|
 Tom pił, zbyt wiele, zbyt często. Robił to od wielu lat. Czasem rzucał, czasem wracał znowu. Abby nie była szczęśliwa i coraz częściej zwracała uwagę na rzeczy, które powinny się zmienić. Problem w tym, że się zmieniły - przestał pić, udało im się prowadzić lepsze życie przez chwilę, potem w jakiś sposób wszystko zaczęło się od nowa. Abby chciała dobrego związku. Chciała bliskości, kontaktu, szczerości. Byli razem od długiego czasu i nie chciała tak po prostu porzucić tej znajomości. Narzekanie nie pomagało, tak samo, jak poddanie się rutynie. Abby była bardzo sfrustrowana. Tom nie był w stanie utrzymać zmian, których ona naprawdę potrzebowała. Nie było wątpliwości, że Tom miał problem z alkoholem. Jasnym było, że zupełnie nie miał nad nim kontroli i jasnym było również, że jego wysiłki w zaprzestaniu picia skutkowały jedynie na określony okres czasu - czasem 6 miesięcy, jednak zaraz po tym zaczynał od nowa. Wydawało się, że Abby robiła wszystko, co mogła. Postawiła sprawę jasno. Określiła granice. Przyszła na terapię po pomoc. Z punktu widzenia Pola, uzależnienie nie jest czymś 'w' osobie, lecz czymś 'w' rodzinie czy związku. Podtrzymywane jest przez więcej niż jedną osobę, pomimo tego, jak w tej sprawie, że Abby starała się zrobić, co mogła. Jej uczestnictwo nie było dla niej jasne - wydawało się, że nie chce niczego więcej, jak wolnego od uzależnień związku. Ojciec Abby był despotyczny, obelżywy, często złośliwy. Jej potrzeba opieki, bycia wysłuchaną nie była zaspokojona. Nauczyła się, by być pomocną dziewczynką, jako próbę uzyskania jakiegokolwiek uznania. To coś, co nazywamy w Gestalt 'kreatywnym przystosowaniem' (creative adjustment). Wtedy miało to sens, lecz teraz, jako dorosła, Abby odkryła, że utknęła - kreatywne przystosowanie dłużej nie działało. Odkryła, że to coś, co popchnęło ją w stronę pielęgniarstwa - dbanie o innych i ich potrzeby. I dokładnie to robiła z Tomem. Kiedy to zbadaliśmy, Abby zdała sobie sprawę, że jej pomocność zawierała rodzaj dawania prezentów. Jeśli dawała innym, mężczyznom, stawała się dzięki temu użyteczna, chciana, uznana, potrzebna. I była to dokładnie sytuacja z Tomem. Potrzebował jej i stawał się bardzo smutny, jesli wpadła w złość czy się wycofała. Nie mogła znieść widoku jego smutku, więc zawsze wracała. Kluczem było odkrycie, że jej pomocność była również rodzajem manipulacji: 'jeśli coś ci dam, wtedy będziesz mnie potrzebował i mnie nie zostawisz'. Ważnym była zmiana kierunku - Abby była teraz w stanie jaśniej widzieć nie tylko uzależnienie Toma, lecz także jej własne powtarzające się manipulatywne zachowanie - dawanie, by osiągnąć cel czy coś, co w Gestalt nazywamy 'proflekcją' (proflection). Było to przykład na to, co nazywamy zniekształconą granicą - wygląda tak, jakby coś było ofiarowywane, lecz istnieje ukryty motyw, więc aspekt dawania jest warunkowy, nie bezwarunkowy. Ta uwaga była dla niej dramatyczna - mogła dostrzec nie tylko znany jej wzorzec jego picia, lecz również inny obok niego - jej manipulatywnego dawania. W Gestalt pracujemy nad świadomością, ale to nie tylko 'tu i teraz', to również świadomość swojego pola, z wszystkimi jego złożonymi warstwami, a w szczególności nasze ukryte wzorce zachowania. Wydobycie ich na światło dzienne tworzy możliwość zapanowania nad tym zachowaniem - cokolwiek je poprzedza - i dzięki temu 'brać odpowiedzialnie', posługujac się Gestaltowskim terminem. To wyzwalające. Dostrzec własną manipulatywność daje możliwości, podczas gdy samo dostrzerzenie uzależnienia innych osób pozostawia miejsce jedynie na reakcję.
 Martin miał w swoim życiu szereg większych związków. Teraz będąc w wieku 50 lat, był w bardzo uczuciowym związku, jednak bez dzieci. Zawsze przyciągały go 'imprezowiczki'. Ostatecznie, pomimo ciężkiej pracy nad związkami, odkrył, że nie potrafi utrzymać ich zbyt długo, aż do obecnego. Teraz był szczęśliwy...jednak jego obecna partnerka lubiła wypić i się zabawić. Mimo, że to lubił, czasem czuł, że to trochę zbyt wiele i częstokroć chciał opuszczać spotkania towarzystkie wcześniej od niej. Toteż od czasu do czasu sam wypijał więcej, niż tego chciał. Kiedy przychodzi nam badać rzeczy, jak alkohol czy schmaty w związkach, warto przyjrzeć się temu z szerszej perspektywy. Temu, co nazywamy Polem w Gestalt. Rodzinne konstelacje wciąż to robią, istnieje jednak kilka różnych sposobów, by dotrzeć do tego wymiaru. W indywidualnej terapii jest kilka miejsc, w których wyraźnie widać, że należy przywiązać uwagę do szerszego kontekstu. Zapytałem więc o jego rodziców i dziadków. Jego rodzicom całkiem dobrze się powodziło. Okazało się, że matka jego ojca była swego czasu bardzo przebojową kobietą. Podróżowała i późno wyszła za mąż. Była bardzo popularna społecznie, jednak nie zawsze obecna jako matka. Zatem jego doświadczenie rodzicielstwa pochodziło raczej ze strony jego ojca, który był tym stabilnym. Martin nigdy nie powiązał tych faktów, jednak stało się dla niego jasne, że pociągają go kobiety, które są żywotne, lecz niestabilne. Zadaniem było przenieść to do teraźniejszości. Ustawiłem krzesło, które reprezentowało 'imprezowiczkę' i poprosiłem go, by zwrócił uwagę na swoje emocje. Te byłe mieszane - przyciąganie, lecz również ból, wynikający z historii jego związków. Spytałem go o to, co było w nim aktywne, kiedy siedział naprzeciw tego rodzaju kobiety. Dostrzegł szereg rzeczy - jego podniecenie, złość i uczucie pustki. Poprosiłem go, by umiejscowił to w jego ciele. Odnotował uczucie zatoru w klatce piersiowej. Powiedział, że było to dokładnie to, co czuł, gdy jego partnerka piła za dużo - rodzaj paniki czy strachu. Zazwyczaj w takim momencie albo by ją upomniał, albo nie powiedział niczego i chował urazę. Poprosiłem go więc, by pozostał z tym uczuciem i powiedział coś do niej, siedzącej na krześle. Było to dla niego bardzo trudne - czuł się bardzo niekomfortowo i powiedział o tym. Potem poprosiłem go, by zamienił się miejscami, usiadł na krześle i odpowiedział, jak gdyby był jego partnerką. W tej pozycji czuł się niepokorny, nie chciał, by mówić mu, co ma robić, powiedział: 'jeśli ci na mnie zależy, dałbyś mi raczej wolność, niż próbował mnie kontrolować'. Było to w pewnym sensie bliskie Martinowi - słyszał już od niej takie rzeczy. Potem poprosiłem go, by ponownie usiadł obok mnie i spytał o tę część, która była buntownicza. W Gestalt interesują nas przeciwne bieguny, szczególnie te, które nie są w posiadaniu i często utożsamiane są z partnerem. Nie był przyzwyczajony do myślenia w tej sposób - to zawsze jego partnerka była tą buntowniczą stroną. Spytałem go, co, jeśliby miał zupełną wolność, by zrobił, by być buntowniczym. Wskazał na to, że w pracy spotyka się z bardzo kontrolującym zachowaniem ze strony jego szefa, a on nigdy nic mu nie powiedział. Zasugerowałem więc, by umieścił swojego szefa na krześle i powiedział do niego coś buntowniczego. Robiąc to, czuł mnóstwo wolności, poczuł się lekko. Powtórzył to z kilkoma innymi scenariuszami z jego życia i za każdym razem czuł niesamowitą ulgę, móc powiedzieć coś buntowniczego - był przysłowiowym 'dobrym chłopcem'. Poczuł się znacznie silniejszy i wzmocniony. Było to zaledwie jeden krok w całej serii terapeutycznych sesji, lecz doskonale pokazuje sposób, w który nasza zaprojektowana jaźń - na kogoś innego - gasi energię, która mogłaby być nam pomocna w poszukiwaniach balansu i żywotności - które są bardzo ważnymi celami w Gestalt.
Leanne mówiła o byciu bardzo lękliwą. Bała się karaluchów, łatwo ją przestraszyć, a nocą często trudno jej było zasnąć, bo bała się złodziei, którzy mogą wejść przez okno, duchów czy 'potworów'. Często bała się też potworów, kiedy szła popływać łódką. Pomimo tego wszystkiego, brzmiało to trochę jak dziecięcy stan, spytałem więc, co się stało, że uczyniło ją to tak lękliwą, gdy była dzieckiem. Od razu odniosła się do incydentu, gdy miała 6 lat. Chłopiec, jeden z jej bardzo dobrych przyjaciół, utonął. Minęły godziny zanim go odnaleziono. Przyniesiono go z powrotem do jej domu i jej rodzina nalegała, by jej ojciec, lekarz, spróbował go uratować. Nie udało mu się. To była burzliwa noc i poszła spać bardzo przerażona. Miała koszmar, w którym śniło jej się, że musiała go uratować, lecz nie mogła. Wiele o nim myślała, gdy dorastała i wciąż żywi wiele smutku w związku z nim. Uczyniło to zatem jasnym, kto był tym 'duchem', którego się bała. Zasugerowałem trudny, lecz niezbędny eksperyment - używając dramatyzmu sytuacji, intensywności jej strachu i obecnej szansy na poradzenie sobie z tym bezpośrednio, raz na zawsze. Zaproponowałem więc, że stanę obok niej, twarzą do okna, a grupa stanie za nią dla wsparcia. Potem zaprosi ducha jej zmarłego młodego przyjaciela, by przyszedł do pokoju i stanął jej naprzeciw. Tak zrobiła, lecz trzęsła się niczym liść. Pozwoliłem jej się oprzeć o mnie, trzymając ją mocno, a grupa stanęła tuż za nią. Powiedziałem, by przemówiła do 'ducha', mówiąc mu, co czuje, przez co przeszła i jak bardzo za nim tęskni. Tak też zrobiła, choć było to trudne. Powiedziała, że chce być z nim, po drugiej stronie. Spytałem, jak on na to odpowiedział, powiedziała, że tego nie chce. Było dla niej ważne, by kontynuować; pomimo tego, wciąż tkwiła w niej szczątkowa tęsknota za śmiercią i bycie blisko niego. Wsparłem ją więc, by porozmawiała z nim dłużej, naprawdę mówiąc mu jak się czuje i naprawdę słuchając jego odpowiedzi. Musiałem wspierać ją pośród lęku i żalu. Skierowałem ją, by oddychała w jej brzuch i niżej, w nogi. W Gestalt pracujemy nad ugruntowaniem i oddychaniem, by pomóc osobie pozostać obecną z jej doświadczeniem i z intensywnością emocji. Często nie mieli takiego wsparcia, szczególnie kiedy byli młodzi, pozwala im więc to oswoić się z doświadczeniem, które wcześniej było dla nich przytłaczające, w sposób, który teraz mogą pojąć. Było dla niej bardzo trudne pozostać obecną - spędziła ostatnie 30 lat, żyjąc w strachu i oddychając w płytki sposób...który mógł dalej potęgować strach. Było zatem trudno dla niej oddychać głęboko i potrzebowała mnóstwo wsparcia i instrukcji ode mnie. Po pewnym czasie stała się bardzo spokojna, była w stanie dać duchowi odejść i w pełni wrócić do siebie samej. Czuła się pełniej w swoim ciele, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej i wszelkie oznaki strachu zniknęły.
Mark podniósł wiele tematów, lecz żaden z nich nie wydawał się być odpowiednim do podjęcia. Jego sytuacja w pracy stała na rozdrożu - poprzednio pracował ze swym ojcem, ale odszedł od tego. Zajmował się kilkoma biznesowymi zajęciami, jednak żadne nie dostarczało mu dostatecznie dużo pieniędzy. Był żonaty od trzech lat i był gotów na dziecko. Poczyniłem kilka komentarzy i obserwacji - jego płynące brzmienie głosu na przykład. Tak naprawdę nic nie zdawało się nadawać na 'problem'. Spytałem więc o jego małżeństwo. Odnotował, że jest dobre i jest w nim szczęśliwy. Podczas gdy był to generalnie dobry sygnał, byłem zainteresowany tym, co czyniło sytuację - detalami. W Gestalt jesteśmy zainteresowani odsuwaniem generalizowania, by skupić się na szczegółach, jako że to metoda na uzyskanie kontaktu. Uznał to za trudne do stwierdzenia. Spytałem go o jego uczucia i ponownie, stwierdził, że trudno być mu kontkretnym. Zdecydowałem zatem, że jego brak jasnej figury związany był z trudnością z dostrajaniem się do jego emocji. Zaproponowałem więc eksperyment - by przeszedł się po sali i popatrzył na ludzi w grupie, każdego z osobna, zobaczył jak się czuje, patrząc na każdą osobę. Zaczął opowiadać mi o swoim doświadczeniu, używając jasnych pojęć. Było dla mnie jasne, że ma zdolność do identyfikowanie jego doświadczeń w relacjach, jednak prawdopodobnie potrzebuje zachęty i wspierającego otoczenia - coś, co potwierdził. Następnie więc dałem mu określoną formę, którą powinien się posłużyć: 'Kiedy patrzę na ciebie, czuję ______'. Brzmi to bardzo prosto, jednak ważnym jest, by zacząć z czymś, co jest do zrobienia i dając popracować mu nad trudnościami w wyrażaniu emocji, o których wspominał, to wydawał się dobry początek. To, co zrobiłem to robienie kroku naprzód z opisywania jego doświadczeń innych, do przekazywania ich bezpośrednio. Zawsze zmierzamy do relacji w Gestalt. Zrobił tak więc z kilkoma ludźmi, za każdym razem wypowiadając się całkiem jasno. Ponownie, to wskazywało, że potrzebował jedynie wspierającego otoczenia, w którym mógł to zrobić. Następnie wyciągnąłem poduszkę, niby jego żonę i zachęcłem go, by z nią porozmawiał, w podobnej formie: 'kiedy widzę w tobie ____, to czuję ____'. Robił to przez pewien czas, wyrażając się jasno. Wyraziłem wyrazy uznania, pochwaliłem go i dostrzegłęm, że faktycznie posiada zdolność do identyfikowania swoich uczuć i przekazywania ich. Pomyślałem, że po prostu potrzebuje nieco praktyki, w swobodnych warunkach. Zgodził się. Następnie poprosiłem go, by zrobił to samo z jego ojcem. Wspomniałem, że wspracie wydawało się odgrywać tutaj kluczową rolę i zachęciłem go znów do 'mówienia do poduszek' - najpierw do jego żony, potem do jego ojca - mówiąc im, 'kiedy robisz ____, czuję ____ i chciałbym ____ wsparcie od ciebie'. Było to dla niego bardzo cenne, wyjaśniając mu wiele szczegółów i odnotował uczucie wielkiego uspokojenia na końcu. Był to dobrzy przykład na bardzo behawioralnie zorientowany eksperyment, który zaangażował uczucia, kontakt, autentyczność i wsparcie. Są to główne elementy, z którymi pracujemy w Gestalt i sesja taka, jak ta może być bardzo wartościowa, jak coś, co przypomina niemal proces szkoleniowy. Kiedy to stosowne, ten aspekt może również pasować w podejściu Gestalt. Główną rzeczą jest, że to nie uniwersalna formuła, a jest stosowane do każdego z osobna, w zależności jakiego rodzaju procesu potrzebują, w określonym czasie.
Annabelle była zaniepokojona, bardzo smutna. Przyniosła ze sobą małą lalkę ze sztywnymi, drewnianymi rękoma. 'To ja', powiedziała. 'Moje ręce są sztywne, jak u zombie. Moje serce jest smutne'. Zdradziła, że jej rodzice strasznie się kłócili, gdy dorastała i to spowodowało w niej mnóstwo strachu i zmartwienia. W jej dorosłym życiu czuła się za twarda, chciała znaleźć w sobie delikatność. Jej lalka pokazywała jak sztywno się czuła. Przysłuchiwałem się jej i czułem, że moje serce jest bardzo otwarte - naprawdę była bardzo smutna. Jednocześnie czułem radosną myśl, która wydawała się wręcz żartobliwa - o zombi, które włóczyły się tu i tam, w zabawnym obrazie, jaki przywołują u niektórych zombi. Podzieliłem się więc zarówno swoim głębokim związkiem z nią i troską, jak i tą szaloną myślą o zombi. Nie chciałem jej urazić, ale chciałem zawrzeć również tą część mnie. Przyjęła to z otwartością. Zasugerowałem, że moglibyśmy nawet się tym zabawić. Stanęliśmy więc, ramię w ramię i chodziliśmy wokół jak zombi - kierując się w stronę ludzi z grupy. Więszkość ludzi śmiała się razem z nami, dobrze się bawiąc. Część osób była nieco przestraszona, więc zwracaliśmy ku nim. W gruncie rzeczy było to szalone doświadczenie. Annabelle usiadła, usiadłem naprzeciwko, przyglądając się jej uważnie. Doświadczenie to zmiękczyło ją, otwarła się jeszcze bardziej. Usiadła z jej lalką, czując jej drobne ręce, mówiąc o tym, jak są sztywe... jednak jak mogą stać się miękkie, jeśli będzie je pocierać. Odebrałem to jako znak, wziąłem jej obie ręce w dłonie i delikatnie je potarłem. Chwyciła moje ręce swoimi, jak małe dziecko, szukające pociechy. Spojrzałem na nią, by zmierzyć, jakie to dla niej było i mogłem dostrzec, że łagodzące. Kontyuowałem działanie i mówiłem jej o złagodzeniu. Mogłem czuć intensywność enegii jej dłoni. Zatem, gdy odnotowała, że jej ręce miękną, umieściłem swoje do góry na łonie i pozwoliłem, by pocierała swoimi dłońmi o moje. Zauważyłem, jak wiele energii było w jej dłoniach. Była bardzo głęboko połączona z serce, jej uczuciami i pozostawała w kontakcie ze mną w trakcie tego procesu. Powiedziała o tym, jak obie z mych dłoni były jej rodzicami, rozdzielone, a jednocześnie obecne. Dotknęła każdej z miłością i ze smutkiem. Potem znów wzięła lalkę i położyła jej twarz na każdym z mych palców. Potem wzięła obie ręce lalki i położyła jedną na jednej z mych dłoni, a drugą do drugiej. Powiedziała, że pomimo tego, że jej rodzice są rozdzieleni, potrafię połączyć ich oboje. Chwila ta była bardzo znacząca, jej smutek zmienił jakoś z zastałego, na otwarty i płynący. Jej ręce były zrelaksowane, każda część niej oddychała, była obecna i połączona. Było to dla niej głębokie doświadczenie, tak samo, jak dla mnie i dzięki temu czuła silne poczucie pokoju i integracji.
Song-li miała ostatnimi laty bardzo poważne problemy zdrowotne. Po kilku operacjach, nic fizycznego nie pomogło i rzeczy najpierw przybierały dobry obrót, po czym stawały się gorsze. Zatem następnym wyjaśnieniem było wyjaśnienie psychologiczne. Przebyła kilka terapii w związku z tym...uważałem zatem by ich nie powtarzać i spytałem ją bezpośrednio, z czego już korzystała. Nie jest dobre, by stosować zbyt wielu różnych podejść do tego samego problemu, dlatego sytuacja ta wymaga pewnej ostrożności przy profesjonalnym osądzie. Jeśli idziesz do lekarza, może być dobrym zasięgnięcie drugiej opinii, jednak cztery czy pięć to zdecydowanie za dużo. Pracowanie z jednym problemem, z tym samym terapeutą tworzy głębię, a korzystanie z usług różnych może być nieproduktywne. Nie chciałem więc automatycznie przejść do rzeczy. Spytałem o kontekst - co wydarzyło się rok temu, kiedy zaczęła doświadczać pierwszych problemów ze zdrowiem. Odniosła się do tego, jak kupowała pewnego rodzaju 'pieniądze', używane w Chinach do spalania, generalnie jako rodzaj upamiętnienia kogoś. Jej ojciec zmarł 5 lat wcześniej i kupowała je właśnie z tą myślą. Kiedy je kupowała, 'wiedźma' (jej słowa) ostrzegła ją, by nie kupowała ich zbyt wielu, bo może zachorować. Chciała od razu dokonać zwrotu, jednak sklep ich nie przyjmował. Niedługo później nastąpiła jej choroba. Spytałem o jej relacje z ojcem. Była bliska, korzystna, myślała o nim codziennie, często wiążąc z nim elementy swojego życia, jak na przykład jej syna. Szukanie przyczyn w czyimś polu może być ważniejsze, niż po prostu przejście do problemów emocjonalnych. Kontekst może zapewnić ważne informacje, które mogą pomóc ukierunkować terapię. Spytałem więc o częstotliwość tych myśli - po pięciu latach wyglądały na bardzo skupione, wskazując na swego rodzaju niedokończoną sprawę. Tak naprawdę nie potrafiła powiedzieć o co chodzi czy nawet o tym, jak się czuje, gdy myśli o swoim ojcu, jednak wydawało się to pozytywne. Podczas dalszych sesji może być możliwe, by sięgnąć głębiej w jej świadomość, jednak nie dając mi jasnego wstępu, nie chciałem tego dalej badać, lecz raczej pozostać z tym, co mi pokazała. To jeden ze sposobów na to, jak nie przeciskamy się przez 'opór' w Gestalt. Siedziałem więc przez jakiś czas, przyjmując to, co mówiła. Chciałem użyć struktur, które były na miejscu - pieniędzy, wiedźmy i jej (niemal) obsesji w myśleniu o jej ojcu. Zaproponowałem jej pewne zadanie domowe - rozszerzony eksperyment Gestalt. Zasugerowałem, by kupiła jedną sztuką papierowych pieniędzy. Spytałem i okazało się, że zdjęcie ojca na swoim komputerze. Powiedziałem więc, żeby każdego dnia, o tej samej porze, odcinała nożyczkami mały kawałeczek pieniądza, wkładała go do spalaczki, włączała komputer, by widzieć zdjęcie ojca, prosiła go, by błogosławił jej życia, a potem zamykała zdjęcie. To coś, co w krótkiej terapii (brief therapy) znane jest jako 'opisywanie symptomu' i odpowiednio dla Gestalt jako 'paradoksalna teoria zmiany' (paradoxical theory of change). Bycie bardziej z tym, co jest. Chciała więcej - jej wzmożona, bezustanna potrzeba szukania sposobu terapeutycznego w tym temacie, jak również ucieleśnienie tego, przed czym ostrzegła ją wiedźma - np. nie bądź zbyt chciwa i nie bierz zbyt wielu cennych 'rzeczy' - reprezentowanych tutaj przez pieniądze. Była na chorobowym zwolnieniu, spytałem więc jak spędza dzień. Zostawała w domu i praktycznie przez 8 godzin gotowała, odpoczywała i chodziła na spacery. Spytałem ją, czy miała jakieś społeczne problemy, które byłyby dla niej ważne, odpowiedziała przecząco. Zasugerowałem więc, by wymyśliła usługowy projekt, który mogłaby rozpocząć i działać w imieniu jej ojca. Zmienia to jego symbolikę, jako odskocznię w kierunku życia i zaangażowania, niż raczej trwanie w chorobie, śmierci, niezaangażowaniu. Dałoby to również coś pozytywnego podczas jej dnia - coś, dla czego warto by żyć.
Ta para miała problemy od dłuższego czasu. Pierwszą rzeczą, jaką Rhonda powiedziała podczas sesji było - 'moi rodzice się rozwiedli i poprzysięgłam sobie, że nigdy w życiu nie zrobię tego swojej rodzinie'. Była niezwykle zaniepokojona. Briana objął ją ramieniem, jednak go odepchnęła. Poprosiłem ją, by ustawił się naprzeciw niej tak, by oboje mogli się widzieć. Drugą rzeczą, którą powiedziała było 'To koniec. Nie mogę tak dłużej. Ten związek jest dla mnie skończony.' Brian był zszokowany. Powiedział jej, że słyszał już wielokrotnie, jak to mówiła i ciężko pracował, by się zmienić przez kilka ostatnich miesięcy. Zaczął to wyjaśniać...przerwałem mu. Wytłumaczenia to rodzaj unikania 'tego, co jest', z punktu widzenia Gestalt. Poprosiłem go, by po prostu powiedział jej, co czuje. Po wsparciu go, powiedział, że czuł się spanikowany i porzucony. Zaczął płakać. Siedziała przez jakiś czas, nic nie mówiąc. Kiedy ją poprosiłem, powiedziała, że czuła się pusta; było to dla niej emocjonalnie zbyt wiele i porzuciła swoją świadomość. W Gestalt nie naciskamy nikogo, kto osiągnął ten punkt. Popracowałem więc z nim - wyjaśniając mu, że nie jest dostępna, więc nie ma powodu, by ją naciskać; siedziałem z nim i jego emocjami i pomogłem mu być z nim samym w tym miejscu. Wyraziłem zrozumienie, że wiem, jak się czuje, jak okropne było dla niego być w tym miejscu i jak trudne było dla niego to, że ona 'zasunęła żaluzje' i nie była dla niego dostępna w tej godzinie potrzeby i niepokoju. Potem Rhonda spojrzała na niego, ze łzami w oczach. Powiedziała - stało się tak z twoją matką, z twoją byłą żona i nigdy nie chciałam, bym i ja ci to zrobiła. Załamał się i zamknął w sobie. Dodałem mu odwagi, by pozostał obecny i zobaczył, że ona teraz płacze, staje się dostępna i by zrozumiał połączenie w tej chwili. Było to dla niego bardzo trudne. Powiedział jej, że czuł się winny, że zawiódł i zaczął mówić o tym, jak bardzo chce dalej próbować coś zmienić. Powstrzymałem go jednak, ponieważ nie wykazywała ona żadnej emocjonalnej przestrzeni by dalej o tym rozmawiać. Potem spytałem, czy mogłaby przyjąć to, co on powiedział. Wyglądała bardzo bez wyrazu - zasugerowałem więc, by powiedziała mu, że nie ma w sobie miejsca, by to przyjąć - było to dla niej emocjonalnie prawdziwe stwierdzenie. Było to dla niego bardzo trudne. Wsparłem go, by odbił to w jej stronę. Jej odpowiedź miała na celu podkreślenie złości, urazy i smutku, który widziała w jego oczach. Poprosiłem go więc, by nazwał każdą z emocji, którą odczuwał. Słuchała, lecz potem powiedziała, 'nie chcę byś kontynował, czuję się okropnie, bo wiem, jak trudne jest to dla ciebie'. Brian przestał, zamknął się w sobie i mogłem dostrzec, że jest niedostępny. Zasugerowałem,by powiedział jej, że nie jest w stanie słyszeć jej w chwili obecnej, jednak trudno było mu nawet to zrobić. Powiedziałem więc jej, by pomówiła ze mną. To technika stosowana w terapii par - wspierać jedną osobą, gdy druga jest niedostępna, tak, że presja znika i druga osoba może pozostać świadkiem. Rhonda powiedziała, że chciałaby dać mu mnóstwo czasu, by zaakceptował tę sytuację i powiedziałem jej, że on prawdopodobnie nigdy by jej nie zaakceptował. Kochał ją i nie wyglądało na to, że ma zamiar się poddać. Było to dla niej nieco szokujące. Wyciągnąłem z niej więcej emocji i osobistych stwierdzeń. Potem Brian stał się dostępny, powiedziała mu, że czuje się bardzo wina i było jej bardzo przykro. Płakali razem. Chciał się do niej bliżyć, lecz powiedziała - nie, zachowaj proszę dystans. Spytałem ją o to, powiedziała, że już go nie kocha. Skonfrontowałem to stwierdzenie - jest oparte na mylnym przekonaniu, że miłość jest czysto emocjonalna. Zamiast tego poprosiłem ją, by wyraziła osobiste stwierdzenie. Powiedziała, 'wyłączyłam swoje uczucia'. Było to kluczowe stwierdzenie, jako że traktowało o działaniach, wyborze i woli. To nie był jednak czas, by pracować nad tym - samo wykazanie zrozumienia tego było przyczynkiem do przyszłych możliwości wyboru. Poprosiłem go, by przyjął to, co usłyszał i by wyraził jej swoje uczucia. Udało mu się to zrobić i oboje zaczęli płakać. Jednak coś się zmieniło. W samym środku niemożliwego - bo któż zna przyszłość - udało im się odnaleźć dogłębny autentyczny kontakt. Oboje dotarli do miejsca, w którym poczuli się przytłoczeni, jednak przy moim wsparciu dla każdego z osobna, byli w stanie poruszać się naprzód i być razem w tym miejscu straty i rozpaczy. Ostateczny efekt był nieznany. Jednak w Gestalt skupiamy się na osiągnięciu głębokiego autentycznego kontaktu; staje się to opoką prawdziwego związku - rzecz, której z pewnością od dawna im brakowało.
|
|
|