej.
Poprosiłem go, by skupił się na tych uczuciach... dostrzegł ciepło i warstwę strachu. Powiedział, że to jak obcy najeźdźca.
Potem dał mi porównanie, jakie zwykł mu dawać jego ojciec - wilk u drzwi.
Zazwyczaj, gdy jego pewność siebie była wysoka, czuł się dobrze wychodząc naprzeciw wyzwaniom. Jednak teraz, kiedy cała jego pewność zniknęła, wilk byłby w stanie go dopaść.
Zasugerowałem, że będę jak ten wilk nie tylko u progu, ale stojąc nad nim.
Poprosiłem go, by wyobraził sobie wilka nad nim. Powiedział "Jego ślina kapie na mnie". Powiedziałem mu, by poczuł się przygwożdżony, wsłuchał się w dyszenie wilka i poczuł jego kapiącą ślinę na jego twarzy. Pointruowałem go, by oddychał głęboko, czuł strach, przechodzący przez całe jego ciało i by pozostał obecny. Powiedziałem mu, że poczuje ogromną dawkę energii w jego ciele i jeśli tylko poczuje, że uzbierało się jej za dużo, może w każdej chwili przerwać ten proces.
Zrobił to i całe jego ciało zaczęło trząść się w spazmach. Po jakimś czasie otworzył oczy i stwierdził, będąc zaskoczonym, że czuł bardzo wiele energii w swoim ciele.
Potem zachęciłem go, by wyobraził sobie, że jest wilkiem, stojącym nad Mattem, z kapiącą z pyska śliną. Poprosiłem go, by przemówił do Matta, przekazał mu jakieś wiadomości.
Po jakimś czasie otworzył oczy. Wszystkie jego żarówki zgasły. Powiedział "to w istocie mądry wilk".
Zdał sobie sprawę, że identyfikował siebie z owcą i z tej pozycji był słaby, nieasertywny, wrażliwy a jego pewność siebie niska. Wilk był jego częścią, której nie znał i nad którą nie panował, pełna siły, by przeciwstawiać się wyzwaniom, osobiście i zawodowo.
W tym procesie użyłem identyfikacji, w szczególności zaczynając od poszlak, płynących z jego doświadczenia cielesnego. Podążyłem za związkiem z 'bycia najechanym', ponieważ było to dla mnie jasne, że znaczy to coś więcej; było sparaliżowany strachem - bardzo bezpośrednie doświadczenia bycia zagrożonym.
Zatem postępując zgodnie z Gestalt, wkraczamy bezpośrednio w doświadczenie niebezpieczeństaw, ale z odpowiednim wsparciem. Potem przemieszczamy się w stronę drugiego bieguna - bycia niebezpiecznym, co prowadzi do uzdrowienia dwóch rozdzielonych części.
Wednesday, 27 August 2014
Case #21 - Dzika kobieta
Cynthia jest w separacji z jej trzecim mężem. Byli razem przez dwadzieścia lat. Chciała popracować ze snem.
Poinstruowałem ją, by opowiedziała to w czasie teraźniejszym, słowo po słowie.
Powiedziała:
Zasypiam na łóżku. Przychodzi do mnie, przytula i całuje. Mówi mi, że właśnie kupił nowy dom, po okazyjnej cenie, z wielką szopą. Ma zupełnie nową sypialnię z osobną łazienką.
Wchodzimy do mojego domu i widzimy chłopca, który bierze duży kawałek drewna i rzuca nim w okno. Teraz wkracza John (mąż), dzwoni jego telefon, powiedział, że musi teraz porozmawiać na osobności, więc domyślam się, że ma nową dziewczynę.
Po tym poprosiłem ją, by odegrała kilka ról i opisała siebie w każdej z nich.
Na początku była Domem - powiedziała "Jestem nowy, lsniący, dobrej jakości, dużo lepszy od starego domu. Radosny, duży i przestronny."
Następnie John - "Jestem radosny, pragnę domu, cudem byłoby go kupić, jestem silny, mam cel".
Potem kawał drewna, który wpadł przez okno - "Jestem twardy, silny, potężny, stary dom nie ma wartości, chcę pokazać, że jest zepsuty, narobić dużo hałasu".
Potem chłopiec - miał trzynaście lat we śnie - "Jestem złośliwy, silny".
Potem nowa dziewczyna - "Jestem zaintereowana, ciekawska".
We wszystkim tym Cynthia potrzebowała nieco pomocy, ponieważ usilnie starała się interpretować co znaczy poszczególny z elementów. Jednak w Gestalt szukamy bezpośredniego doświadczenia, niż raczej wcześniej założonych sądów czy orzeczeń. Ciągle więc przekierowywałem ją na rozpoznanie każdego z elementów, nazwanie jej uczuć, niż raczej jej myśli.
Spytałem co najbardziej się wyróżniało - chłopiec. Pogodny, nie podobny do nikogo.
Potem więc odniosłem to do jej obecnego życia - co byłoby czymś, co jest do niczego nie podobne?
Cynthia rzekła - by spędzić całą noc przy dużym ognisku, imprezować na plaży w świetle księżyca, a potem spać na plaży.
Powiedziała, że chciałaby przyprowadzić Johna, ale "on nie lubi widzieć we mnie dzikiej kobiety... więc nauczyłam się studzić zapał... nie potrafi poradzić sobie z czymś, co byłoby dla niego inne, niż tego oczekuje".
Wyjaśniła, że starała się przekonać go przez wiele lat, by poszedł z nią na rock and rollową potańcówkę, jednak ostatecznie dała za wygraną.
Zasugerowałem, by przestała się powstrzymywać i po prostu poszła sama na kurs tańca.
Potem poprosiłem ją, by wyobraziła sobie, że mówi coś dzikiego do Johna, coś, co byłoby do niczego innego nie podobne. Ja odegrałbym rolę Johna, a ona powiedziałaby mi to wprost.
- Powiedziałaby mu, że chciałaby, by oboje rzucili swoje prace, kupili jacht i popłynęli w morze, gdzie poniósłby ich prąd, ona by gotowała i mogliby razem pisać wiersze.
Potem poprosiłem ją, by powiedziała mu coś dobitniej, tym razem coś bardziej wymagającego.
-Powiedziała mu, że była zmęczona jego nadużywaniem narkotyków i była zła na to, że zmarnowała ostatnie lata, czekając na zmianę. Nie zamierzała przyjmować żadnych obietnic, tylko działania.
Udzieliłem jej w tym wsparcia - wyrażała się bardzo jasno, była stabilna i w mojej nie-defensywnej pozycji jako John (coś, co zazwyczaj uważał za trudne)powiedziałem, że bardzo doceniam jej bezpośredniość.
Zachęciłem ją do tego, by była jeszcze silniejsza, ostrzejsza i bardziej dzika.
Powiedziała kilka zdań o niej samej, o jej granicach.
Ponownie, udzieliłem jej wsparcia.
Poczuła się bardzo podbudowana.
W Gestalt projektujemy eksperymenty, by badać wznoszące się figury. Tutaj w jej śniemieliśmy do czynienia z wieloma figurami, ale pozostaliśmy przy tym, co miało dla niej najwięcej energii - robienie czegoś niespotykanego.
Tłumaczymy to jako bycie dzikim, silnym, stawianie kroków naprzód, zarówno pozytywnie, jak i negatywnie.
Uczestniczyłem w eksperymencie, grając jej partnera i dając jej wsparcie. To pomogło uczynić to bardziej realnym i stworzyć poczucie bezpieczeństwa w próbowaniu bycia w inny sposób.
Gestalt jest o próbowaniu czegoś nowego, ze wsparciem, skupianiem się na kluczowych kwestiach, które podnoszą świadomość - sny dają do nich dobry dostęp.
Poinstruowałem ją, by opowiedziała to w czasie teraźniejszym, słowo po słowie.
Powiedziała:
Zasypiam na łóżku. Przychodzi do mnie, przytula i całuje. Mówi mi, że właśnie kupił nowy dom, po okazyjnej cenie, z wielką szopą. Ma zupełnie nową sypialnię z osobną łazienką.
Wchodzimy do mojego domu i widzimy chłopca, który bierze duży kawałek drewna i rzuca nim w okno. Teraz wkracza John (mąż), dzwoni jego telefon, powiedział, że musi teraz porozmawiać na osobności, więc domyślam się, że ma nową dziewczynę.
Po tym poprosiłem ją, by odegrała kilka ról i opisała siebie w każdej z nich.
Na początku była Domem - powiedziała "Jestem nowy, lsniący, dobrej jakości, dużo lepszy od starego domu. Radosny, duży i przestronny."
Następnie John - "Jestem radosny, pragnę domu, cudem byłoby go kupić, jestem silny, mam cel".
Potem kawał drewna, który wpadł przez okno - "Jestem twardy, silny, potężny, stary dom nie ma wartości, chcę pokazać, że jest zepsuty, narobić dużo hałasu".
Potem chłopiec - miał trzynaście lat we śnie - "Jestem złośliwy, silny".
Potem nowa dziewczyna - "Jestem zaintereowana, ciekawska".
We wszystkim tym Cynthia potrzebowała nieco pomocy, ponieważ usilnie starała się interpretować co znaczy poszczególny z elementów. Jednak w Gestalt szukamy bezpośredniego doświadczenia, niż raczej wcześniej założonych sądów czy orzeczeń. Ciągle więc przekierowywałem ją na rozpoznanie każdego z elementów, nazwanie jej uczuć, niż raczej jej myśli.
Spytałem co najbardziej się wyróżniało - chłopiec. Pogodny, nie podobny do nikogo.
Potem więc odniosłem to do jej obecnego życia - co byłoby czymś, co jest do niczego nie podobne?
Cynthia rzekła - by spędzić całą noc przy dużym ognisku, imprezować na plaży w świetle księżyca, a potem spać na plaży.
Powiedziała, że chciałaby przyprowadzić Johna, ale "on nie lubi widzieć we mnie dzikiej kobiety... więc nauczyłam się studzić zapał... nie potrafi poradzić sobie z czymś, co byłoby dla niego inne, niż tego oczekuje".
Wyjaśniła, że starała się przekonać go przez wiele lat, by poszedł z nią na rock and rollową potańcówkę, jednak ostatecznie dała za wygraną.
Zasugerowałem, by przestała się powstrzymywać i po prostu poszła sama na kurs tańca.
Potem poprosiłem ją, by wyobraziła sobie, że mówi coś dzikiego do Johna, coś, co byłoby do niczego innego nie podobne. Ja odegrałbym rolę Johna, a ona powiedziałaby mi to wprost.
- Powiedziałaby mu, że chciałaby, by oboje rzucili swoje prace, kupili jacht i popłynęli w morze, gdzie poniósłby ich prąd, ona by gotowała i mogliby razem pisać wiersze.
Potem poprosiłem ją, by powiedziała mu coś dobitniej, tym razem coś bardziej wymagającego.
-Powiedziała mu, że była zmęczona jego nadużywaniem narkotyków i była zła na to, że zmarnowała ostatnie lata, czekając na zmianę. Nie zamierzała przyjmować żadnych obietnic, tylko działania.
Udzieliłem jej w tym wsparcia - wyrażała się bardzo jasno, była stabilna i w mojej nie-defensywnej pozycji jako John (coś, co zazwyczaj uważał za trudne)powiedziałem, że bardzo doceniam jej bezpośredniość.
Zachęciłem ją do tego, by była jeszcze silniejsza, ostrzejsza i bardziej dzika.
Powiedziała kilka zdań o niej samej, o jej granicach.
Ponownie, udzieliłem jej wsparcia.
Poczuła się bardzo podbudowana.
W Gestalt projektujemy eksperymenty, by badać wznoszące się figury. Tutaj w jej śniemieliśmy do czynienia z wieloma figurami, ale pozostaliśmy przy tym, co miało dla niej najwięcej energii - robienie czegoś niespotykanego.
Tłumaczymy to jako bycie dzikim, silnym, stawianie kroków naprzód, zarówno pozytywnie, jak i negatywnie.
Uczestniczyłem w eksperymencie, grając jej partnera i dając jej wsparcie. To pomogło uczynić to bardziej realnym i stworzyć poczucie bezpieczeństwa w próbowaniu bycia w inny sposób.
Gestalt jest o próbowaniu czegoś nowego, ze wsparciem, skupianiem się na kluczowych kwestiach, które podnoszą świadomość - sny dają do nich dobry dostęp.
Friday, 22 August 2014
Case #20 - Zastygła pokrywa
Jane była rozdrażniona przez udzielanie się w grupie. Przyszła cała się trzęsąc. Nie chciała rozmawiać o przyczynach, co było w porządku. Popracowaliśmy tylko z jej energią. Poprosiłem ją, by opisała jej doświadczenie. Powiedziała o byciu zastygniętą. Poprosiłem ją, by posłużyła się metaforą, by opisać to, jak się czuje. Powiedziała, że jak zastygła pokrywa. Poprosiłem ją o to, by wskazała miejsce w jej ciele, w którym to odczuwała - podbrzusze.
Poprosiłem ją, by mówiła, jak gdyby była pokrywą "Jestem zastygłą pokrywą". Zrobiła to i powiedziała potem o tym, jak zapieczętowała swoje "brzegi".
Poprosiłem ją zatem, by mówiła, jak gdyby była brzegami. "Jestem brzegiem" ...a potem opisała inne aspekty bycia brzegiem.
Poprosiłem ją, by położyła dłoń w miejscu, gdzie znajdowała się zastygła pokrywa, drugą dłonią zaś, gdzie znajdowały się brzegi (po zewnętrznej ich stronie). Potem, by wzięła głęboki wdech, skupiając się na tym miejscu. Pogłębiło to jej uczucia. Jej nogi zaczęły się trząść, więc pocieszyłem ją.
Czuła mnóstwo smutku, płakała. Nie potrafiła jednak niczego wyrazić.
Poprosiłem ją, by poruszała palcami u stóp. Było to dla niej trudne i zdołała to zrobić tylko jedną nogą. Potem, po chwili, wsparłem ją tak, by zdołała poruszać też palcami drugiej stopy.
Po tym zaczęła bekać, wiele razy. Powiedziała, że często jej się to zdarza.
Bekanie w somatycznym ujęciu to objaw wielkiej ulgi i początek drogi do lepszej ekspresji.
Pewnym jest, że czuła, że jej energia kierowała się ku górze, jednak nie były to jeszcze słowa. Zachęciłem ją do cielesnego uwolnienia i stopniowo była w stanie ubrać swoje emocje w słowa. Poprosiłem ją, by wypowiedziałą je bezpośrednio tak, jakby osoba, która ją skrzywdziła była tutaj.
Był to finał mnóstwa bólu, który cicho nosiła w sobie przez lata.
Przez poproszenie ją, by wyraziła uczucia poprzez metaforę (pokrywa, brzeg), mogliśmy bezpośrednio z nimi pracować. Przez poproszenie ją, by je posiadła, skupiliśmy jej uważność, która wcześniej była rozproszona i unikająca - to naturalne, że nikt nie chce czuć bólu.
Przez wsparcie jej w tym, by pozostała ze swą energią i uczuciami w jej ciele, pominęliśmy zupełnie proces jej myślenia, co pozwoliło na naturalny rozwój. Jeśli skupisz się na procesach, zachodzących w ciele, zawsze ta się stanie, ponieważ ciało zawsze kieruje się w stronę uzdrowienia.
Poprosiłem ją, by mówiła, jak gdyby była pokrywą "Jestem zastygłą pokrywą". Zrobiła to i powiedziała potem o tym, jak zapieczętowała swoje "brzegi".
Poprosiłem ją zatem, by mówiła, jak gdyby była brzegami. "Jestem brzegiem" ...a potem opisała inne aspekty bycia brzegiem.
Poprosiłem ją, by położyła dłoń w miejscu, gdzie znajdowała się zastygła pokrywa, drugą dłonią zaś, gdzie znajdowały się brzegi (po zewnętrznej ich stronie). Potem, by wzięła głęboki wdech, skupiając się na tym miejscu. Pogłębiło to jej uczucia. Jej nogi zaczęły się trząść, więc pocieszyłem ją.
Czuła mnóstwo smutku, płakała. Nie potrafiła jednak niczego wyrazić.
Poprosiłem ją, by poruszała palcami u stóp. Było to dla niej trudne i zdołała to zrobić tylko jedną nogą. Potem, po chwili, wsparłem ją tak, by zdołała poruszać też palcami drugiej stopy.
Po tym zaczęła bekać, wiele razy. Powiedziała, że często jej się to zdarza.
Bekanie w somatycznym ujęciu to objaw wielkiej ulgi i początek drogi do lepszej ekspresji.
Pewnym jest, że czuła, że jej energia kierowała się ku górze, jednak nie były to jeszcze słowa. Zachęciłem ją do cielesnego uwolnienia i stopniowo była w stanie ubrać swoje emocje w słowa. Poprosiłem ją, by wypowiedziałą je bezpośrednio tak, jakby osoba, która ją skrzywdziła była tutaj.
Był to finał mnóstwa bólu, który cicho nosiła w sobie przez lata.
Przez poproszenie ją, by wyraziła uczucia poprzez metaforę (pokrywa, brzeg), mogliśmy bezpośrednio z nimi pracować. Przez poproszenie ją, by je posiadła, skupiliśmy jej uważność, która wcześniej była rozproszona i unikająca - to naturalne, że nikt nie chce czuć bólu.
Przez wsparcie jej w tym, by pozostała ze swą energią i uczuciami w jej ciele, pominęliśmy zupełnie proces jej myślenia, co pozwoliło na naturalny rozwój. Jeśli skupisz się na procesach, zachodzących w ciele, zawsze ta się stanie, ponieważ ciało zawsze kieruje się w stronę uzdrowienia.
Tuesday, 19 August 2014
Case #19 - Atrakcyjność i granice
Dee była młodą kobietą, która opowiedziała mi o jej strachu. Spytałem czego się boi. Opowiedziała, że mężczyzn. Poprosiłem ją, by mi to wyjaśniła. Powiedziała, że chciałaby zwrócić męską uwagę, jednak bała się tego zrobić.
Zauważyłem, jako terapeuta i jako nauczyciel, że przecież również jestem mężczyzną. Odparła, że tak, ale nie myśli o mnie w ten sposób.
Moim celem było sprowadzenie tej kwestii do tu i teraz oraz do naszej relacji. Chciałem użyć siebie jako narzędzia w tym procesie sprowadzania większej uważności i rozwojowi doświadczenia relacji.
Odpowiedziałem zatem, że faktem jest, że jestem mężczyzną i byłoby użyteczne, gdyby zwróciła uwagę na to, czym to dla niej jest.
Powiedziała, że to przerażające. Spytałem dlaczego. Ponieważ mógłbym stwierdzić, że jest atrakcyjna.
Co w tym złego?
Ponieważ mogę się w niej zakochać i stworzyć trudną sytuację, której ona nie chce.
Zachęciłem ją zatem, by wypowiedziała to głośno, bezpośrednio: "Nie chcę byś się we mnie zakochał, nie jestem dostępna dla Ciebie".
Poczuła się znacznie lepiej, gdy jasno zadeklarowała swoje granice.
Przedstawiłem jej swoje doświadczenia. Powiedziałem - ja również nie chcę się w Tobie zakochać. Uważam Cię za atrakcyjną i ten fakt może istnieć w moich i Twoich granicach.
Potem odbyliśmy rozmowę, w której wypowiedziałem kilka stwierdzeń odnośnie tego, dlaczego uważam ją za atrakcyjną i czym to dla niej jest. Była u kresu jej problemu - pragnęła uwagi, lecz bała się jej.
Gdy zatem badała ten problem w bezpieczny sposób, miała dobre doświadczenia, potrafiła określić swoje granice i wyrazić je, potrafiła radzić sobie z uwagą bez zbytniego przejmowania się nią.
Czuła się zawstydzona w kilku miejscach podczas naszej dyskusji, więc zwracałem wtedy uwagę z powrotem na siebie, na moje doświadczenie. Podzieliłem się z nią uwagą, że też nie uważam całej tej rzeczy za coś bardzo łatwego - to coś, co chciałbym czasami wypchnąć poza moją uważność. Dobrze było być w stanie wzajemnie to zrozumieć i po prostu doświadczyć połączenia tego z obecną chwilą, bez lęku, że wymknie się to spod kontroli.
Było to dla niej pod wieloma względami nowe doświadczenie i dało jej pewność w ustalaniu granic, rozmawianiu na ten temat i być świadomą tego, co możemy nazwać erotycznym aspektem relacji międzyludzkich, bez komplikowania sytuacji.
Gestalt podkreśla wagę autentyczności, której używamy w procesie podnoszenia uważności, a którą przenosimy na pole relacji z drugą osobą.
Zauważyłem, jako terapeuta i jako nauczyciel, że przecież również jestem mężczyzną. Odparła, że tak, ale nie myśli o mnie w ten sposób.
Moim celem było sprowadzenie tej kwestii do tu i teraz oraz do naszej relacji. Chciałem użyć siebie jako narzędzia w tym procesie sprowadzania większej uważności i rozwojowi doświadczenia relacji.
Odpowiedziałem zatem, że faktem jest, że jestem mężczyzną i byłoby użyteczne, gdyby zwróciła uwagę na to, czym to dla niej jest.
Powiedziała, że to przerażające. Spytałem dlaczego. Ponieważ mógłbym stwierdzić, że jest atrakcyjna.
Co w tym złego?
Ponieważ mogę się w niej zakochać i stworzyć trudną sytuację, której ona nie chce.
Zachęciłem ją zatem, by wypowiedziała to głośno, bezpośrednio: "Nie chcę byś się we mnie zakochał, nie jestem dostępna dla Ciebie".
Poczuła się znacznie lepiej, gdy jasno zadeklarowała swoje granice.
Przedstawiłem jej swoje doświadczenia. Powiedziałem - ja również nie chcę się w Tobie zakochać. Uważam Cię za atrakcyjną i ten fakt może istnieć w moich i Twoich granicach.
Potem odbyliśmy rozmowę, w której wypowiedziałem kilka stwierdzeń odnośnie tego, dlaczego uważam ją za atrakcyjną i czym to dla niej jest. Była u kresu jej problemu - pragnęła uwagi, lecz bała się jej.
Gdy zatem badała ten problem w bezpieczny sposób, miała dobre doświadczenia, potrafiła określić swoje granice i wyrazić je, potrafiła radzić sobie z uwagą bez zbytniego przejmowania się nią.
Czuła się zawstydzona w kilku miejscach podczas naszej dyskusji, więc zwracałem wtedy uwagę z powrotem na siebie, na moje doświadczenie. Podzieliłem się z nią uwagą, że też nie uważam całej tej rzeczy za coś bardzo łatwego - to coś, co chciałbym czasami wypchnąć poza moją uważność. Dobrze było być w stanie wzajemnie to zrozumieć i po prostu doświadczyć połączenia tego z obecną chwilą, bez lęku, że wymknie się to spod kontroli.
Było to dla niej pod wieloma względami nowe doświadczenie i dało jej pewność w ustalaniu granic, rozmawianiu na ten temat i być świadomą tego, co możemy nazwać erotycznym aspektem relacji międzyludzkich, bez komplikowania sytuacji.
Gestalt podkreśla wagę autentyczności, której używamy w procesie podnoszenia uważności, a którą przenosimy na pole relacji z drugą osobą.
Saturday, 16 August 2014
Case #18 - Mini-wakacje
Trudy żyła z jej ciotką i wujem. Wuj uważał jej zainteresowanie psychologią za frywolne, naciskał na nią, by znalazła pracę, krytykował ją za to, że wydaje pieniądze na warsztaty takie, jak ten i powiedział jej, że powinna niedługo wyjść za mąż, mając dwadzieścia sześć lat.
Kiedy spytałem ją, co czuje w swoim ciele, odparła, że ból w jej ramionach.
Somatycznie, jest to połączone z nadmiernie rozwiniętym poczuciem odpowiedzialności.
Pewnym jest, że przejmowała się tym wszystkim zanadto. Znalezienie pracy, jakiej pracy, etc. Spytałem ją, co chciałaby robić - być terapeutką. Czuła jednak, że potrzebuje praktyki i więcej doświadczenia życiowego zanim będzie gotowa. Spytałem ją o to, kiedy będzie - "kiedy będę starsza" odrzekła.
W Gestalt zawsze skupiamy się na szczegółach, więc spytałem, jak bardzo? 80 lat, odpowiedziała.
Spytałem ją zatem jaki rodzaj pracy chciałaby wykonywać pomiędzy teraz a później. Uznała, że trudno jej o tym myśleć z powodu presji, jaką czuła.
Zachęciłem ją zatem, by "wzięła sobie wolne" od presji i pozwoliła sobie na małe wakacje na jedną minutę. By po prostu był tu i teraz ze mną. Zauważyłem w niej coś, co mi się spodobało. Poprosiłem ją, by zrobiła to samo.
To osadziło ją w tu i teraz, sprowadziło ją pełniej do relacji ze mną, zapewniło jej pozytywne rozpoznanie (zauważyła, że otrzymała ze strony rodziców żadnej zachęty, jedynie presję) i sprowadziło ją w jej własną sensoryczną uważność. Używamy tych osadzających procesów w Gestalt po to, by wyrwać ludzi z ich "historii" i schematów.
Zaproponowałem jej eksperyment Gestalt.
Rozluźniła się nieco, jednak przyszło jej to z trudem. Nie potrafiła sobie za bardzo pozwolić na "wakacje".
Sprawdziłem z nią zatem i doszliśmy do przyczyny, znalazłem bolące miejsce w jej ramionach i ucisnąłem je palcem. Nie była to wiadomość, bardziej sprowadzenie uwagi w miejsce ucisku, wyostrzenie jej uważności na to - była tak przyzwyczajona do bólu, że spychała go na dalszy plan.
Kiedy ja puściłem i ona była w stanie to zrobić.
Potem znów spróbowaliśmy z "wakacjami", po to, by móc przedyskutować jej sytuację z pracą bardziej w pełni.
Wracając do "wakacji", znów zaczęła czuć trudności.
Wyraziłem smutek z powodu, że tak trudne jest to dla niej i wyraziłem zaniepokojenie, że nie dożyje tak późnego wieku, jeśli będzie dalej żyć pod taką presją.
Skupiła swoją uważność na szerszej perspektywie, na konsekwencjach życia pod ciągłą presją. Dało jej to również spojrzenie na to, jak ten wyuczony wzorzec życia zaczyna negatywnie na nią wpływać, w sposób, którego naprawdę by nie chciała.
W Gestalt zawsze chodzi wyłącznie o wybór.
Kiedy spytałem ją, co czuje w swoim ciele, odparła, że ból w jej ramionach.
Somatycznie, jest to połączone z nadmiernie rozwiniętym poczuciem odpowiedzialności.
Pewnym jest, że przejmowała się tym wszystkim zanadto. Znalezienie pracy, jakiej pracy, etc. Spytałem ją, co chciałaby robić - być terapeutką. Czuła jednak, że potrzebuje praktyki i więcej doświadczenia życiowego zanim będzie gotowa. Spytałem ją o to, kiedy będzie - "kiedy będę starsza" odrzekła.
W Gestalt zawsze skupiamy się na szczegółach, więc spytałem, jak bardzo? 80 lat, odpowiedziała.
Spytałem ją zatem jaki rodzaj pracy chciałaby wykonywać pomiędzy teraz a później. Uznała, że trudno jej o tym myśleć z powodu presji, jaką czuła.
Zachęciłem ją zatem, by "wzięła sobie wolne" od presji i pozwoliła sobie na małe wakacje na jedną minutę. By po prostu był tu i teraz ze mną. Zauważyłem w niej coś, co mi się spodobało. Poprosiłem ją, by zrobiła to samo.
To osadziło ją w tu i teraz, sprowadziło ją pełniej do relacji ze mną, zapewniło jej pozytywne rozpoznanie (zauważyła, że otrzymała ze strony rodziców żadnej zachęty, jedynie presję) i sprowadziło ją w jej własną sensoryczną uważność. Używamy tych osadzających procesów w Gestalt po to, by wyrwać ludzi z ich "historii" i schematów.
Zaproponowałem jej eksperyment Gestalt.
Rozluźniła się nieco, jednak przyszło jej to z trudem. Nie potrafiła sobie za bardzo pozwolić na "wakacje".
Sprawdziłem z nią zatem i doszliśmy do przyczyny, znalazłem bolące miejsce w jej ramionach i ucisnąłem je palcem. Nie była to wiadomość, bardziej sprowadzenie uwagi w miejsce ucisku, wyostrzenie jej uważności na to - była tak przyzwyczajona do bólu, że spychała go na dalszy plan.
Kiedy ja puściłem i ona była w stanie to zrobić.
Potem znów spróbowaliśmy z "wakacjami", po to, by móc przedyskutować jej sytuację z pracą bardziej w pełni.
Wracając do "wakacji", znów zaczęła czuć trudności.
Wyraziłem smutek z powodu, że tak trudne jest to dla niej i wyraziłem zaniepokojenie, że nie dożyje tak późnego wieku, jeśli będzie dalej żyć pod taką presją.
Skupiła swoją uważność na szerszej perspektywie, na konsekwencjach życia pod ciągłą presją. Dało jej to również spojrzenie na to, jak ten wyuczony wzorzec życia zaczyna negatywnie na nią wpływać, w sposób, którego naprawdę by nie chciała.
W Gestalt zawsze chodzi wyłącznie o wybór.
Subscribe to:
Posts (Atom)








